niedziela, 28 listopada 2021

Nieznajomy i niebezpieczny. 2.

          Zbiegłam na dół. Max krzyczał we śnie. Zauważyłam, ze rana, którą zszyłam, zaczęła znów krwawić. Jak nie pójdzie po pomoc do szpitala, to długo się to będzie goić. 

          Dni upływały spokojnie. Opatrywałam Maxa ranę. On pomagał ojcu w pracy. Po prostu sielanka... Jednak z doświadczenia wiedziałam, że taki stan nie lubi trwać długo...


          W sobotę poszłam a właściwie pojechałam do knajpy. Posiedzieć, wyrwać się z domu, od tych myśli, wspomnień. Dlaczego życie jest takie trudne. Ech...

          Siadłam przy barze. Napoje podawał akurat ten barman, który mnie znał i wiedział co lubię pić. Nawet nie musiałam z nim gadać. Siedziałam sobie na samym skrajuszku baru. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem na drugim krańcu świata. Zapomnieć. Chociaż na chwilę...

       Poczułam jakiś ścisk. Ktoś się potknął i na mnie wpadł. 

- Cześć mała. Drinka ci postawię. Barman! - Jakiś młot się do mnie zaczął przystawiać. - Odwal się chłopie chcę posiedzieć w spokoju! - Jak najszybciej chciałam się go pozbyć. Z buta. Na szczęście barman nie zareagował. Gościu chwycił mnie za prawy nadgarstek.

- Kolego dama powiedziała, że nie ma ochoty z tobą rozmawiać. - Jak spod ziemi między mną i młotem pojawił się Max. Ścisnął rękę młota tak mocno, że ten od razu mnie puścił. Zaklął przy tym pod nosem i odszedł.

- Ja mam miejsce wolne przy stoliku. Chodź, będziesz miała chwilę spokoju od podrywaczy. - Zaproponował Max. Zdziwiłam się. On, taki milczek? Może właściwie ma rację... Poszłam za nim. Fajnie, że jego stolik był w najciemniejszym rogu sali. Siadłam na kanapie. - Przyniosę ci drinka. Chcesz coś specjalnego? - Zapytał. 

- Nie. Barman będzie wiedzieć co mi podać. 

- Woda? - Zapytał podając mi szklankę. - Woda. Lubię. 

- Nie boisz się, że barman wsypie ci coś do środka? - Widać Max zna brudy tego świata. - Nie, nie boję się. On ma u mnie dług i raczej się nie odważy. - Zaspokojony odpowiedzią Max usiadł obok mnie i rozmowa się urwała.

          Siedzieliśmy w milczeniu dość długo. W końcu nadszedł czas, że zaczęłam zbierać się do domu. - Zbieram się. Jak chcesz, to cię podrzucę do ciebie. - Zapytałam bo zauważyłam, że skończył swojego drinka.

- Super będzie. Dzięki. - I wyszliśmy. Ja przodem, Max podszedł jeszcze do baru, żeby zapłacić. Jak tylko przeszłam przez drzwi, to znów się pojawił ten młot z baru.

- No laska nie ma twojego rycerzyka. Teraz ze mną porozmawiasz. - Nie spodobało mi się to. Młot złapał mnie za rękę. Tego było już za dużo. Mój wyuczony instynkt zadziałał i zaczęłam go sprowadzać do parteru. W tyle głowy miałam tylko myśl, żeby nie zrobić mu za dużo krzywdy. Nagle z boku pojawił się chyba kumpel młota. Nie zdążył do nas dojść, jak został walnięty o ścianę knajpy. Maxowi wystarczyło kilka ruchów, żeby dać sobie z nim radę. Bardzo profesjonalnych ruchów. Hmmm...

- Spierdalać mi stąd jak nie chcecie mieć kulasów połamanych. - Pomogło, uciekli. - Poszliśmy do auta. Po drodze Max chciał otworzyć usta - Nie chcę teraz o tym gadać. - Naprawdę chciałam w tej chwili mieć spokój. Wsiąść do auta i jechać. To mnie zawsze relaksowało. Podjechałam pod przyczepę, w której tymczasowo nocował Max. Odruchowo wyłączyłam samochód. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu.Max wysiadł powoli. Ja siedziałam bezmyślnie z łokciem opartym o opuszczoną szybę i wpatrywałam się w dawno niewidzianą przyczepę.

- Zmieniłeś jej kolor? Pomalowałeś? - O dziwo zauważyłam zmieniony kolor tego czegoś. Max podszedł do auta od mojej strony. - W środku też pomalowałem. Możesz wejść i sprawdzić czy ci się podoba. - Siedziałam w milczeniu. Rozważałam czy zrobię dobrze jak wejdę. Przeważała myśl, że to błąd. - Pokaż. - Wysiadłam i odruchowo piknęłam alarm w aucie.

           Nie byłam w środku przyczepy prawie 10 lat. Kiedyś tam pomieszkiwałam. W miarę daleko od rodziców. Tak wtedy chciałam. Muszę przyznać, że remont zrobił Max dość duży. Nie tylko odmalował ale jeszcze podremontował. 

- No muszę przyznać, ze fajnie tu zrobiłeś. - Strefa jadalniano - salonowa, jak na faceta, była olśniewająco czysta.

- Napijesz się czegoś? Niestety nie mam tu nic mocnego ale mam mleko, wodę, sok grejfrutowy. - Zapytał z głową w lodówce, schylony i z wypiętym rewelacyjnym tyłkiem. Coś mi piknęło w organizmie. Z trudem przełknęłam ślinę. - Sok poproszę. - Podeszłam bliżej, żeby odebrać szklankę. Max zajmował stanowczo za dużo przestrzeni w tym ciasnym pomieszczeniu. Czy tylko mnie zrobiło się za ciepło?

- Sypialnię też odnowiłem. - Czy to mnie się wydaje, czy obniżył mu się głos? Odwróciłam się w stronę sypialni i stanęłam w jej progu. No faktycznie. Czysto, miło, przytulnie. Męsko ale fajnie. - Podoba się? - Usłyszałam jego głos za uchem. Poczułam jego oddech. Znów przełknęłam ślinę. I od tej chwili przestałam myśleć, liczyć, kalkulować. Odwróciłam się. Max stał tuż za mną, w progu sypialni. Ręce miał oparte o podsufitkę po obu stronach drzwi. Spojrzałam w jego piękne oczy. Zmętniały. Nie spuszczając oczu sięgnęłam do paska w jego spodniach.Bywałam już w takich sytuacjach i z doświadczenia wiedziałam, że z reguły lepiej żałować, że się zrobiło, niż nic nie robić. Odpięłam klamrę paska. Max nie poruszył nawet jednym mięśniem. Odpięłam guzik spodni. Przeniosłam się w górę. Do guzików koszuli. Odpinałam jeden po drugim, ciągle patrząc w jego oczy. Przeciągnęłam paznokciami po jego klacie. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że chciałam to zrobić od dawna. Max wciągnął powietrze. oderwał ręce od podsufitki i wsunął je pod moją sukienkę. Ścisnął moje pośladki. Ściągnął majtki.Trzymając mnie w pasie odwrócił mnie plecami do siebie, przyciskając do naprężonego kutasa. Nie miał kłopotów z rozpięciem guzików szmizjerki. Zsunął ją do pasa razem z ramiączkiem biustonosza i pocałował mnie w szyję. Nadal przyciskał mnie do siebie bardzo mocno. Pocałował w kark. Przeszły mnie dreszcze. On chyba też je poczuł. Przeciągnął ręką po kręgosłupie i ślad za ręką poszły jego usta. Ręka za to znów znalazła się pod moją spódnicą. Odnalazł wejście do cipki. 

- Mmmmm. Mokra i ciasna. - Stwierdził po włożeniu palca do gorącego wnętrza. Wyciągnął palec z sokami z pochwy i przeciągnął po nabrzmiałej łechtaczce. 

- A! - Zakrzyczałam. Jesu nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało. A on wiedział co robić. - Fale rozkoszy przelewały się przez moje ciało, spazmy rozkoszy już mną targały, nie można było ich nie zauważyć. Max pchnął mnie na łózko. Wylądowałam na nim na czworaka. On chyba klęknął za mną, bo poczułam, jak spódnica sukienki wędruje w górę. Max położył ręce na moje pośladki i je rozchylił. Jego język nie czekał na pozwolenie. Spenetrował jednym zdecydowanym ruchem wnętrze wilgotnego wnętrza. Max rżnął mnie własnym językiem. Zaraz chyba zwariuję. Eksploduję. Oddychałam szybko, głęboko. Krew zaczęła krążyć jeszcze szybciej. Miałam wrażenie, że za chwilę odlecę. Zmiana. Max wziął do ust moją łechtaczkę. Zassał. Zabolało ale było bardzo przyjemne. W cipce poczułam jego palce. Zaraz dojdę. Kurwa mać zaraz dojdę na jego twarz. Ja pierdolę jak mi było dobrze! Jak jeszcze nigdy! A! Nagły orgazm, spodziewany dopiero za chwilę, ogłuszył mnie swoją intensywnością. Odlot. Czysty odlot! Fale rozkoszy były tak mocne, że wyssały ze mnie całą siłę. Padłam na łóżko. Głęboko oddychałam. Max mnie odwrócił twarzą w górę.

- Teraz moja kolej. Równouprawnienie musi być. - Zakomunikował z uśmiechem na wilgotnej twarzy. - Nie dam rady. - Wyszeptałam bezsilnie. - Pozwól, że sam sprawdzę i się przekonam. - Max zgiął moje nogi w kolanach i przesunął mnie na łóżku trochę w górę. Nie mogłam ruszyć rękoma, ponieważ zablokowała mnie góra sukienki, która znalazła się na wysokości mojego pasa. Max rozebrał koszulę i ściągnął spodnie. Oj był napalony! Bardzo! Jego nabrzmiały kutas aż wyskoczył ze spodni. Nachylił się nade mną. Wziął w usta lewy sutek. Zassał równie mocno jak przedtem łechtaczkę. Zabolało. Ale przyjemnie. Syknęłam.

- Nawet nie wiesz jak mnie nakręcają twoje syknięcia. - Wymruczał do mojej piersi. - Gotowa? - Spojrzał w moje oczy. - Nie wiem. - Wyszeptałam. I poczułam go w sobie. Bez ostrzeżenia. Całego. Napalonego, gorącego, ogromnego. - Lubisz szybko czy wolno? - Wyszeptał w moje ucho, jednocześnie gryząc. Spojrzał mi w oczy, bo nie uzyskał odpowiedzi. Nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Potrafił kurwa robić doskonałą minetę ale też potrafił doskonale się rżnąć. Nawet nie potrafię zliczyć ile i kiedy miałam orgazm. Wydawało mi się, że jestem w jednym wielkim ciągu. Krew buzowała, w uszach mi szumiało. Usta mnie bolały od pocałunków, gryzienia, język na maxa odrobił swoje. Chwilo trwaj! A! Albo byłam tak napalona, albo to rżnięcie było tak doskonałe. Orgazm, którego fala mnie zalała był tak ogromny. Odciął wszelkie zmysły. Był jedną gigantyczną rozkoszą. Obezwładniającą. Nie potrafiłam złapać tchu.

- Jesu jak mi było dobrze. Jesteś wulkanem kobieto. - Wyszeptał mi do ucha bezsilnie Max, zsuwając się ze mnie. Leżałam bez ruchu, nie mając siły się poruszyć. Max się do mnie przytulił i zaczął zasypiać.

            Kurde co to za dźwięk? Budzik? Otworzyłam jedno oko. Widok nie był znajomy. dźwięk tak. To mój telefon a w nim budzik. Było rano. Spojrzałam przez ramię i wróciła mi pamięć gdzie jestem. I z kim. - Ja pierdolę - Zaklęłam pod nosem. - Kurwa ojciec! - To już na głos, bo przypomniałam sobie po co ustawiłam budzik w telefonie! Że jak wrócę późno i zmęczona z knajpy, żeby wstać i zrobić ojcu śniadanie!

- Co jest? Dlaczego tak głośno? - Wymruczał Max. - Jak chcesz, żebym cię podwiozła, to się zbieraj. Zjesz u nas.

No to się porobiło.....

wtorek, 26 października 2021

Do trzech razy sztuka. 7. Zakończenie.

Wsiadłyśmy do taksówki. Monika milczała ale miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie. Po chwili odwróciła się w moim kierunku.

- Co to miało być? Zwariowałaś? - Ściszony szept mojej siostry aż świdrował w moich uszach. 

- Tutaj chcesz to wyjaśniać? - Mówiąc to skinęłam głową na kierowcę. Przecież musiał słyszeć naszż rozmowę. A po co? Monika na tę chwilę odpuściła.

Po powrocie do domu od razu zaciągnęła mnie do kuchni, wyjęła dwa kieliszki do wina, otworzyła butelkę wina. Kuchnia była najdalej od sypialni rodziców, nie powinni nas słyszeć. Z pełnymi kieliszkami w rękach siadłyśmy na podłodze. - Co to znaczy, że byliście parą. - Monika od razu przeszła do rzeczy.

- Znam Pawła od chyba 18. roku życia. Po moich studiach zamieszkaliśmy razem i przez jakiś czas byliśmy parą. - Nie chciałam wchodzić w szczegóły. Moim zdaniem nie były potrzebne. Monika nie odpuściła.

- Czekaj, czekaj. Nie tak szybko... Po kolei i dokładnie. - Nie będzie łatwo, pomyślałam. No dobra, niech mam to już za sobą.

- Poznałam Pawła jak byłam na studiach. Pod koniec liceum trochę ćpałam. Na studiach przerodziło się to w nałóg. Nie odchudzałam się wtedy, jak wam mówiłam, tylko mało jadłam, bo całą kasę przeznaczałam na dragi. Tak było. Wtedy poznał mnie Paweł, podczas nalotu na którąś z melin. Pomógł mi się od tego uwolnić. I nasze drogi się rozeszły. Jak już skończyłam studia wpadliśmy przypadkiem na siebie w jakimś klubie i w niedługim czasie zamieszkaliśmy razem. Niestety nie miałam wtedy dla niego dużo czasu i nasz związek się rozleciał. Głównie z mojej winy, za co Paweł do dziś ma do mnie pretensje. Dał mi to wyraźnie odczuć. - To wszystko, co powinna wiedzieć moja siostra.

- Zaraz, zaraz, czekaj! Tak wyglądają pretensje? Raczej nie! Przecież on ci włożył jęzor do samego gardła! - Miała rację. Z boku musiało tak wyglądać.

- To skomplikowane do wytłumaczenia. - Pokręciłam głową i wypiłam wino do dna. Podałam go Monice a ona od razu go napełniła.

- Mam czas, słucham. -Nie odpuszczała ta moja siostra.

- To wszystko. Nie widzieliśmy się do dnia dzisiejszego. Nie rozmawialiśmy.

- Gdybym ci nie wierzyła, to... Przecież to wyglądało całkiem inaczej!

- Wiem. Nie wiem co się stało. Ta jego niespodziewana obecność... Jestem skołowana...

- Najgorsze, że jutro całe miasto będzie huczało od plotek. - Podsumowała wieczór Monika. Otworzyła drugą butelkę wina, którą piłyśmy w milczeniu... W pewnej chwili usłyszałyśmy stukanie do drzwi kuchennych. To był Paweł...Zalany w trupa. Następnego dnia okazało się, że jak wyszłyśmy wrócił do knajpy i przerzucili się z kumplem na ciężki alkohol.

- Aga musimy pogadać. - Wybełkotał. Ledwo trzymał się na nogach. Próbowałam go podtrzymać ale był za wielki i za ciężki.

- Monika co z nim robimy? - Moja siostra pomogła mi go podtrzymać. - Nie wiem ale na własnych nogach nie wyjdzie.

- Może położymy go na kanapie w salonie, wstaniemy przed rodzicami i go wyekspediujemy z domu rano? - Tylko taka myśl wpadła mi do głowy. My też byłyśmy wypite i zmęczone. To mogło się udać. 

- Ok. - Powiedziała Monika. Zaprowadziłyśmy Pawła na kanapę, Monika znalazła koc, ja rozpięłam jego spodnie, żeby było mu wygodniej i poszliśmy wreszcie spać. Zasnęłam w ciągu sekundy.

- A!!!!!!! Co pan tu robi? - Rano, zamiast budzika, obudził mnie krzyk mamy. Kur..a! Zerwałam się na równe nogi. Chwyciłam szlafrok, naciągnęłam na siebie i zbiegłam w dół. W salonie była mama, tato i rozbudzony Paweł. Monika zbiegała po schodach za mną. Jakimś cudem Paweł wyswobodził się w nocy ze spodni i teraz siedział ubrany w t-shirt, skarpetki i koc. Widocznie swoim zwyczajem nadal nie nosił bielizny ;-)

- Mamo spokojnie, ja to wyjaśnię! - Myśl Aga, myśl! Spojrzałam na Monikę. Wyraz jej twarzy mówił, że ma pustkę w głowie i nie pomoże. - Trochę zaszaleliśmy wczoraj wieczorem, pan Paweł nas odwiózł a że jego auto jest pod naszym domem, to pozwoliłyśmy mu tu zostać na kanapie i rano go odebrać. - No co?! Nic innego nie przyszło mi do głowy. Widać wyraźnie było, że mama tego nie kupuje.

- Przepraszam wszystkich. - Odezwał się Paweł, podnosząc się z kanapy. - Ale ja muszę do toalety. Pani Agnieszko pokaże mi pani? - Wstał i jedną ręką podtrzymywał koc a drugą chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów do WC. 

- Toaleta jest tutaj! - Powiedziałam pod drzwiami dość głośno, żeby rodzinka na dole słyszała.

- Gdzie są ręczniki? - Zapytał Paweł wchodząc do środka. Weszłam za nim i pokazałam mu szafkę. Pociągnął mnie za rękę i wpadłam na niego.

- Zauważam, że nadal nie ubierasz się do spania. Pod szlafrokiem jesteś naga. - Uśmiechnął się z zadowoleniem pod nosem. Włożył ręce pod szlafrok.

- Paweł... - Chciałam się od niego oderwać ale jego dotyk by tak miły... Obrócił się i w ten sposób znalazłam się plecami na drzwiach łazienki. Paweł rozwiązał pasek mojego szlafroka. Jego koc opadł na podłogę. Już wiem, dlaczego zabrał go z sobą, oprócz braku bielizny. Jego wzwód był imponujący. Ciepłe, duże dłonie Pawła wylądowały na moich piersiach. Na szyi poczułam jego delikatne usta. Wiem, nie powinnam. Ale tak mi tego brakowało! Nie, żeby seksu.  Pawła! Jego dotyku! Chwyciłam jego głowę i wpiłam się w jego usta. Tak ciepłe, namiętne, gorące i mokre. Język. Jego język znowu był w moich ustach. Paweł uniósł mnie trochę w górę i nasadził na swojego twardego penisa. Wszedł od razu cały do wilgotnego środka. Posuwał mnie na drzwiach łazienki moich rodziców a ja nie protestowałam. Było mi tak dobrze. Drżenie przechodziło przez całe moje ciało. Szybko poczułam, że moja cipka zaciska się na gorącym kutasie. Że za ćwierć sekundy eksploduję orgazmem. Paweł dyszał. Trzymał mocno moje pośladki i posuwał rytmicznie. Wchodził bardzo, bardzo głęboko. Szybko. Jego język też był niecierpliwy. Penetrował całe moje usta. Łączył się z moim językiem. Jęczeliśmy bezgłośnie wzajemnie sobie w usta. Paweł naciskał mocno na moją łechtaczkę. Była tak mocno pobudzana, że mój orgazm, gigantyczny, mokry, bardzo ciasny, przyszedł bardzo, bardzo szybko. Poczułam, że moje soki podniecenia zmoczyły całe krocze Pawła. Po chwili i moje wnętrze zalały jego soki. Było ich dużo, oj bardzo dużo. Na szczęście oboje powstrzymaliśmy się od okrzyku rozkoszy. Paweł puścił moje pośladki i mogłam stanąć na własnych nogach. Znaczy starałam się stanąć. Drżałam cała. Paweł stanął w rozkroku, jego kutas opadał bardzo powoli. Drobne kropelki spermy, pewno z moimi sokami z cipki, spadały na podłogę łazienki. Oparł się rękoma o drzwi na wysokości mojej głowy. Popatrzył mi głęboko w oczy.

- Kur...a Aga! Co my robimy. Znów w to brniemy... - Wyszeptał. Dyszał ciężko. Zamknęłam oczy. Chciałam, żeby ta chwila trwała bez końca. Spod powiek wyciekły mi łzy.

- Płaczesz? - Usłyszałam zaniepokojony głos Pawła.

- Nie. Nie pamiętasz, że zawsze tak miałam jak było mi niezmiernie dobrze? - Z ledwością mogłam mówić. Ze wzruszenia, że tak mi dobrze... Znów. Usłyszeliśmy walenie do drzwi.

- Aga kurde co tam robicie? - To moja siostra. Jesu ile my tu już jesteśmy?

- Już wychodzę. - Jedną ręką otwierałam drzwi a drugą ocierałam dyskretnie łzy.

- Jesu popierdoliło cię? Pieprzyłaś się z Pawłem w łazience rodziców? - Znów krzyczała bezgłośnie. - Zwariowałaś?

- Tak, chyba zwariowałam. Ale ja go kocham. Zawsze kochałam. Kochałam tylko jego. Zawsze. Spierdoliłam to a teraz mam szansę to naprawić. i postaram się to zrobić. - Kończyłam swoją wypowiedź zaciskając pasek szlafroka. Drzwi się otworzyły. Wychynęła z nich górna połowa Pawła.

- Słyszałem. Ja też. A teraz przynieś mi moje spodnie, proszę, inaczej nie będę mógł zejść na śniadanie. - Puścił do nas oczko a mnie pocałował w czoło. Roześmiałyśmy się i zeszłyśmy na dół uspokoić rodziców.


Cała ta historia miała miejsce jakieś dwa lata temu. Od tego czasu jesteśmy z Pawłem nierozłączni. On już trzy razy próbował się oświadczyć. Nie wiem czy przyjąć jego oświadczyny. Ale dobrze nam razem... Oby tak dalej... Jestem szczęśliwa...

czwartek, 23 września 2021

Do trzech razy sztuka. 6.

         Poczułam jak mnie ktoś odrywa od Pawła. To moja siostra.

- Co ty robisz?! Tak przy ludziach. Musimy pogadać! - I zaciągnęła mnie do WC. W drodze zauważyłam, ze Paweł zmarszczył czoło,pociągnął palcem po ustach i pokręcił głową.


- Aga co ty odpierdalasz! - Moja siostra nie przebierała w słowach. Krzyczała na mnie ściszonym szeptem. No fakt. W tym mieście nikt nie okazywał sobie publicznie uczuć a co dopiero na parkiecie jedynej knajpy z tańcami, teoretycznie obcej osobie.

- Całujesz się z obcym facetem? I to na środku sali?! Co ludzie o nas pomyślą?

- Odpuść Monika. Nic się nie stało...

- Nic? Jak to nic! Przecież ja  to się rozniesie, to co ludzie pomyślą o naszej rodzinie...

- Aga musimy pogadać! - W uchylonych drzwiach pojawił się łeb Pawła. Odwróciłam się w jego kierunku. 

- Gdzie ty! - Monika chwyciła mnie za rękę. - O czym on chce z tobą gadać? No chyba z nim nie pójdziesz? To w końcu obcy facet!

    Odwróciłam się w jej kierunku. - Monika, tak na prawdę, to Paweł nie jest dla mnie obcym facetem. Kiedyś byliśmy parą. Odchodząc zauważyłam, ze moją siostrę zamurowało a szczęka opadła jej do kolan ze zdumienia.


    - O czym chcesz Paweł rozmawiać? - Wyszliśmy na zewnątrz lokalu. Przez ten krótki moment przejścia z WC na parking, przeleciał mi przez pamięć cały czas, kiedy byliśmy w związku. Nasza miłość, namiętność, uczucie, ból po rozstaniu. Żal że tak to spaprałam...

- Co ty robisz ze mną? To jakaś gra? Specjalnie twoja mama zatrudniła moją firmę? Tak? - Nie dowierzam co słyszę. Co on wymyślił? Pokręciłam głową.

- Coś ty! To zupełny przypadek. Ja nie wiedziałam, że tu mieszkasz i że prowadzisz taką firmę.

- Kurwa nie wierzę! - Paweł uderzył dłonią w mur na wysokości mojej głowy. - Znowu mi to robisz. Rozkochasz, zaciągniesz do łóżka a potem rzucisz... - Jego czarne od złości oczy prześwidrowały mnie na wylot. - Ja nie jestem martwym głazem.

- Teraz chcesz roztrząsać kulisy naszego rozstania? Tu? - Wściekłam się na niego. Nie wyjaśniłam wtedy tego z nim, fakt, ale ta rozmowa nie powinna tak wyglądać.

- Nie, nie chcę. - Znów spojrzał w moje oczy. Oparłam się plecami o mur. Między nami latały iskry wściekłości. Druga ręka Pawła wylądowała z mojej drugiej strony. Pochylił się nade mną i szepnął do ucha. - Chcę cię przelecieć. Tu i teraz. Tak na mnie działasz. Zawsze tak było. Ale już raz udało mi się z tego amoku wyrwać. Nie chcę, żebyś mnie drugi raz skrzywdziła. - O! Przegiął!

- Ja ciebie? - Oderwałam się od ściany. Dźgnęłam go palcem w miejscu serca. - To ty się wyprowadziłeś! Wiedziałeś, że mam trudny okres! Praca, firma itd. A ty po prostu się wyprowadziłeś! Zamiast mi pomóc, wspierać! - Wiedziałam, że trochę przeginam. Pewnie to pod wpływem tej niewielkiej ilości alkoholu. I wściekłości na siebie, na Pawła...

- Do kurwy nędzy dla ciebie wtedy nic się nie liczyło. Nie zauważyłaś jak się wyprowadziłem! Nie było żadnych nas! - Jeżeli można krzyczeć szeptem, to Paweł właśnie to robił. Niebezpiecznie nachylał się w moim kierunku tak, że znów poczułam pod plecami ścianę knajpy.

- Patrzcie go! Pan pokrzywdzony! - Podskórnie wiedziałam, że Paweł ma dużo racji. Ale nie mogłam się poddać. Za dużo było we mnie żalu... - Nawet nie pogadałeś ze mną! Nie dawałeś sygnałów. Nie poszliśmy na terapię. Tak ci było dobrze ze mną? To trzeba było walczyć o nasz związek a nie tak po prostu zdezerterować! 

- Jesteś kurde niesprawiedliwa! - Wściekłość poziom 1000!

- Tak, jestem! Wiem, wina była moja! Ale mam do ciebie żal do dziś, że nie dążyłeś do porozumienia. Że nie wyjaśniłeś tego ze mną! Żeśmy się rozstali! - Emocje oderwały mnie od ściany. Znalazłam się niebezpiecznie blisko Pawła. Te jego czarne od wściekłości oczy...

- Kurwa! - Tylko tyle.Chwycił moją głowę, wpił się ustami w moje usta. Jego język wtargnął tak głęboko.... Żaden z moich kochanków nie był w tym tak dobry... Przycisnął mnie swoim wielkim, twardym ciałem do muru. Poczułam jak jego ręka dotyka moich piersi. Potem schodzi niżej, między moje uda. Jesu jak on nie odpuści, to mu się oddam. Tu i teraz. I obojętne mi będzie co ludzie powiedzą!

- Aga do domu! Panie Pawle jak pan może! - Usłyszeliśmy krzyk mojej siostry i oderwaliśmy się od siebie, ciężko łapiąc powietrze.

- Nie krzycz tak. Już idę. - Z opuszczoną głową, nie patrząc na Pawła, poszłam za moją siostrą. Wiedziałam równie dobrze jak ona, że jutro miasteczko będzie huczeć od plotek...

- Kurwa ja pierdolę! - Usłyszałam z daleka jęk Pawła....


Zakończenie w następnym, ostatnim odcinku. Zapraszam wkrótce...

piątek, 19 marca 2021

Nieznajomy i niebezpieczny. 1.

                Pojawił się znikąd. Bez nazwiska. Bez bagażu.Małomówny. Skryty. Z tajemnicą w oczach, dzikością, niepokojem. Porywczy ale powściągliwy. Max. Tak się nazwał, tak prosił mówić do siebie.

                Wróciłam z miasta z zakupami. Schowałam wszystko na swoje miejsca i zabrałam się za odgrzewanie obiadu dla ojca. Gulasz z kaszą. Albo kasza z gulaszem ;-). Wiedziałam, że ojciec zjawi się na obiad punktualnie. Nie musiałam go odwoływać z jego zajęć. Wybiła 14:30 i za chwilę w drzwiach kuchni pojawił się tato. Tym razem nie był sam! Za nim wszedł wysoki facet. Szatyn. Z zielonymi oczami, lekkim zarostem. Raczej nieogolony. Ubrany po roboczemu w t-shirt, koszulę, spodnie robocze. Szczupły ale dało się zauważyć, że dobrze umięśniony.

                Spojrzałam na ojca znacząco, w oczach miałam pytanie i złość.

- Cześć córunia. Umyjemy ręce i siadamy do stołu. - Nie spojrzał na mnie. Wiedział, że nie lubię takich niespodzianek. - Mamy od dziś pomocnika. - Burknął.

- Cześć! Jestem Max. - Pomocnik ojca skinął do mnie głową i poszedł za ojcem. Jak wrócili to usiedliśmy do obiadu. Jedliśmy w milczeniu, choć ja miałam wrażenie, że pęknę z wściekłości. Obiad dobiegł końca. W milczeniu. 

- Na dziś, jak na pierwszy dzień, i tak dużo zrobiłeś. Masz wolne do jutra, Max. - Ojciec zwrócił się do swojego pomocnika. Max odłożył sztućce i wstał.

- Dziękuję za przepyszny obiad. Pójdę do siebie. Widzimy się rano o 7. - Odwrócił się, wyszedł i tyle go widziano.

- Tato! Skąd on się wziął? - Syknęłam z wściekłością na ojca. - Znasz go? Wiesz coś o nim?

- Córcia no co ty. Zgłosił się do pracy. Przecież potrzebujemy pomocy a on się zgodził pracować za tę naszą niską stawkę.

- Co z tego. Nie podoba mi się. Jest jakiś taki...podejrzany! - Instynktownie wyczuwałam to, co powiedziałam. Trudno mi to było wytłumaczyć racjonalnie...

- Córcia tak nie można. Trzeba dać człowiekowi szansę. Nie zgadzam się z tobą. - Ojciec wstał, szykując się do wyjścia. Pewno pójdzie drzemać.

- Jeszcze zobaczysz, że mam rację. - Musiałam to powiedzieć. Mój wyszkolony instynkt jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Oby tym razem było inaczej... Zabrałam się za sprzątanie.

                Minęło kilka dni. Wytworzył się rytuał, że śniadania i kolacje każdy je u siebie a obiady jemy wspólnie z pomocnikiem. Znaczy ja jadłam razem z ojcem rano i wieczorem, Max w swojej przyczepie, znajdującej się na drugim krańcu pola. Podczas któregoś obiadu...

- Max a tam na twojej koszulce to krew? Zraniłeś się? - Zauważyłam, że lewy bok na t-shircie Maxa ma dość dużą czerwoną plamę.

- A to nic... Musiałem o coś zahaczyć podczas pracy. - Max nawet nie spojrzał, za to chwycił się za to miejsce ręką. Doskonale wiedział w którym miejscu jest plama z krwi.

- Zahaczyć? Nie sądzę. - Drążyłam temat. - Musiałbyś mieć w tym miejscu dziurę a jej ta nie ma.

- Córcia daj spokój. - Oj ten mój naiwny tato. Znów się wtrąca. 

- Odkąd zaczęliśmy jeść plama się powiększyła. Trzeba to zobaczyć. - Powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Max westchnął i zacisnął szczęki. Po obiedzie kazałam mu się położyć. Podniosłam jego t-shirt. Takiego widoku się nie spodziewałam. Myślałam, że rzeczywiście się gdzieś potknął, o coś zahaczył, rozciął skórę ale to...

- O chłopie toś się załatwił. Aga przynieś swoją skrzyneczkę, trzeba mu to zszyć. - Ojciec zaczął dyrygować.

- Tato ale to raczej nadaje się do szpitala. - Zaprotestowałam. Nie będę zszywać takiej dużej rany. Rozcięcie Maxa miało ze 12 cm. Było dość głębokie. Dość "stare". Trochę już zaczęło się zasklepiać, ale chyba z powodu ciężkiej pracy znów się otworzyło.

- Ja nie chcę do szpitala. - Zaprotestował Max.

- Co ty pieprzysz. To trzeba natychmiast zszyć! - Zaprotestowałam ja.

- Nie szpital. 

-Córcia. Pewno Max nie ma ubezpieczenia. - Wyszeptał ojciec. - Przecież potrafisz to jeszcze zrobić. Zszyj ranę i po kłopocie. Tak, jeszcze potrafię zszywać rany, pomyślałam, ale ta rana była podejrzana.

- Nie mam środka znieczulającego. Musiałabym go zszywać na żywca. - Warknęłam.

- Nie szkodzi. Dam radę. - Jęknął Max. Miałam obawy. Tu trzeba było dużo szwów. Takiego bólu nie każdemu jest dane wytrzymać. - Dasz mi na to potem opatrunek i będę jak nowy. - Uśmiechnął się Max.

                Poszłam po swoją apteczkę. Z dawnych czasów miałam tam wszystkie niezbędne rzeczy do tego typu spraw. Tego się nie zapomina. Podciągnęłam koszulkę Maxa wyżej. Pierwszy raz dotknęłam jego ciała. Tak jak myślałam-było twarde, umięśnione. Fajnie ciepłe, miłe w dotyku. Przeszedł mnie dreszcz. Instynktownie i podskórnie nie lubiłam tego faceta, miałam przed nim obawy. Ale dotyk nagiej, męskiej skóry był przyjemny. Bardzo przyjemny... Jak długo nie byłam już z żadnym facetem?

- Aga pomóc ci w czymś? - Głos ojca przywołał mnie do porządku.

- Nie. Tylko przytrzymaj Maxa, bo to będzie bolało.

- O mnie się nie martw. - Poddał się Max.

                Wzięłam się do pracy. Ubrałam rękawiczki, zdezynfekowałam miejsce szycia. Naszykowałam narzędzia. Przy okazji pooglądałam sobie większy kawałek jego ciała. Zauważyłam dziwne ślady. Z czymś mi się kojarzyły... Zaczęłam zszywać ranę. Była zrobiona czymś bardzo ostrym. Cięcie było precyzyjne, dość głębokie. Kształt mi się z czymś kojarzył.

- Mmmmmmm.... - Zasyczał Max. Ten dźwięk zmusił mnie do jeszcze większego skupienia i powrotu do rzeczywistości. Kwestię skąd się wzięła ta rana wyjaśnię później. Teraz muszę się skupić na jej zszyciu. Trzeba przyznać, że Max był twardy. Oprócz tego jednego jęku do końca zabiegu nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Mało który człowiek tak potrafi. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie był zwykłym pomocnikiem. Postanowiłam sobie, że wyjaśnię jego tajemnicę...

- Teraz zakleję miejsce szycia opatrunkiem. Będziemy go zmieniać dwa razy na dzień. Na razie, na dwa dni, zostaniesz pod obserwacją w naszym domu. Jak wszystko będzie ok, będziesz mógł wrócić do swojej przyczepy. Teraz jeszcze lekarstwa i dam ci już spokój. Max potulnie zastosował się do wszystkich moich zaleceń.

                Nie mogłam w nocy zasnąć. Kręciłam się w łóżku z boku na bok. Śniły mi się różne sny. Od koszmarów i wspomnień wojny, po seks z Maxem. Usiadłam na łóżku i wyraźnie poczułam to, czego brakowało mi od miesięcy-orgazm. Tak! Przeżyłam we śnie orgazm... Nagle usłyszałam z dołu, z salonu gdzie spał Max, głośny krzyk. Zbiegłam na dół.


CDN jak skończę poprzednią opowieść...

czwartek, 10 grudnia 2020

Do trzech razy sztuka. 5.

 Wyszło to początkowo dość sztywno. Ten nasz taniec. Na szczęście nie zapomnieliśmy jak się tańczy. Im dłużej grała muzyka, tym lepiej nam szło. Rozruszaliśmy się. Ale muzyka ma to do siebie, ze zmienia rytm. Ta też zmieniła. Na wolniejszą. Na pościelówę. Na wolny taniec - przytulaniec. Paweł się do mnie zbliżył. Spojrzał w oczy. Był poważny. Jedną ręką przytrzymał mnie w pasie. Drugiej nie wypuszczał ze swojej. Ułożył ją tak, że znalazła się na wysokości jego serca. Przytuliłam się do niego. Jak mi było dobrze w jego ramionach. Nikt nigdy ani przed nim, ani po nim nie dawał mi tyle spokoju. Równowagi. Pewności. Zapomniałam jak dobrze mi w jego ramionach. Położyłam głowę na jego barku. Wąchałam delikatny zapach zza ucha. Zawsze dbał o dobre zapachy. Teraz też pachniał przyjemnie. 

- Mruczysz. - Powiedział do mnie cicho Paweł, szepcząc mi do ucha.

- Nie mruczę. - Zaprzeczyłam. A jeżeli tak, to nieświadomie.

- Nie rób tak. Wiesz, jak to zawsze na mnie działało. Myślisz, że ja jestem bez serca?

- Ja nie mruczę... - Znów zaprzeczyłam. Ale chyba coś było na rzeczy... Paweł odwrócił twarz w moim kierunku.

- Mruczysz. - Potwierdził i złożył na moich ustach całusa. Podniosłam głowę. Spojrzałam w jego oczy. Mogę się mylić ale ujrzałam w nich miłość. Kurde w tej jednej chwili uświadomiłam sobie dlaczego z nikim się nie związałam do tej pory - ja kocham Pawła... Oddałam pocałunek. Paweł puścił moją rękę i położył swoją dłoń na moim karku. Jego dotyk. Tak miły. Silny. Pewny. Westchnął... Przestaliśmy tańczyć. Nasze usta złączyły się na długą chwile. Nasze języki odnalazły do siebie drogę. Usta Pawła gniotły moje usta w tym przyjemnym połączeniu. Gorące, wilgotne. Cały świat przestał istnieć. Nie było dookoła nas mnóstwa ludzi. Byliśmy tylko my i nasza miłość...

Do trzech razy sztuka. 4.

        Nie spałam cała noc. Rozmyślałam. O swoim życiu, które tak spieprzyłam. Byłam z Pawłem naprawdę szczęśliwa. Miałam kiedyś nadzieję, że stworzymy razem rodzinę. Nawet nie zauważyłam, kiedy się wyprowadził. Skończyłam w tym czasie studia. Poszłam na staż. Wszystkie prawie zarobione pieniądze odkładałam na założenie i rozwój własnej firmy. Harowałam od rana do nocy. Wracałam do domu późnym wieczorem i padałam pyskiem na twarz. Przez ten czas nasz seks odszedł na dalszy plan. Ja miałam weekendy wolne, chociaż też zdarzało mi się dorabiać, żeby mieć kasę i odłożyć a wtedy Paweł często pracował. Często też nie było go w domu w nocy. Niestety taką miał pracę. Pewnego dnia telefonowałam do niego, żeby zapytać  co zrobić na drugi dzień na obiad.

- Paweł halo? Posłuchaj bo tak robię listę zakupów i chciałam zapytać na co masz jutro smak na obiad, żeby zrobić? 

- Aga nie mogę gadać jestem w pracy.

- No ale ja mam jutro czas, to mogę ugotować coś pysznego! 

- Aga... - W telefonie zapadła cisza...

- Tak? - Zapytałam. - Nie musisz mi teraz odpowiadać. Pomyśl i poślij mi sms.

- Aga... - Usłyszałam westchnięcie. - Nie zauważyłaś, ze ja miesiąc temu wyprowadziłem się z domu? 

   Zamarłam. Telefon wypadł mi z dłoni. Przez ponad godzinę nie mogłam się ruszyć z miejsca. Powiodłam wzrokiem dookoła. Faktycznie! Nie było jego rzeczy. Nasz super związek się rozpadł, bo nie miałam dla niego czasu...

 

      Rano zeszłam na śniadanie. Nie byłam jednak w stanie niczego przełknąć.

- Aguś córeczko! Zjedz trochę. Mamy dziś jeszcze trochę pracy przy przygotowaniach do uroczystości i powinnaś mieć siłę. - Kochana mama. Jak zwykle troszczy się o wszystkich, nie o siebie, nawet o bardzo dorosłe córki.

- Dobrze, mamuś. - Poskubałam trochę chleba i sera, żeby wyszło, że jednak coś zjadam.

      Za kilka chwil przyjechali znów pracownicy i poznosili naczynia na imprezę. 

- Mama! A kto to ten co organizuje ci imprezę? - Moja siostra była ciekawska.

- Pan Paweł.był policjantem. Przeszedł na emeryturę i wrócił w strony rodzinne. Jego rodzina pochodzi z niedaleka. Przejął po rodzicach firmę cateringową i dobrze mu idzie. 

Wszedł szef we własnej osobie - Paweł. Podszedł do nas i zwrócił się do mamy.

- Na tę chwilę wszystko gotowe. Wrócimy około 15:00, żeby wszystko poukładać do końca. Goście mają się zjechać na siedemnastą, prawda? - Pocałował moja mamę w rękę.

- Tak, wszystko się zgadza. Panie Pawle! - Mama przytrzymała jego rękę. - A ma pan czas może wieczorem? Bo nasza uroczystość będzie raczej siedząca a moje córki pewno chętnie by poszły gdzieś potańczyć. Może pokaże pan im jak się zmieniło miasteczko?

- Z największą przyjemnością! - Zapomniałam już jaki Paweł potrafi być szarmancki. - Przyjadę po córki około 20:00. Będzie dobrze?

- Tak, dziękuję! - Mama obdarzyła Pawła najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.

- Mamo ale po co? Pomożemy ci po uroczystości. Nie musimy iść w miasto. - Przelękłam się tej mamy propozycji. Nikt nie wiedział o naszym z Pawłem związku.

- Idźcie dziewczynki, idźcie. Należy się wam. Już dość nam pomogłyście. - Widocznie mama nie miała nic złego na myśli. Przepadło. Pójdziemy.

- Super mamcia! Ale będzie fajnie! Bardzo przystojny ten pan Paweł! - Moja siostra wyraźnie  była nim zauroczona.

- Monika a twój narzeczony? - Zapytałyśmy równocześnie z mamą.

- Nie chciałam was martwić ale właśnie jesteśmy w separacji. Nie wiem jak będzie dalej. - No to nas moja siostra zaskoczyła na maxa.


Jak obiecał, tak zrobił. Paweł przyjechał po nas punktualnie o dwudziestej. Oczywiście moja siostra wpakowała się na fotel obok kierowcy. Ja siadłam grzecznie z tyłu. Leciała na niego ewidentnie, chociaż był od niej sporo starszy. No cóż, nie będę przecież stać na drodze do ich szczęścia. Uroczystość rodziców przebiegła sprawnie, pysznie. Wszystkie stare ciotki i wujowie byli zadowoleni. Teraz wspominali stare dzieje a my byłyśmy wolne. Pracownicy Pawła posprzątali co trzeba, resztę ogarną jutro, tak zostało umówione.

Dojechaliśmy pod "Złotego Bażanta". Ciekawe co może fajnego zaproponować knajpa o takim szyldzie :-D. Paweł szarmancko wpuścił najpierw moją siostrę, potem mnie, do środka. Nie odezwał się jeszcze do mnie ani słowem. Zajęliśmy stolik. Najpierw weszła Monika, pociągnęła Pawła za sobą na taką malutką kanapę. Ja usiadłam przy węższej krawędzi na krześle. Grałą muzyka.

- Ja może pójdę po jakieś napoje procentowe dla pań? - Zapytał Paweł, jednocześnie się podnosząc z miejsca.

- Super! - Ucieszyła się moja siostra.

- Ja poproszę coś słabego albo kieliszek wina tylko. - Nie lubię za dużo pić. Nie lubię już tracic nad sobą kontroli.

Paweł poszedł i wrócił za chwilę. W rękach trzymał trzy szklanki.

- Mam do pań pytanie. Przy barze spotkałem swojego przyjaciela. Czy może się do nas dosiąść, bo wszystko na sali jest zajęte? - Podejrzewałam w tym jakiś podstęp. Hm... Zobaczymy. Oczywiście zgodziłyśmy się.

- Przedstawiam paniom - Andrzej. - Przywitaliśmy się. Paweł wpuścił Andrzeja za stół obok Moniki, sam zaś zajął krzesło naprzeciw mnie. Zaczerwieniłam się i żeby nikt nie zauważył, napiłam sie trochę ze swojej szklanki. Krwawa Mary. Bez alkoholu. Pamiętał... Jesu...

Gadaliśmy, piliśmy każdy swoje drinki. Andrzej okazał się być bardzo fajnym facetem. Monika wyraźnie zwróciła się w jego kierunku. Odpuściła sobie Pawła. Fakt, Andrzej był od niego przystojniejszy. Może nie tak bardzo ale bardziej w typie mojej siostry. W pewnym momencie Monika z Andrzejem poszli tańczyć. Paweł wlepił we mnie wzrok. Ja swój spuściłam...

- Przepraszam Paweł za tamto...

- Było minęło. - Zabrzmiało to, jakby nasze rozstanie nie miało znaczenia, ale zauważyłam, że zacisnął szczęki.

- Głupio mi. Że tak to się zakończyło. Że nie wyjaśniliśmy sobie tego. - Powinniśmy sobie to wytłumaczyć. Ale to chyba nie był ani czas, ani miejsce na takie rozmowy...

- Daj spokój. Skończyło się. umarło. Dawno temu. Nie wracajmy do tego. - Paweł spojrzał w lewo, bo moja siostra wracała do stolika.

- Teraz wasza kolej! - Monika była w zabawowym nastroju. I najwyraźniej chciała zostać sama z Andrzejem.

- Nie no co ty! - Zaprotestowałam.

- No nie! Musicie zatańczyć. My teraz posiedzimy i popilnujemy miejsc. No! Już! - Monika popędzała. Andrzej dawał jakieś znaki Pawłowi. Z ciężkim sercem, z oporami i na sztywnych nogach poszłam z Pawłem na parkiet... I to był błąd...

środa, 23 września 2020

Do trzech razy sztuka. 3.

     Stałam w kuchni rodziców. Przyjechałam tu po raz pierwszy na dłuższy czas od nie wiem ilu lat... Z reguły bywałam w domu rodzinnym przelotem na dzień, dwa... Teraz zarezerwowałam dla rodziny prawie cały tydzień. Należy się to im, nam. A przy okazji to rocznica ślubu rodziców, większa rodzinna impreza. Moja firma w mieście ma się dobrze, mam oddanych i sumiennych pracowników, dadzą sobie beze mnie radę. Mnie samej też należy się tygodniowy urlop. Jestem sama, singlem-tak lepiej to brzmi. Nie potrafię z nikim być. Dawno temu byłam zakochana. Na zabój. Na wieczność. Sama to spieprzyłam. Miałam dobre życie, fajnego faceta. Sama doprowadziłam do tego, że się rozstaliśmy... Nie potrafię już nikogo tak pokochać. Oczywiście, w moim życiu zdarzały się przelotne romanse. Przelotny seks. Kolacje ze śniadaniem. Ale nigdy nic z tego nie wyszło. Nic na stałe. Może ja jestem jakaś uszkodzona... Może to przez moją przeszłość...

    Moja rodzina mieszka w malutkim miasteczku. Jest prześliczne, spokojne, bezpieczne. Niestety nic się tu nie dzieje. Wszyscy się znają. Do liceum musiałam dojeżdżać do sąsiedniej miejscowości. Rodzice nie zgodzili się, żebyśmy ja i moja siostra mieszkały w internacie. Chcieli mieć nas na oku. Zabawne-właśnie wtedy zaczęłam ich oszukiwać. Że mam dłużej lekcje, że muszę zostać, że mam zajęcia dodatkowe. Wtedy właśnie zaczęła się moja, że tak ją nazwę przygoda, z narkotykami. Rodzice niczego nie zauważyli. Udało mi się skończyć szkołę nawet dość dobrze. Dostałam się na studia i wreszcie mogłam wyjechać do wielkiego miasta. Na studiach nie szło mi źle. Ale niestety prawie wszystkie pieniądze od rodziców przeznaczałam na narkotyki. Wciągały mnie co raz bardziej. Wtedy poznałam Pawła...

     Dla mnie-dziewczyny z małego miasta-w dużym mieście wszystko było inne. Pęd świata, rzeczy, które trzeba było znać, wiedzieć, nowinki, moda. W pewnym sensie powodowały u mnie strach i kompleksy? Chciałam dorównać. Chociaż nie musiałam. To były moje wymysły. Niemniej jednak pogłębiały moje uzależnienie od narkotyków. Wychudłam. Nie miałam pieniędzy na jedzenie. Ukrywałam to przed rodzicami, starałam się rzadko do nich przyjeżdżać, wymawiając się brakiem czasu. Pewnego razu na melinę, jak tak sobie siedzieliśmy i ćpali, palili, wpadła policja. Nie wiadomo było czy ktoś ich nasłał, czy przyjechali przypadkiem. Wtedy właśnie poznałam Pawła. Był jednym z policjantów. Przesłuchiwał mnie. Już wtedy miałam na niego ochotę. Wysoki, bardzo ciemny szatyn, z przepięknymi migdałowymi, zielonymi oczami. Dobrze zbudowany. On miał wtedy około 27 lat, ja 20. Zaangażowany w swoją pracę. Jako, że byłam wtedy pełnoletnia i był to mój pierwszy kontakt z policją, dostałam tylko dozór kuratora. Okazało się, że bardzo dobrze znali się z Pawłem. Kurator co miesiąc mnie odwiedzał i sprawdzał testy na obecność narkotyków-czy są ujemne. Za to Paweł przychodził co tydzień. Potem częściej. Pracował nade mną. Starał się, żebym z tego wyszła. Prowadzał na spotkania, do psychologów. Traktował jak młodszą siostrę. W końcu dorosłam, zrozumiałam, wyszłam z nałogu i na ludzi. Pawła przeniesiono. 

    Skończyłam studia. Przeprowadziłam się jeszcze dalej od domu rodzinnego i tam znalazłam pracę. Była stopniem do celu, ponieważ chciałam zdobyć w niej doświadczenie i założyć własną firmę. W tamtym czasie miewałam przelotne romanse, szybki seks, przygodne znajomości. Nic stałego. Aż do chwili, gdy w klubie ponownie zobaczyłam Pawła... Zakochałam się na zabój. Do cna kości! W tych niewielkich chwilach wolnego czasu, gdy byliśmy razem, byliśmy jak papużki nierozłączki. Albo wspólnie jedliśmy, przygotowywaliśmy posiłki, albo kochaliśmy się do zmęczenia. Uprawialiśmy seks wszędzie-w samochodzie, pod prysznicem, na łące, w kinie, w miejscach publicznych. Uwielbialiśmy się kochać! I ja to wszystko po mistrzowsku spieprzyłam! 

    Teraz stałam w kuchni u rodziców. Razem z moją młodszą siostrą. Monika przyjechała na rocznicę ślubu rodziców sama, bez narzeczonego. Niestety nie mógł się wyrwać z pracy. Był na drugim kontynencie. Przynajmniej takie było jej tłumaczenie. Nie wydawało mi się, żeby to była prawda ale nie wnikałam.

    Pomagałyśmy mamie zmywać po obiedzie. Plotkowałyśmy o sąsiadach, przekomarzałyśmy się wzajemnie. Fajnie było tak od czasu do czasu wrócić do domu. Poczuć jego ciepło, spokój, stabilizację. Mam już 37 lat. I mój własny dom jest pusty. Co z tego, że sama na niego zarobiłam, nie jest obciążony kredytem. Jest pusty. Poznawałam różnych facetów. Jednak moje serce nie otworzyło się na żadnego z nich... Zamyśliłam się.

- Aga. Aga! Córcia! - Mama chyba od dłuższego czasu do mnie mówiła.

- Tak, słucham! - Odwróciłam się w jej kierunku. 

- Pytałam jaką masz sukienkę na uroczystość. 

- Błękitną, mamo.

- Patrz! Jakbyśmy się umówiły! - Zaśmiała się mama.

- Bo ja też mam niebieską. I mama też. I tato garnitur ma granatowy! - Podsumowała Monika.

- Mamo a catering? Jaką firmę zamówiłaś? - Zapytałam bo wiedziałam tyko tyle, że uroczystość rodzice robią we własnym domu-był ogromny-a jedzenie zamówili z jakiejś firmy. Będzie rodzinnie. Z resztą w naszym miasteczku nie praktykowało się imprez w knajpach.

- No właśnie przyjechali z porcelaną. - Mama wskazała palcem na osoby wchodzące do tzw. sieni.

- Dobry wieczór! - Powiedział pierwszy wchodzący.

- Dobry wieczór pani Siwińska! - Głos! TEN głos! Odwróciłam się! PAWEŁ!!! To był on. Ale jak? Skąd? Wszedł do kuchni. Zamarłam. Przestałam oddychać. Nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś go zobaczę. A teraz on stoi na środku kuchni moich rodziców... Spojrzał na mnie. I przeszedł obok, witając się z moją mamą.

- Dziewczynki poznajcie pana Pawła. Jego firma będzie serwować dla nas posiłki jutro.

- Dobry wieczór paniom. Miło poznać. -  Wyciągnął rękę najpierw do Moniki, potem do mnie. Odwzajemniłam uścisk. Poczułam, że na twarz wychodzi mi purpura. Za chwilę przestanę oddychać...

- Dobranoc! - To znów Paweł. Jego firma zostawiła wszystko, co na dziś było przewidziane i wyszli. Ot tak, po prostu... Moje serce tłukło się jak oszalałe. Myśli wirowały w głowie...