piątek, 10 czerwca 2022

Nieznajomy i niebezpieczny. 5.

 Pojechaliśmy pod mój barak. Aga wyłączyła silnik. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Aga spojrzała na dom. Potem na mnie. Podniosła jedną brew pytająco. 

- Zaprosisz na kawę? - Czekałem na to pytanie - zaproszenie.

- Oczywiście, że tak. Robię najlepszą kawę w okolicy. - Roześmiała się. Wysiedliśmy. Otworzyłem drzwi kluczem, wpuściłem Agę przodem. Zatrzymała się od razu po wejściu. Jakby się zawahała.Stanąłem za nią. Odsłoniłem jej kark. Pocałowałem w niego. Mruknęła z zadowoleniem. Oesu jakie to było zachęcające. Całowałem jej kark, ramię, muskałem płatek lewego ucha. Moje ręce powędrowały na guziki jej koszuli. Dotarły do guzika w spodniach.

Usta Pawła były tak ciepłe, soczyste. Jego pocałunki budziły dawno uśpione rejony mojego ciała. Tam, głęboko, w dole brzucha. Ciepła, mocna dłoń dotarła do guzika moich spodni. Rozpięła go i na swoim brzuchu poczułam jego palce. Schodziły w dół, co raz niżej, aż dotarły do tego magicznego guziczka między moimi nogami. Musnęły go... Powędrowały dalej. Do mokrej, podnieconej przez jego pocałunki szparki. Nabrał trochę wilgoci palcem i zaczął kręcić kółka wokół mojej cipki. Rozkoszne uczucie. Tak dawno go nie czułam. Poprzedni seks z Pawłem był fajny ale inny. Teraz zapowiadało się na wyższy poziom. Pobudzona łechtaczka była olbrzymia. Moje majtki chyba całe były już mokre. Paweł wyciągnął dłoń z moich spodni.

Jaka ona była mokra. Reagowała na każdy mój najmniejszy dotyk. Każde dotknięcie łechtaczki wzdrygało jej ciałem. Pupą wciskała się w moje łono, drażniąc mojego napalonego, nabrzmiałego penisa. Wyjąłem dłoń z jej spodni i oblizałem palce. Rozkosznie smakowała. Ściągnąłem jej spodnie w dół. Do kostek. Klęknąłem za nią. Na szczęście naprzeciw nas był stół, więc Aga mogła się go przytrzymać. Ścisnąłem jej pośladki. Rozsunąłem. Odurzył mnie jej zapach. Zapach jej wilgoci. Wsunąłem w nią język. Smakowała obłędnie. Musnąłem czubkiem języka łechtaczkę. Jęknęła... Jak jęknęła!

Tego się dziś nie spodziewałam. Że ktoś weźmie moją łechtaczkę od tyłu językiem. I to z taką wprawą. Wiedział co robić i robił to doskonale. Z rozkoszy o mało co nie odpłynęłam. Jego silne ręce podtrzymywały moje uda, rozchylając je i czyniąc dostęp do mojej wilgoci i magicznego guziczka jeszcze łatwiejszym.Dosłownie wiłam się na jego twarzy, potęgując doznania. Nie wiem jak on to wytrzymywał, ja byłam na skraju odlotu. Czułam, zanim zaczął mnie pieścić językiem, że jego penis jest w olbrzymim wzwodzie. Że tak samo mu się chce spełnienia jak mnie. Jednak nie zmieniał pozycji. Cały czas pieścił mnie językiem. Potęgował w ten sposób wilgoć w cipce, którą przenosił na łechtaczkę, powodując nagły, olbrzymi, niepowstrzymany orgazm. Pochwa zacisnęła się na jego języku nagle. Krzyknęłam. Rozkosz szarpnęła moim ciałem. Jesu tak magicznego doznania nie miałam jeszcze nigdy. Ale, wbrew pozorom, nie wykończyło mnie to aż tak, jakby mogło się wydawać. Odwróciłam się do Pawła.

Odwróciła się w moim kierunku. Jej oczy były jeszcze zamglone. Spojrzałem w nie głęboko. Była poważna. Sięgnęła do mojej koszuli i przyciągnęła do siebie. Pocałowała, scałowując z moich warg całą swoją wilgoć. Oblizała się i lekko uśmiechnęła.Poczułem jej ręce na guziku spodni. Rozpięła zamek. Ściągnęła ze mnie spodnie, jednocześnie klękając przede mną. Mój fiut wyskoczył sztywny jak dawno nie był. Aga wzięła go do ust. Spojrzała mi w oczy i teraz ja odleciałem. Chwyciłem się sufitu. Aga wpiła palce w mój pośladek. Drugą dłoń zacisnęła na jądrach. Jęknąłem. Jej usta posuwały się wzdłuż całego prącia to szybciej, to wolniej. Wokół główki kręciła kółka. Lizała i lekko podgryzała. Czasem liznęła też jądra. Przerywając wtedy ich masaż. Było mi rozkosznie ale pomyślałem, że jak tego nie przerwę, to spuszczę się w jej usta a nie to miałem w planach. Ostatkiem sił pociągnąłem ją w górę.

- Chodź. - Szepnąłem.

- Chodź, powiedział. - Poszłam za nim. Ze spodniami spuszczonymi do kostek. Na szczęście nie mieliśmy daleko do jego sypialni. Paweł położył się na łóżku. Jego penis stał grzecznie na baczność. Siadłam na niego. Nadziałam się. Byłam tak mokra, że przyszło to z łatwością. Unosiłam się i opadałam. Wchodził tak rozkosznie głęboko. Odchyliłam się. Złapałam go ponownie za jądra. Przesunęłam palce niżej. Pomasowałam. Jęknął...

Z głębi wydobył się ze mnie jęk, gdy Aga masowała miejsce poniżej moich jąder. Wydawało mi się wtedy, że mój penis powiększa się dwukrotnie. Złapałem Agę za jej rozkoszne piersi. Sutki sterczały. Zachęcały do lizania, ssania, gryzienia. Tak też zrobiłem. Zmusiłem ją, żeby się nade mną pochyliła. Sutki znalazły się akurat na wysokości moich ust. Ścisnąłem jej pośladki. Jędrne. Pozwalało mi to na kontrolowanie szybkości i głębokość naszych ruchów. Spojrzałem w jej oczy. Wyraźnie było w nich widać, że jej się podoba to co robimy. Pocałowała mnie. Jej usta też były wilgotne i ciepłe. Rozpulchnione krążącą w nas namiętnością. Nasze języki tańczyły dziki taniec w naszych ustach. Głęboko. Jęczeliśmy wspólnie w swoje usta. Nagle to poczułem. Poczułem jak fala rozkoszy rozpoczyna się w pochwie Agi, która zacisnęła się na moim penisie tak ciasno, jakby chciała wyciągnąć z niego wszystkie soki. Pulsowała. Zasysała. Mój kutas odpłynął. Spuścił się, robiąc i tak już mokrą cipkę jeszcze bardziej wilgotną. Aga nadal się na mnie poruszała. Poczułem jak wilgoć wylewa się z cipki i zalewa tym razem mój brzuch.Rozmazuje się pod wpływem naszych ruchów.

Pochyliłam się nad Pawłem. Wziął do ust moje piersi. W jego wykonaniu nawet podgryzanie sutków było rozkoszne. Chwycił moje pośladki i jeszcze bardziej próbował je rozchylić. Wtedy był jeszcze głębiej. Spojrzałam w jego oczy. Musiałam, po prostu musiałam go pocałować. Musiałam skosztować jego języka. Nie zawiodłam się. Był bardzo przyjemny. Poruszał się po całym moim wnętrzu. Tak jak jego kutas w cipce. Wypełniał ją całą. Nie potrafiłam się oderwać od jego ust, gdy nagle to poczułam. Odlot. Odcięcie od świata. Od dźwięków, doznań, powietrza. Ekstaza. Najwyższy poziom rozkoszy. Nie potrafiłam zatrzymać swojego ruchu na jego kutasie. Spuścił się. Przestałam TAM odczuwać cokolwiek. Penis Pawła zwiotczał wreszcie i wysunął się z mojego wnętrza. Opadłam na poduszki obok niego, uśmiechając się głupio pod nosem do siebie. Leżeliśmy tak chwilę. Może 15 minut, pół godziny. Chyba zasnęłam.

Zasnęła. Spała, cicho pochrapując. Już wiedziałem, że nie będę w stanie się od niej uwolnić. Potrzebowałem jej jak powietrza. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Nie do wiary było co mogła przejść. Może mi kiedyś powie... Gdyby nie ta blizna, tak dobrze teraz widoczna, jak leżała tak plecami do mnie chyba bym zapomniał, że była w wojsku. Dotknąłem delikatnie jej przedramienia. Jej skóra była sucha, ciepła, delikatna. W pięknym odcieniu. Uśmiechnęła się pod nosem.

- To miłe. - Szepnęła. A mój kutas na dźwięk jej głosu znów zaczynał być gotowy do działania. Odwróciła się do mnie. Spojrzała w dół a potem prosto w moje oczy.

- Znów? - Uśmiechnęła się. - Wykończysz mnie. Widok jej pięknych ust, pełnych piersi był zniewalający. Muszę, po prostu muszę ją jeszcze raz przelecieć, bo nie wiem czy ta rozkoszna, magiczna chwila jeszcze kiedyś się powtórzy. Pociągnąłem placem po jej ustach. Pocałowałem.

- Znowu mam na ciebie ochotę. Nic na to nie poradzę. - Powiedziałem, puszczając do niej oczko. Uśmiechnęła się. Położyła na brzuchu i wypięła pupę.

- Chodź. - Szepnęła...

CDN...

piątek, 3 czerwca 2022

Nieznajomy i niebezpieczny. 4.

 Pojechaliśmy. Było mi głupio, że Aga wykłada za mnie tę kasę ale miałem mocne postanowienie oddać jej cały dług, odpracować w jakikolwiek sposób.


Pojechaliśmy po śniadaniu. Ojcu nałgałam, że muszę do lekarza i robimy dzień wolny. Że Paweł czy tam Max mnie odwozi, więc jedzie ze mną. Chciałam oddać za niego ten dług też dlatego, że był uczciwym facetem, tak się wydawało, ale też dlatego, że gryzła mnie ta nielegalna kasa. To był dobry sposób na jej spożytkowanie.

Przyjechaliśmy na miejsce. Do knajpy, w której miał być diler, któremu Paweł (pasowało do niego to imię bardziej niż pseudonim-Max) wisiał kasę, mieliśmy niedaleko. Podchodząc zauważyłam, że drzwi wejściowych pilnuje dwóch facetów. Tym razem nie były to karki.

Podeszliśmy do "Starego Wiarusa" knajpy, w której była siedziba dilera, któremu młody wisiał kasę. Oczywiście przy drzwiach ochroniarze. Podchodzimy i nagle Aga...

- Cześć Oleg, cześć Marlof. - Przywitała się z nimi jakby znali się kopę lat. Podali sobie ręce, zrobili przywitanie na misia. O co kaman?

Wchodząc na schody zauważyłam, że ochroniarze pilnujący drzwi, to moi starzy kumple z wojska, z ostatniej misji. Przywitaliśmy się. 

- Mamy sprawę do waszego szefa. - Zagadałam. - Wchodź Laska. - Tak mnie przezywali na misji. - Ucieszysz się jak go zobaczysz. - Ha! Zrozumiałam, że dilerem, u którego Paweł miał dług, był ktoś znajomy. Ciekawe. - Dobra. Wejdę sama. - Powiedziałam odwracając się do Pawła. - Ty tu zostan i poczekaj na mnie. Weszłam. Jak powiedzieli skierowałam się najpierw w lewo, potem na wprost, do gabinetu szefa. No ten, którego tam zobaczyłam, wcale mnie nie zdziwił.

- Witam pułkowniku. Kopę lat. - Powiedziałam do swojego przywódcy, chociaż minęło zaledwie pół roku. Niestety wiedziałam, czy raczej podejrzewałam, że mój przywódca siedzi w takim czy innym szemranym interesie. Dlatego z takim stopniem wojskowym jeździł na misje. "Za karę" ale też, żeby robić interesy.

- Oesu Aga! Ciebie bym się tu nie spodziewał. - Przywitał mnie uściskiem na misia. - co cię do mnie sprowadza.

- Przyszłam oddać dług za tego tak o! - Wskazałam palcem na jeden z monitorów, na którym było widać gadającego z Olegiem i Marlofem Pawła.

- Długo się znacie? - Musiałem zapytać. Po prostu musiałem. Ochroniarze popatrzyli na siebie i się uśmiechnęli.

- Tak ładnych parę lat. Niejedno się na misji przeżyło, niejedną butelkę whiskey obciągnęło razem, niejedną noc przegadało. - To Marlof.

- Jak na misji? - Nie kumałem o czym on do mnie gada?

- No na misji. Aga była w wojsku, na misji pokojowej. Nie gadała ci? - To Oleg.

- Nie. Jakoś się nie zgadało. - Skrzywiłem się. Już rozumiałem akcję sprzed knajpy. Poradziła by sobie z napastnikami beze mnie. 

- No powiem ci, że Aga to był agent co nie Oleg! - Marlof trącił kompana łokciem.

- No! Twarda z niej babka. Kurde trudna była misja ale ona zawsze miała dla nas czas. Była naszą lekarką i naszym snajperem. Ale też dobrym kumplem do kieliszka. No i pogadać z nią, jak było ciężko, też było można. 

- A pamiętasz jak nas wzięli do niewoli? - Marlof spoważniał na twarzy. Ciekawych rzeczy się dowiem o mojej pracodawczyni.

- Tak. Pamiętam. Nikt z nas nie pisnął o misji ani słowem. Aga też nie. Nie opowiadała nawet co jej robili podczas tortur. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. A widać było, jak nas wreszcie wypuścili, że z nią też nie obchodzili się łagodnie. Do dziś ma po tym tę okropną bliznę na plecach. Widziałeś? - Oleg wyraźnie miał łzy w oczach. Twardziele ale o miękkim sercu? 

- Tak, widziałem. Przypadkiem. - Omal się nie zaczerwieniłem na wspomnienie tamtej nocy. Jak Aga nad ranem zerwała się z łóżka po budziku, to dopiero wtedy zauważyłem ogromną, przez całe plecy biegnącą, grubą bliznę. O to chciałem ją zapytać wtedy w samochodzie ale urwała rozmowę. Jesu jakbym chciał, żeby tamta noc się powtórzyła. Zapadło milczenie.

- Dobra, załatwione. Dług spłacony. I żebym już nigdy więcej nie zobaczyła tych karków w moim domu. - Aga wyszła z budynku z pustą torbą po pieniądzach pod pachą, puściła do chłopaków oczko i pocałowała każdego w policzek na pożegnanie. - Aha! Zostawiłam namiar na siebie, żeby kiedyś się spotkać i pogadać przy kielichu. Pa chłopaki! Powodzenia!

Odjechaliśmy w milczeniu. Po części cieszyłem się z takiego obrotu sprawy, że już nie ciąży na mnie dług u dilera a z drugiej strony dług nadal istniał.

- Aga...- Chciałem zagadać.

- Nie teraz Paweł. Nie lubię gadać jak prowadzę. Za piętnaście minut zjedziemy gdzieś na obiad, wtedy pogadamy ok?

- Ok.

Zjechaliśmy do jakiejś przydrożnej knajpy na obiad. Chciałam coś przekąsić, rozprostować nogi, napić się przede wszystkim kawy. Wiedziałam, że Paweł będzie chciał zadać milion pytań. Coś mu tam wyjaśnię. Usiedliśmy przy stoliku. Podeszła kelnerka, zamówiliśmy obiad i dużo kawy.

- Dzięki. Po prostu dzięki. Nawet nie wiem jak ci podziękować. Jak będę mógł, to sukcesywnie będę spłacał swój dług.

- Nie trzeba. Pieniądze zarobiłam nielegalnie. Miałam wyrzuty sumienia co z nimi zrobić. Przydały się. - Nie będę owijać Pawłowi w bawełnę. Powiedziałam tak, jak było. Wygrałam tę sumę w hazard, którego nie popieram, a teraz jestem zadowolona w jaki sposób je spożytkowałam.

- Nielegalnie? Ty? Tego bym u ciebie nie podejrzewał. Ale ok. Pogadałem z chłopakami. Szkoda, że nie wiedziałem, że byłaś w wojsku i na misji. O bycie lekarzem podejrzewałem, jak widziałem jak się zajmujesz moją raną.

- Jakoś się nie zgadało. Ty też byłeś dość tajemniczy. I mało rozmowny.

No fakt. Nie chciałem na nikogo przelewać swoich problemów. Chciałem mieć ciszę i spokój. Przez parę dobrych miesięcy męczyli mnie paparazzi. U was wreszcie było spokojnie. Poza tym widziałem, że mnie nie lubisz.

- To nie tak, że nie lubię. Po prostu wyczuwałam, że nie jesteś szczery, że coś ukrywasz. Nie pasowało mi dwa do dwóch.

- No to już teraz wiesz o mnie wszystko.

- Ty też.

- Nie wiem wszystkiego. Nie wiem w jaką ci zrobiono krzywdę, że masz tę bliznę na plecach. - Musiałem zapytać. Po prostu musiałem. Zaryzykować. Skoro już gadamy...

- To właśnie jest temat, na który nie lubię rozmawiać.  Nie lubię wspominać tego zdarzenia. Nie zapomnę go ale nie chcę do niego wracać. - Nie chcę wracać wspomnieniami do chwil tortur. Do tego co, kto i w jakiej ilości mi robił. Jak bardzo bolało, jak bardzo się bałam.I że cudem wytrzymałam. I ze właśnie pułkownik nas z tego wyciągnął. Przeżyłam. To jest najważniejsze. Wróciłam. Teraz tylko muszę sobie poukładać swoje życie na nowo...

- Pozostała jeszcze jedna rzecz. - Tak.Chciałam załatwić sprawę Pawła do końca. Nie lubię niesprawiedliwości. I jak dobrym ludziom dzieje się krzywda.

- Co jeszcze zostało? - Zapytałem. Już wiedziałem, że jak Aga sama nie wróci do tematu wojny, misji i blizny, to ja nie mam co naciskać na zwierzenia i tak nic nie powie. Mogę się tylko cieszyć, że wreszcie zaczyna być między nami normalnie. Po kumpelsku. Ale czy kumple idą z sobą do łóżka? Bo na to miałem akurat wielką ochotę.

- Musimy pogadać z twoją dziewczyną. Żeby się przyznała do tego co ci zrobiła. I musimy oczyścić twoje dobre imię. Żebyś nie musiał zarabiać na życie pracując w polu. - Roześmiałam się.

- Moją eks-dziewczyną. Nie wiem czy będzie skłonna zeznawać. - Chyba musielibyśmy jej kupic przyczepę dragów, żeby się zdecydowała.

- Nie martw się. Ja wiem jak z takimi rozmawiać. Mam wprawę. - Mówiąc to Aga miała dziwny wyraz twarzy...


Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Po drodze urwaliśmy się na ognisty seks ale o tym w następnym odc...

Nieznajomy i niebezpieczny. 3.

          Obudził mnie jakiś znany odgłos. To był dźwięk budzika telefonu. Usłyszałem również ciche przekleństwo i całkiem głośne - kurwa ojciec. To był głos Agi, która zerwała się z łóżka. Zrozumiałem, że musi pędzić do domu, do ojca i chętnie skorzystałem z podwózki. Przecież i tak bym tam poszedł na śniadanie. W drodze próbowałem poruszyć temat, który mnie męczył odkąd zobaczyłem ją nagą. 

- Aga co to za blizna na twoich plecach? - Zapytałem wreszcie po chwili milczenia.

- Nie znamy się aż tak dobrze, żebym chciała o tym z tobą gadać. - Warknęła przez zęby. 

- Co? - pomyślałem - Mogłaś się ze mną pieprzyć a nie chcesz gadać? - Ja pierdolę. Wzruszyła ramionami. 

- To był tylko seks. Ty też mi nie mówisz wszystkiego.

      I to by było na tyle. No to pogadaliśmy. Po przyjeździe Aga poleciała budzić ojca. Zjedliśmy śniadanie w milczeniu. Potem ja z gospodarzem pojechaliśmy na robotę. Szkoda. Pomyślałem, że mogło byc nam tak miło.


      Krzątałam się po kuchni szykując obiad. Usłyszałam podjeżdżający samochód. Nie był to jednak dźwięk samochodu, którym chłopaki pojechali na robotę. Do kuchni weszło dwóch karków. 

- Helou panienko. - To było do mnie. Odłożyłam szmatę, którą trzymałam w ręce, na wszelki wypadek skręciłam kurki kuchenki, zeby nic nie wykipiało i siadłam przy stole. Nikt nie wiedział, nawet ojciec, że mam tam przymocowaną broń. Na wszelki wypadek, który teraz chyba nadszedł. Wzięłam głęboki oddech.

- O co panom chodzi? - Karki chodzili po kuchni. Otwierali szafli, zamykając trzaskali. Czuli się jak u siebie.

- Gdzie Paweł.

- Jaki Paweł? 

- Paweł. Wiemy, że tu pracuje. - Jeden z karków uderzył w szkło w drzwiczkach wiszącej szafki. Rozbiło się z trzaskiem.

- Mamy pomocnika ale nazywa się Max. - Próbowałam grać na zwłokę. Domyślałam się, że chodzi im właśnie o naszego pomocnika. Od początku czułam, że coś z nim nie tak. Karki chodzili wokół stołu i co chwilę wybijali szkło w szafkach, chcąc mnie nastraszyć. Sięgnęłam pod stół. Broń była na swoim miejscu. Postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji. Niedługo powinni przyjechać chłopcy.

- Nie mamy czasu. Jak się zjawi przekaż mu, że czekamy na zwrot długu. Będzie wiedział o co chodzi. - I wyszli. Tak po prostu. Wiedziałam kurwa, że coś z nim nie tak. Posprzątałam, żeby ojciec się nie zorientował, i nie zdenerwował. Dokończyłam obiad. Chłopcy przyjechali. Zjedliśmy w milczeniu obiad. Wydawało mi się tylko, ze Max wchodząc zauważył brak szkła w szafkach. Ale nie dał po sobie niczego poznać.

- Dziękujemy córcia za pyszny obiad. - Ojciec jak zwykle podziękował. Było to niezwykle miłe. Wstali. - Do widzenia córcia. Pójdziemy odpocząć.

- Pan Paweł zostanie. - Mój głos podczas wypowiadania tego zdania mógł mrozić krew w żyłach. Paweł-Max spojrzał na mnie i wyraźnie go zamurowało.

-Idę córcia na górę. Na razie. - Ojciec wydawał się niczego nie zauważać. I dobrze.

- Pa tatku. - Ojciec poszedł do siebie a ja wzięłam talerze ze stołu i włożyłam je do zlewozmywaka. Paweł-Max usiadł z powrotem przy stole. Usiadłam. Potarłam dłońmi twarz. Spojrzałam w te jego piękne oczy.

- To jak w końcu? Max czy Paweł. - Wycedziłam przez zęby.

- Gdzie byłaś pół roku temu? Nie było cię w kraju? - Zamiast odpowiedzieć zadał mi pytanie. Ciekawe do czego będzie prowadziło.

- Fakt, pół roku temu nie było mnie w kraju. Wróciłam jak stan ojca się pogorszył, żeby być przy nim w ostatnich dniach i w tym czasie wymyślić co zrobić z farmą po jego odejściu. A co?

- Ja jestem zawodnikiem MMA. Mistrzem. Pół roku temu wybuchł, że tak powiem, skandal związany z moją osobą. Było o nim głośno w całym kraju. Wszędzie mnie poznawali. Dlatego zaszyłem się u was na wsi. Tu mam spokój. Skąd wiesz jak mam naprawdę na imię?

- Odwiedzili nas twoi, że się tak wyrażę, znajomi. Rozwalili mi szkło w szafkach. Szukali Pawła. Na odchodne powiedzieli, że czekają aż zwrócisz im dług. Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek niepokoił mojego ojca. Wytłumacz się.

- Pewien bukmacher wysoko obstawił zakłady w mojej ostatniej walce. Wygraną miałem na skinienie małym palcem u lewej nogi. Niestety przegrałem. Od siedmiu lat byłem mistrzem i przegrałem z kretesem. - Powiedziałem patrząc prosto w jej piękne oczy.

- Jakim cudem przegrałeś, siedmioletni mistrzu. - Zapytałam z przekąsem. Coś w tej sprawie śmierdziało.

- Przegrałem przez dyskwalifikację, ponieważ w moim moczu po walce wykryto nielegalne substancje. - Postanowiłem, że nie będę Agi okłamywać. Nie wstrząsnęło to nią nazbyt.

- Jak się tam znalazły. Bo nie wierzę, że sam je wziąłeś. - Tak uważałam i tak powiedziałam. Nikt rozsądny nie traci dobrego imienia i tylu tytułów w tak głupi sposób.

- Dobrze się domyślasz. Nie ja je wziąłem. Zostały mi podane o czym dowiedziałem się dopiero po walce.

- Kto ci to zrobił i dlaczego? - Wiedziałam, że to musi być czyjaś sprawka. Ciekawiło mnie komu zaszedł za skórę.

- Okazało się, że podała mi je moja ówczesna dziewczyna. W jakimś napoju czy wodzie. - Tak szczerze to nie pamiętam dlaczego z nią byłem. Kurde przecież w ogóle do siebie nie pasowaliśmy.

- Dlaczego ci je podała. Była tego świadoma? - Ja zawsze chciałam znać wszystkie fakty. max był tajemniczy ale wydawał się bardzo uczciwą osobą.

- Zaszantażowali ją. Dobra, powiem wszystko. Lubiła nazbyt narkotyki. Żeby mieć do nich stały dostęp za darmo zgodziła się na takie coś. Nie byłem świadomy, że aż tak jest uzależniona. - Była to święta prawda. Nie znałem swojej dziewczyny. Chyba nie miałem dla niej zbyt dużo czasu.

- A dług o który pytali karki? - Skoro wyjaśniliśmy jedno pomyślałam, że trzeba wyłożyć wszystkie karty na stół.

- Dług miałem spłacić po walce. Miałem w niej bardzo dużo zarobić, na wygranej, i z części tego chciałem spłacić dług.

- Dług za co?

- Dług za handel narkotykami. Z którego zarobek nie trafił do dilera. - Powiedziałem część prawdy. To był bolesny dla mnie temat.

- Nie wierzę, że handlowałeś dragami. Dawaj ciąg dalszy. - Naprawdę nie wierzyłam, że ten dług był jego. Skoro był siedmiokrotnym mistrzem, to ktoś z jego inteligencją, a wydawał się inteligentnym facetem, nie ryzykuje kariery, pieniędzy, które może zdobyć m.in. na reklamach, dla takiego zarobku.

- Dobrze wyczułaś. Dług nie był mój. Dragami handlował młodszy brat mojej dziewczyny. Sprzedał, część wziął na własny użytek jak balował w Vegas za ten hajs z dragów. Zobowiązałem się, że spłacę go za niego. Tym też przekupili moją dziewczynę. Że umorzą ich dług.

- Ile tego jest? - Dochodziliśmy do sedna. Teraz pozostanie tylko coś wymyślić, żeby to załatwić.

- Teraz będzie około 100.000. Było mniej ale procent rośnie. Z tamtej walki część chciałem zainwestować i spłacić młodego.

- Wiesz gdzie jest ten, u którego masz ten dług? Żeby już żadne karki nie nachodziły mojego ojca? 

- Wiem. 

- To jutro masz wolne. Pojedziemy spłacić twój dług.

- Ale ja nie mam jeszcze tej kasy.

- A jak chciałeś ją zdobyć. Przecież tamtą walkę przegrałeś co? - Już się chyba domyślałam ale chciałam to usłyszeć od niego. 

- Angażowałem się w nielegalne walki. 

- Stąd ta twoja rana. Wiedziałam, że skądś znam ten kształt.

- Nie mogę tam jutro jechać, bo nie mam takiej kasy.

- Pojedziemy i będzie z głowy. Ja wyłożę pieniądze za ciebie.

- Nie pozwolę na to. Jeszcze dwie walki i będę miał całość. 

- Jak będziesz kiedyś miał, to oddasz. Albo odpracujesz.  Ale nie pozwolę, żeby ktoś nachodził mój dom. Postanowione. Jutro jedziemy. Nieodwołalnie. Wyłożę za ciebie tę kasę. - Jak powiedziałam, tak zrobiliśmy. Na szczęście miałam tyle kasy w domu schowane. Zarobiłam ją nielegalnie w poprzednim moim życiu. Więc mogłam ją wydać na nielegalny dług. Amen.

niedziela, 28 listopada 2021

Nieznajomy i niebezpieczny. 2.

          Zbiegłam na dół. Max krzyczał we śnie. Zauważyłam, ze rana, którą zszyłam, zaczęła znów krwawić. Jak nie pójdzie po pomoc do szpitala, to długo się to będzie goić. 

          Dni upływały spokojnie. Opatrywałam Maxa ranę. On pomagał ojcu w pracy. Po prostu sielanka... Jednak z doświadczenia wiedziałam, że taki stan nie lubi trwać długo...


          W sobotę poszłam a właściwie pojechałam do knajpy. Posiedzieć, wyrwać się z domu, od tych myśli, wspomnień. Dlaczego życie jest takie trudne. Ech...

          Siadłam przy barze. Napoje podawał akurat ten barman, który mnie znał i wiedział co lubię pić. Nawet nie musiałam z nim gadać. Siedziałam sobie na samym skrajuszku baru. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem na drugim krańcu świata. Zapomnieć. Chociaż na chwilę...

       Poczułam jakiś ścisk. Ktoś się potknął i na mnie wpadł. 

- Cześć mała. Drinka ci postawię. Barman! - Jakiś młot się do mnie zaczął przystawiać. - Odwal się chłopie chcę posiedzieć w spokoju! - Jak najszybciej chciałam się go pozbyć. Z buta. Na szczęście barman nie zareagował. Gościu chwycił mnie za prawy nadgarstek.

- Kolego dama powiedziała, że nie ma ochoty z tobą rozmawiać. - Jak spod ziemi między mną i młotem pojawił się Max. Ścisnął rękę młota tak mocno, że ten od razu mnie puścił. Zaklął przy tym pod nosem i odszedł.

- Ja mam miejsce wolne przy stoliku. Chodź, będziesz miała chwilę spokoju od podrywaczy. - Zaproponował Max. Zdziwiłam się. On, taki milczek? Może właściwie ma rację... Poszłam za nim. Fajnie, że jego stolik był w najciemniejszym rogu sali. Siadłam na kanapie. - Przyniosę ci drinka. Chcesz coś specjalnego? - Zapytał. 

- Nie. Barman będzie wiedzieć co mi podać. 

- Woda? - Zapytał podając mi szklankę. - Woda. Lubię. 

- Nie boisz się, że barman wsypie ci coś do środka? - Widać Max zna brudy tego świata. - Nie, nie boję się. On ma u mnie dług i raczej się nie odważy. - Zaspokojony odpowiedzią Max usiadł obok mnie i rozmowa się urwała.

          Siedzieliśmy w milczeniu dość długo. W końcu nadszedł czas, że zaczęłam zbierać się do domu. - Zbieram się. Jak chcesz, to cię podrzucę do ciebie. - Zapytałam bo zauważyłam, że skończył swojego drinka.

- Super będzie. Dzięki. - I wyszliśmy. Ja przodem, Max podszedł jeszcze do baru, żeby zapłacić. Jak tylko przeszłam przez drzwi, to znów się pojawił ten młot z baru.

- No laska nie ma twojego rycerzyka. Teraz ze mną porozmawiasz. - Nie spodobało mi się to. Młot złapał mnie za rękę. Tego było już za dużo. Mój wyuczony instynkt zadziałał i zaczęłam go sprowadzać do parteru. W tyle głowy miałam tylko myśl, żeby nie zrobić mu za dużo krzywdy. Nagle z boku pojawił się chyba kumpel młota. Nie zdążył do nas dojść, jak został walnięty o ścianę knajpy. Maxowi wystarczyło kilka ruchów, żeby dać sobie z nim radę. Bardzo profesjonalnych ruchów. Hmmm...

- Spierdalać mi stąd jak nie chcecie mieć kulasów połamanych. - Pomogło, uciekli. - Poszliśmy do auta. Po drodze Max chciał otworzyć usta - Nie chcę teraz o tym gadać. - Naprawdę chciałam w tej chwili mieć spokój. Wsiąść do auta i jechać. To mnie zawsze relaksowało. Podjechałam pod przyczepę, w której tymczasowo nocował Max. Odruchowo wyłączyłam samochód. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu.Max wysiadł powoli. Ja siedziałam bezmyślnie z łokciem opartym o opuszczoną szybę i wpatrywałam się w dawno niewidzianą przyczepę.

- Zmieniłeś jej kolor? Pomalowałeś? - O dziwo zauważyłam zmieniony kolor tego czegoś. Max podszedł do auta od mojej strony. - W środku też pomalowałem. Możesz wejść i sprawdzić czy ci się podoba. - Siedziałam w milczeniu. Rozważałam czy zrobię dobrze jak wejdę. Przeważała myśl, że to błąd. - Pokaż. - Wysiadłam i odruchowo piknęłam alarm w aucie.

           Nie byłam w środku przyczepy prawie 10 lat. Kiedyś tam pomieszkiwałam. W miarę daleko od rodziców. Tak wtedy chciałam. Muszę przyznać, że remont zrobił Max dość duży. Nie tylko odmalował ale jeszcze podremontował. 

- No muszę przyznać, ze fajnie tu zrobiłeś. - Strefa jadalniano - salonowa, jak na faceta, była olśniewająco czysta.

- Napijesz się czegoś? Niestety nie mam tu nic mocnego ale mam mleko, wodę, sok grejfrutowy. - Zapytał z głową w lodówce, schylony i z wypiętym rewelacyjnym tyłkiem. Coś mi piknęło w organizmie. Z trudem przełknęłam ślinę. - Sok poproszę. - Podeszłam bliżej, żeby odebrać szklankę. Max zajmował stanowczo za dużo przestrzeni w tym ciasnym pomieszczeniu. Czy tylko mnie zrobiło się za ciepło?

- Sypialnię też odnowiłem. - Czy to mnie się wydaje, czy obniżył mu się głos? Odwróciłam się w stronę sypialni i stanęłam w jej progu. No faktycznie. Czysto, miło, przytulnie. Męsko ale fajnie. - Podoba się? - Usłyszałam jego głos za uchem. Poczułam jego oddech. Znów przełknęłam ślinę. I od tej chwili przestałam myśleć, liczyć, kalkulować. Odwróciłam się. Max stał tuż za mną, w progu sypialni. Ręce miał oparte o podsufitkę po obu stronach drzwi. Spojrzałam w jego piękne oczy. Zmętniały. Nie spuszczając oczu sięgnęłam do paska w jego spodniach.Bywałam już w takich sytuacjach i z doświadczenia wiedziałam, że z reguły lepiej żałować, że się zrobiło, niż nic nie robić. Odpięłam klamrę paska. Max nie poruszył nawet jednym mięśniem. Odpięłam guzik spodni. Przeniosłam się w górę. Do guzików koszuli. Odpinałam jeden po drugim, ciągle patrząc w jego oczy. Przeciągnęłam paznokciami po jego klacie. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że chciałam to zrobić od dawna. Max wciągnął powietrze. oderwał ręce od podsufitki i wsunął je pod moją sukienkę. Ścisnął moje pośladki. Ściągnął majtki.Trzymając mnie w pasie odwrócił mnie plecami do siebie, przyciskając do naprężonego kutasa. Nie miał kłopotów z rozpięciem guzików szmizjerki. Zsunął ją do pasa razem z ramiączkiem biustonosza i pocałował mnie w szyję. Nadal przyciskał mnie do siebie bardzo mocno. Pocałował w kark. Przeszły mnie dreszcze. On chyba też je poczuł. Przeciągnął ręką po kręgosłupie i ślad za ręką poszły jego usta. Ręka za to znów znalazła się pod moją spódnicą. Odnalazł wejście do cipki. 

- Mmmmm. Mokra i ciasna. - Stwierdził po włożeniu palca do gorącego wnętrza. Wyciągnął palec z sokami z pochwy i przeciągnął po nabrzmiałej łechtaczce. 

- A! - Zakrzyczałam. Jesu nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało. A on wiedział co robić. - Fale rozkoszy przelewały się przez moje ciało, spazmy rozkoszy już mną targały, nie można było ich nie zauważyć. Max pchnął mnie na łózko. Wylądowałam na nim na czworaka. On chyba klęknął za mną, bo poczułam, jak spódnica sukienki wędruje w górę. Max położył ręce na moje pośladki i je rozchylił. Jego język nie czekał na pozwolenie. Spenetrował jednym zdecydowanym ruchem wnętrze wilgotnego wnętrza. Max rżnął mnie własnym językiem. Zaraz chyba zwariuję. Eksploduję. Oddychałam szybko, głęboko. Krew zaczęła krążyć jeszcze szybciej. Miałam wrażenie, że za chwilę odlecę. Zmiana. Max wziął do ust moją łechtaczkę. Zassał. Zabolało ale było bardzo przyjemne. W cipce poczułam jego palce. Zaraz dojdę. Kurwa mać zaraz dojdę na jego twarz. Ja pierdolę jak mi było dobrze! Jak jeszcze nigdy! A! Nagły orgazm, spodziewany dopiero za chwilę, ogłuszył mnie swoją intensywnością. Odlot. Czysty odlot! Fale rozkoszy były tak mocne, że wyssały ze mnie całą siłę. Padłam na łóżko. Głęboko oddychałam. Max mnie odwrócił twarzą w górę.

- Teraz moja kolej. Równouprawnienie musi być. - Zakomunikował z uśmiechem na wilgotnej twarzy. - Nie dam rady. - Wyszeptałam bezsilnie. - Pozwól, że sam sprawdzę i się przekonam. - Max zgiął moje nogi w kolanach i przesunął mnie na łóżku trochę w górę. Nie mogłam ruszyć rękoma, ponieważ zablokowała mnie góra sukienki, która znalazła się na wysokości mojego pasa. Max rozebrał koszulę i ściągnął spodnie. Oj był napalony! Bardzo! Jego nabrzmiały kutas aż wyskoczył ze spodni. Nachylił się nade mną. Wziął w usta lewy sutek. Zassał równie mocno jak przedtem łechtaczkę. Zabolało. Ale przyjemnie. Syknęłam.

- Nawet nie wiesz jak mnie nakręcają twoje syknięcia. - Wymruczał do mojej piersi. - Gotowa? - Spojrzał w moje oczy. - Nie wiem. - Wyszeptałam. I poczułam go w sobie. Bez ostrzeżenia. Całego. Napalonego, gorącego, ogromnego. - Lubisz szybko czy wolno? - Wyszeptał w moje ucho, jednocześnie gryząc. Spojrzał mi w oczy, bo nie uzyskał odpowiedzi. Nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Potrafił kurwa robić doskonałą minetę ale też potrafił doskonale się rżnąć. Nawet nie potrafię zliczyć ile i kiedy miałam orgazm. Wydawało mi się, że jestem w jednym wielkim ciągu. Krew buzowała, w uszach mi szumiało. Usta mnie bolały od pocałunków, gryzienia, język na maxa odrobił swoje. Chwilo trwaj! A! Albo byłam tak napalona, albo to rżnięcie było tak doskonałe. Orgazm, którego fala mnie zalała był tak ogromny. Odciął wszelkie zmysły. Był jedną gigantyczną rozkoszą. Obezwładniającą. Nie potrafiłam złapać tchu.

- Jesu jak mi było dobrze. Jesteś wulkanem kobieto. - Wyszeptał mi do ucha bezsilnie Max, zsuwając się ze mnie. Leżałam bez ruchu, nie mając siły się poruszyć. Max się do mnie przytulił i zaczął zasypiać.

            Kurde co to za dźwięk? Budzik? Otworzyłam jedno oko. Widok nie był znajomy. dźwięk tak. To mój telefon a w nim budzik. Było rano. Spojrzałam przez ramię i wróciła mi pamięć gdzie jestem. I z kim. - Ja pierdolę - Zaklęłam pod nosem. - Kurwa ojciec! - To już na głos, bo przypomniałam sobie po co ustawiłam budzik w telefonie! Że jak wrócę późno i zmęczona z knajpy, żeby wstać i zrobić ojcu śniadanie!

- Co jest? Dlaczego tak głośno? - Wymruczał Max. - Jak chcesz, żebym cię podwiozła, to się zbieraj. Zjesz u nas.

No to się porobiło.....


<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-8020601957133410"
     crossorigin="anonymous"></script>

wtorek, 26 października 2021

Do trzech razy sztuka. 7. Zakończenie.

Wsiadłyśmy do taksówki. Monika milczała ale miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie. Po chwili odwróciła się w moim kierunku.

- Co to miało być? Zwariowałaś? - Ściszony szept mojej siostry aż świdrował w moich uszach. 

- Tutaj chcesz to wyjaśniać? - Mówiąc to skinęłam głową na kierowcę. Przecież musiał słyszeć naszż rozmowę. A po co? Monika na tę chwilę odpuściła.

Po powrocie do domu od razu zaciągnęła mnie do kuchni, wyjęła dwa kieliszki do wina, otworzyła butelkę wina. Kuchnia była najdalej od sypialni rodziców, nie powinni nas słyszeć. Z pełnymi kieliszkami w rękach siadłyśmy na podłodze. - Co to znaczy, że byliście parą. - Monika od razu przeszła do rzeczy.

- Znam Pawła od chyba 18. roku życia. Po moich studiach zamieszkaliśmy razem i przez jakiś czas byliśmy parą. - Nie chciałam wchodzić w szczegóły. Moim zdaniem nie były potrzebne. Monika nie odpuściła.

- Czekaj, czekaj. Nie tak szybko... Po kolei i dokładnie. - Nie będzie łatwo, pomyślałam. No dobra, niech mam to już za sobą.

- Poznałam Pawła jak byłam na studiach. Pod koniec liceum trochę ćpałam. Na studiach przerodziło się to w nałóg. Nie odchudzałam się wtedy, jak wam mówiłam, tylko mało jadłam, bo całą kasę przeznaczałam na dragi. Tak było. Wtedy poznał mnie Paweł, podczas nalotu na którąś z melin. Pomógł mi się od tego uwolnić. I nasze drogi się rozeszły. Jak już skończyłam studia wpadliśmy przypadkiem na siebie w jakimś klubie i w niedługim czasie zamieszkaliśmy razem. Niestety nie miałam wtedy dla niego dużo czasu i nasz związek się rozleciał. Głównie z mojej winy, za co Paweł do dziś ma do mnie pretensje. Dał mi to wyraźnie odczuć. - To wszystko, co powinna wiedzieć moja siostra.

- Zaraz, zaraz, czekaj! Tak wyglądają pretensje? Raczej nie! Przecież on ci włożył jęzor do samego gardła! - Miała rację. Z boku musiało tak wyglądać.

- To skomplikowane do wytłumaczenia. - Pokręciłam głową i wypiłam wino do dna. Podałam go Monice a ona od razu go napełniła.

- Mam czas, słucham. -Nie odpuszczała ta moja siostra.

- To wszystko. Nie widzieliśmy się do dnia dzisiejszego. Nie rozmawialiśmy.

- Gdybym ci nie wierzyła, to... Przecież to wyglądało całkiem inaczej!

- Wiem. Nie wiem co się stało. Ta jego niespodziewana obecność... Jestem skołowana...

- Najgorsze, że jutro całe miasto będzie huczało od plotek. - Podsumowała wieczór Monika. Otworzyła drugą butelkę wina, którą piłyśmy w milczeniu... W pewnej chwili usłyszałyśmy stukanie do drzwi kuchennych. To był Paweł...Zalany w trupa. Następnego dnia okazało się, że jak wyszłyśmy wrócił do knajpy i przerzucili się z kumplem na ciężki alkohol.

- Aga musimy pogadać. - Wybełkotał. Ledwo trzymał się na nogach. Próbowałam go podtrzymać ale był za wielki i za ciężki.

- Monika co z nim robimy? - Moja siostra pomogła mi go podtrzymać. - Nie wiem ale na własnych nogach nie wyjdzie.

- Może położymy go na kanapie w salonie, wstaniemy przed rodzicami i go wyekspediujemy z domu rano? - Tylko taka myśl wpadła mi do głowy. My też byłyśmy wypite i zmęczone. To mogło się udać. 

- Ok. - Powiedziała Monika. Zaprowadziłyśmy Pawła na kanapę, Monika znalazła koc, ja rozpięłam jego spodnie, żeby było mu wygodniej i poszliśmy wreszcie spać. Zasnęłam w ciągu sekundy.

- A!!!!!!! Co pan tu robi? - Rano, zamiast budzika, obudził mnie krzyk mamy. Kur..a! Zerwałam się na równe nogi. Chwyciłam szlafrok, naciągnęłam na siebie i zbiegłam w dół. W salonie była mama, tato i rozbudzony Paweł. Monika zbiegała po schodach za mną. Jakimś cudem Paweł wyswobodził się w nocy ze spodni i teraz siedział ubrany w t-shirt, skarpetki i koc. Widocznie swoim zwyczajem nadal nie nosił bielizny ;-)

- Mamo spokojnie, ja to wyjaśnię! - Myśl Aga, myśl! Spojrzałam na Monikę. Wyraz jej twarzy mówił, że ma pustkę w głowie i nie pomoże. - Trochę zaszaleliśmy wczoraj wieczorem, pan Paweł nas odwiózł a że jego auto jest pod naszym domem, to pozwoliłyśmy mu tu zostać na kanapie i rano go odebrać. - No co?! Nic innego nie przyszło mi do głowy. Widać wyraźnie było, że mama tego nie kupuje.

- Przepraszam wszystkich. - Odezwał się Paweł, podnosząc się z kanapy. - Ale ja muszę do toalety. Pani Agnieszko pokaże mi pani? - Wstał i jedną ręką podtrzymywał koc a drugą chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów do WC. 

- Toaleta jest tutaj! - Powiedziałam pod drzwiami dość głośno, żeby rodzinka na dole słyszała.

- Gdzie są ręczniki? - Zapytał Paweł wchodząc do środka. Weszłam za nim i pokazałam mu szafkę. Pociągnął mnie za rękę i wpadłam na niego.

- Zauważam, że nadal nie ubierasz się do spania. Pod szlafrokiem jesteś naga. - Uśmiechnął się z zadowoleniem pod nosem. Włożył ręce pod szlafrok.

- Paweł... - Chciałam się od niego oderwać ale jego dotyk by tak miły... Obrócił się i w ten sposób znalazłam się plecami na drzwiach łazienki. Paweł rozwiązał pasek mojego szlafroka. Jego koc opadł na podłogę. Już wiem, dlaczego zabrał go z sobą, oprócz braku bielizny. Jego wzwód był imponujący. Ciepłe, duże dłonie Pawła wylądowały na moich piersiach. Na szyi poczułam jego delikatne usta. Wiem, nie powinnam. Ale tak mi tego brakowało! Nie, żeby seksu.  Pawła! Jego dotyku! Chwyciłam jego głowę i wpiłam się w jego usta. Tak ciepłe, namiętne, gorące i mokre. Język. Jego język znowu był w moich ustach. Paweł uniósł mnie trochę w górę i nasadził na swojego twardego penisa. Wszedł od razu cały do wilgotnego środka. Posuwał mnie na drzwiach łazienki moich rodziców a ja nie protestowałam. Było mi tak dobrze. Drżenie przechodziło przez całe moje ciało. Szybko poczułam, że moja cipka zaciska się na gorącym kutasie. Że za ćwierć sekundy eksploduję orgazmem. Paweł dyszał. Trzymał mocno moje pośladki i posuwał rytmicznie. Wchodził bardzo, bardzo głęboko. Szybko. Jego język też był niecierpliwy. Penetrował całe moje usta. Łączył się z moim językiem. Jęczeliśmy bezgłośnie wzajemnie sobie w usta. Paweł naciskał mocno na moją łechtaczkę. Była tak mocno pobudzana, że mój orgazm, gigantyczny, mokry, bardzo ciasny, przyszedł bardzo, bardzo szybko. Poczułam, że moje soki podniecenia zmoczyły całe krocze Pawła. Po chwili i moje wnętrze zalały jego soki. Było ich dużo, oj bardzo dużo. Na szczęście oboje powstrzymaliśmy się od okrzyku rozkoszy. Paweł puścił moje pośladki i mogłam stanąć na własnych nogach. Znaczy starałam się stanąć. Drżałam cała. Paweł stanął w rozkroku, jego kutas opadał bardzo powoli. Drobne kropelki spermy, pewno z moimi sokami z cipki, spadały na podłogę łazienki. Oparł się rękoma o drzwi na wysokości mojej głowy. Popatrzył mi głęboko w oczy.

- Kur...a Aga! Co my robimy. Znów w to brniemy... - Wyszeptał. Dyszał ciężko. Zamknęłam oczy. Chciałam, żeby ta chwila trwała bez końca. Spod powiek wyciekły mi łzy.

- Płaczesz? - Usłyszałam zaniepokojony głos Pawła.

- Nie. Nie pamiętasz, że zawsze tak miałam jak było mi niezmiernie dobrze? - Z ledwością mogłam mówić. Ze wzruszenia, że tak mi dobrze... Znów. Usłyszeliśmy walenie do drzwi.

- Aga kurde co tam robicie? - To moja siostra. Jesu ile my tu już jesteśmy?

- Już wychodzę. - Jedną ręką otwierałam drzwi a drugą ocierałam dyskretnie łzy.

- Jesu popierdoliło cię? Pieprzyłaś się z Pawłem w łazience rodziców? - Znów krzyczała bezgłośnie. - Zwariowałaś?

- Tak, chyba zwariowałam. Ale ja go kocham. Zawsze kochałam. Kochałam tylko jego. Zawsze. Spierdoliłam to a teraz mam szansę to naprawić. i postaram się to zrobić. - Kończyłam swoją wypowiedź zaciskając pasek szlafroka. Drzwi się otworzyły. Wychynęła z nich górna połowa Pawła.

- Słyszałem. Ja też. A teraz przynieś mi moje spodnie, proszę, inaczej nie będę mógł zejść na śniadanie. - Puścił do nas oczko a mnie pocałował w czoło. Roześmiałyśmy się i zeszłyśmy na dół uspokoić rodziców.


Cała ta historia miała miejsce jakieś dwa lata temu. Od tego czasu jesteśmy z Pawłem nierozłączni. On już trzy razy próbował się oświadczyć. Nie wiem czy przyjąć jego oświadczyny. Ale dobrze nam razem... Oby tak dalej... Jestem szczęśliwa...

czwartek, 23 września 2021

Do trzech razy sztuka. 6.

         Poczułam jak mnie ktoś odrywa od Pawła. To moja siostra.

- Co ty robisz?! Tak przy ludziach. Musimy pogadać! - I zaciągnęła mnie do WC. W drodze zauważyłam, ze Paweł zmarszczył czoło,pociągnął palcem po ustach i pokręcił głową.


- Aga co ty odpierdalasz! - Moja siostra nie przebierała w słowach. Krzyczała na mnie ściszonym szeptem. No fakt. W tym mieście nikt nie okazywał sobie publicznie uczuć a co dopiero na parkiecie jedynej knajpy z tańcami, teoretycznie obcej osobie.

- Całujesz się z obcym facetem? I to na środku sali?! Co ludzie o nas pomyślą?

- Odpuść Monika. Nic się nie stało...

- Nic? Jak to nic! Przecież ja  to się rozniesie, to co ludzie pomyślą o naszej rodzinie...

- Aga musimy pogadać! - W uchylonych drzwiach pojawił się łeb Pawła. Odwróciłam się w jego kierunku. 

- Gdzie ty! - Monika chwyciła mnie za rękę. - O czym on chce z tobą gadać? No chyba z nim nie pójdziesz? To w końcu obcy facet!

    Odwróciłam się w jej kierunku. - Monika, tak na prawdę, to Paweł nie jest dla mnie obcym facetem. Kiedyś byliśmy parą. Odchodząc zauważyłam, ze moją siostrę zamurowało a szczęka opadła jej do kolan ze zdumienia.


    - O czym chcesz Paweł rozmawiać? - Wyszliśmy na zewnątrz lokalu. Przez ten krótki moment przejścia z WC na parking, przeleciał mi przez pamięć cały czas, kiedy byliśmy w związku. Nasza miłość, namiętność, uczucie, ból po rozstaniu. Żal że tak to spaprałam...

- Co ty robisz ze mną? To jakaś gra? Specjalnie twoja mama zatrudniła moją firmę? Tak? - Nie dowierzam co słyszę. Co on wymyślił? Pokręciłam głową.

- Coś ty! To zupełny przypadek. Ja nie wiedziałam, że tu mieszkasz i że prowadzisz taką firmę.

- Kurwa nie wierzę! - Paweł uderzył dłonią w mur na wysokości mojej głowy. - Znowu mi to robisz. Rozkochasz, zaciągniesz do łóżka a potem rzucisz... - Jego czarne od złości oczy prześwidrowały mnie na wylot. - Ja nie jestem martwym głazem.

- Teraz chcesz roztrząsać kulisy naszego rozstania? Tu? - Wściekłam się na niego. Nie wyjaśniłam wtedy tego z nim, fakt, ale ta rozmowa nie powinna tak wyglądać.

- Nie, nie chcę. - Znów spojrzał w moje oczy. Oparłam się plecami o mur. Między nami latały iskry wściekłości. Druga ręka Pawła wylądowała z mojej drugiej strony. Pochylił się nade mną i szepnął do ucha. - Chcę cię przelecieć. Tu i teraz. Tak na mnie działasz. Zawsze tak było. Ale już raz udało mi się z tego amoku wyrwać. Nie chcę, żebyś mnie drugi raz skrzywdziła. - O! Przegiął!

- Ja ciebie? - Oderwałam się od ściany. Dźgnęłam go palcem w miejscu serca. - To ty się wyprowadziłeś! Wiedziałeś, że mam trudny okres! Praca, firma itd. A ty po prostu się wyprowadziłeś! Zamiast mi pomóc, wspierać! - Wiedziałam, że trochę przeginam. Pewnie to pod wpływem tej niewielkiej ilości alkoholu. I wściekłości na siebie, na Pawła...

- Do kurwy nędzy dla ciebie wtedy nic się nie liczyło. Nie zauważyłaś jak się wyprowadziłem! Nie było żadnych nas! - Jeżeli można krzyczeć szeptem, to Paweł właśnie to robił. Niebezpiecznie nachylał się w moim kierunku tak, że znów poczułam pod plecami ścianę knajpy.

- Patrzcie go! Pan pokrzywdzony! - Podskórnie wiedziałam, że Paweł ma dużo racji. Ale nie mogłam się poddać. Za dużo było we mnie żalu... - Nawet nie pogadałeś ze mną! Nie dawałeś sygnałów. Nie poszliśmy na terapię. Tak ci było dobrze ze mną? To trzeba było walczyć o nasz związek a nie tak po prostu zdezerterować! 

- Jesteś kurde niesprawiedliwa! - Wściekłość poziom 1000!

- Tak, jestem! Wiem, wina była moja! Ale mam do ciebie żal do dziś, że nie dążyłeś do porozumienia. Że nie wyjaśniłeś tego ze mną! Żeśmy się rozstali! - Emocje oderwały mnie od ściany. Znalazłam się niebezpiecznie blisko Pawła. Te jego czarne od wściekłości oczy...

- Kurwa! - Tylko tyle.Chwycił moją głowę, wpił się ustami w moje usta. Jego język wtargnął tak głęboko.... Żaden z moich kochanków nie był w tym tak dobry... Przycisnął mnie swoim wielkim, twardym ciałem do muru. Poczułam jak jego ręka dotyka moich piersi. Potem schodzi niżej, między moje uda. Jesu jak on nie odpuści, to mu się oddam. Tu i teraz. I obojętne mi będzie co ludzie powiedzą!

- Aga do domu! Panie Pawle jak pan może! - Usłyszeliśmy krzyk mojej siostry i oderwaliśmy się od siebie, ciężko łapiąc powietrze.

- Nie krzycz tak. Już idę. - Z opuszczoną głową, nie patrząc na Pawła, poszłam za moją siostrą. Wiedziałam równie dobrze jak ona, że jutro miasteczko będzie huczeć od plotek...

- Kurwa ja pierdolę! - Usłyszałam z daleka jęk Pawła....


Zakończenie w następnym, ostatnim odcinku. Zapraszam wkrótce...

piątek, 19 marca 2021

Nieznajomy i niebezpieczny. 1.

                Pojawił się znikąd. Bez nazwiska. Bez bagażu.Małomówny. Skryty. Z tajemnicą w oczach, dzikością, niepokojem. Porywczy ale powściągliwy. Max. Tak się nazwał, tak prosił mówić do siebie.

                Wróciłam z miasta z zakupami. Schowałam wszystko na swoje miejsca i zabrałam się za odgrzewanie obiadu dla ojca. Gulasz z kaszą. Albo kasza z gulaszem ;-). Wiedziałam, że ojciec zjawi się na obiad punktualnie. Nie musiałam go odwoływać z jego zajęć. Wybiła 14:30 i za chwilę w drzwiach kuchni pojawił się tato. Tym razem nie był sam! Za nim wszedł wysoki facet. Szatyn. Z zielonymi oczami, lekkim zarostem. Raczej nieogolony. Ubrany po roboczemu w t-shirt, koszulę, spodnie robocze. Szczupły ale dało się zauważyć, że dobrze umięśniony.

                Spojrzałam na ojca znacząco, w oczach miałam pytanie i złość.

- Cześć córunia. Umyjemy ręce i siadamy do stołu. - Nie spojrzał na mnie. Wiedział, że nie lubię takich niespodzianek. - Mamy od dziś pomocnika. - Burknął.

- Cześć! Jestem Max. - Pomocnik ojca skinął do mnie głową i poszedł za ojcem. Jak wrócili to usiedliśmy do obiadu. Jedliśmy w milczeniu, choć ja miałam wrażenie, że pęknę z wściekłości. Obiad dobiegł końca. W milczeniu. 

- Na dziś, jak na pierwszy dzień, i tak dużo zrobiłeś. Masz wolne do jutra, Max. - Ojciec zwrócił się do swojego pomocnika. Max odłożył sztućce i wstał.

- Dziękuję za przepyszny obiad. Pójdę do siebie. Widzimy się rano o 7. - Odwrócił się, wyszedł i tyle go widziano.

- Tato! Skąd on się wziął? - Syknęłam z wściekłością na ojca. - Znasz go? Wiesz coś o nim?

- Córcia no co ty. Zgłosił się do pracy. Przecież potrzebujemy pomocy a on się zgodził pracować za tę naszą niską stawkę.

- Co z tego. Nie podoba mi się. Jest jakiś taki...podejrzany! - Instynktownie wyczuwałam to, co powiedziałam. Trudno mi to było wytłumaczyć racjonalnie...

- Córcia tak nie można. Trzeba dać człowiekowi szansę. Nie zgadzam się z tobą. - Ojciec wstał, szykując się do wyjścia. Pewno pójdzie drzemać.

- Jeszcze zobaczysz, że mam rację. - Musiałam to powiedzieć. Mój wyszkolony instynkt jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Oby tym razem było inaczej... Zabrałam się za sprzątanie.

                Minęło kilka dni. Wytworzył się rytuał, że śniadania i kolacje każdy je u siebie a obiady jemy wspólnie z pomocnikiem. Znaczy ja jadłam razem z ojcem rano i wieczorem, Max w swojej przyczepie, znajdującej się na drugim krańcu pola. Podczas któregoś obiadu...

- Max a tam na twojej koszulce to krew? Zraniłeś się? - Zauważyłam, że lewy bok na t-shircie Maxa ma dość dużą czerwoną plamę.

- A to nic... Musiałem o coś zahaczyć podczas pracy. - Max nawet nie spojrzał, za to chwycił się za to miejsce ręką. Doskonale wiedział w którym miejscu jest plama z krwi.

- Zahaczyć? Nie sądzę. - Drążyłam temat. - Musiałbyś mieć w tym miejscu dziurę a jej ta nie ma.

- Córcia daj spokój. - Oj ten mój naiwny tato. Znów się wtrąca. 

- Odkąd zaczęliśmy jeść plama się powiększyła. Trzeba to zobaczyć. - Powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Max westchnął i zacisnął szczęki. Po obiedzie kazałam mu się położyć. Podniosłam jego t-shirt. Takiego widoku się nie spodziewałam. Myślałam, że rzeczywiście się gdzieś potknął, o coś zahaczył, rozciął skórę ale to...

- O chłopie toś się załatwił. Aga przynieś swoją skrzyneczkę, trzeba mu to zszyć. - Ojciec zaczął dyrygować.

- Tato ale to raczej nadaje się do szpitala. - Zaprotestowałam. Nie będę zszywać takiej dużej rany. Rozcięcie Maxa miało ze 12 cm. Było dość głębokie. Dość "stare". Trochę już zaczęło się zasklepiać, ale chyba z powodu ciężkiej pracy znów się otworzyło.

- Ja nie chcę do szpitala. - Zaprotestował Max.

- Co ty pieprzysz. To trzeba natychmiast zszyć! - Zaprotestowałam ja.

- Nie szpital. 

-Córcia. Pewno Max nie ma ubezpieczenia. - Wyszeptał ojciec. - Przecież potrafisz to jeszcze zrobić. Zszyj ranę i po kłopocie. Tak, jeszcze potrafię zszywać rany, pomyślałam, ale ta rana była podejrzana.

- Nie mam środka znieczulającego. Musiałabym go zszywać na żywca. - Warknęłam.

- Nie szkodzi. Dam radę. - Jęknął Max. Miałam obawy. Tu trzeba było dużo szwów. Takiego bólu nie każdemu jest dane wytrzymać. - Dasz mi na to potem opatrunek i będę jak nowy. - Uśmiechnął się Max.

                Poszłam po swoją apteczkę. Z dawnych czasów miałam tam wszystkie niezbędne rzeczy do tego typu spraw. Tego się nie zapomina. Podciągnęłam koszulkę Maxa wyżej. Pierwszy raz dotknęłam jego ciała. Tak jak myślałam-było twarde, umięśnione. Fajnie ciepłe, miłe w dotyku. Przeszedł mnie dreszcz. Instynktownie i podskórnie nie lubiłam tego faceta, miałam przed nim obawy. Ale dotyk nagiej, męskiej skóry był przyjemny. Bardzo przyjemny... Jak długo nie byłam już z żadnym facetem?

- Aga pomóc ci w czymś? - Głos ojca przywołał mnie do porządku.

- Nie. Tylko przytrzymaj Maxa, bo to będzie bolało.

- O mnie się nie martw. - Poddał się Max.

                Wzięłam się do pracy. Ubrałam rękawiczki, zdezynfekowałam miejsce szycia. Naszykowałam narzędzia. Przy okazji pooglądałam sobie większy kawałek jego ciała. Zauważyłam dziwne ślady. Z czymś mi się kojarzyły... Zaczęłam zszywać ranę. Była zrobiona czymś bardzo ostrym. Cięcie było precyzyjne, dość głębokie. Kształt mi się z czymś kojarzył.

- Mmmmmmm.... - Zasyczał Max. Ten dźwięk zmusił mnie do jeszcze większego skupienia i powrotu do rzeczywistości. Kwestię skąd się wzięła ta rana wyjaśnię później. Teraz muszę się skupić na jej zszyciu. Trzeba przyznać, że Max był twardy. Oprócz tego jednego jęku do końca zabiegu nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Mało który człowiek tak potrafi. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie był zwykłym pomocnikiem. Postanowiłam sobie, że wyjaśnię jego tajemnicę...

- Teraz zakleję miejsce szycia opatrunkiem. Będziemy go zmieniać dwa razy na dzień. Na razie, na dwa dni, zostaniesz pod obserwacją w naszym domu. Jak wszystko będzie ok, będziesz mógł wrócić do swojej przyczepy. Teraz jeszcze lekarstwa i dam ci już spokój. Max potulnie zastosował się do wszystkich moich zaleceń.

                Nie mogłam w nocy zasnąć. Kręciłam się w łóżku z boku na bok. Śniły mi się różne sny. Od koszmarów i wspomnień wojny, po seks z Maxem. Usiadłam na łóżku i wyraźnie poczułam to, czego brakowało mi od miesięcy-orgazm. Tak! Przeżyłam we śnie orgazm... Nagle usłyszałam z dołu, z salonu gdzie spał Max, głośny krzyk. Zbiegłam na dół.


CDN jak skończę poprzednią opowieść...