środa, 5 lutego 2020

Wojna damsko - męska. 13.

                         Poszliśmy do mojego pokoju. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, Paweł przycisnął mnie do nich i pocałował w szyję. Jesu jak ja to lubię. Jego ręce powędrowały pod suknię. Poczułam ciepłe dłonie na swojej pupie. Wsadził palce pod moje majtki. Ściągnął je. Jego usta odnalazły moje. Poczułam jak jego jęzor wędruje w moje usta. Zaczęłam go rozbierać. Lubię dotykać jego mocnego, ciepłego, nagiego ciała. Chciałam pozbawić go ubrania już, teraz. Moje dłonie powędrowały, żeby rozebrać jego spodnie. Paweł kontynuował całowanie mojej szyi. Jego sprawne palce rozpinały tył mojej sukni. Jeszcze chwila a spadnie spektakularnie na podłogę. Tak jak jego spodnie. Pozbywszy się odzieży wylądowaliśmy wreszcie w łóżku. To znaczy ja wylądowałam a Paweł klęknął przed nim i zaczął całować wewnętrzną stronę moich ud. Całował, pieścił. Aż doszedł do mojego wzgórka. Poczułam, że robię się aż nadto mokra. Jednak Paweł nie wsadził mi do mojej gorącej szparki ani języka, ani palców. Zajął się ssaniem moich sutków. Wyprężyłam się w łuk. Paweł spojrzał w moje oczy sprawdzając czy jestem dostatecznie rozgrzana, żeby wtargnąć w moje wnętrze. - Tak, Paweł, chodź! - Jęknęłam. Rozchylił moje uda. Włożył ręce pod moją pupę i poprawiając moje ułożenie wszedł we mnie jednym ruchem. - Wreszcie! - Kochaliśmy się bardzo powoli i bardzo długo... Aż do wspólnego finału. Spełnienie przyszło ogromną falą. Przelało się przez całe moje ciało. Szarpnęło. Krzyknęłam z rozkoszy. Wspaniale jest się kochać z Pawłem. On też jęknął i opadł bez sił na łóżko...

                         Następnego dnia rano śniadanie jakoś późno się zaczęło. Wszyscy chcieli odespać imprezę. Ute nie było. Przy stole siedziała już babcia. Jedliśmy w milczeniu.
     - I co dzieci, wytańczyliście się wczoraj? - Babcia zagaiła rozmowę.
     - Tak, babciu. Bardzo udane były te twoje urodziny. Mnóstwo gości...
     - Hej, rodzinko! - Głos Ute doszedł nas od strony drzwi. - Mam dla was dobrą wiadomość! Przylecieliście w porę! Właśnie dziś w nocy przyszło na świat dwoje prześlicznych chłopców. Zdrowych.
     - Ale super wiadomość! - Ucieszyliśmy się wszyscy. Nawet babcia.
     - Ale mam jeszcze jedną niespodziankę. Zobaczcie kogo przyprowadziłem!
Odwróciliśmy się. Zamarłam.
     - Dzień dobry wszystkim. Mamo przepraszam, ale nie zdążyłem na wczoraj. - Ojciec wszedł do jadalni, podszedł do babci i pocałował ją w rękę.
     - Generał Kalczyński... To twój ojciec? - Paweł z niedowierzaniem szepnął mi do ucha.
     - Tak. - Warknęłam. Ojciec usiadł za stołem i wziął kromkę chleba.
     - No co ja widzę! Rodzinka w komplecie. Dobrze się składa, bo chciałem coś z wami omówić. - Aha chyba wiem co, pomyślałam... Ojciec wyciągnął z kieszeni telefon i czegoś w nim szukał.
     - A właściwie z tobą, córeczko. Co to ma być za popisówa? - Wyciągnął telefon z filmikiem w moją stronę. Tak jak myślałam, na nagraniu było moje "sławne" lądowanie...
    - To jest... - Zaczęłam ale ojciec mi przerwał.Wydawał się wkurzony.
     - To jest zwykła popisówa. Co ty wyprawiasz? Wiem, że miałaś wtedy pasażerów na pokładzie! Jak można tak ryzykować?
     - Nie będę się tłumaczyć, bo ty i tak wiesz lepiej. Ciekawe skąd o tym wiesz? Ute?
     - No co ja, no co... Ja tylko chciałem... - Ute nie potrafi kłamać. Nie potrafi się tez tłumaczyć...
     - Panie generale ja byłem tam na miejscu wtedy. Może lepiej zobaczy pan mój film. - Sęk w tym, że ojciec miał inne ujęcie filmu i nie było na nim widać całej grozy sytuacji. Paweł miał "najlepsze" ujęcie. Puścił swój film i dał telefon mojemu ojcu.
     - Co to ma być? Dlaczego? Co się stało. - Ojcem filmik wstrząsnął. - Jakim cudem straciłaś całe skrzydło statku?
     - Bo dostałam odłamkiem w silnik i potem tak się zadziało.
     - Jakim cudem dostałaś odłamkiem? Gdzie ty latasz?
     - Latam w siłach powietrznych Armii Kobiet na Ziemi. Wiozłam pasażerów do szpitala ale wleciałam w linię działań wojennych no i dostałam przypadkowym odłamkiem.
     - Kto normalny wlatuje w działania wojenne! - Ojciec wyraźnie się wkurzył. Ja starałam się zachować spokój.
     - Taką miałam wyznaczoną i zgłoszoną trasę i tego musiałam się trzymać.
     - To nie sprawdziłaś przed lotem jaką trasę wgrywasz?
     - Nie, bo to nawigator wgrywał trasę.
     - Jak to nawigator? Przecież za trasę odpowiada pilot!!!
     - Ale nie w siłach powietrznych Armii Kobiet na ziemi. Tam trasę wgrywa nawigator. A mój nawigator wgra trasy aktualne przed miesiącem.
     - Od kiedy takie zlecenia. To niedorzeczne! Kto to wprowadził? - Ojciec się wkurzył.
     - To ja ci powiem kto to wprowadził. Twoja pupilka Asia Wylężałek.
     - Ja pierdolę... Przepraszam mamo! To niedorzeczne. Dlaczego ty latasz na tej durnej wojnie na Ziemi? Dlaczego nie latasz w naszych siłach powietrznych? - Ha! Wiedziałam, że to pytanie padnie z ust ojca. Jak by to wszystko wtedy było łatwiejsze...
     - Nasze siły powietrzne nie chciały mnie przyjąć, bo mam z ledwością kategorię B na dyplomie...  - Spojrzałam ojcu głęboko w oczy.
     - Ty jej dałeś kategorię B? - Ute zrobił wielkie oczy. - Przecież ona od zawsze latała lepiej nawet niż ty!
     - Nie wypadało mi wtedy dać jej lepszej kategorii....
     - Tato... Jak mogłeś...
     - Agila przepraszam... Nie myślałem, że to poniesie za sobą takie konsekwencje...
     - Dobra tato. Nie cofniemy tego. Udało się, nic nam się nie stało.
     - Jak ci się udało wylądować? Wyłączyłaś wszystkie systemy?
     - Tak. Wyłączyłam i próbowałam utrzymać statek na kursie. Jakoś mi się to udało. Dopiero pod sam koniec włączyłam autopilota, żeby wyrzucił w odpowiednim momencie poduszki i jakoś się udało.
     - A co z pasażerami? Gdybyście się jednak rozwalili... Nawet nie chcę o tym myśleć.
     - Pasażerowie byli w kabinach, nic by im się nie stało w razie wypadku.
     - A ty dlaczego nie byłaś w kabinie? Trzeba było pozwolić spaść temu pojazdowi. Ten typ ma bardzo dobre zabezpieczenia kabin pasażerskich.
     - Bo...
     - Bo zabrakło dla niej miejsca. I tak musiała upychać pasażerów po dwoje w kabinach. - Do rozmowy wtrącił się Paweł.
     - Serio? Leciałaś przeładowanym szpitalem? - No tak - Ojca normy a realia ziemskiej floty to dwie bardzo różne rzeczy...
     - No niestety tak. Nie było wyjścia. I gdyby nie ta trasa, to wszystko by się udało.
     - A do wieży lotów zgłosiłaś, żeby do ciebie nie strzelano bo wieziesz szpital z dziećmi?
     - Oczywiście, że tak. Zgłosiłam. To był jakiś zbłąkany pocisk.
     - Aga w ogóle jest bardzo u nas znana, bo już kilkukrotnie była u nas w niewoli i kilka razy od nas uciekała...
     - To naprawdę duży szacunek dla ciebie córko, że nie straciłaś zimnej krwi i potrafiłaś wylądować. Spróbuję naprawić swój błąd w nadaniu ci kategorii B...
     - Ale tato, nie trzeba...
     - Trzeba córcia, trzeba...

No to przynajmniej z ojcem się pogodziłam...



czwartek, 19 grudnia 2019

Wojna damsko - męska. 12.

Witaliśmy babcinych gości w drzwiach pałacu. Przyszła śmietanka Mei, same najważniejsze osoby. My musieliśmy wszystkich przywitać, podając rękę. To znaczy ja, bo Paweł mi tylko towarzyszył jako ozdobnik. Byli już prawie wszyscy. Spojrzałam na salę - stoły pełne, kelnerzy się kręcili, muzyka grała, większość gości tańczyła. Babcia kręciła się między wszystkimi z kieliszkiem szampana w ręku, jak prawdziwa królowa, zamieniając kilka słów z każdym. Przyszedł jeszcze ktoś. Spojrzałam w prawo i zamarłam. Cofnęłam się krok w tył, prawie zadeptując Pawła.
         - Witam państwa! - Powitałam wchodzących, nie wyciągając tym razem ręki.
         - Ach witaj, córeczko!!! - Moja mama jak zwykle nie miała poczucia przyzwoitości.Podeszła do mnie, chwyciła za ramiona i ucałowała soczyście w oba policzki.
         - Dobry wieczór mamo. Dobry wieczór generale. - Odsunęłam się od niej, gdy zwolniła swój uścisk.
         - Generale proszę poznać - moja córka! Piękna nieprawdaż? Tak jak mówiłam. - Wdzięczyła się do tego starego pryka ponad przyzwoitość...
          - Miło mi. Jaworski. Generał w stanie spoczynku. - Szarmancko, starodawnie stuknął obcasami i pocałował moją dłoń.
           - A któż to? Przedstaw mi swojego towarzysza, córko. - Mama zmierzyła Pawła od stóp do głów w ten charakterystyczny sposób...
           - Mamo, generale proszę poznać - Paweł - mój... znajomy? - No jak go miałam przedstawić? Mój kochanek? Mój chłopak? I tak źle, i tak niedobrze...
           Generał się ukłonił, Paweł też a mama podała mu dłoń do ucałowania i tak długo nie puszczała tego uścisku.....Jesu jak ona mnie wkurza... Zacisnęłam zęby. Poszliśmy zjeść i potańczyć. Powoli zaczynałam się dobrze bawić, bo starałam się unikać matki.

           - Odbijany! - Za plecami usłyszałam głos mamy. Zamarłam. Spojrzałam z przerażeniem w oczy Pawła. Ten starał się być uprzejmy, uśmiechnął się. Zamieniliśmy się - mnie do tańca wziął generał, mama poszła tańczyć z Pawłem.
          - Piękna suknia! Jakże pani w niej pięknie! - Starał się mnie komplementować, choć mnie to wcale nie obchodziło. - Gdyby chciała pani kiedyś zobaczyć moją posiadłość, to zapraszam. Mój kucharz przygotuje kolację. Śniadanie też będzie przygotowane. - Stary pryk puścił do mnie oko. Wiem! Matka chciała mnie z nim poznać, żeby mnie z nim wyswatać! Ja pitolę!
         - Panie generale przepraszam, ale jestem już zmęczona. Pójdę się napić i coś zjeść. Proszę pójść do solenizantki - czekała na pana. - Musiałam coś wymyślić, żeby się odczepił. To był najlepszy sposób. Podeszłam do stołu z przekąskami.
         - Poproszę kieliszek wina. - Powiedziałam do kelnera, jednocześnie nakładając tartinki na talerz.
         - Agila nie pij tyle. - Ute ujawnił się za moimi plecami.
         - Ute odpuść!  Witałeś się już z babcią? - Odwróciłam się od stołu, żeby spojrzeć na salę i zobaczyć jak się bawi babcia. I zobaczyłam... Zobaczyłam jak moja mama bierze Pawła pod ramię i idzie z nim w kierunku schodów na górę. Schodów, które prowadziły do sypialni...
         - Ja pierdolę! - Zaklęłam wkurzona na maksa.
         - Agila! Tobie nie wypada znać takich słów! - Odezwał się kurde. Jaki ten Ute czasem wkurzający.
          - Może i nie wypada ale popatrz co ona robi!
          - Może chce Pawłowi pokazać pałac. Dzieła sztuki... - Ute chyba sam nie wierzył w to co mówi. Spojrzałam na niego z politowaniem.
           - Weź no! - Zadzwonił telefon. Ute odebrał.
           - Tak. Ok. Proszę poczekać. - Odpowiedział do słuchawki. - Agila nie rób głupot. To na pewno da się jakoś wytłumaczyć. - Powrócił do rozmowy w telefonie. Ja wzięłam od kelnera kieliszek i butelkę wina i wyszłam na dwór. Minęłam taras i poszłam nad wodę, na huśtawkę. Usiadłam.
            - Agila nie pij tyle. - Nawet na niego nie spojrzałam, żeby nie widział moich łez.
            - Powtarzasz się. Ute wmawiasz mi, że jestem alkoholiczką czy co? Ja od czterech lat nie miałam kropli alkoholu w ustach!  Daj mi spokój. - Wkurzyłam się.
            - Ja się tylko martwię o ciebie. Wtedy, przed wyjazdem, też dużo piłaś.
            - Też byś dużo pił gdybyś widział to co ja. A teraz jeszcze Paweł.
            - Co Paweł?
            - Czy ona musi się zawsze brać za moich chłopaków? Nie ma facetów w jej wieku?! Wtedy Jerzy, teraz Paweł...
           - Ale co? Kurde Agila ja muszę lecieć do szpitala.
           - Leć. Matka i tak się nie zmieni. Zawsze będzie podrywać i uwodzić moich facetów a mnie swatać ze starymi prykami.
           - Ty podejrzewasz, że to ona uwiodła twojego narzeczonego?
           - Ja to wiem, Ute. Wiem, że to z nią zdradził mnie mój narzeczony.
           - Skąd możesz wiedzieć? Przyznał się? - Odwróciłam głowę w jego kierunku. - Nie musiał się przyznawać. Ja ich nakryłam w jej sypialni. On leżał nagi na łóżku a ona go ujeżdżała Ute! Tak było.
           - Kurwa Agila! Dlaczego powiedziałaś dopiero teraz? Przecież nie pozwoliłbym ci wyjechać!
           - Trudno. Stało się. Nie chcę jej znać... - Odezwał się telefon Utego. - Tak. Już jadę. Będę za 10 minut. - Agila ja muszę wracać. Dasz se radę? Nie zrobisz żadnej głupoty? - Spoko Ute. Jestem już dużą dziewczynką. - Pocałował mnie w czoło. - Idę! Nie pij tyle... - Uśmiechnął się i pomachał do mnie. Rozumiem go. Praca jest dla niego bardzo ważna a przede wszystkim jego powołaniem jest pomagać ludziom. Pomachałam mu na pożegnanie. Miałam zamiar się upić tą butelką wina.
             - Załapię się na kieliszek? - Usłyszałam głos Pawła dochodzący zza moich pleców.
             - Załapiesz się. Jest cała butelka. - Usiadł obok mnie. Patrzyliśmy w ciemność tafli jeziora.
             - To dobrze. Nie możesz tyle pić... - W jego głosie było słychać żart, przymrużenie oka.
             - Ile słyszałeś? - Domyśliłam się, że od dłuższego czasu stał gdzieś tam i wszystko słyszał.
              - Prawie wszystko. Wyszedłem zaraz za wami. Jak tylko zorientowałem się do czego prowadzi to zwiedzanie...
              - Czyli miałam rację. Dobrze się zatem domyśliłam. Chciała cię uwieść... - Spojrzałam na niego. On na mnie. W nikłym świetle zauważyłam, że się uśmiecha.
              - Chciała ale się nie dałem. Gdy tylko otworzyła drzwi do pierwszego pomieszczenia, które mieliśmy zwiedzać, a była to jej sypialnia, i przykleiła się do mnie, pod byle pretekstem uciekłem do ciebie. - Dotknął mojego policzka. - Bo właśnie wtedy sobie uświadomiłem, że.....
            - Że co? - Wyszeptałam.
            - Że cię kocham, Agila.... - Chwycił mnie pod brodę i pocałował.W tej chwili byłam najszczęśliwszą kobietą w całym wszechświecie...
              - Chciała. Ale się jej nie udało.
          

niedziela, 3 listopada 2019

Wojna damsko - męska. 11.

        Odstawiliśmy Mateusza z jego ciężarną podwójnie żoną do hotelu. Hotel znajdował się obok szpitala, żeby po prostu pacjentom było wygodnie. W ogóle cała planeta nastawiona była na to, żeby ludziom żyło się wygodnie i żeby wszyscy byli wobec siebie życzliwi. I dobrzy. I raczej nam się to udawało. W hotelu obsługa nie chciała opłaty za noclegi - powiedziano, że są to moi goście, więc jest to dla nich zaszczyt, że mogą pomóc.    
         Postanowiłam, że jak brat Pawła ochłonie, to porozmawiam z nim co planuje po porodzie. Jak długo chce zostać, co z ewentualnymi wydatkami. Ale na to przyjdzie jeszcze czas.
        - Zostawimy was teraz, żebyście odpoczęli po przeżyciach dzisiejszego dnia - był dość intensywny.Gdybyście czegoś potrzebowali, to telefonujcie albo pójdźcie do obsługi, to wam pomogą. Załatwioną macie kolację albo do pokoju, albo pójdziecie do restauracji. To jak wolicie. Plaża jest naprzeciw. Są tam ławki i leżaki, parasole, więc gdybyście poszli, będzie wygodnie. My musimy już jechać też się ulokować w naszych kwaterach.
         Wyszliśmy. Na schodach wejściowych do hotelu Paweł chwycił mnie za ramię i zatrzymał.
         - Aga jutro są urodziny twojej babci, jak zrozumiałem?
         - Tak a co?
         - Czy.... Bo ja nie wiem....
         - No słucham?
         - Bo.....
         - Wykrztuś z siebie.
         - My jutro.....
         - A chodzi ci o to czy mu będziemy na tych urodzinach? No raczej byłoby miło. jak już tu jesteśmy. Ojca nie ma, nie wiem co z..... A Ute zwykle nie ma czasu, jest w szpitalu. Wypada dotrzymać babci towarzystwa skoro i tak wszyscy już wiedzą, że jestem. To mała planeta, wiadomości szybko się rozchodzą a nie było mnie tu cztery lata.
        - Sęk w tym, że ja nie przewidziałem takiej okoliczności i nie mam nic do ubrania.
        - Dobrze, że o tym pomyślałeś. Ja pewno w domu bym coś znalazła ale wolę kupic coś nowego. Pojedziemy poszukać też czegoś dla ciebie.
         Jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy. Ja sukienkę znalazłam bez trudu. Garnituru dla Pawła poszliśmy poszukać u pana Stanisława. To krawiec, u którego moja rodzina szyła garnitury od lat. Chcieliśmy kupić coś gotowego ale pan Stanisław powiedział, że to dla niego zaszczyt uszyć coś dla mego gościa. Zdjął miarę i polecił swoim pracownikom rozpocząć krojenie garnituru a gdy chciałam wpłacić zaliczkę powiedział, żebym mu pozwoliła doświadczyć zaszczytu zrobienia gestu wdzięczności dla mojej rodziny i nie brać opłaty za szycie. Zatem nie wypadało mi płacić. Wróciliśmy do pałacu. Na kolecję zakończoną obłędnym seksem.

         Wyszłam spod prysznica. Uśmiechnęłam się do leżącego nadal na łóżku Pawła.
         - Chodź tu piękna. - Wyciągnął do mnie rękę. Usiadłam na łóżku.
         - Powinnam chyba wrócić do swojego pokoju.
         - Zostań, proszę...
         - Dobra, zostanę. Posuń się.
         Zasnęliśmy jak dzieci prawie od razu. Lubiłam się kłaść do łóżka z Pawłem. Był taki ciepły. I piękny, umięśniony. Męski.
         Za oknem było jeszcze ciemno, gdy poczułam słodki pocałunek za swoim uchem. Jak miło było się tak budzić. Na swoim biodrze poczułam ciepłą dłoń Pawła. Zaczął masować moje podbrzusze. Jęknęłam cichutko. Całował mnie i dotykał. Przeniósł dotyk na pośladki. Ugniatał je i masował. Wsunął rękę pomiędzy moje uda. Jego niecierpliwe palce szukały mojej ciepłej dziurki. Aż znalazły. Potrafiłam tylko cichutko jęczeć. Z rozkoszy. Wiedziałam do czego to mogło nas zaprowadzić. I z niecierpliwością tego oczekiwałam. Paweł był naprawdę dobry w te klocki... Masował moje wnętrze. Pocierał i robił kółka. Czułam, że robię się tak mokra... Chciałam się odwrócić w jego kierunku, żeby go pocałować ale zablokował mnie swoim ciałem. Czyżby chciał mi zrobić palcówkę, pomyślałam? Paweł przeniósł swoją rękę znów do przodu. Wilgotnymi od soków z cipki palcami znalazł łechtaczkę. Wiedział jak ją pobudzić. Moim ciałem zaczęły szarpać niekontrolowane spazmy nadchodzącej rozkoszy. Poczułam, że kolano Pawła wchodzi między moje uda. Na pupie poczułam ciepłego twardego kutasa. Podciągnął mnie, żeby zmienić kąt ułożenia mojej pupy i do mokrego wnętrza wtargnął jego gorący instrument. Ręka Pawła nadal pieściła moją łechtaczkę, jednocześnie mnie przytrzymując, żeby mnie wygodnie posuwać. Penetracja była płytka, więc pocieranie mojej łechtaczki robiło dobrą robotę. Nie byłam w stanie się ruszyć. Seks z Pawłem był tak dobry, tak zniewalający... Pojękiwałam z cicha, zagryzając jednocześnie zęby na swoim przedramieniu, żeby nie być zbyt głośno. Świt się budził i ktoś mógł nas usłyszeć. Wczoraj mi to nie przeszkadzało ale dziś... Doszliśmy wspólnie. Razem. Jednocześnie. Ja o dwie sekundy wcześniej niż Paweł. Jęknął z rozkoszy w mój kark, przygryzając potem płatek mojego ucha. Znów moje wilgotne wnętrze wypełniła jego sperma. To mi przypomniało, że nadchodzi czas wymiany implantu, który mnie chronił przed niechcianą ciążą. Życie...
          Wzięliśmy prysznic. Potem było śniadanie i wybraliśmy się do miasta do fryzjera, kosmetyczki i po odbiór garnituru. W międzyczasie odwiedziliśmy Mateusza z żoną i spędziliśmy z nimi parę godzin.
          Wieczorem, odpicowani jak mrówki na wiadomo co, witaliśmy babcinych gości w drzwiach pałacu. Trzeba przyznać, że przyszła śmietanka Mei...

CDN...

sobota, 2 listopada 2019

Wojna damsko - męska. 10.

    - Co to jest, do kurwy nędzy!!! Co ty odwalasz?! Najpierw nie mówisz mi, że zmieniłaś bez mojej wiedzy dostęp do stref na chipa a teraz to?! Za kogo ty mnie masz! Ale dałem się wkręcić!!! Wydymałaś mnie na cacy! Kurwa!!!! Ja pierdolę!!!
   Wkurwił się na maksa i nie można mu się dziwić...
    - Nie krzycz Paweł. Nie krzycz. Proszę cię. - Jak ja mam mu o wytłumaczyć?
    - Dobra! Dobra. Ale nic z tego nie rozumiem. Jestem skołowany i wkurwiony. Wytłumaczysz mi tę sytuację? - Wysiadłam z auta. Musiałam zmierzyć się z tą sytuacją, choć nie będzie to łatwe. Musze mu to wytłumaczyć, żeby nie stracić jego zaufania. - Co to było? - Wskazał ręką na dom. - Ten... pałac! Co to jest? Twój dom rodzinny?
    - Tak. To mój dom rodzinny. Pochodzę z tej planety. Nie mówiłam ci w obawie, że byś się nie zgodził na ten lot. A mnie zależało, żeby im pomóc.
    - Zaryzykowałaś lot o tej porze roku tylko dlatego, żeby przylecieć do domu?
    - Nie. Lot nie był ryzykiem. Latałam tu tysiące godzin różnymi pojazdami i o różnych porach roku. Nigdy nie miałam wypadków, najwyżej małe otarcia. Poleciałabym gdziekolwiek, na jakąkolwiek planetę. Uwielbiam latać a nie robiłam tego bardzo długo.
    - Powiedzmy, że ci wierzę. - Nadal nie spojrzał w moją stronę. Wkurzył się...
    - Dostęp do stref powiększyłam, żeby kupić dla nas lepsze produkty. Nie chciałam, żebyś pomyślał, że chcę uciec. Zależy mi na twoim zaufaniu. - Próbowałam nawiązać z nim kontakt wzrokowy. - Jestem ci wdzięczna za to, co dla mnie zrobiłeś. Zaryzykowałeś kupę kasy i swój honor, żeby mnie wyciągnąć z koloni karnej. Doceniam to. Nie zniszczę twojej kariery tylko dlatego, żebym mogła zobaczyć swoich bliskich. Musisz mi uwierzyć!
    - Agila to twoje prawdziwe imię? - Odwrócił się do mnie. Pięści trzymał zaciśnięte. W oczach było widać ogień - smutek i złość.
    - Tak. Nazywam się Agila. Na Ziemi łatwiej używać ziemskiego odpowiednika - Aga, Agnieszka. Ale po urodzeniu babcia nazwała mnie Agila. Z akcentem na pierwsze a.
    - A ten... Ute? To kto dla ciebie?
Uśmiechnęłam się w duchu. Fakt, że z Ute przywitałam się bardzo wylewnie, rzucając się mu na szyję i całując. Czyżby Paweł był zazdrosny? Wszystko na to wskazuje. To wzburzenie...
    - Ute... Ute to mój brat. Rodzony. Starszy brat. - Zdziwienie u niedowierzanie zobaczyłam w oczach Pawła. - Na prawdę. Jest ordynatorem oddziału położnictwa, tego najlepszego w całym kosmosie i jednocześnie jest królem na tej planecie. To wszystko.
    - Jak to królem? Serio? Nie wiedziałam, że jeszcze gdzieś są królowie.
    - Tak. Nasz ojciec abdykował na jego rzecz. I wyjechał, nie wiadomo dokąd. Ale to tylko tytuł.
    - Miałaś rację. Gdybym wiedział to wszystko wcześniej to nie wiem czy byśmy wyjechali.
    - Ale już tu jesteśmy. I nie zmienimy faktu, że stąd pochodzę. Wrócę z tobą na Ziemię, jak obiecałam. Daję ci na to moje słowo!!! - Paweł zaczął się zbliżać. Jego bliskość była tak kojąca. Nie chciałam, żeby stracił do mnie zaufanie. Poczułam na swoich wargach dotyk jego ust. Ciepły oddech. Nasze usta się złączyły. Miło było się z nim całować. Uwielbiałam to. Ten jego chwyt mojej głowy, żebym mu nie uciekła. Taki mocny i delikatny jednocześnie. Ciepły. Jednak musieliśmy zaczekać z naszą namiętnością do wieczora. Teraz najważniejsze byo odstawić jego rodzinę do hotelu, żeby wypoczęli.

Cdn...

Wojna damsko - męska. 9.

Jak powiedział, tak zrobił. Załatwił Omegę A4. Wylecieliśmy...

Lot był czysty, bez kłopotów. Jak się zbliżyliśmy do Mei, to planeta pokazała, jak potrafi być niedostępna. Ale, żeby moi pasażerowie się nie wystraszyli, kazałam im iść do kabin i poddałam ich procedurze zasypiania na czas lądowania.
    - Kurde co to jest? - Paweł chyba nie dowierzał  własnym oczom. Fakt - o tej porze roku ilość odłamków krążących wokół Mei była bardzo, bardzo duża. Trzeba było wiedzieć jak i gdzie zacząć się przebijać, żeby dolecieć w całości. Ja latałam tam tyle razy, że znałam każdy kamyczek. Każdą dziurę. Musiałam tylko znaleźć odpowiednie miejsce.
    - Damy radę. Spokojnie.
    Rozpoczęliśmy procedurę lądowania. Raz prawe skrzydło, raz lewe. Dziób w górę, ogon w dól, w prawo, lewo. I tak po kawałku, dopasowując się do tych niewielkich dziur, udało nam się wlecieć wreszcie na wolną przestrzeń i spokojnie wylądować. Obudziłam pasażerów.
    - Paweł ty wyciągnij z Mateuszem bagaże a ja pójdę załatwić jakiś pojazd.

    - Dzień dobry. Mogę wypożyczyć jakiś kabriolet? - Zapytałam na lotnisku. Na szczęście nie wymagano ode mnie odprawy.
    - Oczywiście wasza... - Przerwałam mojej rozmówczyni.
    - Dobra, dziękuję! - Podjechałam po moich pasażerów. Najpierw do szpitala na badania, bo lot mógł coś przyspieszyć albo co a potem do hotelu. Taki miałam plan!
    - Dzień dobry mam dla was pacjentów. - Uśmiechnęłam się do rejestratorki, żeby też powstrzymać niewygodne dla mnie przywitanie. Przywołałam Pawła z jego żoną. Jako, że byli oni zapisani, nie powinno to trwać długo.
    - Agila? Agila! To ty! Ja pierdolę! - Usłyszałam zza placów znajomy głos. Odwróciłam się. Przystojny jak zwykle ordynator położnictwa stał w połowie korytarza z wyciągniętymi w geście przywitania rękoma.
    - Ute! - Uśmiechnęłam się i poszłam się przywitać.
    - Przyjechałaś na urodziny babci?
    - Właściwie to nie. Przywiozłam tylko pacjentkę. Kiedy te urodziny?
    - Jutro. - Jesu kompletnie zapomniałam o jutrzejszej dacie. Moja babcia miała 80 urodziny właśnie jutro. Chyba jednak zmienię nasze plany...
    - Ona będzie? - Chodziło mi o kobietę, przez którą pokręciło mi się całe moje dotychczasowe życie.
    - Nie wiem. Naprawdę. Nie mam z nią kontaktu. - Ute się chyba zmartwił.
    - Pomyślę.
    - Dobra. Spadam do mojej pacjentki. - Ute podszedł do Pawła i jego żony.
    - Paweł! - Zawołałam. - Spotykamy się tutaj, w tym miejscu za godzinę. Jakby jeszcze nas nie było, to poczekajcie! - W mgnieniu oka zmieniłam swoje i równocześnie nasze, plany. Wsiedliśmy z Pawłem do auta i pojechaliśmy. Powinno mnie zaniepokoić milczenie Pawła. Ale ja chciałam być jak najszybciej na miejscu. Dojazd na miejsce zajął nam około 20 minut. w tym czasie Paweł odezwał się tylko raz.
    - Dokąd jedziemy?
    - Jedziemy zostawić nasze torby tam, gdzie będziemy nocować. - Musiałam, po prostu musiałam skorzystać z takiej okazji! Podjechaliśmy pod bramę a potem pod dom. Zatrzymałam samochód, wyskoczyłam z niego. Jak tu pięknie!
    - Panienka! Och! Jaka niespodzianka! - Genowefa zawsze nas kochała. Podbiegłam się przywitać.
    - Witaj! Babcia w domu?
    - Tak. W ogrodzie. Zbiera kwiaty. - Puściłam Genowefę i poszłam przywitać się z babcią, która właśnie ukazała się na szczycie schodów.
    - Babciu... - Nie potrafiłam powiedzieć nic więcej. Cztery długie lata jej nie widziałam. Tak ją kocham! I tak mi jej brakowało. Brakowało tego miejsca...
    - Agila wróciłaś.... Nareszcie...
    - Przywiozłam pacjentkę dla Ute. Muszę teraz wrócić, żeby ją z mężem ulokować w hotelu ale wrócę. Wniesiemy tylko nasze bagaże. Mój pokój nadal wolny?
    - Nie musi panienka wnosić. Jeremi już wniósł. Pokój oczywiście, że wolny. Dla panicza naszykujemy gościnny. - Informację o pokoju gościnnym przyjęłam z przekąsem ale cóż...
    - Babciu przepraszam ale zapomniałam przedstawić - to Paweł. Mój.... znajomy.
    - Paweł miło mi. - Wiedział jak się zachować, choć pewno był zdziwiony sytuacją. Nie dziwię się mu.
    - Dobra. Teraz naprawdę musimy się spieszyć. Wsiadaj Paweł, ruszamy do twojego brata. - Wsiadł bez słowa. Ruszyliśmy.  Nie odjechaliśmy jednak daleko i.........

    - Zatrzymaj auto! Zatrzymaj mówię do ciebie! - Krzyczał Paweł.

piątek, 11 października 2019

Wojna damsko - męska. 8.

Wiedziałam, że wcześniej czy później zachce się nam obojgu seksu. Ani ja, ani Paweł, jak już zaczęliśmy "to" razem robić, to nie wytrzymywaliśmy bez seksu więcej jak parę dni. Najwięcej chyba trzy.

- Jesu jak mi się chce. Ale nie mam odwagi.. - Usłyszałam szept Pawła podczas kolacji. Wiedziałam, że chodzi mu o seks. Odwróciłam się do niego, spojrzałam w oczy i powiedziałam.
- Już ja coś na to poradzę. - I oblizałam usta.
- To my już pójdziemy spać, bo padam z nóg. Intensywny był ten dzień.
- Tak wnusiu, idź. Idźcie. Dobranoc.
- Dobranoc! - Odpowiedzieliśmy chórem.

- Paweł... Nie masz może w swojej torbie mojego dresu? - Zapytałam, otwierając drzwi pod byle pretekstem i wchodząc do jego sypialni. Paweł w sekundzie był przy drzwiach. Zamknął je i przycisnął mnie swoim mocnym ciałem do nich. Pocałował. Jego ręka powędrowała między moje nogi, podciągając moją sukienkę do góry. Uwielbiam jego dotyk. Mocny, stanowczy, zdecydowany. Ciepłe, duże dłonie. Od razu poczułam ciepło przeszywające całe ciało. Paweł podciągnął moją sukienkę do pasa i ściągnął moje majtki. Nasze języki splatały się co raz mocniej i intensywniej. Oddechy mieliśmy urywane. Zachłystywaliśmy się sobą. Nawet nie zauważyłam kiedy Paweł ściągnął swoje dolne ubranie. Tak bardzo miałam na niego ochotę, że nie kontrolowałam niczego. Poddawałam się zdecydowanym ruchom Pawła. Nie wiem jak i kiedy, naprawdę, ale Paweł oplótł moimi nogami swoje biodra i wepchnął mi gorącego, grubego kutasa do cipki po same jaja. Odruchowo pchnęłam swoje biodra do niego. Tym samym nadziałam się na jego przyrodzenie głębiej. Wypełnił mnie całą. Poczułam go głęboko w sobie. Zaczął mnie posuwać. Stanowczo, mocno, głęboko. Co raz szybciej. Wypychałam swoje wnętrze w jego kierunku, żeby jeszcze mocniej i głębiej poczuć jego męskość w sobie. Na czoło Pawła wystąpił pot. Mój oddech był co raz płytszy. Przyciskał mnie mocno do drzwi. Przez moje ciało zaczęły przebiegać spazmy oznaczające rychły orgazm. Poczułam w cipce fale gorąca. Zassała kutasa i wiedziałam, że go już nie wypuści aż do spuszczenia. Podobało mi się to posuwanie. Poddałam się temu rytmowi. Czysty seks bez kontroli. Paweł trzymał mnie tak mocno, że będę miała siniaki pewno. Zaczęłam co raz głośniej sapać z rozkoszy. Paweł przykrył moje usta ręką bo wyczuł, że mój orgazm jest blisko. A ja potrafię być czasem głośna a on nie chciał, żeby nas ktoś słyszał. Swoją twarz wtulił w moją szyję i nagle, w tym samym momencie, spazm orgazmu zalał całe nasze ciała. Byliśmy jednością. Dobrze, że miałam usta zakryte. Paweł krzyknął w moją szyję, dlatego nie było szans, żeby ktoś zauważył co się wydarzyło. Poczułam jeszcze trzy mocne pchnięcia i moją cipkę zalała sperma. Oj było tego dużo. Paweł się mocno napalił. Skończył się we mnie ruszać ale jeszcze nie wypuszczał z objęć. Pocałował w szyję. W usta.
- Wspaniała jesteś. - Wyszeptał. - Teraz nie mogę się ruszyć. Tak mnie nogi bolą. - Uśmialiśmy się z tego cicho oboje. Zeszłam z niego. Sperma wypłynęła z mojego mokrego wnętrza do samych kostek.
- Super było. - Szepnęłam. - Idę pod prysznic.

A jak doszło do seksu po tamtej awanturze to w następnym odcinku opiszę...

środa, 11 września 2019

Wojna damsko - męska. 7.

- Cześć! - Powiedział facet stojący na progu.
- Cześć! - Odpowiedziałam. - Pawła nie ma.
- Nie szkodzi, ja do ciebie. Pamiętasz mnie?
- Pamiętam. Ty jesteś Mateusz, brat Pawła. Wejdź. Chodź do kuchni, bo własnie gotuję zupę.
- Fajnie się ma ten Paweł. Moja żona nie potrafi gotować.
         Usiadł. Ja musiałam dodać resztę warzyw do zupy a Mateusz szukał czegoś w telefonie.
- Aga! Ten popis wykonałaś ty?
- Jaki popis? - Odwróciłam się do swojego gościa. Na ekranie telefonu zauważyłam nagranie z tego mojego ostatniego lądowania, przez które znalazłam się tu gdzie aktualnie jestem.
- To ja pilotowałam, fakt. Ale popisem bym tego nie nazwałam. Raczej kurewnym szczęściem.
- To moja żona miała rację. Poznała cię. Dlatego tu jestem.
- No słucham.
- Zauważyłaś pewnie, że spodziewamy się dziecka.
- No! Trudno było nie zauważyć. - Zaśmiałam się.
- Właśnie! To są bliźnięta. Najlepsza klinika położnicza, która specjalizuje się w porodach mnogich jest jednak daleko stąd. Poza naszym układem planetarnym. Pytałem już kilku pilotów czy podróż tam jest możliwa. Nikt nie miał odwagi. Moja żona wymyśliła, że może ty się zgodzisz. Jesteś naszą ostatnią deską ratunku, bo czas nas nagli.
- Gdzie ta klinika? - Chyba się domyślałam... Ale nie powiedziałam mu.
- Klinika jest na na planecie Mea. Wiesz gdzie to? Może tam byłaś?
- Orientuję się gdzie to jest. - Nie chciałam mu na razie mówić całej prawdy.
- Czy lot tam jest możliwy? Bo podobno są jakieś przeszkody. - Tak, przeszkodą, o czym mu nie mówiłam, były drobne planetoidy, odłamki skalne, dość gęsto pokrywające orbitę wokół planety i nie każdy pojazd mógł się między nimi zmieścić, żeby przelecieć. I też nie każdy pilot chciał ryzykować.
- Czy można tam lecieć i wylądować jest zależne od kilku czynników. Od pory roku, wielkości pojazdu, umiejętności pilota.
- Aga a czy ty była byś w stanie zaryzykować i tam z nami polecieć? - Mateusz chyba zaczął mieć nadzieję. Fakt, byłam ich ostatnią szansą. A ja bardzo chciałabym pojechać na Meę.
- To nie jest zależne ode mnie. Ja bardzo chętnie zasiądę za sterami ale o tym musi zadecydować Paweł.
- O czym musi Paweł zadecydować? - Nawet nie zauważyłam, jak Paweł wszedł do domu. Nie wiedziałam, że od kilku chwil przysłuchiwał się naszej rozmowie, bo wszedł już chwilę temu i podsłuchiwał naszą rozmowę.
Mateusz zaczął tłumaczyć Pawłowi z jakim interesem przyszedł. Paweł patrzył na mnie spode łba. Widać było, że bardzo intensywnie przemyśliwa co zrobić.
- Czy muszę ci odpowiadać już teraz czy się zgadzam, czy nie? - Zagwozdka dla Pawła. Ciekawe co zadecyduje.
- Nie. Możesz to przemyśleć. Ale gdybyś mógł się pospieszyć, bo chcę wiedzieć na co się nastawić.
- Dobra pomyślę. Jutro dam ci znać. Gdzie ty idziesz? Zostań na obiedzie.
- Muszę iść. Nie chcę Anki zostawiać na tak długo. - Powiedział Mateusz i poszedł.
       Obiad zjedliśmy w milczeniu. Potem Paweł poszedł pooglądać coś w telewizji ale widząc jaki program włączył wiedziałam, że nic nie widzi, tylko intensywnie myśli.
- Aga! Możesz przyjść tu na chwilę? - Zawołał do mnie.
- Oczywiście, że mogę. - Weszłam do salonu.
- Myślisz, że lot na tę planetę jest możliwy o tej porze roku? Byłaś tam kiedyś?
- Byłam kilka razy. - Nie chciałam jemu tez mówić całej prawdy od razu, bo jeszcze by się rozmyślił, a chyba był na najlepszej drodze, żeby się zgodzić na ten lot. - Lot tam jest możliwy ale to zależy głównie od tego, jaki pojazd uda ci się załatwić. Najlepsza była by Omega A4.
- Dlaczego właśnie ten?
- Bo Omega A4 pomieści czterech pasażerów i ma dwie wygodne kabiny, gdzie można zahibernować pasażerów podczas dalekiego lotu. Będzie najwygodniejsza a równocześnie największa, która się tam zmieści, która przejdzie.
- Dlaczego czterech pasażerów?
- Bo ja będę potrzebować drugiego pilota. - Musiałam go do tego namówić, żeby Paweł zaczął ponownie latać. - Będę potrzebowała ciebie, Paweł.
- Ale ja nie latam. - Warknął na mnie.
- Ale podczas sprzątania znalazłam w szufladzie twój dyplom pilota. U profesora Kalczyńskiego z pilotowania dostałeś najwyższą ocenę. Masz kategorię A.
- Mam. Ale nie latam.
- Ja ci nie karzę lecieć. Nie musisz pilotować. To ja będę dowodzić. Ty jesteś mi potrzebny do ogarnięcia tyłu, tylnego małego silniczka. A poza tym chyba wolałbyś mieć mnie na oku, skoro muszę opuścić Ziemię a ty za mnie poręczyłeś.
- Kurwa no!
- Twój brat rzeczywiście ma rację, ze tam jest najlepsza w całym wszechświecie klinika położnicza. Ale zrobisz jak zechcesz. Ja nie będę naciskać. - Nie była to prawda. Najchętniej zmusiłabym go do tego lotu. Brakowało mi tego...
- Jaką ty dostałaś ocenę u generała Kalczyńskiego? - Kurde fakt, Kalczyński teraz jest generałem... Jak ja u niego zdawałam był profesorem... I kimś jeszcze więcej dla mnie...
- Ja dostałam u niego z ledwością, jak się wyraził, kategorię B. - Och! Jak ja go nienawidziłam wtedy za tę ocenę. Wiedziałam, że jest niesprawiedliwa. I że on mógłby dać mi kategorię nawet PRIME ale kurde nie dał! Mam do niego żal do tej pory, bo wtedy moje życie wyglądało by zupełnie inaczej...
- Nie wierzę... - Wyraźnie zaskoczyło to Pawła.
- A jednak. To fakt. Mam kategorię B. Z ledwością...
- Jesteś w 100 % pewna, że można teraz bezpiecznie lecieć na Meę?
- Jestem w 200 % pewna, że damy radę. Tylko musisz mi pomóc. - Wychodziło na to, ze Paweł zaczął się przełamywać...  - Może to zabrzmi nieskromnie ale ja na prawdę jestem najlepszym pilotem w galaktyce. I nawet poza nią. Latam lepiej niż generał Kalczyński o czym on wie ale się nie chce do tego przyznać. - Może i nie powinnam tak mówić. Nieskromne to było ale to był fakt. Poza tym baaaardzo chciałam wylecieć teraz na Meę...
- Zobaczę co da się zrobić z pojazdem...

     Jak powiedział, tak zrobił. Załatwił Omegę A4. Wylecieliśmy...

     A po godzinie od wylądowania na Mei pokłóciliśmy się prawie na śmierć i życie:
- Zatrzymaj auto! Zatrzymaj mówię do ciebie! - Krzyczał Paweł. Zatrzymałam. Paweł wysiadł trzaskając drzwiami. Ja nadal siedziałam za kierownicą auta. Starałam się na niego nie patrzeć. Wściekł się na maxa.
- Co to jest, do kurwy nędzy!!! Co ty odwalasz?! Najpierw nie mówisz mi, że zmieniłaś bez mojej wiedzy dostęp do stref na chipa a teraz to?! Za kogo ty mnie masz! Ale dałem się wkręcić!!! Wydymałaś mnie na cacy! Kurwa!!!! Ja pierdolę!!!

    A co tak rozwścieczyło Pawła i czy był jeszcze przed nami jakikolwiek seks-w następnym odcinku...