poniedziałek, 3 czerwca 2019

Wojna damsko - męska. 2.

              My, pilotki wojskowe (jak to brzmi!), byłyśmy elitą na tej wojnie. Tam  rozgrywały się działania wojenne a my w czasie wolnym odwiedzałyśmy kantynę. Tradycyjne miejsce z jedzeniem i alkoholem. Gdy weszłam tam pierwszy raz, bardzo się zdziwiłam. To było miejsce, gdzie kobiety były obsługiwane przez facetów. Byli to jeńcy wojenni, którym bardzo pasowała ta niewola. Korzyść była obopólna. Wszyscy byliśmy młodzi. I my i oni. Z potrzebami. W pierwszej chwili nie chciałam z tego korzystać. Jakoś nie mieściło mi się to w głowie. Ale po czasie i moje potrzeby seksualne wzięły górę. Zauważyłam, że szczególnie jeden z kelnerów jakoś tak zwraca moją uwagę. Ich usługi były bezpłatne. Oni mieli dach nad głową, jedzenie i nie siedzieli w obozie jenieckim. Nikt ich do tego nie zmuszał. Raczej byli chętni. Mój pierwszy raz wyglądał tam następująco: Dotknęłam ręki kelnera, gdy przynosił nam drinki. Był to "sekretny" gest świadczący o tym, że chcemy iść z nim do pokoju na górze. Poszliśmy. Facet wiedział o co chodzi. Zdarzało mi się też, że nie miałam czasu na dłuższą zabawę i od progu informowałam go, że chcę tylko szybkiego numerku. Dostosowywali się bez większych problemów. Tamtego razu tuż za progiem facet zaczął mnie rozbierać. Miał delikatne, ciepłe ręce.Nie zauważyłam, jak sam się też rozebrał. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Na szczęście nie usiłował całować mnie w usta. Za to pocałunkami pokrył chyba całe moje ciało. Trzeba przyznać, wiedział co ma robić. Delikatnie ssał moje sutki. Sterczące na maksa. Jego ręce przesuwały się po moim całym ciele. Po karku, po włosach. Zaczął gładzić mnie po udach. Całować. Moje napięcie zaczęło sięgać zenitu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo brakowało mi seksu. Poczułam na kroczu jego oddech. Delikatnie rozchylił płatki moich warg sromowych. Złożył tam pocałunek. Prawie odleciałam. Poczułam ssanie na łechtaczce. Jeżeli on nie przestanie, to zaraz dojdę! Mój oddech był urywany. Chwyciłam go za włosy, żeby oderwać go od mojej łechtaczki. W końcu przecież wolałabym spełnienia poprzez wsadzenie gorącego, twardego kutasa do cipki. Pomogło. Wyszedł spomiędzy moich ud. Chwila wytchnienia. Usyszałam rozdzieranie opakowania prezerwatywy. Wreszcie.
- Chcesz go już? - Jesu po co on pyta, pomyślałam.
- Tak! - Westchnęłam. - Już!
Facet nade mną. Jakie to zapomniane ale miłe uczucie. Facet przytrzymał moją pupę. Poczułam twarde coś na wejściu pochwy. Posunęłam biodra w tym kierunku. Facet zareagował prawidłowo. Ruszył w moim kierunku. Wszedł. Cały. Ach! Wreszcie. Jak mi tego brakowało... Jego ruchy były mocne. Szybkie. Wypełniał mnie całą. Poprzedzające stosunek rozbudzenie doprowadziło do tego, że doszłam w mgnieniu oka. Moim ciałem wstrząsały, że się tam wyrażę, bo to celne, spazmy rozkoszy. Oddech stał się urywany. Brakowało mi tchu. Orgazm nadszedł niespodziewanie i był ogromny! Nie wiedziałam, że jestem tego taka głodna! Super! Potem jeszcze nie raz korzystałam z usług tych facetów....

 - Wieża możesz mi sprawdzić co za pojazd leci za mną. Lot 4056. - Od dłuższej chwili leciał za nami jakiś pojazd. Może był to przypadek ale ja, mając na myśli bezpieczeństwo mojego pasażera, wolałam być ostrożna.
- 4056! Nie mogę zweryfikować danych pojazdu za wami. Nie wysyła on żadnych sygnałów rozpoznawczych.
- Wieża wiesz kogo i dokąd wiozę. Obawiam się, że to może być pułapka. Jestem na otwartej przestrzeni i nie mam gdzie mu uciec.
- 4056 postaram się wysłać wywiadowcę. Dam znać.
Wiozłam jedną z naszych przywódczyń. Leciała na spotkanie z władzami wroga, żeby rozmawiać o ewentualnym zakończeniu wojny. Gdyby ktoś o tym wiedział, mógłby chcieć przeszkodzić w spotkaniu. Nie wiedziałam co mogę zrobić.
- 4056 pojazd nie posiada znaków identyfikacyjnych.
Kurde to chyba mam rację. Ewidentnie ktoś ma nas na celu. Co robić...
- Melisa obudź się. - Zawołałam do mojego pasażera.
- Aga jesteś najlepszym z pilotów. Jak ty kierujesz, to można spokojnie się wyspać, tak delikatnie latasz. Jak wrócimy, to postaram się, żebyś zaczęła latać na trasach szpitalnych. Marnujesz się w transporcie.
- Melisa nie jest dobrze. Mamy niechciane towarzystwo. Szpiega na ogonie. Spróbujemy mu uciec. Muszę włączyć turbo.
- Aga co ty mówisz? Dlaczego ktoś miał by nas szpiegować?
- No może po to, żeby nie dopuścić do spotkania.
Chciałam włączyć turbo, gdy wtem pojawiły się jeszcze dwa pojazdy. Razem z tym z tyłu otoczyli nas i otworzyli działa.
- Poddajcie się. - Usłyszałam w głośnikach. Spojrzałam na Melisę.
- Kurwa nie jest dobrze. Melisa oni przylecieli po ciebie.
- Jesu aresztują nas? - Melisa była przerażona. Dobra z niej dziewczyna.
Nasze turbo się załadowało. Muszę spróbować uciec, pomyślałam. Przesunęłam dźwignię. W tamtych pojazdach działa zostały uzbrojone. Kalkulowałam czy rzeczywiście strzelą, czy zależy im na aresztowaniu Melisy i niedopuszczeniu do rozmów. Zrobiłam zwrot i z całą mocą poleciałam w dół. Ryzyk fizyk. Dłuższą chwilę udawało mi się im uciekać. Niestety się przeliczyłam. Jeden z nich jednak strzelił. Pocisk elektryczny. Unieruchomili nas. Niestety nasz pojazd był tylko pojazdem pasażerskim, bez żadnych osłon. Nie mogłyśmy nic zrobić. Tylko czekać... Wtedy sobie przypomniałam - przecież u nas w niewoli siedzi jeden z ich przywódców. Pewno chcą Melisę wymienić na niego...

niedziela, 2 czerwca 2019

Wojna damsko - męska. 1.

                     Zaliczyłam ostatni egzamin. Szczęśliwa wróciłam do domu. Podjechałam samochodem pod schody wejściowe. Wbiegłam do środka. Po schodach na górę. Kierowałam swoje kroki do pokoju mojego narzeczonego, żeby wreszcie go zobaczyć i pochwalić się. Chciałam mu zrobić niespodziankę. Otworzyłam cicho drzwi. Nie uwierzyłam w to co zobaczyłam! Zobaczyłam kobietę i kaskadę jej włosów spływającą po plecach. Biodra unosiły się miarowo i opadały w dół. Na niego. Wiedziałam co to jest.  Byli prawie nadzy. Widziałam jego twardego fiuta jak w nią wchodzi. I jej soki spływające w dół. Było jej dobrze. On trzymał ją za biodra. Jego palce odciskały się na jej skórze, mocno ją trzymał. On - mój narzeczony. Sądząc po odgłosach, spełnienie było blisko... Zauważył mnie. Nie przestawał. Kobieta też odwróciła głowę. Poznałam ją. To była moja mama! Mama!!! Myślałam, że umrę. Zbiegłam w dół. Nie wiem jakim cudem nie połamałam nóg. Zdradził mnie. Mój narzeczony, z którym za dwa miesiące miałam brać ślub, zdradził mnie z moją własną matką! Nie wiem jakim cudem dojechałam szczęśliwie do centrum. Nie pamiętam drogi. Nie wiedziałam co mam zrobić, jak postąpić. Muszę pomyśleć. Ale najpierw się zresetować. Weszłam do pierwszego lepszego baru.
- Barman lej! Czystą! Od razu sześć kieliszków.
Pierwsze trzy wypiłam jednym tchem. Powoli zaczynałam się resetować. Ale wciąż, jak zamykałam oczy, widziałam JĄ! Widziałam ją jak siedzi na nim i słyszałam te odgłosy. Wyraźnie było im dobrze z sobą. To świadczyło, że to nie był ich pierwszy raz! Dopiero teraz to do mnie dotarło. I dotarło do mnie, że to nie był jej pierwszy raz z jakimś moim chłopakiem. Dopiero teraz zobaczyłam pewne fakty z moich poprzednich związków. Czy moja matka przeleciała każdego z moich chłopaków?! Boli. Bardzo boli. Matka jest młoda, ojca cały czas nie ma, ale to nie pozwala jej na........... Dość!
- Barman! Podaj mi proszę pół litra do stolika.
- Ale...
- Podaj, proszę. - Postanowiłam się upić, żeby choć na chwilę zapomnieć. No i jak postanowiłam, tak zrobiłam.
- Agila! - Ktoś mnie woła. - Agila obudź się! - Podniosłam głowę i zauważyłam swojego brata.
- Czego chcesz? - Warknęłam na niego.
- Barman zatelefonował do mnie, żeby cię zabrać, bo się upiłaś.
- Odwal się. Sama sobie poradzę.
- Nie wygłupiaj się. Zabiorę cię stąd do domu.
- Nie! Tylko nie tam! Idź sobie. Poradzę sobie. No już!
- Ale o co chodzi? Nigdy tak się nie zachowywałaś.
- Świętuję zdanie egzaminu. Od dziś jestem legalnym pilotem.Zaprowadź mnie tylko do hotelu i idź sobie.
- Dobra. - Jak poprosiłam, tak zrobił.
Jak wytrzeźwiałam, a była to jakaś 2:30, najpierw poszłam pod prysznic. Potem próbowałam wymyślić, co zrobić ze swoim życiem.  Szukałam miejsc, gdzie potrzebują pilotów. To było najprostsze. Szukałam jak najdalszego miejsca. Znalazłam - na Ziemi potrzebowali pilotów na już. Super. Lecę. Opuszczając swoją rodzinną planetę posłałam wiadomość do brata: "Nie szukaj mnie. Sama się zgłoszę. Kiedyś. Zawiadom wszystkich, że ślub odwołany. Pa".
       I tak opuściłam swoją planetę na cztery lata. Cztery długie lata.
      
       Po jakimś czasie zgłosiłam się do mojego nowego pracodawcy. Dopiero teraz do mnie dotarło, że będę pilotem wojskowym, których tu non stop brakowało, i to w dodatku na wojnie, którą prowadziła płeć męska przeciw żeńskiej lub odwrotnie - żeńska przeciw męskiej. Ze względu na płeć oczywiście latałam po stronie kobiet. Było mi to obojętne, to nie była moja wojna. Zależało mi tylko, żeby być daleko od domu i żeby latać. Jak się potem okazało, wojna niestety nie dawała dużo okazji do seksu z facetami...ale nie było to niemożliwe...

Współlokator. 8.

             Paweł wstał.
- Ależ jak tak może być? Proszę natychmiast zawołać Agę z powrotem!
- Usiądź, proszę... - Mama chciała załagodzić sytuację. - Nie róbmy scen.
- Ale jak tak może być?! Przecież to Maria namieszała a Aga zapłaciła za tę sytuację wygnaniem?! To nie do pomyślenia, żeby wymyślić zaręczyny po dwóch spotkaniach.
- Ale przecież taki jest zwyczaj. - Maria cichutko popłakiwała i pociągała zasmarkanym nosem.
- Wychodzę. Mam dość tego weekendu. - Paweł naprawdę się wkurzył.
- Mamo! Przecież jak Jakub wyjdzie, to będzie jutro w kościele skandal. Co ludzie pomyślą?! - Maria była przerażona sytuacją.
Ojciec postanowił uratować dobre imię rodziny przed ludźmi.
- Panie Jakubie. Proszę, żeby pan został do jutra. Wynagrodzę to panu. Czego pan sobie życzy?
Paweł się zasępił.
- Co ma pan na myśli?
- Jakąś rekompensatę finansową. - Odparł ojciec.
- Nie, dziękuję. Mam dość pieniędzy. Nie potrzeba mi pańskich.
- Nalegam. - Ojciec chwycił Pawła za rękaw. Paweł intensywnie myślał. I wymyślił.
- Dobrze. Jest jedna rzecz, która przekona mnie, żeby zostać na jutrzejszej mszy.
- Co takiego? - Ojciec się wystraszył.
- Jeżeli jutro na tej samej mszy znajdzie się Aga. Ma ją jakoś pan przekonać, przeprosić, żeby zgodziła się przyjść. Jeżeli Agi nie będzie, to ja we mszy nie będę uczestniczył.
- Tato! Zrób coś! Przecież będzie skandal! - Moja siostra nawet nie przejęła się tym, że ojciec mnie wygnał z domu przez jej bzdurne pomysły.
- Gdzie ona teraz może być? - Ojciec chyba postanowił jednak jakoś to załatwić.
- Myślę, że pojechała do domu. - Odparł znający mnie najlepiej Paweł.

        Po wyjściu z restauracji wzięłam taksówkę i faktycznie pojechałam do domu. Do tego miejsca, gdzie czułam się bezpiecznie, gdzie czułam się potrzebna. Zapłaciłam dość dużo ale w końcu było mnie stać a spokój był najważniejszy. Pół drogi przepłakałam. Z żalu, ze złości, za głupotę mojej siostry i rodziców, z bezsilności. Spodziewałam się, że kiedyś taka sytuacja może mieć miejsce ale chyba do końca w to nie wierzyłam. Po przyjechaniu na miejsce poszłam pod prysznic i wykończona cała sytuacją poszłam spać. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Kto to może być o tej porze? Otworzyłam drzwi.
- Tata?! - Nie mogłam wyjść ze zdziwienia. - Co ty tutaj robisz?
- Pan Jakub powiedział, że nie będzie obecny na mszy, jeżeli nie przekonam cię do powrotu.
- Nie, tato, nie wracam. Mam dość. - Wpuściłam go do środka i weszliśmy na górę Nastawiłam wodę na herbatę i usiedliśmy na kanapie.
- Agnieszko proszę cię! Wróć do domu. - Ojciec chyba się przejął.
- Tato ale to ty sam mnie wygnałeś z domu i kazałeś się już więcej nie pojawiać. - Ojciec wydawał się nie rozumieć sytuacji.
- Ale twoja siostra się załamie. - W ojca oczach pojawiły się łzy. Nie wierzę!
- Tato! Dlaczego ty myślisz tylko o niej. To właśnie przez nią ty mnie obraziłeś. Nie rozumiesz tego? Dlaczego taki jesteś? Dlaczego to zawsze jest moja wina nawet wtedy, kiedy nie jest? - Jesu wyjaśnijmy to wreszcie, żebym miała spokój. Wkurzył mnie.
- No bo ty... - Ojciec zaczął kręcić.
- Bo co? Bo chodzi o to, że ja jestem dzieckiem nieślubnym tak? - Pytanie retoryczne, w końcu wiem, że zawsze chodzi o to samo.
- No... - Zabrakło mu słów.
- Ale tato przecież to nie moja wina. Ja się na świat nie pchałam. - Kurde to chyba oczywiste, chociaż on tego zdawał się nie rozumieć.
- Ależ...
- No ależ, ależ. Przecież wiesz skąd się biorą dzieci. Ale przecież to nic złego. Nie wy pierwsi i nie ostatni macie nieślubne dziecko.
- Y.. - Ojcu zabrakło słów.
- Tato. Przecież nie zrobiliście nic złego. Byliście młodzi, hormony buzowały i stało się. Nie wyskrobaliście mnie, urodziłam się. Daliście mi życie. Potem wzięliście ślub z mamą. Nie opuściłeś jej. Dorobiliście się drugiego dziecka, jakiegoś tam majątku. Jesteście porządnymi ludźmi.
- Wiesz co, właściwie to masz rację.... - Wydawało się, że dopiero teraz to do ojca dotarło. Ja pitolę. - Przepraszam cię córeczko za moje zachowanie. Byłem niesprawiedliwy i nie miałem racji.
- Dobra tato. Przeprosiny przyjęte. - Wydawało mi się, że naprawdę ojciec zrozumiał. - Teraz idźmy spać i wypocząć, bo jutro czeka nas długa droga.
- Tak, masz rację. Nawet fajnie się tu urządziliście...
Poszliśmy spać. Rano wyruszyliśmy. Też mi zależało, żeby w tak ważnym dla rodziców dniu być razem z nimi.

      Pod kościołem był dość duży tłum ludzi. Pewno w mieście się rozniosło, że w restauracji była jakaś rodzinna chryja i ludziska byli ciekawi jak to się skończy. Mama z Maryśką nerwowo obgryzały skórki wokół paznokci. To była ich wspólna cecha. Babcia rozmawiała ze znajomymi. Paweł chodził w kółko. Zauważył nasz samochód. Pewno był ciekawy czy ja też z niego wysiądę. Wyszliśmy z ojcem z auta. Ruszyliśmy w stronę kościoła. Paweł ruszył w naszą stronę. Ludzie zaczęli się odwracać i obserwować naszą rodzinę. Paweł się uśmiechnął najszerszym ze swoich uśmiechów. Podszedł do ojca. Ja byłam parę kroków za nim.
- Dziękuję panu. - Uścisnął ojcu dłonie. Odwrócił się w moim kierunku.
- I jak? Pogodziliście się?
- Tak. Przegadaliśmy pół nocy. Ojciec zrozumiał, że nie miał racji. Przeprosił.
- A mnie ta sytuacja pozwoliła coś zrozumieć. - Paweł podszedł do mnie i wziął mnie w ramiona. Co ludzie powiedzą, pomyślałam...
- Zrozumiałem, że tak właściwie to ja cię od dłuższego czasu kocham, tylko nie dopuszczałem tej myśli do głowy.
- Co? - Oderwałam się od Pawła i spojrzałam w jego piękne oczy.
- Kocham cię! - Powtórzył Paweł. I zaczął całować na oczach wszystkich ludzi.............

Koniec.....

niedziela, 19 maja 2019

Współlokator. 7.

                     Na kolacji było jak zwykle-drętwo. Poszliśmy do najlepszej restauracji w miasteczku. Jak zwykle ojciec zajął najważniejsze miejsce. Po jego obu stronach najważniejsze kobiety czyli mama i Maria. Reszta osób nie miała znaczenia. Jedliśmy, jak zwykle, w milczeniu. Jedyne słowa wypowiedziane przez nas to był wybór dań, do kelnera. Dawało to czas na przemyślenia. Właściwie to Paweł miał rację, pomyślałam. Chyba oboje jesteśmy już za starzy, żeby nadal korzystać z przypadkowego seksu. Bo fakt, nie zawsze jest on udany. Tak mi przyszło do głowy, że właściwie bardzo dobrze mi się mieszka z Pawłem. Uzupełniamy się. Seks z nim też jest najlepszy, bo oboje się znamy, znamy swoje reakcje na poszczególne pieszczoty.Gdyby nie ta uroczystość u rodziców, nigdy nie przyszło by mi do głowy, żeby na ten temat pomyśleć. Uzupełniamy się wzajemnie. Pomagamy sobie wzajemnie. Czy to w chorobie, czy to na imprezach, czy to jak mają przyjść niezapowiedziani goście. Oboje sobie nawzajem pomagamy. Dopiero teraz, kiedy Paweł siedzi taki wystrojony naprzeciw mnie, zauważyłam, że jest kurde cholernie przystojny.
                      W ciszy i brzęku sztućców kolacja dobiegała końca. Kelner skinął na muzyka, który zaczął grać jakiś romantyczny kawałek. Wniesiono tort. Płonący tort. I szampana.
                       - No, Jakub, teraz ty. - Moja siostra szturchnęła Pawła łokciem w bok.
- Ale co?
- No! Teraz ty!
- Ale co ja? Nie rozumiem! - Widać było, że Paweł nawet nie domyśla się, o co chodzi mojej siostrze. Zaczęło mnie to bawić.
- Gdzieś to schował? - Maria zaczęła obmacywać kieszenie Pawła.
- Kurde zostaw. - Paweł wyrwał swoją marynarkę z rąk Marii. - Aga wyjaśni mi ktoś o co chodzi? Czego ona chce! - W jego spojrzeniu widać było pustkę. Nie domyślał się.
Musiałam mu wytłumaczyć, żeby pojął. - Masz wyciągnąć pierścionek zaręczynowy i się oświadczyć. Po prostu. - Wyjaśniłam w najprostszy sposób. Patrzący prosto w moje oczy Paweł zdębiał. Wyraźnie szczęka mu opadła.
- Co?! Dlaczego ja mam się oświadczać? - No trzeba było chłopaka ratować. Reszta rodziny patrzyła na nas zdumiona.
- Moja siostra myśli, że jak przyjechałeś z nią na weekend do rodziców, to masz zamiar się oświadczyć. - Teoretycznie sytuacja była zabawna. Ale raczej nie z moją rodzinką... Paweł odwrócił głowę w kierunku Marii.
- Dlaczego tak pomyślałaś? Przecież my się nie znamy tak dobrze, żeby... - Paweł odwrócił się w moim kierunku. - Nie wierzę.
- Bo widzisz Paweł, w małych miasteczkach jest taki zwyczaj, że jak przyjeżdżasz do rodziców panny, to się oświadczasz i masz poważny zamiar się żenić.
Paweł odwrócił się do Marii. - Przecież my się znamy od niedawna. Widzimy się na oczy dopiero drugi raz. Nawet nie wiedziałem, że jedziemy do twoich rodziców. - Oczy Marii wypełniły się łzami.
- Kurde Aga to jakiś cyrk czy to tak serio. Ktoś mnie wkręca? Czuję się winny a nie zrobiłem nic złego. - Oczy Pawła były nadal jak dwa spodki. Nie mógł wyjść ze zdziwienia. W tym czasie mama podeszła z chusteczką do mojej siostry, żeby dosłownie wytrzeć jej nos. - Cicho córeczko, nie płacz...
- Ale Paweł tu na serio tak jest. Nic ci na to nie poradzę. - Chyba pierwszy raz od przyjazdu mogliśmy z Pawłem rozmawiać. I patrzeć sobie w oczy. Babcia siedziała cicho.
Do rozmowy wtrącił się ojciec. - Przepraszam państwa ale wydaje mi się, że wy się znacie? - Wiedziałam, że to pytanie w końcu padnie. Obawiałam się tego. Ale ktoś musiał się odważyć i odpowiedzieć. Spojrzałam na Pawła. Pokręcił głową. Bezgłośnie wyszeptał: nie mów.
Przełknęłam ślinę. Odwróciłam głowę w stronę ojca. - Tak, tato. Znamy się.
- Jak długo? - Ojciec drążył.
- Od jakichś trzech lat...
- Skąd się znacie? - Pociągając nosem odezwała się moja siostra.
- No... mieszkamy w jednym mieście... - Próbowałam nie powiedzieć prawdy.
- A na prawdę? - Ojciec podjął temat.
- Ale czy to ważne? - Próbował przerwać temat Paweł.
- Agnieszko! Proszę odpowiedzieć! - Ojciec chyba wyczuł co się święci. Przełknęłam ślinę. Wzięłam głęboki oddech. Paweł znów pokręcił głową, żeby nie gadać. Wyczuwał, że to źle się skończy.
- Wynajmuję pokój u Pawła. - Wyrzuciłam z siebie jednym tchem.
- Co? Mieszkacie razem?! - Moja siostra nagle przestała smarkać. - To ty wymyśliłaś, żebyśmy się spotkali z Jakubem? - Dramatyzm w głosie mojej siostry doszedł wyżyn mocy.
- Mieszkamy pod jednym adresem. Ale uwierz, do głowy by mi nie przyszło, żeby was poznać ze sobą. - Próbowałam kręcić i zmienić tor rozmowy...
- W jednym mieszkaniu?! - Maria drążyła. - Może jeszcze sypiacie z sobą!? - No i padło to pytanie...
- Zdarza nam się. Ale to nie powinno mieć żadnego znaczenia. Jesteśmy ludźmi wolnymi i nie robimy tym nikomu nic złego. - Paweł się wkurzył i wypalił jak z grubej rury. Ale fakt, miał rację.
- Agnieszko! Proszę opuścić naszą rodzinę. Natychmiast! - Jak zwykle cała wina spadła na mnie. Pomimo tego, że namieszała moja siostra, cała wina spadła na mnie. Kurde mam ich dość. Przyjazd tutaj był błędem, co przewidywałam. Wstałam od stołu, wyszłam z restauracji i pojechałam do domu... Wkurzona na maksa na całą tę sytuację...

A jak to się skończyło-w ostatnim odcinku.

Następna opowieść- "Otworzyłam cicho drzwi. Zobaczyłam kaskadę jej włosów spływającą po plecach. Biodra unosiły się miarowo i opadały w dół. Na niego. Byli prawie nadzy. On trzymał ją za biodra. On - mój narzeczony. Sądząc po odgłosach, spełnienie było blisko... Zauważył mnie. Nie przestawał. Kobieta też odwróciła głowę. Poznałam ją. To była........"

wtorek, 23 kwietnia 2019

Współlokator. 6.

Domówka. Jak wiele innych. Spotkanie kilkorga znajomych, muzyka, jakieś wino, piwo - co kto lubi. Trochę jedzenia. Ktoś zamówił pizzę. Siedzimy, gadamy, ktoś tańczy. Lubię te momenty. Można się zresetować po tygodniu zapieprzania w pracy. Rozmowy dotyczyły wszystkiego. Ludzie którzy przyszli tego dnia, to głównie znajomi Pawła oraz znajomi tych znajomych. Ja z reguły bawiłam się w słuchacza. Po całym tygodniu gadania w pracy nie miałam na to ochoty. Jak znalazłam gadaczy na interesujący mnie temat, przyłączałam się i po prostu słuchałam. Po czasie znudziło mi się to. Poszłam potańczyć. A właściwie pobujać się w okolicy kuchni.
          - Hej laska! Chcesz gryza? - Jakiś małolat wyjmował z naszej lodówki kawał chorizo. Kurde przystojny ale fest młody ;-)
         - Nie, dziękuję. Wolę się pobujać. - Pobujajmy się razem. - Podszedł do mnie. Bujaliśmy się dobrych parę minut. Kurde - dostałam na niego ochotę. Tak po prostu. Spojrzałam na niego. Wdało mi się, że on też zaczął się wkręcać. - Chodź. - Wzięłam go za rękę. Poszliśmy do mnie. Już dawno nie było mi tak zabawnie podczas seksu. Młody ewidentnie nie był bardzo doświadczony. Gdybym mu pozwoliła, to wsadził by mi kutasa bez ceregieli po kilku sekundach.
         - Wyluzuj młody. Daj mi chwilkę. - Zastopowałam go. - Rozbierzmy się wpierw. - Kiedyś w końcu musi się młody nauczyć ;-)
         - Napaliłem się na ciebie nie widzisz? - Fakt, jego napalenia na seks trudno było nie zauważyć. Rozebraliśmy się. Pomyślałam, że tak będzie z młodym wygodniej. Próbowałam też wymyślić jaka pozycja będzie najlepsza. Okazało się, że młody był albo tak napalony, albo tak głodny seksu, że wypróbowaliśmy ich chyba z 5. Najpierw tradycyjny misjonarz. No, tu trochę młodemu nie wyszło. Szybki był..... Zbyt szybki. Na szczęście w tym wieku kutas stoi prawie cały czas. Poprawił. Podczas trzeciej pozycji wreszcie miałam orgazm. Czwartą pozycją było na jeźdźca. Na szczęście młody się nie speszył, że kobieta jest na górze i dał radę. Biedaczek nawet nie pomyślał, że za każdym razem musi zakładać nowego kondoma. Trochę mnie to wymęczyło. nie nadaję się na nauczycielkę. Choć ostatnią pozycją, ale czy to można nazwać pozycją, była palcówka. Dobrze, że byłam już zaspokojona, bo młody nie dał by rady... Ale uczniem był pilnym.
          Rano siedziałam sobie w szlafroku przy kuchennej wyspie nad patelnią z jajecznicą i sobie jadłam. Kawa sączyła się do dzbanka przez filtr. Cichutko pyrkała. Ciekawe, że zawsze rano nasze mieszkanie jest wysprzątane. Podziwiam Pawła, że mu się chce. Otworzyły się drzwi sypialni Pawła i wyszła z nich laska. Niczego sobie ale też nie żadna modelka.
          - Nie widziałaś może mojego brata? Był tu wczoraj ze mną i miał dać znać, jak będzie wychodzić ale nie dał. A! Cześć!
         - Może to ten. - Wskazałam głową na mój pokój, gdzie spał sobie w najlepsze młody.
         - Kurde! On! Wojtuś! Wstawaj! - Wydarła się naprawdę potężnie. Jakoś nie było odzewu z mojego pokoju. Za to drzwi Pawła otworzyły się ponownie i wylazł pan domu we własnej osobie.
         - Ciszej tam! Co tu tak ładnie pachnie? Jajecznica? Aga! Jesteś kochana! - Usiadł do wyspy, wziął łyżkę i zaczął jeść. - Mniam! Pyszna!
       - To twój pokój? - Laska spojrzała na mnie. Chyba zauważyła, że jestem pod szlafrokiem całkiem naga. Domyśliła się. - Spałaś z nim? Przecież to małolat. Nieletni. On jeszcze nigdy nie... Jak mogłaś!
        - No co ty. Po pierwsze nie był prawiczkiem, zapewniam. Po drugie ja nie sypiam z nieletnimi. Sprawdziłam to. Kiedy twój brat ma urodziny. Data? - Laska się zamyśliła. - Kurde! Wczoraj! Wczoraj mój młodszy brat skończył 18 lat! Ja pitolę! Dobra. Masz wybaczone. Poza tym jajecznica pyszna! - Po jakimś czasie młody się obudził. Bez krępacji nago poszedł do łazienki się wykąpać. No dobra - nie miał się czego wstydzić. Nawet Paweł nie był tak hojnie wyposażony...

Poszli wreszcie. Paweł siadł przed telewizorem i łaził po necie. Ja poszłam dospać.
       - Aga! Agaaaaaaaaaaaaaa! Wstawaj! Obiad trzeba zrobić! - Obudził mnie ryk Pawła. Oczywiście był to z jego strony żart. Nasze obiady były wspólnie robione. Choć czasem robił je Paweł, czasem ja. Dzisiaj robiliśmy razem. Wygłupialiśmy się przy tym jak małe dzieci. Wreszcie zasiedliśmy przed telewizorem z talerzami w rękach.
        - Za stary jestem już na to. - Wzdychnął Paweł. - Męczy mnie ta zmiana lasek. Muszę poszukać kogoś na stałe.
        - A wiesz, że ja też doszłam...
        - Doszłaś? No ja myślę! - Żartował swoim zwyczajem Paweł.
       - Doszłam wreszcie, doszłam. Do wniosku. Że już za stara jestem na uczenie młodzieniaszków do czego służy fujara i jak zrobić dziewczynie dobrze. Dobrze, że chociaż wiedział gdzie go wsadzić.
       - A ja mam dość dopasowywania się do kogoś. Każda z kobiet inaczej reaguje i ja czasem nie wiem czy jest jej dobrze, czy zawodzę. Chyba dopadł mnie kryzys wieku średniego...
       - Pieprzysz. Ale coś w tym jest. - Zaśmialiśmy się.
       - Teraz spotkałem się w knajpie z dziewczyną i umówiłem się na wspólny wyjazd na weekend. Pójdę z nią do łóżka, choć, kurde, jakaś ona dziwna. Tak czuję podskórnie... Jak z nią nie wyjdzie, to obiecuję, że do łóżka pójdę tylko z moją przyszłą żoną!
        - Poważna deklaracja! Trzymam cie za słowo - ale nie dasz rady. Kiedy jedziesz na ten weekend?
        - W przyszłym tygodniu.
        - To tak jak ja. Mnie się nie chce wyjeżdżać ale obiecałam siostrze, że będę. To rocznica ślubu moich rodziców ale coś czuję, że ona też coś planuje. Ciekawa jestem co...
        - Ja planuję wybadać moją laskę i ją ewentualnie przelecieć, żeby sprawdzić. Ciekawe które z nas wróci wcześniej do domu. - Zaśmiał się Paweł.
        - No fakt, ciekawe... - Obawiałam się tego wyjazdu i jak się okazało - słusznie...

O tym właśnie myślałam jak siedziałam u pani Zuzi i któraś z jej pracownic robiła mi paznokcie. Nie, żeby mama była skąpa ale wiedziałam, że i tak więcej kasy zainwestuje w moją siostrę. Ale tak właściwie to u mnie nie trzeba było dużo robić. Staram się o siebie dbać. Oj coś mi się wydaje, że mój współlokator nie puknie swojej dziewczyny, oj nie... Myślę też, że nawet w najśmielszych myślach by nie wymyślił gdzie i z kim się znajdzie na tym weekendzie. Nikt by nie wymyślił takiego scenariusza... Gdzieś z tyłu głowy chodziło mi - jakim cudem oni się poznali? Przecież oni są tak różni i tak nie pasują do siebie.

       - Agnieszko! Wychodzimy. Kolacja czeka. - Głos mamy wyrwał mnie z zamyślenia. Nie miałam ochoty iść na tę kolację. Ale obiecałam... Po czasie okazało się, że przeczucie mnie nie myliło...............................

czwartek, 11 kwietnia 2019

Współlokator. 5.

Nazajutrz ojciec zrobił pobudkę nam wszystkim.
          - Pobudka! Proszę wstawać! Łazienka jest jedna i każdy chce skorzystać. Agnieszko ty pierwsza. Masz 20 minut.
No to nie miałam wyjścia, tylko musiałam wstać o 7:30 i pójść zrobić co trzeba z samego rana. Oczywiście Maria mogła się wyspać. Babcia pewno już była na nogach a rodzice na swoich modłach. Nie, żebym miała coś przeciwko modłom ale to definiowało całe ich życie. Spojrzenie na świat. I dodawało zero tolerancji dla czegoś niepasującego do tych reguł. A w te reguły na pewno nie pasowałam ja. Trudno. Żyję swoim życiem, nikomu krzywdy nie robię.
Stałam pod prysznicem. Woda lała się z góry a ja próbowałam zrozumieć co wczoraj się stało. Właściwie całą noc o tym myślałam, z małymi przerwami na spanie.
Nie potrafiłam wysnuć żadnych konkretnych wniosków. Pukanie do drzwi.
           - Agnieszko! Twój czas się skończył. Teraz kolej Marii. - Tak tato, już wychodzę. - Moje przemyślenia spełzły na niczym.
Poszłam do kuchni. Potrzebuję kawy, żeby przetrwać ten dzień. Muszę wymyślić jak porozmawiać z Pawłem, żeby coś zrozumiał. I żeby się nie wygadał, że się znamy, bo będzie chryja!
Usiadłam w kuchni. Woda się gotowała. Weszła babcia z pełną torbą zakupów.
          - Witaj wnusiu. Mnie też zrób kawy. Przygotuję śniadanie.
          - Pomogę ci babciu. O której śniadanie?
          - Dziękuję. Śniadanie zostało zarządzone na godzinę 9:00. Ojciec pójdzie po Kubę. Zjemy wszyscy razem. Potem rodzice już wam rozplanowali resztę dnia. Wieczorem kolacja w restauracji.
         - Babciu możesz się nie wygadać przed rodzicami?
         - Nawet nie miałam zamiaru. Mam nadzieję, że się nie wyda.
Punktualnie o godzinie 9:00 wszedł do domu ojciec z Pawłem. Zasiedliśmy w milczeniu do śniadania. Nie trwało ono długo, gdy głos zabrał ojciec.
        - Panie Jakubie. Skoro mam niespodziewanego pomocnika, to pójdziemy razem. Obiecałem księdzu proboszczowi, że posadzę drzewka przy plebanii, więc jak razem to zrobimy, będzie szybciej. Potem mamy zaplanowaną wizytę u barbera. Aha-pan nie ma brody. Ale to nie szkodzi. Zabiegi się panu przydadzą z tego, co widzę. Coś pan mało dba o siebie.
        - A ja z dziewczynkami pójdę do pani Zuzi na zabiegi damskie. - Oświadczyła mama. - Ale wpierw sprawdzimy waszą toaletę na dzisiejszy wieczór. - Zauważyłam, że Paweł chciał coś powiedzieć ale tylko otworzył usta i zamknął je od razu.
Poszłyśmy na górę. Najpierw do mojego pokoju.
        - Ja mam na wieczór tę bluzkę i do tego którąś ze spódnic a na jutro tę sukienkę. - Dobrze, może być. - Zaaprobowała moje stroje mama. - Teraz pójdziemy do Marii. - No i nie miałam szans, żeby porozumieć się z Pawłem chociaż przez sekundę. Trudno, może później, jakoś...
      - Ja bym miała to i tamto. - Maria wskazała rozwieszone na krzesłach ubrania. - No nie! - Powiedziała mama. - To nie pasuje. Musimy natychmiast jechać do centrum i kupić ci coś nowego. Wsiadłyśmy do matki samochodu i pojechałyśmy wybrać Marii ubrania. Dało mi to chwilę na pomyślenie co się dzieje. Ubrania Marii nawet nie były złe. Chociaż faktycznie nie miała dziewczyna gustu. Chodziło jednak o to, że mama chciała jej kupić coś nowego. Nie myślcie, że jestem zazdrosna. I tak bym nie ubrała tego co wybrała mama. To ubrania jak dla zakonnicy... Gdyby mama wiedziała z czym mi się kojarzy moja bluzka...

Pewnego dnia przyszłam z pracy do domu zupełnie wykończona... Nie miałam nawet siły, żeby zrobić sobie herbaty a co dopiero coś do jedzenia. Dobrze, że zjadłam lunch. Siadłam na kanapie, włączyłam telewizor. Puściłam cokolwiek. Nogi położyłam na stoliku, zzułam buty, które spadły na podłogę. Chyba się zdrzemnęłam. Usłyszałam szczęk klucza w drzwiach. Wszedł Paweł.
          - Hej! Witam w domu! Zobacz co mam. - Wesolutki jakby była 9. rano a nie 18. popołudniu... Skąd ten ma tyle siły....
         - Heeeeeej...... Nie mam siły się odwrócić. Musisz tu przyjść i mi pokazać. - Zawołałam. Paweł wszedł na górę, stanął za moimi plecami i zadyndał pętem kabanosów przed moimi oczami. - Czy nie tego chciałaś skosztować dziś rano? - Fakt, szukałam kabanosów dziś rano w lodówce, bo chciałam wziąć je na przekąskę do pracy a ten.....ten prosiak zeżarł mi ostatniego!
        - Przepraszam, że zeżarłem ci ostatniego. - Przeprosiny przyjęte. Siadaj, jestem wykończona tak bardzo, że nawet gadać mi się nie chce.
Paweł siadł na oparciu kanapy za moimi plecami i powiedział.
         - Zrobię ci masaż. Trochę cię to odpręży. - Zaczął masować mi kark. Jakie to było przyjemne. Naprawdę wiedział jak to robić. - Jesu jak mi dobrze. - Zamruczałam. - Jesteś po jakimś kursie, bo robisz to tak wspaniale?
Paweł się uśmiechnął pod nosem. - No coś tam kiedyś gdzieś się nauczyłem. Przesuń się. - Powiedział i zsunął się z kanapy za moje plecy. Wsadził mi ręce pod koszulę. TĘ! koszulę! Poczułam na piersiach jego ręce. Na szyi ciepły oddech. Muśnięcie płatka ucha. Zaczęłam odlatywać. Oparłam głowę na Pawła. Muśnięcie sutków. Zareagowały natychmiastowo. Na szyi poczułam pocałunek. Przechodził na obojczyk i wracał do płatka ucha. Ręce rozpięły guziki bluzki, uwolniły piersi z nabrzmiałymi sutkami z biustonosza. Koszula, TA koszula, została zsunięta z moich ramion. Spódnica została podciągnięta. Między udami poczułam rękę, z niecierpliwymi palcami. Byłam pewna, że tam jestem już wilgotna. Odlatywałam.
         - Jesu Paweł. Nie mam siły, żeby ci się odwdzięczyć...
         - Ćś.....mała. Odpręż się. Jeszcze będziesz miała okazję, żeby mi się odwdzięczyć. Ja też jestem wykończony i nie mam siły na nic więcej.
        - Ale...
Paweł położył na moich ustach palec, który pachniał moją cipką.
        - Nie myśl mała... Poddaj się temu...
Jedna ręka odsuwała majtki a druga penetrowała wnętrze. Poczułam mokry palec na łechtaczce. Ta od razu zadrżała. Chętna na więcej. Podniecona i reagująca na najmniejszy ruch. W cipce poczułam palce. Jeden, dwa, chyba trzy. Teraz wnętrze dłoni i palce drugiej ręki drażniły łechtaczkę. W trakcie tego nawet nie zauważyłam, kiedy Paweł usadził mnie na swoich nogach, które pomagały mu otworzyć moje wnętrze. Poczułam, że też jest podniecony. Twardy na maxa. Przyspieszył. Wzmógł intensywność pocałunków. Obie jego ręce były schowane między moimi udami. Wyciągnął palec z mojej wilgotnej na maksa cipki i dał mi do polizania.
        -Skosztuj mała jak jesteś wilgotna i smaczna. - Fakt. Było to pyszne. Wsadził tego palca znów do cipki - jak on się tam zmieścił, bo chyba druga ręka była tam cała, wyciągnął i rozsmarował soki na moim barku. Zlizał. - Ale ty jesteś pyszna. Szkoda, że nie mam siły na ciebie...
Przestał gadać. Za to skupił się na mojej pulsującej łechtaczce i co rusz ją drażnił mokrą od soków ręką. Moja cipka zaczęła się zaciskać na jego palcach, zapowiadając nadchodzący orgazm. Jedna ręka Pawła została w cipce, drugą chwycił mnie za podbródek i przyciągnął moje usta do swoich. Oboje wyssaliśmy z tych palców moje soki. Nasze języki się splotły. Poczułam nadchodzącą falę rozkoszy i spełnienia. Nie potrafiłam się poruszać ale zaczęłam zaciskać uda. Orgazm nadszedł niespodziewanie i szybko i intensywnie. Inny niż zawsze ale super!
        - Rany Paweł! Ale to było dobre. - Cała przyjemność po mojej stronie. - Paweł się uśmiechnął i pocałował mnie w czoło. Teraz odpocznij. Powinnaś po tym zasnąć jak małe dziecko. Wtedy odpoczniesz. Ja idę sobie zwalić konia bo tylko na to mam siłę.

Takie wspomnienie wiązało się z TĄ bluzką...

niedziela, 7 kwietnia 2019

Współlokator. 4.

                Usiedliśmy do stołu. W naszej rodzinnej jadalni odkąd pamiętam stół i krzesła były ustawione zawsze tak samo. O ile nie było u nas gości, to zasiadaliśmy do stołu w następujący sposób, wg. ważności:  naprzeciw wejścia ojciec, jako głowa rodziny, po jego prawej mama, po lewej moja siostra Maria. Obok mamy zwykle ja, choć starałam się być rzadko na wspólnych obiadach. Ta martwa cisza, uderzanie sztućcami o talerze, odgłosy przełykania mnie dołowały zawsze. Wolę pogadać przy jedzeniu. Rozumiem, że pewnych zasad trzeba przestrzegać ale takie skostnienie... Babcia zajmowała od zawsze miejsce bliżej kuchni. W razie potrzeby wstawała od stołu, żeby podać co potrzebne. Tym razem miejsce naprzeciwko mnie było zajęte przez Pawła a raczej Jakuba, bo tak miał mój współlokator na pierwsze imię, choć wolał używać drugiego.  Po jego minie wnioskowałam, że jest bardzo zdziwiony tym, że mnie tu widzi. No chyba jego zdziwienie dorównywało mojemu. Podejrzewam, że będzie niezła chryja z tego rodzinnego spotkania...

          - Zatem, skoro wszyscy już jesteśmy w komplecie, zasiadajmy do kolacji. - Zarządził tato.
Zwyczajowo jedliśmy w milczeniu. Rozmowy dotyczyły tylko tego kto co ma komu podać: podaj mi proszę kluski, podaj mi proszę kapustę itp. itd.
         - Dobrą mamy pogodę nieprawda? - Zagaił Paweł.
         - W tym domu staramy się nie rozmawiać podczas jedzenia, Panie Jakubie. - Zgasił go mój ojciec, nawet nie odrywając oczy znad pieczeni. Zauważyłam, jak opadła ze zdziwienia szczęka Pawłowi. Myśmy, jak tylko zdarzył nam się wspólny posiłek, gadali ze sobą, wymieniali poglądy, opowiadali co się zdarzyło w pracy.
        - Panie Jakubie! - Ojciec podniósł głowę znad talerza. - W tym domu nie używamy telefonów komórkowych. Jest zasada, że kto takowy posiada, wyłącza go na czas pobytu. Znajomi w pilnych sprawach telefonują na stacjonarny. - Wzrok ojca zgromił Pawła.
        - Ok. - Odpowiedział Paweł. Na ustach ojca pojawił się grymas lecz już nie skomentował wypowiedzi. W tym domu rozmawiało się językiem poprawnym, czego mój współlokator nie wiedział ;-)
       Ukradkiem chciałam zerknąć na swój telefon. - Agnieszko! Znasz zasady i znów chcesz je łamać? - Kurde, zauważył, że wyjęłam aparat, żeby odczytać sms od Pawła.
         - Nie, tato. Po prostu zapomniałam wyłączyć. - Uf! Udało mi się. Przeżyję tych kilka dni i wyjadę. Nie mam zamiaru się narażać. Zacisnę zęby po raz kolejny. Jeszcze tylko niecałe 48 godzin...

Kolacja przeszła w milczeniu. Jak ojciec odłożył sztućce i wytarł usta, oczywiście elegancką serwetką, odsunął talerz i zarządził.
          - Skończone. Panie Jakubie, teraz zaprowadzę pana tam, gdzie będzie pan nocował. To niedaleko, u sąsiada. Kilka domów dalej. - Wiem gdzie ojciec ulokował Pawła. To chyba u pana Krzysztofa, najbardziej zagorzałego członka parafialnej wspólnoty. Nie ma opcji, żeby Paweł się wydostał z kwatery. Hehehe.
         - Ależ ja myślałem, że tutaj. - Zdziwił się Paweł.
         - Nie wypada, panie Jakubie, żeby nocował pan pod wspólnym dachem z dwoma panienkami. - Ja padnę. Myślę, że tego to Paweł się nie spodziewał. Zresztą sądząc po jego minie nie uwierzył, że słowa mojego ojca to prawda.
         - My wychodzimy. Mario ty odpocznij po długiej podróży. Babcia sprzątnie ze stołu. Pa kochanie! - Pocałował mamę w czoło. - Będę niedługo, to wspólnie zmówimy paciorek.
Kochanie, Maria, babcia. Mnie pominął podczas swojej wypowiedzi. Jakbym nie istniała... Poszłam za babcią do kuchni, zbierając po drodze brudne naczynia ze stołu.
          - Babciu, dlaczego ty sprzątasz a nie może tego zrobić Maria?
          - Ech, wnusiu... Ja już się przyzwyczaiłam. Nie chcę się kłócić.
          - Masz tu gdzieś babciu swoją nalewkę? Muszę sobie strzelić kielicha po tej farsie. - Babka zawsze miała gdzieś zakamuflowany przed ojcem alkohol. Przecież picie alkoholu to grzech. Przynajmniej w tym domu.
         - Mam! Zaraz sobie golniemy po kieliszeczku. - Babcia nie lubiła pić w samotności a racze nie miała zbyt wielu okazji, żeby to robić. Tylko raz w miesiącu chodziła do klubu seniora i tam pozwalała sobie na kieliszeczek.
Ubrałam fartuch i zabrałam się do zmywania. Babka opowiadała co słychać w miasteczku: kto umarł, kto się urodził, kto się ożenił... Usłyszałyśmy jak ojciec wrócił. Wtem!
            - Aga ktoś chyba puka do drzwi kuchennych. - Zaszeptała babcia. - Fakt. Ktoś pukał. Otworzyłam drzwi a w drzwiach stał on-Paweł.
          - Paweł? Co ty tu robisz? - Ofuknęłam go. Jak go ojciec zobaczy albo sąsiad zauważy, że on wyszedł, to będzie miał przerąbane.
         - Aga wytłumaczysz mi o co chodzi? Dobry wieczór ponownie. - Paweł ukłonił sie babci.
         - Babciu ja ci to zaraz wszystko wytłumaczę. To nie jest tak jak wygląda. - Kurde ale się porobiło...
       - Mówiłam ci, że wyjeżdżam na weekend do rodziców, na rocznicę ślubu. Ty miałeś wyjechać z laską na romantyczny weekend. - Jesu ale się pokręciło!
       - No i wyjechałem! Tylko nie wiedziałem, że to twoja siostra!
       - Nigdy bym nie pomyślała, że wy razem..... To niemożliwe....Wy?
       - Widzimy się drugi raz. Nie wiedziałem, że od razu pojedziemy do jej rodziców. - Z piętra doszedł głos ojca.
       - Włączę alarm, na wszelki wypadek. Niespokojna noc. Mam nadzieję, że nikt nie będzie wychodził.
       - Idź już, bo będzie draka! - Wyrzuciłam zdziwionego Pawła za drzwi. Nie było czasu na wyjaśnienia. Może później.
Zamknęłam drzwi kuchenne. Babcia miała wzrok ze stali.
       - Babciu to nie tak...
       - Znacie się? - Zgromiła mnie szeptem.
       - Znamy, babciu. Ale ja nie wiedziałam, naprawdę, że Paweł się spotyka z Marią. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że oni mogą być razem. Są tak różni.
       - Poznałaś ich ze sobą? - Myślę, że nie tylko to nurtowało babcię. Czekam na serię pytań jak na ścięcie.
       - Nie. Wiem tylko tyle, że Paweł poznał kogoś w internecie. Jak mówił, spotkali się raz, w kawiarni.
        - Łączy was coś? Tylko mów prawdę! - Babka miała wyczucie, trzeba jej przyznać. Przełknęłam ślinę.
       - Nieeeeee. Nie, babciu. Nic nas nie łączy. - Wytrzymałam jej spojrzenie. 
       - A naprawdę? Skąd się znacie. - Drąży i drąży. Musze się z tym zmierzyć. Kurde. Przecież ja nie robię nic złego - powiedziałam do siebie.
       - Wynajmuję pokój w Pawła mieszkaniu.
       - Pawła czy Jakuba. Jak on w końcu ma na imię?
       - Jakub to jego pierwsze imię. Paweł drugie, i to tego imienia używa. Nie lubi, jak się do niego mówi Jakubie.
       - Pokój, mówisz, wynajmujesz...... Sypiacie ze sobą? - Nie dawało to babce spokoju. Musiała dopytać o najważniejsze. No przecież nie mogę ją okłamać. Nie ją.
        - Tak, babciu. Zdarza się, że sypiamy z sobą. - Przyznałam się. Choć przecież to nic złego.
        - Tak podejrzewałam. Czy Paweł może mieć wobec Marii jakieś poważne plany? - Dociekliwa ta moja babka.
     - Z tego co mówił, to raczej nie. - Dokładnie to mówił, że jedzie z laską na weekend, żeby ją wypróbować i puknąć ale tego nie mogę babci powiedzieć.
      - Módl się dziecko, żeby tylko ojciec się o tym nie dowiedział, bo cie wyklnie z rodziny za niewinność. - Podeszła, popatrzyła mi w oczy i pogłaskała po głowie.
    - Wiem, babciu, wiem... - Westchnęłam...