piątek, 19 marca 2021

Nieznajomy i niebezpieczny. 1.

                Pojawił się znikąd. Bez nazwiska. Bez bagażu.Małomówny. Skryty. Z tajemnicą w oczach, dzikością, niepokojem. Porywczy ale powściągliwy. Max. Tak się nazwał, tak prosił mówić do siebie.

                Wróciłam z miasta z zakupami. Schowałam wszystko na swoje miejsca i zabrałam się za odgrzewanie obiadu dla ojca. Gulasz z kaszą. Albo kasza z gulaszem ;-). Wiedziałam, że ojciec zjawi się na obiad punktualnie. Nie musiałam go odwoływać z jego zajęć. Wybiła 14:30 i za chwilę w drzwiach kuchni pojawił się tato. Tym razem nie był sam! Za nim wszedł wysoki facet. Szatyn. Z zielonymi oczami, lekkim zarostem. Raczej nieogolony. Ubrany po roboczemu w t-shirt, koszulę, spodnie robocze. Szczupły ale dało się zauważyć, że dobrze umięśniony.

                Spojrzałam na ojca znacząco, w oczach miałam pytanie i złość.

- Cześć córunia. Umyjemy ręce i siadamy do stołu. - Nie spojrzał na mnie. Wiedział, że nie lubię takich niespodzianek. - Mamy od dziś pomocnika. - Burknął.

- Cześć! Jestem Max. - Pomocnik ojca skinął do mnie głową i poszedł za ojcem. Jak wrócili to usiedliśmy do obiadu. Jedliśmy w milczeniu, choć ja miałam wrażenie, że pęknę z wściekłości. Obiad dobiegł końca. W milczeniu. 

- Na dziś, jak na pierwszy dzień, i tak dużo zrobiłeś. Masz wolne do jutra, Max. - Ojciec zwrócił się do swojego pomocnika. Max odłożył sztućce i wstał.

- Dziękuję za przepyszny obiad. Pójdę do siebie. Widzimy się rano o 7. - Odwrócił się, wyszedł i tyle go widziano.

- Tato! Skąd on się wziął? - Syknęłam z wściekłością na ojca. - Znasz go? Wiesz coś o nim?

- Córcia no co ty. Zgłosił się do pracy. Przecież potrzebujemy pomocy a on się zgodził pracować za tę naszą niską stawkę.

- Co z tego. Nie podoba mi się. Jest jakiś taki...podejrzany! - Instynktownie wyczuwałam to, co powiedziałam. Trudno mi to było wytłumaczyć racjonalnie...

- Córcia tak nie można. Trzeba dać człowiekowi szansę. Nie zgadzam się z tobą. - Ojciec wstał, szykując się do wyjścia. Pewno pójdzie drzemać.

- Jeszcze zobaczysz, że mam rację. - Musiałam to powiedzieć. Mój wyszkolony instynkt jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Oby tym razem było inaczej... Zabrałam się za sprzątanie.

                Minęło kilka dni. Wytworzył się rytuał, że śniadania i kolacje każdy je u siebie a obiady jemy wspólnie z pomocnikiem. Znaczy ja jadłam razem z ojcem rano i wieczorem, Max w swojej przyczepie, znajdującej się na drugim krańcu pola. Podczas któregoś obiadu...

- Max a tam na twojej koszulce to krew? Zraniłeś się? - Zauważyłam, że lewy bok na t-shircie Maxa ma dość dużą czerwoną plamę.

- A to nic... Musiałem o coś zahaczyć podczas pracy. - Max nawet nie spojrzał, za to chwycił się za to miejsce ręką. Doskonale wiedział w którym miejscu jest plama z krwi.

- Zahaczyć? Nie sądzę. - Drążyłam temat. - Musiałbyś mieć w tym miejscu dziurę a jej ta nie ma.

- Córcia daj spokój. - Oj ten mój naiwny tato. Znów się wtrąca. 

- Odkąd zaczęliśmy jeść plama się powiększyła. Trzeba to zobaczyć. - Powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Max westchnął i zacisnął szczęki. Po obiedzie kazałam mu się położyć. Podniosłam jego t-shirt. Takiego widoku się nie spodziewałam. Myślałam, że rzeczywiście się gdzieś potknął, o coś zahaczył, rozciął skórę ale to...

- O chłopie toś się załatwił. Aga przynieś swoją skrzyneczkę, trzeba mu to zszyć. - Ojciec zaczął dyrygować.

- Tato ale to raczej nadaje się do szpitala. - Zaprotestowałam. Nie będę zszywać takiej dużej rany. Rozcięcie Maxa miało ze 12 cm. Było dość głębokie. Dość "stare". Trochę już zaczęło się zasklepiać, ale chyba z powodu ciężkiej pracy znów się otworzyło.

- Ja nie chcę do szpitala. - Zaprotestował Max.

- Co ty pieprzysz. To trzeba natychmiast zszyć! - Zaprotestowałam ja.

- Nie szpital. 

-Córcia. Pewno Max nie ma ubezpieczenia. - Wyszeptał ojciec. - Przecież potrafisz to jeszcze zrobić. Zszyj ranę i po kłopocie. Tak, jeszcze potrafię zszywać rany, pomyślałam, ale ta rana była podejrzana.

- Nie mam środka znieczulającego. Musiałabym go zszywać na żywca. - Warknęłam.

- Nie szkodzi. Dam radę. - Jęknął Max. Miałam obawy. Tu trzeba było dużo szwów. Takiego bólu nie każdemu jest dane wytrzymać. - Dasz mi na to potem opatrunek i będę jak nowy. - Uśmiechnął się Max.

                Poszłam po swoją apteczkę. Z dawnych czasów miałam tam wszystkie niezbędne rzeczy do tego typu spraw. Tego się nie zapomina. Podciągnęłam koszulkę Maxa wyżej. Pierwszy raz dotknęłam jego ciała. Tak jak myślałam-było twarde, umięśnione. Fajnie ciepłe, miłe w dotyku. Przeszedł mnie dreszcz. Instynktownie i podskórnie nie lubiłam tego faceta, miałam przed nim obawy. Ale dotyk nagiej, męskiej skóry był przyjemny. Bardzo przyjemny... Jak długo nie byłam już z żadnym facetem?

- Aga pomóc ci w czymś? - Głos ojca przywołał mnie do porządku.

- Nie. Tylko przytrzymaj Maxa, bo to będzie bolało.

- O mnie się nie martw. - Poddał się Max.

                Wzięłam się do pracy. Ubrałam rękawiczki, zdezynfekowałam miejsce szycia. Naszykowałam narzędzia. Przy okazji pooglądałam sobie większy kawałek jego ciała. Zauważyłam dziwne ślady. Z czymś mi się kojarzyły... Zaczęłam zszywać ranę. Była zrobiona czymś bardzo ostrym. Cięcie było precyzyjne, dość głębokie. Kształt mi się z czymś kojarzył.

- Mmmmmmm.... - Zasyczał Max. Ten dźwięk zmusił mnie do jeszcze większego skupienia i powrotu do rzeczywistości. Kwestię skąd się wzięła ta rana wyjaśnię później. Teraz muszę się skupić na jej zszyciu. Trzeba przyznać, że Max był twardy. Oprócz tego jednego jęku do końca zabiegu nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Mało który człowiek tak potrafi. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie był zwykłym pomocnikiem. Postanowiłam sobie, że wyjaśnię jego tajemnicę...

- Teraz zakleję miejsce szycia opatrunkiem. Będziemy go zmieniać dwa razy na dzień. Na razie, na dwa dni, zostaniesz pod obserwacją w naszym domu. Jak wszystko będzie ok, będziesz mógł wrócić do swojej przyczepy. Teraz jeszcze lekarstwa i dam ci już spokój. Max potulnie zastosował się do wszystkich moich zaleceń.

                Nie mogłam w nocy zasnąć. Kręciłam się w łóżku z boku na bok. Śniły mi się różne sny. Od koszmarów i wspomnień wojny, po seks z Maxem. Usiadłam na łóżku i wyraźnie poczułam to, czego brakowało mi od miesięcy-orgazm. Tak! Przeżyłam we śnie orgazm... Nagle usłyszałam z dołu, z salonu gdzie spał Max, głośny krzyk. Zbiegłam na dół.


CDN jak skończę poprzednią opowieść...

czwartek, 10 grudnia 2020

Do trzech razy sztuka. 5.

 Wyszło to początkowo dość sztywno. Ten nasz taniec. Na szczęście nie zapomnieliśmy jak się tańczy. Im dłużej grała muzyka, tym lepiej nam szło. Rozruszaliśmy się. Ale muzyka ma to do siebie, ze zmienia rytm. Ta też zmieniła. Na wolniejszą. Na pościelówę. Na wolny taniec - przytulaniec. Paweł się do mnie zbliżył. Spojrzał w oczy. Był poważny. Jedną ręką przytrzymał mnie w pasie. Drugiej nie wypuszczał ze swojej. Ułożył ją tak, że znalazła się na wysokości jego serca. Przytuliłam się do niego. Jak mi było dobrze w jego ramionach. Nikt nigdy ani przed nim, ani po nim nie dawał mi tyle spokoju. Równowagi. Pewności. Zapomniałam jak dobrze mi w jego ramionach. Położyłam głowę na jego barku. Wąchałam delikatny zapach zza ucha. Zawsze dbał o dobre zapachy. Teraz też pachniał przyjemnie. 

- Mruczysz. - Powiedział do mnie cicho Paweł, szepcząc mi do ucha.

- Nie mruczę. - Zaprzeczyłam. A jeżeli tak, to nieświadomie.

- Nie rób tak. Wiesz, jak to zawsze na mnie działało. Myślisz, że ja jestem bez serca?

- Ja nie mruczę... - Znów zaprzeczyłam. Ale chyba coś było na rzeczy... Paweł odwrócił twarz w moim kierunku.

- Mruczysz. - Potwierdził i złożył na moich ustach całusa. Podniosłam głowę. Spojrzałam w jego oczy. Mogę się mylić ale ujrzałam w nich miłość. Kurde w tej jednej chwili uświadomiłam sobie dlaczego z nikim się nie związałam do tej pory - ja kocham Pawła... Oddałam pocałunek. Paweł puścił moją rękę i położył swoją dłoń na moim karku. Jego dotyk. Tak miły. Silny. Pewny. Westchnął... Przestaliśmy tańczyć. Nasze usta złączyły się na długą chwile. Nasze języki odnalazły do siebie drogę. Usta Pawła gniotły moje usta w tym przyjemnym połączeniu. Gorące, wilgotne. Cały świat przestał istnieć. Nie było dookoła nas mnóstwa ludzi. Byliśmy tylko my i nasza miłość...

Do trzech razy sztuka. 4.

        Nie spałam cała noc. Rozmyślałam. O swoim życiu, które tak spieprzyłam. Byłam z Pawłem naprawdę szczęśliwa. Miałam kiedyś nadzieję, że stworzymy razem rodzinę. Nawet nie zauważyłam, kiedy się wyprowadził. Skończyłam w tym czasie studia. Poszłam na staż. Wszystkie prawie zarobione pieniądze odkładałam na założenie i rozwój własnej firmy. Harowałam od rana do nocy. Wracałam do domu późnym wieczorem i padałam pyskiem na twarz. Przez ten czas nasz seks odszedł na dalszy plan. Ja miałam weekendy wolne, chociaż też zdarzało mi się dorabiać, żeby mieć kasę i odłożyć a wtedy Paweł często pracował. Często też nie było go w domu w nocy. Niestety taką miał pracę. Pewnego dnia telefonowałam do niego, żeby zapytać  co zrobić na drugi dzień na obiad.

- Paweł halo? Posłuchaj bo tak robię listę zakupów i chciałam zapytać na co masz jutro smak na obiad, żeby zrobić? 

- Aga nie mogę gadać jestem w pracy.

- No ale ja mam jutro czas, to mogę ugotować coś pysznego! 

- Aga... - W telefonie zapadła cisza...

- Tak? - Zapytałam. - Nie musisz mi teraz odpowiadać. Pomyśl i poślij mi sms.

- Aga... - Usłyszałam westchnięcie. - Nie zauważyłaś, ze ja miesiąc temu wyprowadziłem się z domu? 

   Zamarłam. Telefon wypadł mi z dłoni. Przez ponad godzinę nie mogłam się ruszyć z miejsca. Powiodłam wzrokiem dookoła. Faktycznie! Nie było jego rzeczy. Nasz super związek się rozpadł, bo nie miałam dla niego czasu...

 

      Rano zeszłam na śniadanie. Nie byłam jednak w stanie niczego przełknąć.

- Aguś córeczko! Zjedz trochę. Mamy dziś jeszcze trochę pracy przy przygotowaniach do uroczystości i powinnaś mieć siłę. - Kochana mama. Jak zwykle troszczy się o wszystkich, nie o siebie, nawet o bardzo dorosłe córki.

- Dobrze, mamuś. - Poskubałam trochę chleba i sera, żeby wyszło, że jednak coś zjadam.

      Za kilka chwil przyjechali znów pracownicy i poznosili naczynia na imprezę. 

- Mama! A kto to ten co organizuje ci imprezę? - Moja siostra była ciekawska.

- Pan Paweł.był policjantem. Przeszedł na emeryturę i wrócił w strony rodzinne. Jego rodzina pochodzi z niedaleka. Przejął po rodzicach firmę cateringową i dobrze mu idzie. 

Wszedł szef we własnej osobie - Paweł. Podszedł do nas i zwrócił się do mamy.

- Na tę chwilę wszystko gotowe. Wrócimy około 15:00, żeby wszystko poukładać do końca. Goście mają się zjechać na siedemnastą, prawda? - Pocałował moja mamę w rękę.

- Tak, wszystko się zgadza. Panie Pawle! - Mama przytrzymała jego rękę. - A ma pan czas może wieczorem? Bo nasza uroczystość będzie raczej siedząca a moje córki pewno chętnie by poszły gdzieś potańczyć. Może pokaże pan im jak się zmieniło miasteczko?

- Z największą przyjemnością! - Zapomniałam już jaki Paweł potrafi być szarmancki. - Przyjadę po córki około 20:00. Będzie dobrze?

- Tak, dziękuję! - Mama obdarzyła Pawła najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.

- Mamo ale po co? Pomożemy ci po uroczystości. Nie musimy iść w miasto. - Przelękłam się tej mamy propozycji. Nikt nie wiedział o naszym z Pawłem związku.

- Idźcie dziewczynki, idźcie. Należy się wam. Już dość nam pomogłyście. - Widocznie mama nie miała nic złego na myśli. Przepadło. Pójdziemy.

- Super mamcia! Ale będzie fajnie! Bardzo przystojny ten pan Paweł! - Moja siostra wyraźnie  była nim zauroczona.

- Monika a twój narzeczony? - Zapytałyśmy równocześnie z mamą.

- Nie chciałam was martwić ale właśnie jesteśmy w separacji. Nie wiem jak będzie dalej. - No to nas moja siostra zaskoczyła na maxa.


Jak obiecał, tak zrobił. Paweł przyjechał po nas punktualnie o dwudziestej. Oczywiście moja siostra wpakowała się na fotel obok kierowcy. Ja siadłam grzecznie z tyłu. Leciała na niego ewidentnie, chociaż był od niej sporo starszy. No cóż, nie będę przecież stać na drodze do ich szczęścia. Uroczystość rodziców przebiegła sprawnie, pysznie. Wszystkie stare ciotki i wujowie byli zadowoleni. Teraz wspominali stare dzieje a my byłyśmy wolne. Pracownicy Pawła posprzątali co trzeba, resztę ogarną jutro, tak zostało umówione.

Dojechaliśmy pod "Złotego Bażanta". Ciekawe co może fajnego zaproponować knajpa o takim szyldzie :-D. Paweł szarmancko wpuścił najpierw moją siostrę, potem mnie, do środka. Nie odezwał się jeszcze do mnie ani słowem. Zajęliśmy stolik. Najpierw weszła Monika, pociągnęła Pawła za sobą na taką malutką kanapę. Ja usiadłam przy węższej krawędzi na krześle. Grałą muzyka.

- Ja może pójdę po jakieś napoje procentowe dla pań? - Zapytał Paweł, jednocześnie się podnosząc z miejsca.

- Super! - Ucieszyła się moja siostra.

- Ja poproszę coś słabego albo kieliszek wina tylko. - Nie lubię za dużo pić. Nie lubię już tracic nad sobą kontroli.

Paweł poszedł i wrócił za chwilę. W rękach trzymał trzy szklanki.

- Mam do pań pytanie. Przy barze spotkałem swojego przyjaciela. Czy może się do nas dosiąść, bo wszystko na sali jest zajęte? - Podejrzewałam w tym jakiś podstęp. Hm... Zobaczymy. Oczywiście zgodziłyśmy się.

- Przedstawiam paniom - Andrzej. - Przywitaliśmy się. Paweł wpuścił Andrzeja za stół obok Moniki, sam zaś zajął krzesło naprzeciw mnie. Zaczerwieniłam się i żeby nikt nie zauważył, napiłam sie trochę ze swojej szklanki. Krwawa Mary. Bez alkoholu. Pamiętał... Jesu...

Gadaliśmy, piliśmy każdy swoje drinki. Andrzej okazał się być bardzo fajnym facetem. Monika wyraźnie zwróciła się w jego kierunku. Odpuściła sobie Pawła. Fakt, Andrzej był od niego przystojniejszy. Może nie tak bardzo ale bardziej w typie mojej siostry. W pewnym momencie Monika z Andrzejem poszli tańczyć. Paweł wlepił we mnie wzrok. Ja swój spuściłam...

- Przepraszam Paweł za tamto...

- Było minęło. - Zabrzmiało to, jakby nasze rozstanie nie miało znaczenia, ale zauważyłam, że zacisnął szczęki.

- Głupio mi. Że tak to się zakończyło. Że nie wyjaśniliśmy sobie tego. - Powinniśmy sobie to wytłumaczyć. Ale to chyba nie był ani czas, ani miejsce na takie rozmowy...

- Daj spokój. Skończyło się. umarło. Dawno temu. Nie wracajmy do tego. - Paweł spojrzał w lewo, bo moja siostra wracała do stolika.

- Teraz wasza kolej! - Monika była w zabawowym nastroju. I najwyraźniej chciała zostać sama z Andrzejem.

- Nie no co ty! - Zaprotestowałam.

- No nie! Musicie zatańczyć. My teraz posiedzimy i popilnujemy miejsc. No! Już! - Monika popędzała. Andrzej dawał jakieś znaki Pawłowi. Z ciężkim sercem, z oporami i na sztywnych nogach poszłam z Pawłem na parkiet... I to był błąd...

środa, 23 września 2020

Do trzech razy sztuka. 3.

     Stałam w kuchni rodziców. Przyjechałam tu po raz pierwszy na dłuższy czas od nie wiem ilu lat... Z reguły bywałam w domu rodzinnym przelotem na dzień, dwa... Teraz zarezerwowałam dla rodziny prawie cały tydzień. Należy się to im, nam. A przy okazji to rocznica ślubu rodziców, większa rodzinna impreza. Moja firma w mieście ma się dobrze, mam oddanych i sumiennych pracowników, dadzą sobie beze mnie radę. Mnie samej też należy się tygodniowy urlop. Jestem sama, singlem-tak lepiej to brzmi. Nie potrafię z nikim być. Dawno temu byłam zakochana. Na zabój. Na wieczność. Sama to spieprzyłam. Miałam dobre życie, fajnego faceta. Sama doprowadziłam do tego, że się rozstaliśmy... Nie potrafię już nikogo tak pokochać. Oczywiście, w moim życiu zdarzały się przelotne romanse. Przelotny seks. Kolacje ze śniadaniem. Ale nigdy nic z tego nie wyszło. Nic na stałe. Może ja jestem jakaś uszkodzona... Może to przez moją przeszłość...

    Moja rodzina mieszka w malutkim miasteczku. Jest prześliczne, spokojne, bezpieczne. Niestety nic się tu nie dzieje. Wszyscy się znają. Do liceum musiałam dojeżdżać do sąsiedniej miejscowości. Rodzice nie zgodzili się, żebyśmy ja i moja siostra mieszkały w internacie. Chcieli mieć nas na oku. Zabawne-właśnie wtedy zaczęłam ich oszukiwać. Że mam dłużej lekcje, że muszę zostać, że mam zajęcia dodatkowe. Wtedy właśnie zaczęła się moja, że tak ją nazwę przygoda, z narkotykami. Rodzice niczego nie zauważyli. Udało mi się skończyć szkołę nawet dość dobrze. Dostałam się na studia i wreszcie mogłam wyjechać do wielkiego miasta. Na studiach nie szło mi źle. Ale niestety prawie wszystkie pieniądze od rodziców przeznaczałam na narkotyki. Wciągały mnie co raz bardziej. Wtedy poznałam Pawła...

     Dla mnie-dziewczyny z małego miasta-w dużym mieście wszystko było inne. Pęd świata, rzeczy, które trzeba było znać, wiedzieć, nowinki, moda. W pewnym sensie powodowały u mnie strach i kompleksy? Chciałam dorównać. Chociaż nie musiałam. To były moje wymysły. Niemniej jednak pogłębiały moje uzależnienie od narkotyków. Wychudłam. Nie miałam pieniędzy na jedzenie. Ukrywałam to przed rodzicami, starałam się rzadko do nich przyjeżdżać, wymawiając się brakiem czasu. Pewnego razu na melinę, jak tak sobie siedzieliśmy i ćpali, palili, wpadła policja. Nie wiadomo było czy ktoś ich nasłał, czy przyjechali przypadkiem. Wtedy właśnie poznałam Pawła. Był jednym z policjantów. Przesłuchiwał mnie. Już wtedy miałam na niego ochotę. Wysoki, bardzo ciemny szatyn, z przepięknymi migdałowymi, zielonymi oczami. Dobrze zbudowany. On miał wtedy około 27 lat, ja 20. Zaangażowany w swoją pracę. Jako, że byłam wtedy pełnoletnia i był to mój pierwszy kontakt z policją, dostałam tylko dozór kuratora. Okazało się, że bardzo dobrze znali się z Pawłem. Kurator co miesiąc mnie odwiedzał i sprawdzał testy na obecność narkotyków-czy są ujemne. Za to Paweł przychodził co tydzień. Potem częściej. Pracował nade mną. Starał się, żebym z tego wyszła. Prowadzał na spotkania, do psychologów. Traktował jak młodszą siostrę. W końcu dorosłam, zrozumiałam, wyszłam z nałogu i na ludzi. Pawła przeniesiono. 

    Skończyłam studia. Przeprowadziłam się jeszcze dalej od domu rodzinnego i tam znalazłam pracę. Była stopniem do celu, ponieważ chciałam zdobyć w niej doświadczenie i założyć własną firmę. W tamtym czasie miewałam przelotne romanse, szybki seks, przygodne znajomości. Nic stałego. Aż do chwili, gdy w klubie ponownie zobaczyłam Pawła... Zakochałam się na zabój. Do cna kości! W tych niewielkich chwilach wolnego czasu, gdy byliśmy razem, byliśmy jak papużki nierozłączki. Albo wspólnie jedliśmy, przygotowywaliśmy posiłki, albo kochaliśmy się do zmęczenia. Uprawialiśmy seks wszędzie-w samochodzie, pod prysznicem, na łące, w kinie, w miejscach publicznych. Uwielbialiśmy się kochać! I ja to wszystko po mistrzowsku spieprzyłam! 

    Teraz stałam w kuchni u rodziców. Razem z moją młodszą siostrą. Monika przyjechała na rocznicę ślubu rodziców sama, bez narzeczonego. Niestety nie mógł się wyrwać z pracy. Był na drugim kontynencie. Przynajmniej takie było jej tłumaczenie. Nie wydawało mi się, żeby to była prawda ale nie wnikałam.

    Pomagałyśmy mamie zmywać po obiedzie. Plotkowałyśmy o sąsiadach, przekomarzałyśmy się wzajemnie. Fajnie było tak od czasu do czasu wrócić do domu. Poczuć jego ciepło, spokój, stabilizację. Mam już 37 lat. I mój własny dom jest pusty. Co z tego, że sama na niego zarobiłam, nie jest obciążony kredytem. Jest pusty. Poznawałam różnych facetów. Jednak moje serce nie otworzyło się na żadnego z nich... Zamyśliłam się.

- Aga. Aga! Córcia! - Mama chyba od dłuższego czasu do mnie mówiła.

- Tak, słucham! - Odwróciłam się w jej kierunku. 

- Pytałam jaką masz sukienkę na uroczystość. 

- Błękitną, mamo.

- Patrz! Jakbyśmy się umówiły! - Zaśmiała się mama.

- Bo ja też mam niebieską. I mama też. I tato garnitur ma granatowy! - Podsumowała Monika.

- Mamo a catering? Jaką firmę zamówiłaś? - Zapytałam bo wiedziałam tyko tyle, że uroczystość rodzice robią we własnym domu-był ogromny-a jedzenie zamówili z jakiejś firmy. Będzie rodzinnie. Z resztą w naszym miasteczku nie praktykowało się imprez w knajpach.

- No właśnie przyjechali z porcelaną. - Mama wskazała palcem na osoby wchodzące do tzw. sieni.

- Dobry wieczór! - Powiedział pierwszy wchodzący.

- Dobry wieczór pani Siwińska! - Głos! TEN głos! Odwróciłam się! PAWEŁ!!! To był on. Ale jak? Skąd? Wszedł do kuchni. Zamarłam. Przestałam oddychać. Nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś go zobaczę. A teraz on stoi na środku kuchni moich rodziców... Spojrzał na mnie. I przeszedł obok, witając się z moją mamą.

- Dziewczynki poznajcie pana Pawła. Jego firma będzie serwować dla nas posiłki jutro.

- Dobry wieczór paniom. Miło poznać. -  Wyciągnął rękę najpierw do Moniki, potem do mnie. Odwzajemniłam uścisk. Poczułam, że na twarz wychodzi mi purpura. Za chwilę przestanę oddychać...

- Dobranoc! - To znów Paweł. Jego firma zostawiła wszystko, co na dziś było przewidziane i wyszli. Ot tak, po prostu... Moje serce tłukło się jak oszalałe. Myśli wirowały w głowie... 

wtorek, 7 kwietnia 2020

Do trzech razy sztuka. 2.

Jak dzisiaj wspominam tamto ponowne spotkanie Pawła, to muszę szczerze przyznać, że był to najlepszy czas mojego życia. Który sama spieprzyłam. Ale po kolei.

Od tamtego wieczoru w klubie byliśmy z Pawłem nierozłączni. Zamieszkaliśmy razem po około tygodniu. Po prostu nie potrafiliśmy się od siebie oderwać. Nasza druga randka, choć właściwie nie wiem, czy pierwsze spotkanie można nazwać randką, odbyła się już następnego dnia. Spotkanie w klubie było w piątkowy wieczór. Rozstaliśmy się przed obiadem w sobotę a już w niedzielę umówiliśmy się do kina. Chyba nie muszę wam mówić, że niewiele zapamiętaliśmy z tego filmu. Ale zaczęło się normalnie. W sobotę wychodząc dałam Pawłowi swój numer telefonu. Co mi zależało. A miałam nadzieję, że zadzwoni! I nie czekałam długo. Zatelefonował około 13. godziny. Poszliśmy do kina na 17:00. Zaczęły się reklamy przed filmem. Paweł, jakby nieśmiało, chwycił moją rękę. Trzymał ją dość długą chwilę... Co chwila spoglądaliśmy na siebie i uśmiechaliśmy się. W pewnym momencie Paweł podniósł się lekko na swoim fotelu i drugą ręką  odwrócił moją głowę w swoim kierunku i pocałował. Dłoń położył na mojej szyi i wtedy przeszedł mnie dreszcz. Chcę go! Jesu jak bardzo chce mi się seksu z nim, pomyślałam. Jego doń ześlizgnęła się z mojej szyi i powędrowała pod moją koszulę, znajdując lewą pierś. Lekko ją ścisnął. Nasze podniecenie rosło.
- Wyjdźmy. - Zaproponowałam.
Jako, że ja wynajmowałam pokój we wspólnym mieszkaniu, wygodniej było pójść do Pawła. Przez całą drogę do mieszkania nie potrafiliśmy się od siebie oderwać.
- Poczekaj. Może napijemy się wpierw wina? - Zapytał. No jasne. Alkohol bardzo by nam się przydał, pomyślałam. Niestety, nie było nam dane. Podeszliśmy z otwartą butelką wina do stołu, żeby napełnić kieliszki. Jak tak staliśmy obok siebie napięcie między nami było dostrzegalne gołym okiem. Prawie że przelatywały między nami iskry i błyskawice. Spojrzeliśmy na siebie. Paweł odwrócił mnie a sam stanął za mną. Przyparł mnie do stołu. Wyciągnął moją koszulę ze spodni i włożył pod nią ręce. Górnej bielizny nie miałam. Sutki na dotyk męskiej dłoni zareagowały prawidłowo. Na baczność! Wsparłam się dłońmi o blat stołu. Odchyliłam głowę do tyłu.Poczułam jak Paweł chwyta poły mojej koszuli i nie kłopocząc się rozpinaniem guzików ściągną ją ze mnie.Przez moją głowę, do tyłu, krępując moje dłonie. Na szyi poczułam gorące usta a na kroczu męską wypukłość. Był równie napalony jak ja! Cały czas napierając swoim kroczem na moje schodził z pocałunkami w dół, z szyi na mostek a z niego na piersi. Nie potrafiłam się poruszyć, nie chcąc burzyć magii chwili. Było mi przyjemnie. Paweł rozpiął nasze spodnie. Nawet nie wiem w jakiej kolejności czyje. W pewnym momencie podsadził mnie i poczułam pod gołą pupą zimny blat stołu. Mój facet pociągnął mnie do przodu, lekko uniósł i poczułam jak we mnie wchodzi jego gorący interes. Trzymał mnie mocno za pupę. Uniosłam nogi w górę, obejmując jego biodra. Paweł, nie przerywając posuwania, wyswobodził moje ręce, i chwytając mnie za dłonie ułożył je nad moją głową, rozciągając mnie na blacie stołu. Przeszły mnie dreszcze rozkoszy i zimna.Penetracja była teraz nader głęboka. Spowodowało to mój gigantyczny i szybki orgazm. Paweł wychodził ze mnie prawie cały i wchodził, w czym pomagałam mu baaardzo, kładąc stopy na jego pośladkach i przyciągając go miarowo. Usta Pawła czułam wszędzie, głównie na sutkach.Szczytowałam pod nim gwałtownie. Dość głośno. Intensywność seksu wyczerpała wszystkie moje siły. Krzyknęłam. Paweł puścił moje ręce, poprawił mnie na stole i wyszedł ze mnie. Chwycił kutasa w jedną rękę, drugą otwierając wejście do mojej pochwy. Nie trwało długo, jak trysnął spermą w moje gorące, och jak bardzo mokre, wnętrze. Spuścił się także na mój brzuch a resztę wytarł w mój pośladek i udo. Podał mi rękę i pomógł zejść ze stołu. Padliśmy na kanapę ze zmęczenia... Jak już odzyskałam równy oddech poszłam pod prysznic. Paweł w tym czasie poszedł do kuchni, żeby przygotować coś do przegryzienia. Byliśmy bardzo bardzo zmęczeni. Nalał wina. Miły wieczór...

CDN...

piątek, 6 marca 2020

Do trzech razy sztuka. 1.

Poznałam go.....

W klubie panował półmrok. A właściwie ciemność, gdzieniegdzie rozświetlana wątłym światłem. Poznałam go. To na pewno on. Już wtedy miałam na niego ochotę, tylko zaprzepaściłam swoją szansę a potem nasze drogi się rozeszły. Teraz nie odpuszczę. Wykorzystam swoją szansę. Paweł nie powinien mnie poznać. Te cztery lata temu byłam wychudzona. Miałam długie włosy, robione bardzo mocno na blond. Nosiłam bardzo mocny makijaż, przesadzony. Ubierałam się głównie w dresy. Dzięki niemu wyszłam na ludzi. Jednak teraz wyglądam zupełnie inaczej. Spódniczka, bluzka z dekoltem. Opaliłam się, jestem trochę grubsza. Nie, żeby nadmiernie. Mam fajną figurę. Wtedy wyglądałam jak anorektyczka. Dlatego teraz moja twarz jest prawie nie do poznania. Mam krótkie, ale nie tak bardzo włosy, ciemnego koloru. Delikatny makijaż. Jak wspominam tamte niedobre czasy, sama siebie nie poznaję w lustrze. Muszę wykorzystać tę szansę. Możemy nigdy się już nigdy nie spotkać...

Miałam farta. Muzyka zmieniła się na powolne rytmy. Podeszłam blisko. Paweł tańczył sam, jakby w transie. Zauważyłam drinka w ręku. Zauważył mnie. Odwrócił się w moim kierunku i zaczęliśmy tańczyć. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Dotknął mnie wolną ręką. Przyciągnął do siebie. Wreszcie poczułam jak jest silny. Miał mocne ręce. Twardy tors. Pięknie pachniał. Pierwszy raz jesteśmy tak blisko... Spojrzałam na niego. Odwróci głowę w moim kierunku. Uśmiechnęłam się. Chyba jednak mnie nie poznał. Spojrzał prosto w moje oczy i pochylił głowę. Poczułam na swoich ustach jego mięsiste wargi. Pocałował. Tak jak myślałam - było to bardzo przyjemne. Rozchyliłam swoje usta, żeby móc go przyjąć głębiej. Wysunęłam swój język. Poczułam wilgotne, ciepłe wnętrze jego ust. Smakował alkoholem. Spenetrowałam je całe. Nasze języki się spotkały. Teraz on wtargnął w moje ciepłe, wilgotne, chętne wnętrze. Jęknęłam. Wsunęłam ręce pod jego koszulę, wyciągając ją ze spodni. Poczułam jego twarde ciało. Och, jak ja go pragnę, pomyślałam. Swoimi rękoma musnęłam jego kark, szyję. Poczułam jak pulsują żyły na jego szyi. Dopił swojego drinka. Spojrzał w moje oczy i powiedział:
- Chodź.

Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do niego. Kochaliśmy się pół nocy.... Żartuję! Prawie. Część nocy zmarnowaliśmy na spanie. Po przekroczeniu progu jego mieszkania zrzucaliśmy nawzajem swoje ubrania. Ja rozpięłam jego koszulę, on ściągnął moje majtki. Zrzuciliśmy buty. Gdziekolwiek. Wyciągnęłam pasek z jego spodni. Ściągnęłam sukienkę. Paweł wyswobodził się ze spodni. Upadł na łóżko. Wskoczyłam tam za nim. Paweł leżał a ja usiadłam na nim. Pocałowałam w usta. On pochwycił moją głowę. Zanurzył swój język w moje usta. Poczułam, jak rośnie jego przyrodzenie. Miał na mnie ochotę. Bez dwóch zdań! Odepchnęłam się od niego, żeby złapać tchu. Ściągnęłam jego majtki uważając na wyprężonego ptaszka, żeby go nie uszkodzić. Paweł usiadł. Rozpiął mój stanik i wziął do ust moje piersi. Ugniatał je rękoma i ssał sutki aż do przyjemnego bólu. Nie wiem kiedy jego ręka zawędrowała między moje nogi. Paweł sprawdził czy jestem już mokra. Chwyci mocno moje pośladki, uniósł lekko do góry i nasadził mi na napalonego kutasa. Moje gorące wnętrze przyjęło go całego. Po samą nasadę. Uwielbiam ten moment, gdy mężczyzna wypełnia całe moje ciepłe, wilgotne wnętrze. Byłam bardzo napalona. Po krótkiej chwili pchnęłam Pawła, żeby się położył. Teraz mogłam go dotykać, całować. On mnie też. Miał bardzo przyjemny dotyk. Mocny, ciepły. Wyprostowałam się. Odchyliłam. Najbardziej jak mogłam. Już głębiej kutas Pawła nie mógł we mnie wejść. Wiedziałam, że lada moment nadejdzie to co najfajniejsze w seksie. Orgazm! Tym razem był to orgazm gigant! Tak bardzo chciało mi się Pawła, tak długo na niego czekałam i tak się napaliłam, że fala rozkoszy, która przelała się przez moje ciało, odebrała mi słuch, mowę, oddech...  Targnęła mną ostatnia fala spazmów i poczułam jak Paweł doszedł. Wystrzelił spermą  w moje wilgotne wnętrze. Było tego tak dużo, że po chwili, siedząc jeszcze na nim, poczułam jak robi mi się podwójnie mokro między nogami. Zeszłam z niego i runęłam na łóżko. Oboje dyszeliśmy i powoli wracaliśmy do rzeczywistości. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.

Obudziły mnie promienie słońca. Okna sypialni Pawła wychodziły na wschód. Świtało. Mogłam w pełni podziwiać jak przystojny jest ten facet. Wyrzeźbiony jak półbóg. Dało się zauważyć, że ćwiczy ale nie był jakoś przesadnie napakowany. Pierwszy raz widzę go z tak bliska i tak gołego. Kołdra mu się zsunęła. Teraz mogłam podziwiać instrument, który wczoraj, a właściwie dzisiaj, zrobił mi tak dobrze. Otaczał go jasny puszek. Dotknęłam go delikatnie, żeby go nie obudzić. Drgnął. Wyraźnie zaczął się podnosić. Głaskałam go delikatnie. Miał taką delikatną skórę... Poczułam na plecach dłoń. Ciepłą, dużą, męską. Paweł się obrócił i poczułam go na sobie. Znów poczułam jego język w moich ustach. Dobrze tak czuć ciężkie, męskie ciało na sobie. Wypięłam biodra w górę, żeby ułatwić mu wejście. Skorzystał. Natychmiast wykorzystał sytuację. Tym razem posuwał mnie bardzo szybko i mocno. Nie trwało długo i doszliśmy oboje. Prawie jednocześnie. Padliśmy. Słoneczko oświetlało opadający męski interes. Fajnie mi było. Uśmiechałam się jak głupia. Ze szczęścia i rozkoszy. Film mi się urwał....

Poczułam na sobie czyjś wzrok. Otworzyłam oczy.
- Hej! - Rzuciłam.
- Aga nie mylę się?
- Nie mylisz.
- Kurde już wczoraj mi się wydawało, że cię znam. Zmieniłaś się bardzo. Tylko ten profil taki sam.
- Będę musiała kiedyś zoperować ten nos...
- Nie rób tego, bo wtedy cię nie poznam. Nie myślałem, że cię jeszcze kiedyś zobaczę.
- Świat jest mały. Spotkałam cię przypadkiem no i jesteśmy tu.
- Wyszłaś na ludzi.
- Udało mi się Dzięki tobie.
- Ja tylko wypełniałem swoje obowiązki. Główną pracę wykonałaś ty. Co u ciebie?
- Powtórzę - dzięki tobie skończyłam szkołę. Dostałam się na studia. Za niedługo je skończę i poszukam pracy. Raczej tutaj.
- Dziękuję, że tak to widzisz. Ale to ty prawidłowo odrobiłaś pracę domową. Zasłużyłaś na śniadanie. Co powiesz na jajecznicę?
- Super!  Umieram z głodu!

CDN...

środa, 5 lutego 2020

Wojna damsko - męska. 13.

                         Poszliśmy do mojego pokoju. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, Paweł przycisnął mnie do nich i pocałował w szyję. Jesu jak ja to lubię. Jego ręce powędrowały pod suknię. Poczułam ciepłe dłonie na swojej pupie. Wsadził palce pod moje majtki. Ściągnął je. Jego usta odnalazły moje. Poczułam jak jego jęzor wędruje w moje usta. Zaczęłam go rozbierać. Lubię dotykać jego mocnego, ciepłego, nagiego ciała. Chciałam pozbawić go ubrania już, teraz. Moje dłonie powędrowały, żeby rozebrać jego spodnie. Paweł kontynuował całowanie mojej szyi. Jego sprawne palce rozpinały tył mojej sukni. Jeszcze chwila a spadnie spektakularnie na podłogę. Tak jak jego spodnie. Pozbywszy się odzieży wylądowaliśmy wreszcie w łóżku. To znaczy ja wylądowałam a Paweł klęknął przed nim i zaczął całować wewnętrzną stronę moich ud. Całował, pieścił. Aż doszedł do mojego wzgórka. Poczułam, że robię się aż nadto mokra. Jednak Paweł nie wsadził mi do mojej gorącej szparki ani języka, ani palców. Zajął się ssaniem moich sutków. Wyprężyłam się w łuk. Paweł spojrzał w moje oczy sprawdzając czy jestem dostatecznie rozgrzana, żeby wtargnąć w moje wnętrze. - Tak, Paweł, chodź! - Jęknęłam. Rozchylił moje uda. Włożył ręce pod moją pupę i poprawiając moje ułożenie wszedł we mnie jednym ruchem. - Wreszcie! - Kochaliśmy się bardzo powoli i bardzo długo... Aż do wspólnego finału. Spełnienie przyszło ogromną falą. Przelało się przez całe moje ciało. Szarpnęło. Krzyknęłam z rozkoszy. Wspaniale jest się kochać z Pawłem. On też jęknął i opadł bez sił na łóżko...

                         Następnego dnia rano śniadanie jakoś późno się zaczęło. Wszyscy chcieli odespać imprezę. Ute nie było. Przy stole siedziała już babcia. Jedliśmy w milczeniu.
     - I co dzieci, wytańczyliście się wczoraj? - Babcia zagaiła rozmowę.
     - Tak, babciu. Bardzo udane były te twoje urodziny. Mnóstwo gości...
     - Hej, rodzinko! - Głos Ute doszedł nas od strony drzwi. - Mam dla was dobrą wiadomość! Przylecieliście w porę! Właśnie dziś w nocy przyszło na świat dwoje prześlicznych chłopców. Zdrowych.
     - Ale super wiadomość! - Ucieszyliśmy się wszyscy. Nawet babcia.
     - Ale mam jeszcze jedną niespodziankę. Zobaczcie kogo przyprowadziłem!
Odwróciliśmy się. Zamarłam.
     - Dzień dobry wszystkim. Mamo przepraszam, ale nie zdążyłem na wczoraj. - Ojciec wszedł do jadalni, podszedł do babci i pocałował ją w rękę.
     - Generał Kalczyński... To twój ojciec? - Paweł z niedowierzaniem szepnął mi do ucha.
     - Tak. - Warknęłam. Ojciec usiadł za stołem i wziął kromkę chleba.
     - No co ja widzę! Rodzinka w komplecie. Dobrze się składa, bo chciałem coś z wami omówić. - Aha chyba wiem co, pomyślałam... Ojciec wyciągnął z kieszeni telefon i czegoś w nim szukał.
     - A właściwie z tobą, córeczko. Co to ma być za popisówa? - Wyciągnął telefon z filmikiem w moją stronę. Tak jak myślałam, na nagraniu było moje "sławne" lądowanie...
    - To jest... - Zaczęłam ale ojciec mi przerwał.Wydawał się wkurzony.
     - To jest zwykła popisówa. Co ty wyprawiasz? Wiem, że miałaś wtedy pasażerów na pokładzie! Jak można tak ryzykować?
     - Nie będę się tłumaczyć, bo ty i tak wiesz lepiej. Ciekawe skąd o tym wiesz? Ute?
     - No co ja, no co... Ja tylko chciałem... - Ute nie potrafi kłamać. Nie potrafi się tez tłumaczyć...
     - Panie generale ja byłem tam na miejscu wtedy. Może lepiej zobaczy pan mój film. - Sęk w tym, że ojciec miał inne ujęcie filmu i nie było na nim widać całej grozy sytuacji. Paweł miał "najlepsze" ujęcie. Puścił swój film i dał telefon mojemu ojcu.
     - Co to ma być? Dlaczego? Co się stało. - Ojcem filmik wstrząsnął. - Jakim cudem straciłaś całe skrzydło statku?
     - Bo dostałam odłamkiem w silnik i potem tak się zadziało.
     - Jakim cudem dostałaś odłamkiem? Gdzie ty latasz?
     - Latam w siłach powietrznych Armii Kobiet na Ziemi. Wiozłam pasażerów do szpitala ale wleciałam w linię działań wojennych no i dostałam przypadkowym odłamkiem.
     - Kto normalny wlatuje w działania wojenne! - Ojciec wyraźnie się wkurzył. Ja starałam się zachować spokój.
     - Taką miałam wyznaczoną i zgłoszoną trasę i tego musiałam się trzymać.
     - To nie sprawdziłaś przed lotem jaką trasę wgrywasz?
     - Nie, bo to nawigator wgrywał trasę.
     - Jak to nawigator? Przecież za trasę odpowiada pilot!!!
     - Ale nie w siłach powietrznych Armii Kobiet na ziemi. Tam trasę wgrywa nawigator. A mój nawigator wgra trasy aktualne przed miesiącem.
     - Od kiedy takie zlecenia. To niedorzeczne! Kto to wprowadził? - Ojciec się wkurzył.
     - To ja ci powiem kto to wprowadził. Twoja pupilka Asia Wylężałek.
     - Ja pierdolę... Przepraszam mamo! To niedorzeczne. Dlaczego ty latasz na tej durnej wojnie na Ziemi? Dlaczego nie latasz w naszych siłach powietrznych? - Ha! Wiedziałam, że to pytanie padnie z ust ojca. Jak by to wszystko wtedy było łatwiejsze...
     - Nasze siły powietrzne nie chciały mnie przyjąć, bo mam z ledwością kategorię B na dyplomie...  - Spojrzałam ojcu głęboko w oczy.
     - Ty jej dałeś kategorię B? - Ute zrobił wielkie oczy. - Przecież ona od zawsze latała lepiej nawet niż ty!
     - Nie wypadało mi wtedy dać jej lepszej kategorii....
     - Tato... Jak mogłeś...
     - Agila przepraszam... Nie myślałem, że to poniesie za sobą takie konsekwencje...
     - Dobra tato. Nie cofniemy tego. Udało się, nic nam się nie stało.
     - Jak ci się udało wylądować? Wyłączyłaś wszystkie systemy?
     - Tak. Wyłączyłam i próbowałam utrzymać statek na kursie. Jakoś mi się to udało. Dopiero pod sam koniec włączyłam autopilota, żeby wyrzucił w odpowiednim momencie poduszki i jakoś się udało.
     - A co z pasażerami? Gdybyście się jednak rozwalili... Nawet nie chcę o tym myśleć.
     - Pasażerowie byli w kabinach, nic by im się nie stało w razie wypadku.
     - A ty dlaczego nie byłaś w kabinie? Trzeba było pozwolić spaść temu pojazdowi. Ten typ ma bardzo dobre zabezpieczenia kabin pasażerskich.
     - Bo...
     - Bo zabrakło dla niej miejsca. I tak musiała upychać pasażerów po dwoje w kabinach. - Do rozmowy wtrącił się Paweł.
     - Serio? Leciałaś przeładowanym szpitalem? - No tak - Ojca normy a realia ziemskiej floty to dwie bardzo różne rzeczy...
     - No niestety tak. Nie było wyjścia. I gdyby nie ta trasa, to wszystko by się udało.
     - A do wieży lotów zgłosiłaś, żeby do ciebie nie strzelano bo wieziesz szpital z dziećmi?
     - Oczywiście, że tak. Zgłosiłam. To był jakiś zbłąkany pocisk.
     - Aga w ogóle jest bardzo u nas znana, bo już kilkukrotnie była u nas w niewoli i kilka razy od nas uciekała...
     - To naprawdę duży szacunek dla ciebie córko, że nie straciłaś zimnej krwi i potrafiłaś wylądować. Spróbuję naprawić swój błąd w nadaniu ci kategorii B...
     - Ale tato, nie trzeba...
     - Trzeba córcia, trzeba...

No to przynajmniej z ojcem się pogodziłam...