czwartek, 17 grudnia 2015

Sąsiad. cz 10.

Czasami trzeba chodzić do pracy... A tam dzień jak co dzień, chciało by się powiedzieć...

- Hej! Przyszedł facet od projektu. Wpuścić go? - Zapytała Baśka, moja koleżanka z pracy. Sądząc po minie, gość to był ktoś....

Chciałam  poprzesuwać ściany w pomieszczeniach pracy, żebyśmy mieli więcej przestrzeni do pracy tam, gdzie naprawdę była potrzebna. Dlatego zaprosiłam projektanta budynku, żeby powiedział mi jak i o ile można ściany poprzesuwać, żeby nie naruszyć jego konstrukcji.

- Proszę wejść. Kawy pan sobie życzy, herbaty? - Basia jak zwykle dobrze spełniała swoją rolę sekretarki i człowieka od wszystkiego... Tylko tym razem była jakby bardziej uprzejma?

Odwróciłam się do drzwi, żeby przywitać gościa, wyciągnęłam rękę na przywitanie, uśmiechnęłam się i zamarłam.................................

Sąsiad. Ja pierdolę ale ten świat jest mały...

- Witam! Dzień dobry. - Uśmiech już zszedł z mojej twarzy...
- Dzień dobry! K. W. - Przedstawił się Sąsiad.

Jego dotyk............ Silny, stanowczy ale jednocześnie delikatny. Moja wyobraźnia wystrzeliła milionem obrazów. Jego dłoń - męska, duża, niezbyt miękka i niezbyt twarda. Wędruje po moim ciele... Dotyka pupy... Podciąga spódnicę do góry... Dotyka środka pleców i sunie w górę... Dotyka piersi... Chwyta mnie za kark i przyciąga moje usta do jego ust...

Wyrwałam rękę z jego. Odwróciłam się bokiem, żeby nie zauważył jak na twarz wypełza podstępny i zdradliwy pąs... Zaczerwieniłam się jak dziewica, gdy ją pierwszy raz dotyka facet. Ja pitolę!

Odchrząknęłam, odeszłam kilka kroków od niego i przedstawiłam w jakim celu go wezwaliśmy. Sąsiad popatrzył w milczeniu i rozłożył na stole papiery. Były to plany naszego biura.

Chcąc, nie chcąc musiałam podejść do niego, żebyśmy razem doszli do jakiegoś porozumienia.

Przełknęłam nadmiar śliny, który się niespodziewanie nagromadził w moich ustach. Podeszłam na tyle daleko, jak tylko było to możliwe. Od razu jednak owionął mnie jego zapach. Moja wyobraźnia podsunęła obraz eleganckiego jaskiniowca. Mocny, dziki a jednak zadbany. Sąsiad położył swoje dłonie na projekcie i zaczął tłumaczyć co można i jak zrobić.

Jak ktoś myśli, że słyszałam cokolwiek, to się myli... Zapach Sąsiada całkowicie pozbawił mnie rozumu. Wyobrażałam sobie ciąg dalszy jego dotyku. Zauważyłam, że na samą myśl przebiegły mnie ciarki na skórze a w podbrzuszu poczułam miły ścisk. Ciepło rozlewało się w samym środku...
Znów musiałam przełknąć. Mój oddech stał się przyspieszony...

Jego głos... Nie dziwie się, że on ma tyle kochanek. Sama bym mu się oddała w tej chwili na tym stole, jakby tylko do mnie mówi tym głosem... Głęboki, ciepły, niezbyt głośny. Bardzo, bardzo podniecający.

Podchodzi do mnie blisko. Patrzy prosto w moje oczy, zbliża swoją twarz i całuje w usta... Jego wargi są miękkie ale stanowcze. Bardzo dobrze wie, jak ich używać. Wysuwa język. Na jego powitanie mój radośnie wibruje w moich ustach. Następuje połączenie. Ciepło, mokro, podniecająco tak, że fale, które przechodzą przez moje podbrzusze, o mało co a dały by mi orgazm! Sąsiad chwyta mnie tymi przecudnymi dłońmi za pupę i sadza na stole, jednocześnie podnosząc spódnicę w górę. Rozchyla moje nogi prawą ręką i gładzi ich wewnętrzną stronę. Wkłada palce za koronkowy obrys pończoch. Lewa jego ręka przytrzymuje mnie w pasie, głaszcząc jednocześnie kciukiem. Nie potrafię wyrwać się z tego pocałunku. Ręka z placów wędruje na kark. Chwyta mnie stanowczo ale delikatnie za włosy i odchyla moją głowę, dając pole do całowania mojej szyi... Jego wargi muskają płatek mojego ucha. Z moich ust wydobywa się jęk rozkoszy. Na udzie poczułam, jak Sąsiad twardnieje. No wiecie GDZIE twardnieje... Nagle poczułam jego palce na mojej łechtaczce. Muśnięcie a przyprawiło mnie o falę rozkoszy. Brzmi banalnie ale tak było. Palce powędrowały głębiej.  Sąsiad nabrał wilgoci z mojej cipki i wrócił do molestowania mojej łechtaczki. Oplotłam go nogami. Moje ręce wreszcie przestały mnie podpierać a zaczęły się brać do działania. Sięgnęłam do jego spodni i zrobiłam to, na co miałam ochotę od jakichś 2 minut - wyciągnęłam tak upragnionego kutasa Sąsiada. Kutasa, którego tyle razy widziałam w działaniu. I o którym byłam przekonana, że daje nieziemską rozkosz. Nacelowałam go na moją szparkę a on bez wahania wszedł do niej cały, jednym pchnięciem! Aaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Ja pierdolę co za uczucie! Wsunęłam ręce pod jego koszulę. Byłą różowa. Uwielbiam męskich facetów w różowych koszulach. Dodają im męskości. Nie byłam w stanie zaprotestować na to, co Sąsiad mi robił. Jedną ręką trzymał mnie za pupę, żebym mu nie odjechała na tym stole, drugą bawił się moją piersią. Do ust chwycił sutek, pierś lekko ściskając. Zaczął go ssać i lekko nadgryzać. Oj! Niewątpliwie jest to metoda na szybki numerek. Moja szparka przyspieszyła. Sąsiad też się dopasował do jej rytmu. Cholera! Zaraz dojdę! Posuwanie, posuwanie, kutas, cipka co raz szybciej, szybciej... Pocałunki, całowanie, ssanie, dotykanie, oddech, sapanie, zapach.........

"Chodź, pomaluj mój świat! Na żółto i na niebiesko........." Kurwa mać!!! Dźwięk telefonu wyrwał mnie z mojego - co to było? senne marzenie? wyobraźnia? chęć? marzenie? Ja nie mogę! W wyobraźni o mało co a miałabym orgazm! I sprawiła to sama tylko obecność Sąsiada, który chyba niczego nie zauważył - nie zauważył jak na mnie działa, co się roiło właśnie w mojej głowie, bo nadal tłumaczył mi swój pomysł na przeróbki.

Odskoczyłam od niego jak oparzona. Czy ja uprawiałam z nim seks czy to był tylko sen?

- Monika? Cześć! Jak dobrze, że telefonujesz. - Rzuciłam spojrzenie na Sąsiada czy zauważył z kim rozmawiam.
Sąsiad tylko spojrzał spod gęstej grzywki, z jakimś grymasem na twarzy. Wydawało mi się, że chce coś powiedzieć ale zarzucił ten pomysł.
- Kawka dzisiaj? No jasne, że mam ochotę. Mam nawet czas. Przyślij mi esem godzinę, o której będzie ci pasowało i adres knajpki. No! To do zobaczenia! - Rozłączyłam rozmowę.

Sąsiad.
Jego narzeczona.
A w środku ja....
Podglądająca jego... 
Przyjaźniąca się z nią.
Znająca jego sekrety...

Czy powiem jej o tym? Czy powinnam się wtrącać?

Przede mną kawa z nią, za mną wirtualny seks z nim... Jakie to życie jest popierdolone...


niedziela, 13 grudnia 2015

Sąsiad. cz 9.

Dobra...................

Muszę się do tego przyznać przed wami a przede wszystkim przed sobą - nie potrafię oderwać oczu od widoków za oknem. Co piątek wieczorem czekam, aż rozpocznie się spektakl............

Erotyczny spektakl..............

Jak na razie staram się unikać Moniki bo sama nie wiem czy jej to powiedzieć - to co się dzieje u jej narzeczonego? Czy lepiej zostawić to takiemu biegowi sprawy jaki jest? Może ona jest szczęśliwa?

Zwykle wieczorem w piątek staram się nie brać do domu żadnej roboty. Otwieram butelkę czerwonego wina, bo zdrowe ;-) , siadam pod samym oknem, w kąciku, starając się schować za jakąś zasłoną. Może lepiej, żeby Sąsiad nie wiedział, że widok z jego sypialni mnie przyciąga. A może by tylko pomyślał, że ja go śledzę i chcę wszystko opowiedzieć Monice?

Doczekałam się. W oknach na przeciwko zapaliło się światło. Nie było zbyt mocne ale oczywiście doskonale było widać każdy szczegół mieszkania...
Wszedł Sąsiad a w ręce trzymał szklaneczkę z whiskey - założę się, że był to właśnie ten trunek. Ciekawe, że jemu staje po alkoholu. Może bierze - łyka jakieś specyfiki? Mój facet nigdy nie potrafił mnie zaspokoić po alkoholu... Gdyby ulica była odrobinę węższa, widziałabym napisy na butelkach, które otwiera. O! Z całą pewnością był koneserem trunków...

Weszła kobieta. Ubrana w niebotyczna szpilki - czyżby afrodyzjak hehehe - i w futro. Przepiękne futro, z całą pewnością naturalne, srebrzyste, rozkloszowane i do ziemi prawie. Jego długość sięgała właśnie do tych niebotycznych szpilek... Piękna, włosy ciemne - wyglądały fenomenalnie na tle tego futra - opadały tzw. kaskadą loków aż do połowy placów. Kurde no! Jak ja zawsze chciałam mieć takie włosy... Sąsiad jest estetą niewątpliwie. Wszystkie jego partnerki wyglądają jak modelki.
Stanęła przed nim. Upiła łyczek z jego szklanki i odstawiła ja na bok. W tych szpilkach była prawie tak samo wysoka jak Sąsiad. Chwycił ją za włosy. Mocno pociągnął aż moim oczom ukazała się jej szyja, futro opadło z lewego ramienia. Pocałował ją za uchem, polizał delikatny płatek. Skądś wyciągnął chyba gumkę i związał jej piękne, długie włosy w koński ogon. Owinął go wokół nadgarstka i w ten sposób mógł "sterować" jej głową i całować gdzie mu się żywnie podobało. O dziwo omijał usta... Zrzucił futro do połowy pleców. Chwycił włosy i pociągnął ją tak mocno w dół, że ja zobaczyłam jej twarz i piersi w przepięknej, czarnej, koronkowej bieliźnie - z daleka było widać, że drogiej - bo okazało się, że pod futrem mieła tylko tę zmysłową bieliznę.

Zaczął drogą ręką masować jej pierś i ssać swoimi przepięknymi ustami sutek. Zdecydowanym ruchem zdjął z niej futro i rozłożył na podłodze. Gestem rozkazał jej stanąć na nim. Była piękna! Seksowna, z wąską talią, dużą, choć proporcjonalną pupą, pięknie sterczącymi piersiami. Ubrana jak z magazynu erotycznego albo jak ze sklepy z bielizną tylko w ten piękny stanik, pas do pończoch i pończochy oczywiście... A nie! Miała jeszcze coś na sobie - kilka sznureczków - stringi...
Teraz Sąsiad rozpoczął striptiz - jak boga kocham był to striptiz - tańczył i ściągał powoli z siebie kolejne warstwy odzieży... Rozpiął koszulę - chyba to byłą ta sama, w której mnie "odwiedził". Przechodząc z prawa na lewo i z lewa na prawo zdjął koszulę, ukazując swoje boskie bicepsy i piękne, przepięknie wyrzeźbione plecy, wyciągnął pasek ze spodni. Kobieta je rozpięła i pięknie wypinając pupę w stringach itd... ściągnęła je Sąsiadowi razem z majtkami - bo chyba one tam były, pod spodniami co nie? Sąsiad klęknął przed nią - boskie nogi i prześliczny jego tyłeczek były na wyciągnięcie ręki. Zaczął odpinać kobiecie pończochy i je zsunął nad kolano. Wsadził swój język między Kobiety uda. Ona wygięła się w tył - podejrzewam, że jego język musi być dłuuuuuuuuuuugi i sprawny, oj sprawny! Czyżbym chciała się o tym przekonać ;-)
Po chwili położył się na tym futrze, twarzą w moim kierunku i Kobiecie też kazał to zrobić. Zauważyłam jego kutasa - do cholery - pomimo alkoholu stał mu więcej niż na baczność. Długi, gruby... Kobieta grzecznie się położyła przed nim. Sąsiad masował jej piersi, ssał płatek ucha, całował po szyi. Jego ręka powędrowała między jej uda. Jak wspomniałam stringi to było tylko kilka paseczków, więc bez problemu wsadził swoje długie palce do szparki. Uwierzcie - widziałam to baaaaaaaaaaaaaaardzo dokładnie. Kobieta jedną nogę miała położoną na futrze a drugą zgięła w kolanie, żeby dać mu lepszy dostęp do swojej cipki. Odchyliła się lekko na niego a ja zauważyłam jak pomiędzy jej pośladkami widać było jego penisa! Wsadzi go czy nie wsadzi oto jest pytanie? ;-)
Zaczęli się poruszać we wspólnym rytmie. Jakby Sąsiad wsadził jej kutasa do pupy - tej przepięknej, w koronkowy pas do pończoch ubranej pupy. Ach! Oczywiście! On jej wsadził do pupy wibrator! A swoje palce nadal trzymał w jej cipce. Zauważyłam, że przyspieszył rytm wsadzania swoich palców. Kobieta dostałą spazmów. Targały całym jej ciałem - kurde ona może przecież uszkodzić jego sterczącego penisa - przecież widziałam go cały czas - nie było penetracji - no nie było penetracji jego członkiem - bo przecież penetracja była... O kurde jakie to zagmatwane...
Nawet nie powiem co się działo w moim podbrzuszu. Na sam widok dostałam orgazmu. Kurde! Jak jej musi być dobrze. Kolor na jej twarzy, jaki wszedł na policzki po wstrząsająco ogromnym orgazmie, był prawie purpurowy! Jak ja jej zazdrościłam! Tak! Muszę się do tego przyznać... Zazdrościłam jej tego orgazmu... Sąsiad oblizał swoje palce, które po wyciągnięciu z jej cipki po mega szczytowaniu aż ociekały jej sokami! Oczywiście oblizał je. Possał jeszcze przez chwilę sutek, sterczący na kilometr i wstał. Stanął nad Kobietą ale tak, że ja doskonale widziałam jego całego, jego cudowne ciało a przede wszystkim napalonego kutasa, stanął za jej głową. Wziął swój instrument do lewej ręki a prawą sięgnął po szklaneczkę złocistego napoju. Upił łyk i zaczął sobie robić dobrze. co raz szybciej i szybciej. Rozkraczony stał nad Kobiety głową. Ona chwyciła go za kostki i lizała po stopach. Oj - szybko mu poszło. Trysnął tak, że najpierw sperma poleciała na Kobiety brzuch, potem na przepiękne piersi. Sąsiad poruszał swoją ręką nadal i wciąż a sperma się lała i lała na całe ciało Kobiety. Powiedział coś do niej. Ona się uniosła, usiadła i obciągnęła mu druta wysysając spermę do reszty, sądząc po jego błogim uśmiechu na twarzy i jej głęboko wciągniętych policzkach.

Miałam prywatne porno na żywo - ja pierdolę! Sąsiad to pierdolony zbok, nie inaczej! No przecież się orientuje, że ja to mogę zobaczyć, bo mogę być właśnie w domu, chociaż mam ciemno...

Ja pierdolę - on to robi chyba specjalnie, bo widoki są co raz bardziej hardcorowe...  ale po co?!

Jak tak dalej pójdzie, to się uzależnię od widoku za oknem i zapomnę o normalnym sexie...

Ratunku!!!

sobota, 24 października 2015

Sąsiad. cz 8.

O kurwa jak mnie łeb napier..............ala.................

Dopiero co się obudziłam po imprezie u cioteczno - ciotecznej i KAC gigant rozwala mi łeb!!! No przecież chyba tyle aż nie wypiłam? A może?!

W głowie mi łup, łup, łup.............

A nie! To do drzwi...

Zwlekłam się z łóżka. Język przyrósł mi do podniebienia... PIĆ!!!

Po drodze do drzwi przeleciał mi przez oczy wczorajszy wieczór. Cóż ja tam robiłam? No piłam co nieco... Tańczyłam... O kurde! Chyba bzykałam się z którymś z muzyków na stole bilardowym! Który to z nich był? Perkusista? A nie - basista! Było gorąco oj tak!
Coś niecoś mój łeb pamięta! Ale napier...ala mi coraz bardziej! Wody!
Kurde człowieku nie wal tak do tych drzwi, już otwieram!

Otworzyłam drzwi a tam, oparty o futrynę, stoi Sąsiad. Tak, ten sam! Nawet go nie zaprosiłam do środka a on już wszedł! Bezczelny!

- Musimy porozmawiać. - Sąsiad do mnie. Kurde o co kaman?! Musimy? Ja nic nie muszę. Ja muszę tylko wody........................pić..............
Sąsiad stanął na środku mojego salonu i spojrzał prosto w moje oczy. Jego wzrok był zimny. Wręcz rozkazujący.
Stanęłam jak wryta. Ja, ubrana w moją cieplutką piżamkę w pieski, w rozchełstanym szlafroku i w kapciach w tygrysie mordy, pewno dobrze rozczochrana, skacowana a on.................... Boskie ciacho! Nieskazitelny! Od samego rana. Od rana? Spojrzałam na zegarek - kurde już 9:37! No to się wyspałam...
Sąsiad w wyprasowanej koszuli, w delikatną kratę, spodnie w kancik, buty wyglansowane...
Czyściutki, pachnący, wygolony! Włoski bez skazy. Nic, tylko schrupać...
Stoi tak w moim mieszkaniu i mi rozkazuje! Zaraz chwila?!
- Nie chcę, żebyś opowiadała mojej narzeczonej o tym co widzisz z okien swojego mieszkania! - Sąsiad spojrzał na mnie a w jego przepięknych, dużych, stalowych oczach były tylko błyskawice gniewu. On mi rozkazuje.
Wkurzył mnie tym. Wolałabym go widzieć u siebie w innej konfiguracji. Np. bez ubrania, biorącego mnie gwałtownie na dywanie. A ty rozkaz! Nawet nie prośba!
On. On, który zdradza moją wieloletnią przyjaciółkę w TAKI! sposób. To nawet chyba nie jest zdrada. To są fantazje seksualne spełniane z innymi kobietami! Może to prostytutki? Hmmm...
- Wyjdź. - Powiedziałam grzecznie, cicho i spokojnie, na ile pozwalał mi mój bolący łeb.
- Wyjdź, jeżeli nie chcesz usłyszeć kilku obraźliwych słów! - Jeżeli on w tej chwili nie wyjdzie to eksploduję i wygarną mu co o nim myślę. Jak na razie staram się być grzeczna...  - Opuść natychmiast moje mieszkanie! - Wskazałam mu palcem lewej ręki drzwi. Wkurwił mnie do granic!
Na szczęście Sąsiad zareagował poprawnie, westchnął i wyszedł. Zamknęłam za nim z impetem drzwi. O kurde! Moja głowa, skacowany łeb mój znów dał o sobie znać... PIĆ!!!

Jak już doszłam do siebie i do swojego łóżka z powrotem, przypomniałam sobie przebieg wczorajszego wieczoru. Oj...dawno tak nie zaszalałam...

Jak już Monika przedstawiła mi swojego nieszczęsnego narzeczonego i poszła dalej wprowadzać go w towarzystwo, ja poszłam sobie potańczyć. A że lubię, po to żeby jakiś ewentualny podchmielony koleś mnie nie wyrywał do tańca, trzymać szklankę z drinkiem i palemką w ręce, poszłam strzelić sobie do baru dobrą lufę i wziąć zapas do szklaneczki. Wytańczyłam się za wszystkie czasy. Dobrze grali! Wydawało mi się, że basista ciągle na mnie zerkał. Fakt - był przystojny, nie mogę powiedzieć że nie. Skończyli grać i podszedł do mnie.
- Cześć mała! - Zagadał do mnie takim tekstem, że zaczęłam się śmiać...
- Cześć koleś! Dobrze brzdąkasz! - Jak on do mnie, to ja też takim tekstem a co!
Chwycił mnie w pasie. - Pójdziemy zatańczyć? - Zapytał. Poszliśmy...
Poszliśmy poszukać jakiejś muzy, bo jakoś tak było cicho...
Znaleźliśmy się na poziomie -1. Tam już było ciemniej. Intymniej, ciszej. Basista zaczął się do mnie lepić, co nawet było przyjemne. Ja, jak zwykle wyposzczona, nawet nie oponowałam zbytnio...
Basista chwycił mnie w pasie obiema rękami i zaczął mi nucić do ucha jakąś przyjemną melodię. Przy okazji całował mnie po szyi i tańczył ze mną. Poczułam pod bluzką jego ciepłe, mocne ręce. Moja zanurzyłam w jego długich, miękkich, falowanych rudych włosach. Spojrzałam w jego oczy. Były rozmarzone, zielone. Poczułam na swoich ustach jego oddech. Przytulił mnie mocniej. Zaczął całować. Jego gorący, długi język splótł się z moim. Miał miły, miętowy smak. Całym swoim ciałem popchnął mnie w głąb pokoju. Poczułam, jak moje nogi napotkały jakąś przeszkodę, na której się zatrzymałam. Basista posadził mnie na czymś. Potem stwierdziłam, że to stół bilardowy. Nachylił się nade mną, rozsunął moje nogi aż poczułam jak prosto w cipkę uwiera mnie jego napalony instrument. Ściągnął moją bluzkę. Wyciągnął moje piersi ze stanika.
- Piękne! - Powiedział i aż zagwizdał na widok stojących mi z podniecenia sutków. Wziął jednego do ust, zaczął ssać a mnie przeszył spazm rozkoszy.
- Ach! Jeszcze! - Jęknęłam.
Basista podciągnął moją spódnicę w górę i zaczął gładzić moje uda. Pośladki. Szparkę. Wsadził do cipki chyba ze dwa lub trzy palce... Jesu!  Trafił mi się facet, który wie gdzie jest punkt G! WOW! Poczułam jak moja cipka zaciska się na jego palcach.  Miałam tak tak mokro, jak już dawno nie było... Palce miał sprawne, przyznaję szczerze. W którymś momencie, chyba tylko po to, żebym jeszcze nie doszła, bo byłam prawie na szczycie, wyciągnął je i zaciągnął się zapachem moich soków.
- Pięknie pachniesz mała! Chcesz mnie? - Zapytał niepotrzebnie, bo całe moje ciało wołało o SEX! Byłam jego głodna i chętna jak suka w rui...
Ściągnęłam jego podkoszulek a basista sam rozpiął swoje spodnie. Moje ręce od razu znalazły się na jego pośladkach, które okazały się jędrne i twarde. Spodnie wylądowały na dole. Basista wziął swojego penisa do ręki i czubkiem swojego instrumentu drażnił wejście mojej cipki.
- Wsadź mi go natychmiast! - Wyjęczałam mu wprost do ucha.
- Ach! - Basista posłuchał mojego polecenia natychmiast. Przeszył mnie pierwszy z dreszczy rozkoszy, których miałam doświadczyć tego wieczoru.
Instrument basisty okazał się być wielgachny, gruby i bardzo sprawny. Potrafił na nim grać jak mało kto! Nogi oparłam na jego pośladkach, intensywniej odczuwając każde pchnięcie. Uwieranie stołu w plecy, uwierzcie mi, nic a nic mi nie przeszkadzało.
Basista splótł ze mną swoje dłonie. Napawał się widokiem rytmicznie podskakujących piersi. Podskakiwały rytmicznie, jak rytmiczne były jego pchnięcia. Ja czułam całą moją cipką jego wielkiego kutasa w środku. Pchnięcia, ocieranie się go. Czułam zaciskające się mięśnie, słyszałam, jak kląskają  od wilgoci podniecenia nasze ciała. Moja łechtaczka była w jakiś magiczny sposób pobudzana, co potęgowało rozkosz! Basista oddychał ciężko, głęboko. Ja też wydobywałam z siebie nieznane mi dotąd dźwięki. Spojrzeliśmy sobie w oczy i w jednakowym momencie eksplodowaliśmy orgazmem. Ciągle złączeni dłońmi. Ja wygięłam się w łuk na stole bilardowym, basista ostatnim ruchem wsadził swój instrument najgłębiej jak mógł do mojej cipki! Niewypowiedziana rozkosz. Dawno, daaaaaaawno takiej nie miałam... W podziękowaniu od basisty dostalam ostatniego, namiętnego całusa.
- Super było mała... - Wyszeptał mi do ucha. - Ognista z ciebie dziewczyna! - Liznął mnie jeszcze po sterczącym sutku, wciągnął spodnie, podał mi rękę i pomógł wstać.
Ja obciągnęłam spódnicę, doprowadziłam do porządku całe ubranie. - Mnie też było rozkosznie. Dzięki! - Wyszeptałam do ucha basisty i poszłam do domu.

Wiem, że doznania spotęgował alkohol. Zdaję sobie z tego sprawę. Runęły wszelkie moje zahamowania. Została tylko rozkosz i radość z seksu. Zero wstydu. Że z obcym facetem. Że szybki numerek. Że nawet nie wiem jak on miał na imię. Liczyło się tylko to, że było mi wspaniale!

Tylko ten KAC gigant nad ranem. Na szczęście nie był to kac spowodowany wyrzutami sumienia i wstydem. To był normalny kac, który można wyleczyć, jak się pójdzie do apteki ot co.

Pozostał tylko niesmak...

Niesmak spotkaniem z Sąsiadem.
I co ja mam z tym zrobić?

piątek, 23 października 2015

Sąsiad. cz 7.

Ludzie jak się pokręciło i co się porobiło!!!!!!!!!


Nie potrafię oderwać wzroku od okien naprzeciwko.

Już nawet się nie oszukuję, że to przez przypadek...

Specjalnie tak ustawiam pracę w tygodniu, żeby mieć czas na "podglądanie". Bo czyż to można nazwać podglądaniem, skoro ktoś po przeciwnej stronie chce, lubi wręcz, jak się na niego patrzy!!!


Pokręciło się w tak pogmatwany sposób, że nawet nie wiem od czego zacząć...

Postaram się to jednak jakoś przedstawić i opowiedzieć.

Na początek jeszcze jedna scena w alkowie Sąsiada. Tym razem z gatunku śmiesznych, nie hardcorowych...

W tym jego nieskazitelnym mieszkaniu pojawiła się któregoś dnia pokojówka. Daję głowę - pokojówka! Taka w fartuszku, jakiejś przepasce na włosach, w pończochach, oczywiście buty miała na obcasie baaaaaaaaardzo wysokim, w ręku trzymała (dzierżyła - bo było to śmieszne) miotełkę z piór!!!  Ha, ha, ha!!!

Nagle na podłodze w sypialni zauważyłam Sąsiada, jak idzie na czworakach za pokojówką! Pokojówka zatrzymała się na środku pokoju i kazała Sąsiadowi, jak pieskowi, usiąść i czekać. Sama schyliła się w znaczący sposób, ukazujący spod kusego fartuszka seksowną, wcale kształtną pupę, odzianą w koronkowe stringi. Pochyliła się i sięgnęła do komody, wyciągając z niej coś, co potem okazało się futerkowymi kajdankami.
Nadal rozkazywała Sąsiadowi. Ten położył się na łóżku a ona przypięła go nimi, gdy ręce wyciągnął w tył. Zaczęła drażnić jego sutki miotełką z piór. Przysięgam, że pierwszy raz w życiu u Sąsiada był tak kuriozalny widok. Do tej pory to on wydawał rozkazy, on dyktował tempo, narzucał styl...

Zauważyłam, podglądając ich, że penis Sąsiada zaczyna reagować na zabawę. Stanął tak wielki, jakby facet tydzień nie uprawiał seksu i chciało mu się jak diabli!
Pokojówka weszła na łóżko. Klęknęła nad Sąsiadem, jednak nie siadła na niego. Zaczęła krążyć nad nim swoimi biodrami, co jakiś czas muskając napalonego penisa swoją cipką. Rozebrała swoją przepaskę, rozebrała fartuszek. Sąsiad miotał się przypięty kajdankami - wywnioskowałam z tego, że jest mega napalony i jakby mógł, to wziął by ją siłą...

Wreszcie pokojówka pozwoliła, żeby jego napalony interes wypełnił jej cipkę. Głowa pokojówki poleciała w tył. Rozumiem - ja też lubię, jak ptaszek włazi cały, jednym ruchem do środka mokrej szparki. Uczucie boskie!
Pokojówka oczywiście rozpoczęła swój taniec - jej biodra unosiły się, to opadały. na tyle nisko się unosiła, że mokry, czerwony penis nie wysuwał się z jej szparki. Robiła to bardzo, bardzo powoli. Przysiady były jednak głębokie. Poczułam miłe mrowienie w, powiedzmy, brzuchu. Kurwa mol jak ja długo nie doświadczyłam tego uczucia... Dotarło do mnie, że brakuje mi tego, że chętnie znalazłabym się na jej miejscu. Ja nawet nie pamiętam jak długo już się nie kochałam z żadnym mężczyzną...
Pokojówka przyspieszyła! Miała takie fajne ruchy bo unosiła się i opadała, jednocześnie jakby zataczając koła? Jakby robiła sobie esyfloresy jego penisem w swojej cipce. Chciałabym ich teraz słyszeć... Pewno on jęczy z rozkoszy a ona aż krzyczy z zadowolenia... Och, jaki seks jest cudowny, jak ma się go z kim robić...
Nagle głowa pokojówki opadła gwałtownie w tył a następnie całe ciało przykryło Sąsiada. Skończyli... Szczęśliwcy...
Pokojówka zeszła z łóżka. Przeszła z sypialni do pokoju. Ubrała długie futro, które tam leżało - musiałam się spóźnić na początek seansu, bo nie zauważyłam jak tam byli, jak je ściągali.
Wyszła...
Spojrzałam ponownie do sypialni Sąsiada. On nadal leżał na łóżku, chyba nadal w kajdankach, bo wydawało mi się, że nie potrafi zejść.


Kilka dni, może tydzień później...

Pojechałam do mojej cioteczno - ciotecznej siostry na imprezę. Nawet nie wiem z jakiej okazji ją robiła. Fakt, że było peeeeeeeeeeeeełno ludzi!
Katarzyna, jak nazywałam siostrę, starała się mnie poznajomić ze wszystkimi.
- A tę panią chyba znasz? - Katarzyna podeszłą ze mną do pięknej brunetki.
- Monika! - Zakrzyknęłam!
- Cześć kochana, kopę lat! - Monika zakrzyknęła na mój widok. Fakt - znałyśmy się bardzo dawno i widziałyśmy ostatnio, chyba z 10 lat temu. Super dziewczyna. Grzeczna, spokojna, łagodna. Miła i ułożona, kulturalna. Dobrze wychowana, z dobrego domu. Zawsze poukładana. Jakoś tak nasze drogi się rozeszły.
- Nie widziałam cię szmat czasu! - Ucieszyłam się na jej widok. - Co słychać? - Byłam ciekawa jak jej leci - mąż, dzieci, praca...  Monika to była osoba, której życie zapowiadało się, totalnie poprawnie i szczęśliwie.
- A bo ty nie wiesz - zaręczyłam się! - Monika pokazała mi swój zaręczynowy pierścionek. Kurde! Musiał być drogi jak cholera! Ten ktoś chyba musi ją kochać...
- Rewelacja, cieszę się z tobą. - Fajnie, że spotkała kogoś, z kim będzie szczęśliwa. Pogratulowałam jej ze szczerością!
- Pokarzę ci mojego narzeczonego, bo on tu gdzieś jest. - Monika zaczęła się oglądać i kogoś szukać.
- Kiedy ślub? - Zapytałam chyba bardziej kurtuazyjnie.
- Ślub w maju oczywiście! Na 300 osób! Już wszystko ustalone, goście zaproszeni! Mogę ci wysłać zaproszenie? Nie miałam do ciebie kontaktu a zależało by mi, żebyś była moją druhną - wiesz, ślub i wesele będzie w stylu amerykańskim, w starym dworze... - Ja pitolę ale kicz, pomyślałam. No cóż - ona zawsze miała pełno kasy, on chyba też, sądząc po pierścionku zaręczynowym. A co mi tam! Niech spełnia swoje marzenia, niech będzie szczęśliwa! To jest najważniejsze.
- Pozwól kochanie że ci przedstawię. - O chyba Monika znalazła swojego narzeczonego. - Moja dawna przyjaciółka Joanna! - Podeszli do mnie jakoś tak od lewej od tyłu, od strony podestu z zespołem muzycznym.
Odwróciłam się... Spojrzałam na narzeczonego Moniki i.........

Ja pierdolę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Sąsiad!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

"Mój" Sąsiad jest narzeczonym Moniki...
Monika jest narzeczoną mojego Sąsiada...........

A z całą pewnością ani jedna z TAMTYCH  kobiet nie była Moniką..............

Kurwa no!

 I co teraz?..........! ............?...........,

I co ja mam zrobić? Powiedzieć jej?.................?

czwartek, 15 października 2015

Sąsiad. cz 6.

Wiecie - rzadko kiedy mnie zatyka, rzadko kiedy brakuje mi języka w gębie aż tu nagle...

Robiłam ponownie zakupy w sklepiku osiedlowym. Nasze osiedla jest dość ekskluzywne, więc i sklepikarze starają się mieć towar najwyższej jakości. I słusznie! Bardzo lubię nasz warzywniak ale czasem robię też zakupy w mięsnym. Chciałam kupić dobrą wędliną na kolację i jakieś kiełbaski na śniadanie.
W wejściu do sklepu spotkałam kogo? KOGO??!!

No właśnie Sąsiada!

Spojrzał na mnie, uśmiechnął się tym swoim szelmowskim uśmiechem. Nasze drogi nieuchronjnie się zbliżały. Mijałam go, gdy usłyszałam:
- Nie było cię we czwartek w domu - żałuj!!!

Po prostu  mnie zamurowało!

On chce, żeby ktoś to widział! Potrzebuje widowni czy myśli, że jest taki doskonały, taki dobry w te klocki?!

Bezczelny!

Postanowiłam, że zachowam się, jakbym nic nie słyszała. Jakby te słowa nie były skierowane do mnie...

Jeżeli ja będę go tak spotykać, to będę równocześnie zmuszona, żeby wszędzie sprawdzać czy go nie ma... Paranoja!
A w ogóle to skąd on wie, że tam mieszkam właśnie ja!

Skąd.................

Sąsiad. cz 5.

Był dzień jak co dzień...

Rano padało, potem lało. Zwykle wtedy nic się człowiekowi nie chce...

W pracy kocioł! Każdy lata, coś załatwia a finał i tak jest do dupy!!! Kurde Mać! Dlaczego nie może choć raz być normalnie? Szef przyszedł w wisielczym humorze i nie wiem czy ma nas dość, czy coś się stało i będzie draka...

Wyszłam z pracy dość wcześnie jak na taki zwariowany dzień. Po opuszczeniu budynku owiało moją twarz zimne, wilgotne powietrze - jesień. Nic, tylko zaszyć się pod kocem z pilotem w ręku...

Ten cudowny obraz jednak był niepełen... Pomyślmy - czego w nim brakuje...? Wiem! Wiem!

Po drodze z pracy wstąpiłam do osiedlowego sklepiku, który był zaopatrzony w niezłe wina.

Wjechałam windą na moje 22, szklane piętro. Nie wiem czy wam wytłumaczyłam ale nasze ściany rzeczywiście są całe ze szkła. Stojąc pod samą ścianą - szkłem - widzę chodnik na dole. Nie ogranicza mnie żaden beton...

Weszłam do mieszkania i nawet nie zapalałam światła. Skierowałam się prosto do kuchni, gdzie lampka działająca na czujnik ruchu od razu się zapaliła, wypełniając blat pod szafkami miłym, stłumionym światłem. Znalazłam korkociąg i kieliszek do czerwonego wina i przeszłam do salonu.

Mój salon jest bardzo ascetyczny. Jest w nim tylko kanapa, stolik kawowy - hehe cały ze szkła - bardzo wygodny puf, olbrzymi telewizor i kominek. Cały sprzęt jest schowany w ścianach. W salonie dominują kolory beżowe, brązowe, drewniane. Nie mam stołu i krzeseł, gdyż ja jem posiłki w kuchni a jak jest ze mną ktoś drugi, to jadamy też na mieście.
Ułożyłam się wygodnie na kanapie, zwieszając nogi z oparcia. Wzięłam butelkę z winem, odkorkowałam i nalałam sobie tak z pół kieliszka. Wiem, że powinno się nalać na dno ale mnie się chciało dużo i co!

Piłam winko w zupełnej ciszy. Okna - ściany - na szczęście są na tyle szczelne, że wiejący z ogromną wiatr nie był słyszalny. Było mi to bardzo potrzebne po całym biurowym szumie. Zero bodźców. Miałam nadzieję, że zgodnie ze swoim zwyczajem, sąsiad dzisiaj będzie grzeczny, w końcu dziś czwartek.

Mięła chyba godzina czy dwie...

Sądząc po zegarku to trzy hahaha!

Coś mnie obudziło. Butelka była opróżniona... Kieliszek pusty - wypiłem całą butelkę wina?

Obudził mnie oczywiście blask z okna na przeciwko. Postanowiłam szybko, że muszę w końcu zapamiętać, żeby zasłaniać okna!

Sąsiad...
Z kobietą... oczywiście...

Wysoka, ciemnowłosa, zaczesana w kok. Gładka, wąska sukienka w kolorze granatowym. Siadła na jego wielkiej kanapie a on przed nią. Założyła nogę na nogę i coś do niego powiedziała.
Ja zmieniłam pozycję na bok, żeby wygodniej podpatrywać - nazwijmy to po imieniu.
Sąsiad zaczął striptiz! Jak boga kocham!
Odpinał guziki swojej koszuli. Jeden po drugim. Potem zdjął chyba spinki z mankietów, bo coś odłożył na stolik. Został w takiej rozchełstanej koszuli i dobrał się do spodni. Odpiął pasek, guzik. Tańczył ja pitolę! To chyba jakiś facet do wynajmowania na imprezy typu wieczorek panieński czy co?! Czekałam czy jednym ruchem ściągnie swoje spodnie ale nie! Rozpiął zamek i wyciągnął pasek. Zbliżył się do kobiety. Ona oparła swoją stopę w oczywiście szpilce, na jego podbrzuszu. Sąsiad się cofnął.
Kontynuował striptiz. Ściągnął koszulę, odrzucił, spadła na jedno z krzeseł.  Wypiął się w tył i ściągnął spodnie. Na pupie zostały mu słodkie, białe slipki!!! Jego pupa zakreślała koła - tańczył!
Kobieta oparła swoje stopy na kanapie, sukienka podjechała do góry, pokazując koronkowe - chyba stringi.
Sąsiad kleknął między jej udami i zaczął ją lizać po majtkach. Wyglądało to, jakby babka robiła facetowi loda - w podobny sposób on wypiął pupę! Kobieta zaczęła mu rozkazywać. Wstała z kanapy i podeszła do stołu  a Sąsiad szedł grzecznie za nią jak piesek.
Usiadła na stole i pozwoliła mu wstać. Położyła się na stole a wtedy Sąsiad ściągnął i jej, i swoje majtki. Jego kutas znów był cały gotowy do bzykania... Śliczny widok...
Wtem z prawej strony, nie wiem nawet skąd, wszedł do pokoju drugi facet. Sąsiad wszedł na stół, okrakiem nad kobietą i zaczął ją dotykać penisem po twarzy. Drugi facet był równie piękny co Sąsiad i równie napalony - jego kutas także stał równiuteńko na baczność.
Drugi facet rozchylił uda kobiety, i jednym pchnięciem w nią wszedł. Ona wygięła się w łuk, chyba nie domyślała się co ją czeka. Sąsiad wykorzystał sytuację i wsadził jej penisa wprost w usta. Rękoma, które odsunął w tył, pieścił jej piersi. Czasem jedną z nich przesuwał w przód, żeby chyba mieć kontrolę nad penetracją jej ust. Rytm całej zabawie nadawał drugi mężczyzna. Wsadzał jej penisa bardzo, bardzo głęboko, bo zauważyłam, że odsuwał w bok jej uda jak się tylko dało. Trzymał ją mocno za biodra i posuwał chyba w rytm jakiejś szybkiej muzyki, bo poruszał swoją głową jakby w takt słyszanej przez siebie muzy. Potem zarzucił jej nogi na swoje barki. Pchnięcia zdawały się mocniejsze, szybsze.
Oni dwaj byli chyba zgraną parą bo jakby na zawołanie zalali ją spermą jednocześnie. Sąsiad zalał dosłownie całą twarz kobiety tak mocno, że część zlało się we włosy. Drugi mężczyzna zalał za to brzuch kobiety. Sperma tryskała, jakby od tygodnia się nie spuszczał.
Nie potrafiłam oderwać od nich oczu... Dwóch facetów na raz... Kurde - ciekawe...

Penisy obu mężczyzna nie opadły - viagra czy co?
Pomogli kobiecie wstać. Złączyli się w trójkę i zaczęli dotykać. Całować. Macać. Wkładać swoje dłonie w różne szparki, dziurki... Sperma znalazła się na wszystkich trzech ciałach, na wszystkich ustach. Cały czas na stojąco. Mają faceci kondycję trzeba przyznać. Takich poznać to skarb!!!

Nagle mężczyzna podniósł prawą nogę kobiety i oparł na swoim biodrze i przytrzymał. Chwycił swojego penisa w dłoń i nacelował na mokrą jeszcze cipkę. Wsadził! Wtedy od tyłu "zaatakował" kobietę Sąsiad i wsadził jej swojego kutasa w pupę!!! Ja pitolę! Teraz posuwali ją na przemian obaj - jak ten w dół, to ten w górę. Po niedługiej chwili złapali wspólny rytm i posuwali ją obaj rytmicznie... Góra, dół, góra, dół... Kobiecie było chyba bardzo ale to bardzo dobrze, bo na jej twarzy było widać spazmy rozkoszy! To tak można? Nie wiedziałam! Plątanina rąk i nóg... Każdy każdego obmacywał, każdy z każdym się całował...
Pierwsza eksplodowała orgazmem kobieta. Jej ciałem wstrząsały jakby drgawki, chyba krzyczała - tak to wyglądało. Następny doszedł mężczyzna. Spazmy miał na całym ciele. Pośladki zacisnęły się ciaśniutko!
Sąsiad poczekał aż tamci skończą, pociągnął kobietę lekko w tył i posuwał tak mocno, ze aż ona musiała się chwycić tego drugiego, żeby się utrzymać na nogach. W pół minuty skończył. Jeszce kilka mocnych, powolnych pchnięć i dołączył do orgazmicznego towarzystwa...

Byłam zszokowana............

Sąsiad swoim zwyczajem pocałował kobietę w policzek, podał jej majtki a ona wyszła...

Zaś faceci jak gdyby nic poszli do kuchni po piwo.............

wtorek, 13 października 2015

Sąsiad. cz 4.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam czyli nie zwracałam uwagi na apartament na przeciwko, w piątki zawsze opuszczałam rolety i na wszelki wypadek zasłony. Nie przechodziłam wieczorem do kuchni, żeby czegoś nie ujrzeć.

Na ale czasem człowiek musi wychodzić do sklepów na zakupy. Ja wolę osiedlowe sklepiki, bo mam do nich blisko, nie muszę stać w korkach, mają doskonały towar.

- Dzień dobry pani Kasiu! - Powiedziałam po wejściu do osiedlowego warzywniaka.
- Dzień dobry! - odpowiedziała miła sprzedawczyni.
- Dzień dobry mojej sąsiadce z naprzeciwka! - Ktoś się odezwał do mnie? Nie znam głosu, więc spojrzałam.

Boski Apollo! Sąsiad!!! On!!! Kurwa Matylda! Tylko nie on.

Chyba się zaczerwieniłam.

- Dzień dobry. - Odburknęłam pod nosem.

Sąsiad wyszedł. Odetchnęłam z ulgą.

- Kto to pani Kasiu? - Zapytałam, żeby odwrócić jej uwagę od niezręcznej sytuacji.
- Ten? Boski co nie? Mieszka w Wieży II. Podobno gej. - Poinformowała mnie Kasia.
- Tak? Szkoda. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Chyba nikt na osiedlu go nie widuje w "tych" sytuacjach, skoro on ma taką opinię.
- Ja z takim mogła bym nawet przy zapalonym świetle! - Wyrwała mnie z przemyśleń pani Kasia.
- Pani Kasiu a mąż?No przecież pani go tak kocha! - Zbeształam ją żartobliwie.
- No jasne, ze go kocham ale chciałabym spróbować raz z takim boskim ciałem... - Kasia się rozmarzyła.
- Przecież to podobno gej. - Powiedziałam ciekawa czy potwierdzi.
- Podobno. Ale może by się naprawił...Nikt do tej pory nie widział go z żadną kobietą. - Kasia wyraźnie miała na niego ochotę...

Musze uważać jak będę robić zakupy. ON może być wszędzie... Sąsiad... Podobno gej...hehehe

Powiedział do mnie "sąsiadka z naprzeciwka". Jednak mnie kojarzy? O fak - t!!!
No przecież to chore. Ja nie robię nic złego. To przecież on się bzyka będąc widocznym dla wszystkich! Ja nie robię nic złego a to, że go widzę no cóż...to przypadek...któremu czasem pomogłam.

Jednak w jego obecności czuję się niepewnie... Coś jakby mnie od niego ciągnęło... Drżę cała na jego widok... Przypominają mi się te sceny Sąsiada i tych kobiet...

Jakbym chciała być na ich miejscu!!!!!!!!!!!!!!!! tak! To fakt! Niestety...