środa, 23 września 2020

Do trzech razy sztuka. 3.

     Stałam w kuchni rodziców. Przyjechałam tu po raz pierwszy na dłuższy czas od nie wiem ilu lat... Z reguły bywałam w domu rodzinnym przelotem na dzień, dwa... Teraz zarezerwowałam dla rodziny prawie cały tydzień. Należy się to im, nam. A przy okazji to rocznica ślubu rodziców, większa rodzinna impreza. Moja firma w mieście ma się dobrze, mam oddanych i sumiennych pracowników, dadzą sobie beze mnie radę. Mnie samej też należy się tygodniowy urlop. Jestem sama, singlem-tak lepiej to brzmi. Nie potrafię z nikim być. Dawno temu byłam zakochana. Na zabój. Na wieczność. Sama to spieprzyłam. Miałam dobre życie, fajnego faceta. Sama doprowadziłam do tego, że się rozstaliśmy... Nie potrafię już nikogo tak pokochać. Oczywiście, w moim życiu zdarzały się przelotne romanse. Przelotny seks. Kolacje ze śniadaniem. Ale nigdy nic z tego nie wyszło. Nic na stałe. Może ja jestem jakaś uszkodzona... Może to przez moją przeszłość...

    Moja rodzina mieszka w malutkim miasteczku. Jest prześliczne, spokojne, bezpieczne. Niestety nic się tu nie dzieje. Wszyscy się znają. Do liceum musiałam dojeżdżać do sąsiedniej miejscowości. Rodzice nie zgodzili się, żebyśmy ja i moja siostra mieszkały w internacie. Chcieli mieć nas na oku. Zabawne-właśnie wtedy zaczęłam ich oszukiwać. Że mam dłużej lekcje, że muszę zostać, że mam zajęcia dodatkowe. Wtedy właśnie zaczęła się moja, że tak ją nazwę przygoda, z narkotykami. Rodzice niczego nie zauważyli. Udało mi się skończyć szkołę nawet dość dobrze. Dostałam się na studia i wreszcie mogłam wyjechać do wielkiego miasta. Na studiach nie szło mi źle. Ale niestety prawie wszystkie pieniądze od rodziców przeznaczałam na narkotyki. Wciągały mnie co raz bardziej. Wtedy poznałam Pawła...

     Dla mnie-dziewczyny z małego miasta-w dużym mieście wszystko było inne. Pęd świata, rzeczy, które trzeba było znać, wiedzieć, nowinki, moda. W pewnym sensie powodowały u mnie strach i kompleksy? Chciałam dorównać. Chociaż nie musiałam. To były moje wymysły. Niemniej jednak pogłębiały moje uzależnienie od narkotyków. Wychudłam. Nie miałam pieniędzy na jedzenie. Ukrywałam to przed rodzicami, starałam się rzadko do nich przyjeżdżać, wymawiając się brakiem czasu. Pewnego razu na melinę, jak tak sobie siedzieliśmy i ćpali, palili, wpadła policja. Nie wiadomo było czy ktoś ich nasłał, czy przyjechali przypadkiem. Wtedy właśnie poznałam Pawła. Był jednym z policjantów. Przesłuchiwał mnie. Już wtedy miałam na niego ochotę. Wysoki, bardzo ciemny szatyn, z przepięknymi migdałowymi, zielonymi oczami. Dobrze zbudowany. On miał wtedy około 27 lat, ja 20. Zaangażowany w swoją pracę. Jako, że byłam wtedy pełnoletnia i był to mój pierwszy kontakt z policją, dostałam tylko dozór kuratora. Okazało się, że bardzo dobrze znali się z Pawłem. Kurator co miesiąc mnie odwiedzał i sprawdzał testy na obecność narkotyków-czy są ujemne. Za to Paweł przychodził co tydzień. Potem częściej. Pracował nade mną. Starał się, żebym z tego wyszła. Prowadzał na spotkania, do psychologów. Traktował jak młodszą siostrę. W końcu dorosłam, zrozumiałam, wyszłam z nałogu i na ludzi. Pawła przeniesiono. 

    Skończyłam studia. Przeprowadziłam się jeszcze dalej od domu rodzinnego i tam znalazłam pracę. Była stopniem do celu, ponieważ chciałam zdobyć w niej doświadczenie i założyć własną firmę. W tamtym czasie miewałam przelotne romanse, szybki seks, przygodne znajomości. Nic stałego. Aż do chwili, gdy w klubie ponownie zobaczyłam Pawła... Zakochałam się na zabój. Do cna kości! W tych niewielkich chwilach wolnego czasu, gdy byliśmy razem, byliśmy jak papużki nierozłączki. Albo wspólnie jedliśmy, przygotowywaliśmy posiłki, albo kochaliśmy się do zmęczenia. Uprawialiśmy seks wszędzie-w samochodzie, pod prysznicem, na łące, w kinie, w miejscach publicznych. Uwielbialiśmy się kochać! I ja to wszystko po mistrzowsku spieprzyłam! 

    Teraz stałam w kuchni u rodziców. Razem z moją młodszą siostrą. Monika przyjechała na rocznicę ślubu rodziców sama, bez narzeczonego. Niestety nie mógł się wyrwać z pracy. Był na drugim kontynencie. Przynajmniej takie było jej tłumaczenie. Nie wydawało mi się, żeby to była prawda ale nie wnikałam.

    Pomagałyśmy mamie zmywać po obiedzie. Plotkowałyśmy o sąsiadach, przekomarzałyśmy się wzajemnie. Fajnie było tak od czasu do czasu wrócić do domu. Poczuć jego ciepło, spokój, stabilizację. Mam już 37 lat. I mój własny dom jest pusty. Co z tego, że sama na niego zarobiłam, nie jest obciążony kredytem. Jest pusty. Poznawałam różnych facetów. Jednak moje serce nie otworzyło się na żadnego z nich... Zamyśliłam się.

- Aga. Aga! Córcia! - Mama chyba od dłuższego czasu do mnie mówiła.

- Tak, słucham! - Odwróciłam się w jej kierunku. 

- Pytałam jaką masz sukienkę na uroczystość. 

- Błękitną, mamo.

- Patrz! Jakbyśmy się umówiły! - Zaśmiała się mama.

- Bo ja też mam niebieską. I mama też. I tato garnitur ma granatowy! - Podsumowała Monika.

- Mamo a catering? Jaką firmę zamówiłaś? - Zapytałam bo wiedziałam tyko tyle, że uroczystość rodzice robią we własnym domu-był ogromny-a jedzenie zamówili z jakiejś firmy. Będzie rodzinnie. Z resztą w naszym miasteczku nie praktykowało się imprez w knajpach.

- No właśnie przyjechali z porcelaną. - Mama wskazała palcem na osoby wchodzące do tzw. sieni.

- Dobry wieczór! - Powiedział pierwszy wchodzący.

- Dobry wieczór pani Siwińska! - Głos! TEN głos! Odwróciłam się! PAWEŁ!!! To był on. Ale jak? Skąd? Wszedł do kuchni. Zamarłam. Przestałam oddychać. Nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś go zobaczę. A teraz on stoi na środku kuchni moich rodziców... Spojrzał na mnie. I przeszedł obok, witając się z moją mamą.

- Dziewczynki poznajcie pana Pawła. Jego firma będzie serwować dla nas posiłki jutro.

- Dobry wieczór paniom. Miło poznać. -  Wyciągnął rękę najpierw do Moniki, potem do mnie. Odwzajemniłam uścisk. Poczułam, że na twarz wychodzi mi purpura. Za chwilę przestanę oddychać...

- Dobranoc! - To znów Paweł. Jego firma zostawiła wszystko, co na dziś było przewidziane i wyszli. Ot tak, po prostu... Moje serce tłukło się jak oszalałe. Myśli wirowały w głowie... 

wtorek, 7 kwietnia 2020

Do trzech razy sztuka. 2.

Jak dzisiaj wspominam tamto ponowne spotkanie Pawła, to muszę szczerze przyznać, że był to najlepszy czas mojego życia. Który sama spieprzyłam. Ale po kolei.

Od tamtego wieczoru w klubie byliśmy z Pawłem nierozłączni. Zamieszkaliśmy razem po około tygodniu. Po prostu nie potrafiliśmy się od siebie oderwać. Nasza druga randka, choć właściwie nie wiem, czy pierwsze spotkanie można nazwać randką, odbyła się już następnego dnia. Spotkanie w klubie było w piątkowy wieczór. Rozstaliśmy się przed obiadem w sobotę a już w niedzielę umówiliśmy się do kina. Chyba nie muszę wam mówić, że niewiele zapamiętaliśmy z tego filmu. Ale zaczęło się normalnie. W sobotę wychodząc dałam Pawłowi swój numer telefonu. Co mi zależało. A miałam nadzieję, że zadzwoni! I nie czekałam długo. Zatelefonował około 13. godziny. Poszliśmy do kina na 17:00. Zaczęły się reklamy przed filmem. Paweł, jakby nieśmiało, chwycił moją rękę. Trzymał ją dość długą chwilę... Co chwila spoglądaliśmy na siebie i uśmiechaliśmy się. W pewnym momencie Paweł podniósł się lekko na swoim fotelu i drugą ręką  odwrócił moją głowę w swoim kierunku i pocałował. Dłoń położył na mojej szyi i wtedy przeszedł mnie dreszcz. Chcę go! Jesu jak bardzo chce mi się seksu z nim, pomyślałam. Jego doń ześlizgnęła się z mojej szyi i powędrowała pod moją koszulę, znajdując lewą pierś. Lekko ją ścisnął. Nasze podniecenie rosło.
- Wyjdźmy. - Zaproponowałam.
Jako, że ja wynajmowałam pokój we wspólnym mieszkaniu, wygodniej było pójść do Pawła. Przez całą drogę do mieszkania nie potrafiliśmy się od siebie oderwać.
- Poczekaj. Może napijemy się wpierw wina? - Zapytał. No jasne. Alkohol bardzo by nam się przydał, pomyślałam. Niestety, nie było nam dane. Podeszliśmy z otwartą butelką wina do stołu, żeby napełnić kieliszki. Jak tak staliśmy obok siebie napięcie między nami było dostrzegalne gołym okiem. Prawie że przelatywały między nami iskry i błyskawice. Spojrzeliśmy na siebie. Paweł odwrócił mnie a sam stanął za mną. Przyparł mnie do stołu. Wyciągnął moją koszulę ze spodni i włożył pod nią ręce. Górnej bielizny nie miałam. Sutki na dotyk męskiej dłoni zareagowały prawidłowo. Na baczność! Wsparłam się dłońmi o blat stołu. Odchyliłam głowę do tyłu.Poczułam jak Paweł chwyta poły mojej koszuli i nie kłopocząc się rozpinaniem guzików ściągną ją ze mnie.Przez moją głowę, do tyłu, krępując moje dłonie. Na szyi poczułam gorące usta a na kroczu męską wypukłość. Był równie napalony jak ja! Cały czas napierając swoim kroczem na moje schodził z pocałunkami w dół, z szyi na mostek a z niego na piersi. Nie potrafiłam się poruszyć, nie chcąc burzyć magii chwili. Było mi przyjemnie. Paweł rozpiął nasze spodnie. Nawet nie wiem w jakiej kolejności czyje. W pewnym momencie podsadził mnie i poczułam pod gołą pupą zimny blat stołu. Mój facet pociągnął mnie do przodu, lekko uniósł i poczułam jak we mnie wchodzi jego gorący interes. Trzymał mnie mocno za pupę. Uniosłam nogi w górę, obejmując jego biodra. Paweł, nie przerywając posuwania, wyswobodził moje ręce, i chwytając mnie za dłonie ułożył je nad moją głową, rozciągając mnie na blacie stołu. Przeszły mnie dreszcze rozkoszy i zimna.Penetracja była teraz nader głęboka. Spowodowało to mój gigantyczny i szybki orgazm. Paweł wychodził ze mnie prawie cały i wchodził, w czym pomagałam mu baaardzo, kładąc stopy na jego pośladkach i przyciągając go miarowo. Usta Pawła czułam wszędzie, głównie na sutkach.Szczytowałam pod nim gwałtownie. Dość głośno. Intensywność seksu wyczerpała wszystkie moje siły. Krzyknęłam. Paweł puścił moje ręce, poprawił mnie na stole i wyszedł ze mnie. Chwycił kutasa w jedną rękę, drugą otwierając wejście do mojej pochwy. Nie trwało długo, jak trysnął spermą w moje gorące, och jak bardzo mokre, wnętrze. Spuścił się także na mój brzuch a resztę wytarł w mój pośladek i udo. Podał mi rękę i pomógł zejść ze stołu. Padliśmy na kanapę ze zmęczenia... Jak już odzyskałam równy oddech poszłam pod prysznic. Paweł w tym czasie poszedł do kuchni, żeby przygotować coś do przegryzienia. Byliśmy bardzo bardzo zmęczeni. Nalał wina. Miły wieczór...

CDN...

piątek, 6 marca 2020

Do trzech razy sztuka. 1.

Poznałam go.....

W klubie panował półmrok. A właściwie ciemność, gdzieniegdzie rozświetlana wątłym światłem. Poznałam go. To na pewno on. Już wtedy miałam na niego ochotę, tylko zaprzepaściłam swoją szansę a potem nasze drogi się rozeszły. Teraz nie odpuszczę. Wykorzystam swoją szansę. Paweł nie powinien mnie poznać. Te cztery lata temu byłam wychudzona. Miałam długie włosy, robione bardzo mocno na blond. Nosiłam bardzo mocny makijaż, przesadzony. Ubierałam się głównie w dresy. Dzięki niemu wyszłam na ludzi. Jednak teraz wyglądam zupełnie inaczej. Spódniczka, bluzka z dekoltem. Opaliłam się, jestem trochę grubsza. Nie, żeby nadmiernie. Mam fajną figurę. Wtedy wyglądałam jak anorektyczka. Dlatego teraz moja twarz jest prawie nie do poznania. Mam krótkie, ale nie tak bardzo włosy, ciemnego koloru. Delikatny makijaż. Jak wspominam tamte niedobre czasy, sama siebie nie poznaję w lustrze. Muszę wykorzystać tę szansę. Możemy nigdy się już nigdy nie spotkać...

Miałam farta. Muzyka zmieniła się na powolne rytmy. Podeszłam blisko. Paweł tańczył sam, jakby w transie. Zauważyłam drinka w ręku. Zauważył mnie. Odwrócił się w moim kierunku i zaczęliśmy tańczyć. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Dotknął mnie wolną ręką. Przyciągnął do siebie. Wreszcie poczułam jak jest silny. Miał mocne ręce. Twardy tors. Pięknie pachniał. Pierwszy raz jesteśmy tak blisko... Spojrzałam na niego. Odwróci głowę w moim kierunku. Uśmiechnęłam się. Chyba jednak mnie nie poznał. Spojrzał prosto w moje oczy i pochylił głowę. Poczułam na swoich ustach jego mięsiste wargi. Pocałował. Tak jak myślałam - było to bardzo przyjemne. Rozchyliłam swoje usta, żeby móc go przyjąć głębiej. Wysunęłam swój język. Poczułam wilgotne, ciepłe wnętrze jego ust. Smakował alkoholem. Spenetrowałam je całe. Nasze języki się spotkały. Teraz on wtargnął w moje ciepłe, wilgotne, chętne wnętrze. Jęknęłam. Wsunęłam ręce pod jego koszulę, wyciągając ją ze spodni. Poczułam jego twarde ciało. Och, jak ja go pragnę, pomyślałam. Swoimi rękoma musnęłam jego kark, szyję. Poczułam jak pulsują żyły na jego szyi. Dopił swojego drinka. Spojrzał w moje oczy i powiedział:
- Chodź.

Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do niego. Kochaliśmy się pół nocy.... Żartuję! Prawie. Część nocy zmarnowaliśmy na spanie. Po przekroczeniu progu jego mieszkania zrzucaliśmy nawzajem swoje ubrania. Ja rozpięłam jego koszulę, on ściągnął moje majtki. Zrzuciliśmy buty. Gdziekolwiek. Wyciągnęłam pasek z jego spodni. Ściągnęłam sukienkę. Paweł wyswobodził się ze spodni. Upadł na łóżko. Wskoczyłam tam za nim. Paweł leżał a ja usiadłam na nim. Pocałowałam w usta. On pochwycił moją głowę. Zanurzył swój język w moje usta. Poczułam, jak rośnie jego przyrodzenie. Miał na mnie ochotę. Bez dwóch zdań! Odepchnęłam się od niego, żeby złapać tchu. Ściągnęłam jego majtki uważając na wyprężonego ptaszka, żeby go nie uszkodzić. Paweł usiadł. Rozpiął mój stanik i wziął do ust moje piersi. Ugniatał je rękoma i ssał sutki aż do przyjemnego bólu. Nie wiem kiedy jego ręka zawędrowała między moje nogi. Paweł sprawdził czy jestem już mokra. Chwyci mocno moje pośladki, uniósł lekko do góry i nasadził mi na napalonego kutasa. Moje gorące wnętrze przyjęło go całego. Po samą nasadę. Uwielbiam ten moment, gdy mężczyzna wypełnia całe moje ciepłe, wilgotne wnętrze. Byłam bardzo napalona. Po krótkiej chwili pchnęłam Pawła, żeby się położył. Teraz mogłam go dotykać, całować. On mnie też. Miał bardzo przyjemny dotyk. Mocny, ciepły. Wyprostowałam się. Odchyliłam. Najbardziej jak mogłam. Już głębiej kutas Pawła nie mógł we mnie wejść. Wiedziałam, że lada moment nadejdzie to co najfajniejsze w seksie. Orgazm! Tym razem był to orgazm gigant! Tak bardzo chciało mi się Pawła, tak długo na niego czekałam i tak się napaliłam, że fala rozkoszy, która przelała się przez moje ciało, odebrała mi słuch, mowę, oddech...  Targnęła mną ostatnia fala spazmów i poczułam jak Paweł doszedł. Wystrzelił spermą  w moje wilgotne wnętrze. Było tego tak dużo, że po chwili, siedząc jeszcze na nim, poczułam jak robi mi się podwójnie mokro między nogami. Zeszłam z niego i runęłam na łóżko. Oboje dyszeliśmy i powoli wracaliśmy do rzeczywistości. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.

Obudziły mnie promienie słońca. Okna sypialni Pawła wychodziły na wschód. Świtało. Mogłam w pełni podziwiać jak przystojny jest ten facet. Wyrzeźbiony jak półbóg. Dało się zauważyć, że ćwiczy ale nie był jakoś przesadnie napakowany. Pierwszy raz widzę go z tak bliska i tak gołego. Kołdra mu się zsunęła. Teraz mogłam podziwiać instrument, który wczoraj, a właściwie dzisiaj, zrobił mi tak dobrze. Otaczał go jasny puszek. Dotknęłam go delikatnie, żeby go nie obudzić. Drgnął. Wyraźnie zaczął się podnosić. Głaskałam go delikatnie. Miał taką delikatną skórę... Poczułam na plecach dłoń. Ciepłą, dużą, męską. Paweł się obrócił i poczułam go na sobie. Znów poczułam jego język w moich ustach. Dobrze tak czuć ciężkie, męskie ciało na sobie. Wypięłam biodra w górę, żeby ułatwić mu wejście. Skorzystał. Natychmiast wykorzystał sytuację. Tym razem posuwał mnie bardzo szybko i mocno. Nie trwało długo i doszliśmy oboje. Prawie jednocześnie. Padliśmy. Słoneczko oświetlało opadający męski interes. Fajnie mi było. Uśmiechałam się jak głupia. Ze szczęścia i rozkoszy. Film mi się urwał....

Poczułam na sobie czyjś wzrok. Otworzyłam oczy.
- Hej! - Rzuciłam.
- Aga nie mylę się?
- Nie mylisz.
- Kurde już wczoraj mi się wydawało, że cię znam. Zmieniłaś się bardzo. Tylko ten profil taki sam.
- Będę musiała kiedyś zoperować ten nos...
- Nie rób tego, bo wtedy cię nie poznam. Nie myślałem, że cię jeszcze kiedyś zobaczę.
- Świat jest mały. Spotkałam cię przypadkiem no i jesteśmy tu.
- Wyszłaś na ludzi.
- Udało mi się Dzięki tobie.
- Ja tylko wypełniałem swoje obowiązki. Główną pracę wykonałaś ty. Co u ciebie?
- Powtórzę - dzięki tobie skończyłam szkołę. Dostałam się na studia. Za niedługo je skończę i poszukam pracy. Raczej tutaj.
- Dziękuję, że tak to widzisz. Ale to ty prawidłowo odrobiłaś pracę domową. Zasłużyłaś na śniadanie. Co powiesz na jajecznicę?
- Super!  Umieram z głodu!

CDN...

środa, 5 lutego 2020

Wojna damsko - męska. 13.

                         Poszliśmy do mojego pokoju. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, Paweł przycisnął mnie do nich i pocałował w szyję. Jesu jak ja to lubię. Jego ręce powędrowały pod suknię. Poczułam ciepłe dłonie na swojej pupie. Wsadził palce pod moje majtki. Ściągnął je. Jego usta odnalazły moje. Poczułam jak jego jęzor wędruje w moje usta. Zaczęłam go rozbierać. Lubię dotykać jego mocnego, ciepłego, nagiego ciała. Chciałam pozbawić go ubrania już, teraz. Moje dłonie powędrowały, żeby rozebrać jego spodnie. Paweł kontynuował całowanie mojej szyi. Jego sprawne palce rozpinały tył mojej sukni. Jeszcze chwila a spadnie spektakularnie na podłogę. Tak jak jego spodnie. Pozbywszy się odzieży wylądowaliśmy wreszcie w łóżku. To znaczy ja wylądowałam a Paweł klęknął przed nim i zaczął całować wewnętrzną stronę moich ud. Całował, pieścił. Aż doszedł do mojego wzgórka. Poczułam, że robię się aż nadto mokra. Jednak Paweł nie wsadził mi do mojej gorącej szparki ani języka, ani palców. Zajął się ssaniem moich sutków. Wyprężyłam się w łuk. Paweł spojrzał w moje oczy sprawdzając czy jestem dostatecznie rozgrzana, żeby wtargnąć w moje wnętrze. - Tak, Paweł, chodź! - Jęknęłam. Rozchylił moje uda. Włożył ręce pod moją pupę i poprawiając moje ułożenie wszedł we mnie jednym ruchem. - Wreszcie! - Kochaliśmy się bardzo powoli i bardzo długo... Aż do wspólnego finału. Spełnienie przyszło ogromną falą. Przelało się przez całe moje ciało. Szarpnęło. Krzyknęłam z rozkoszy. Wspaniale jest się kochać z Pawłem. On też jęknął i opadł bez sił na łóżko...

                         Następnego dnia rano śniadanie jakoś późno się zaczęło. Wszyscy chcieli odespać imprezę. Ute nie było. Przy stole siedziała już babcia. Jedliśmy w milczeniu.
     - I co dzieci, wytańczyliście się wczoraj? - Babcia zagaiła rozmowę.
     - Tak, babciu. Bardzo udane były te twoje urodziny. Mnóstwo gości...
     - Hej, rodzinko! - Głos Ute doszedł nas od strony drzwi. - Mam dla was dobrą wiadomość! Przylecieliście w porę! Właśnie dziś w nocy przyszło na świat dwoje prześlicznych chłopców. Zdrowych.
     - Ale super wiadomość! - Ucieszyliśmy się wszyscy. Nawet babcia.
     - Ale mam jeszcze jedną niespodziankę. Zobaczcie kogo przyprowadziłem!
Odwróciliśmy się. Zamarłam.
     - Dzień dobry wszystkim. Mamo przepraszam, ale nie zdążyłem na wczoraj. - Ojciec wszedł do jadalni, podszedł do babci i pocałował ją w rękę.
     - Generał Kalczyński... To twój ojciec? - Paweł z niedowierzaniem szepnął mi do ucha.
     - Tak. - Warknęłam. Ojciec usiadł za stołem i wziął kromkę chleba.
     - No co ja widzę! Rodzinka w komplecie. Dobrze się składa, bo chciałem coś z wami omówić. - Aha chyba wiem co, pomyślałam... Ojciec wyciągnął z kieszeni telefon i czegoś w nim szukał.
     - A właściwie z tobą, córeczko. Co to ma być za popisówa? - Wyciągnął telefon z filmikiem w moją stronę. Tak jak myślałam, na nagraniu było moje "sławne" lądowanie...
    - To jest... - Zaczęłam ale ojciec mi przerwał.Wydawał się wkurzony.
     - To jest zwykła popisówa. Co ty wyprawiasz? Wiem, że miałaś wtedy pasażerów na pokładzie! Jak można tak ryzykować?
     - Nie będę się tłumaczyć, bo ty i tak wiesz lepiej. Ciekawe skąd o tym wiesz? Ute?
     - No co ja, no co... Ja tylko chciałem... - Ute nie potrafi kłamać. Nie potrafi się tez tłumaczyć...
     - Panie generale ja byłem tam na miejscu wtedy. Może lepiej zobaczy pan mój film. - Sęk w tym, że ojciec miał inne ujęcie filmu i nie było na nim widać całej grozy sytuacji. Paweł miał "najlepsze" ujęcie. Puścił swój film i dał telefon mojemu ojcu.
     - Co to ma być? Dlaczego? Co się stało. - Ojcem filmik wstrząsnął. - Jakim cudem straciłaś całe skrzydło statku?
     - Bo dostałam odłamkiem w silnik i potem tak się zadziało.
     - Jakim cudem dostałaś odłamkiem? Gdzie ty latasz?
     - Latam w siłach powietrznych Armii Kobiet na Ziemi. Wiozłam pasażerów do szpitala ale wleciałam w linię działań wojennych no i dostałam przypadkowym odłamkiem.
     - Kto normalny wlatuje w działania wojenne! - Ojciec wyraźnie się wkurzył. Ja starałam się zachować spokój.
     - Taką miałam wyznaczoną i zgłoszoną trasę i tego musiałam się trzymać.
     - To nie sprawdziłaś przed lotem jaką trasę wgrywasz?
     - Nie, bo to nawigator wgrywał trasę.
     - Jak to nawigator? Przecież za trasę odpowiada pilot!!!
     - Ale nie w siłach powietrznych Armii Kobiet na ziemi. Tam trasę wgrywa nawigator. A mój nawigator wgra trasy aktualne przed miesiącem.
     - Od kiedy takie zlecenia. To niedorzeczne! Kto to wprowadził? - Ojciec się wkurzył.
     - To ja ci powiem kto to wprowadził. Twoja pupilka Asia Wylężałek.
     - Ja pierdolę... Przepraszam mamo! To niedorzeczne. Dlaczego ty latasz na tej durnej wojnie na Ziemi? Dlaczego nie latasz w naszych siłach powietrznych? - Ha! Wiedziałam, że to pytanie padnie z ust ojca. Jak by to wszystko wtedy było łatwiejsze...
     - Nasze siły powietrzne nie chciały mnie przyjąć, bo mam z ledwością kategorię B na dyplomie...  - Spojrzałam ojcu głęboko w oczy.
     - Ty jej dałeś kategorię B? - Ute zrobił wielkie oczy. - Przecież ona od zawsze latała lepiej nawet niż ty!
     - Nie wypadało mi wtedy dać jej lepszej kategorii....
     - Tato... Jak mogłeś...
     - Agila przepraszam... Nie myślałem, że to poniesie za sobą takie konsekwencje...
     - Dobra tato. Nie cofniemy tego. Udało się, nic nam się nie stało.
     - Jak ci się udało wylądować? Wyłączyłaś wszystkie systemy?
     - Tak. Wyłączyłam i próbowałam utrzymać statek na kursie. Jakoś mi się to udało. Dopiero pod sam koniec włączyłam autopilota, żeby wyrzucił w odpowiednim momencie poduszki i jakoś się udało.
     - A co z pasażerami? Gdybyście się jednak rozwalili... Nawet nie chcę o tym myśleć.
     - Pasażerowie byli w kabinach, nic by im się nie stało w razie wypadku.
     - A ty dlaczego nie byłaś w kabinie? Trzeba było pozwolić spaść temu pojazdowi. Ten typ ma bardzo dobre zabezpieczenia kabin pasażerskich.
     - Bo...
     - Bo zabrakło dla niej miejsca. I tak musiała upychać pasażerów po dwoje w kabinach. - Do rozmowy wtrącił się Paweł.
     - Serio? Leciałaś przeładowanym szpitalem? - No tak - Ojca normy a realia ziemskiej floty to dwie bardzo różne rzeczy...
     - No niestety tak. Nie było wyjścia. I gdyby nie ta trasa, to wszystko by się udało.
     - A do wieży lotów zgłosiłaś, żeby do ciebie nie strzelano bo wieziesz szpital z dziećmi?
     - Oczywiście, że tak. Zgłosiłam. To był jakiś zbłąkany pocisk.
     - Aga w ogóle jest bardzo u nas znana, bo już kilkukrotnie była u nas w niewoli i kilka razy od nas uciekała...
     - To naprawdę duży szacunek dla ciebie córko, że nie straciłaś zimnej krwi i potrafiłaś wylądować. Spróbuję naprawić swój błąd w nadaniu ci kategorii B...
     - Ale tato, nie trzeba...
     - Trzeba córcia, trzeba...

No to przynajmniej z ojcem się pogodziłam...



czwartek, 19 grudnia 2019

Wojna damsko - męska. 12.

Witaliśmy babcinych gości w drzwiach pałacu. Przyszła śmietanka Mei, same najważniejsze osoby. My musieliśmy wszystkich przywitać, podając rękę. To znaczy ja, bo Paweł mi tylko towarzyszył jako ozdobnik. Byli już prawie wszyscy. Spojrzałam na salę - stoły pełne, kelnerzy się kręcili, muzyka grała, większość gości tańczyła. Babcia kręciła się między wszystkimi z kieliszkiem szampana w ręku, jak prawdziwa królowa, zamieniając kilka słów z każdym. Przyszedł jeszcze ktoś. Spojrzałam w prawo i zamarłam. Cofnęłam się krok w tył, prawie zadeptując Pawła.
         - Witam państwa! - Powitałam wchodzących, nie wyciągając tym razem ręki.
         - Ach witaj, córeczko!!! - Moja mama jak zwykle nie miała poczucia przyzwoitości.Podeszła do mnie, chwyciła za ramiona i ucałowała soczyście w oba policzki.
         - Dobry wieczór mamo. Dobry wieczór generale. - Odsunęłam się od niej, gdy zwolniła swój uścisk.
         - Generale proszę poznać - moja córka! Piękna nieprawdaż? Tak jak mówiłam. - Wdzięczyła się do tego starego pryka ponad przyzwoitość...
          - Miło mi. Jaworski. Generał w stanie spoczynku. - Szarmancko, starodawnie stuknął obcasami i pocałował moją dłoń.
           - A któż to? Przedstaw mi swojego towarzysza, córko. - Mama zmierzyła Pawła od stóp do głów w ten charakterystyczny sposób...
           - Mamo, generale proszę poznać - Paweł - mój... znajomy? - No jak go miałam przedstawić? Mój kochanek? Mój chłopak? I tak źle, i tak niedobrze...
           Generał się ukłonił, Paweł też a mama podała mu dłoń do ucałowania i tak długo nie puszczała tego uścisku.....Jesu jak ona mnie wkurza... Zacisnęłam zęby. Poszliśmy zjeść i potańczyć. Powoli zaczynałam się dobrze bawić, bo starałam się unikać matki.

           - Odbijany! - Za plecami usłyszałam głos mamy. Zamarłam. Spojrzałam z przerażeniem w oczy Pawła. Ten starał się być uprzejmy, uśmiechnął się. Zamieniliśmy się - mnie do tańca wziął generał, mama poszła tańczyć z Pawłem.
          - Piękna suknia! Jakże pani w niej pięknie! - Starał się mnie komplementować, choć mnie to wcale nie obchodziło. - Gdyby chciała pani kiedyś zobaczyć moją posiadłość, to zapraszam. Mój kucharz przygotuje kolację. Śniadanie też będzie przygotowane. - Stary pryk puścił do mnie oko. Wiem! Matka chciała mnie z nim poznać, żeby mnie z nim wyswatać! Ja pitolę!
         - Panie generale przepraszam, ale jestem już zmęczona. Pójdę się napić i coś zjeść. Proszę pójść do solenizantki - czekała na pana. - Musiałam coś wymyślić, żeby się odczepił. To był najlepszy sposób. Podeszłam do stołu z przekąskami.
         - Poproszę kieliszek wina. - Powiedziałam do kelnera, jednocześnie nakładając tartinki na talerz.
         - Agila nie pij tyle. - Ute ujawnił się za moimi plecami.
         - Ute odpuść!  Witałeś się już z babcią? - Odwróciłam się od stołu, żeby spojrzeć na salę i zobaczyć jak się bawi babcia. I zobaczyłam... Zobaczyłam jak moja mama bierze Pawła pod ramię i idzie z nim w kierunku schodów na górę. Schodów, które prowadziły do sypialni...
         - Ja pierdolę! - Zaklęłam wkurzona na maksa.
         - Agila! Tobie nie wypada znać takich słów! - Odezwał się kurde. Jaki ten Ute czasem wkurzający.
          - Może i nie wypada ale popatrz co ona robi!
          - Może chce Pawłowi pokazać pałac. Dzieła sztuki... - Ute chyba sam nie wierzył w to co mówi. Spojrzałam na niego z politowaniem.
           - Weź no! - Zadzwonił telefon. Ute odebrał.
           - Tak. Ok. Proszę poczekać. - Odpowiedział do słuchawki. - Agila nie rób głupot. To na pewno da się jakoś wytłumaczyć. - Powrócił do rozmowy w telefonie. Ja wzięłam od kelnera kieliszek i butelkę wina i wyszłam na dwór. Minęłam taras i poszłam nad wodę, na huśtawkę. Usiadłam.
            - Agila nie pij tyle. - Nawet na niego nie spojrzałam, żeby nie widział moich łez.
            - Powtarzasz się. Ute wmawiasz mi, że jestem alkoholiczką czy co? Ja od czterech lat nie miałam kropli alkoholu w ustach!  Daj mi spokój. - Wkurzyłam się.
            - Ja się tylko martwię o ciebie. Wtedy, przed wyjazdem, też dużo piłaś.
            - Też byś dużo pił gdybyś widział to co ja. A teraz jeszcze Paweł.
            - Co Paweł?
            - Czy ona musi się zawsze brać za moich chłopaków? Nie ma facetów w jej wieku?! Wtedy Jerzy, teraz Paweł...
           - Ale co? Kurde Agila ja muszę lecieć do szpitala.
           - Leć. Matka i tak się nie zmieni. Zawsze będzie podrywać i uwodzić moich facetów a mnie swatać ze starymi prykami.
           - Ty podejrzewasz, że to ona uwiodła twojego narzeczonego?
           - Ja to wiem, Ute. Wiem, że to z nią zdradził mnie mój narzeczony.
           - Skąd możesz wiedzieć? Przyznał się? - Odwróciłam głowę w jego kierunku. - Nie musiał się przyznawać. Ja ich nakryłam w jej sypialni. On leżał nagi na łóżku a ona go ujeżdżała Ute! Tak było.
           - Kurwa Agila! Dlaczego powiedziałaś dopiero teraz? Przecież nie pozwoliłbym ci wyjechać!
           - Trudno. Stało się. Nie chcę jej znać... - Odezwał się telefon Utego. - Tak. Już jadę. Będę za 10 minut. - Agila ja muszę wracać. Dasz se radę? Nie zrobisz żadnej głupoty? - Spoko Ute. Jestem już dużą dziewczynką. - Pocałował mnie w czoło. - Idę! Nie pij tyle... - Uśmiechnął się i pomachał do mnie. Rozumiem go. Praca jest dla niego bardzo ważna a przede wszystkim jego powołaniem jest pomagać ludziom. Pomachałam mu na pożegnanie. Miałam zamiar się upić tą butelką wina.
             - Załapię się na kieliszek? - Usłyszałam głos Pawła dochodzący zza moich pleców.
             - Załapiesz się. Jest cała butelka. - Usiadł obok mnie. Patrzyliśmy w ciemność tafli jeziora.
             - To dobrze. Nie możesz tyle pić... - W jego głosie było słychać żart, przymrużenie oka.
             - Ile słyszałeś? - Domyśliłam się, że od dłuższego czasu stał gdzieś tam i wszystko słyszał.
              - Prawie wszystko. Wyszedłem zaraz za wami. Jak tylko zorientowałem się do czego prowadzi to zwiedzanie...
              - Czyli miałam rację. Dobrze się zatem domyśliłam. Chciała cię uwieść... - Spojrzałam na niego. On na mnie. W nikłym świetle zauważyłam, że się uśmiecha.
              - Chciała ale się nie dałem. Gdy tylko otworzyła drzwi do pierwszego pomieszczenia, które mieliśmy zwiedzać, a była to jej sypialnia, i przykleiła się do mnie, pod byle pretekstem uciekłem do ciebie. - Dotknął mojego policzka. - Bo właśnie wtedy sobie uświadomiłem, że.....
            - Że co? - Wyszeptałam.
            - Że cię kocham, Agila.... - Chwycił mnie pod brodę i pocałował.W tej chwili byłam najszczęśliwszą kobietą w całym wszechświecie...
              - Chciała. Ale się jej nie udało.
          

niedziela, 3 listopada 2019

Wojna damsko - męska. 11.

        Odstawiliśmy Mateusza z jego ciężarną podwójnie żoną do hotelu. Hotel znajdował się obok szpitala, żeby po prostu pacjentom było wygodnie. W ogóle cała planeta nastawiona była na to, żeby ludziom żyło się wygodnie i żeby wszyscy byli wobec siebie życzliwi. I dobrzy. I raczej nam się to udawało. W hotelu obsługa nie chciała opłaty za noclegi - powiedziano, że są to moi goście, więc jest to dla nich zaszczyt, że mogą pomóc.    
         Postanowiłam, że jak brat Pawła ochłonie, to porozmawiam z nim co planuje po porodzie. Jak długo chce zostać, co z ewentualnymi wydatkami. Ale na to przyjdzie jeszcze czas.
        - Zostawimy was teraz, żebyście odpoczęli po przeżyciach dzisiejszego dnia - był dość intensywny.Gdybyście czegoś potrzebowali, to telefonujcie albo pójdźcie do obsługi, to wam pomogą. Załatwioną macie kolację albo do pokoju, albo pójdziecie do restauracji. To jak wolicie. Plaża jest naprzeciw. Są tam ławki i leżaki, parasole, więc gdybyście poszli, będzie wygodnie. My musimy już jechać też się ulokować w naszych kwaterach.
         Wyszliśmy. Na schodach wejściowych do hotelu Paweł chwycił mnie za ramię i zatrzymał.
         - Aga jutro są urodziny twojej babci, jak zrozumiałem?
         - Tak a co?
         - Czy.... Bo ja nie wiem....
         - No słucham?
         - Bo.....
         - Wykrztuś z siebie.
         - My jutro.....
         - A chodzi ci o to czy mu będziemy na tych urodzinach? No raczej byłoby miło. jak już tu jesteśmy. Ojca nie ma, nie wiem co z..... A Ute zwykle nie ma czasu, jest w szpitalu. Wypada dotrzymać babci towarzystwa skoro i tak wszyscy już wiedzą, że jestem. To mała planeta, wiadomości szybko się rozchodzą a nie było mnie tu cztery lata.
        - Sęk w tym, że ja nie przewidziałem takiej okoliczności i nie mam nic do ubrania.
        - Dobrze, że o tym pomyślałeś. Ja pewno w domu bym coś znalazła ale wolę kupic coś nowego. Pojedziemy poszukać też czegoś dla ciebie.
         Jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy. Ja sukienkę znalazłam bez trudu. Garnituru dla Pawła poszliśmy poszukać u pana Stanisława. To krawiec, u którego moja rodzina szyła garnitury od lat. Chcieliśmy kupić coś gotowego ale pan Stanisław powiedział, że to dla niego zaszczyt uszyć coś dla mego gościa. Zdjął miarę i polecił swoim pracownikom rozpocząć krojenie garnituru a gdy chciałam wpłacić zaliczkę powiedział, żebym mu pozwoliła doświadczyć zaszczytu zrobienia gestu wdzięczności dla mojej rodziny i nie brać opłaty za szycie. Zatem nie wypadało mi płacić. Wróciliśmy do pałacu. Na kolecję zakończoną obłędnym seksem.

         Wyszłam spod prysznica. Uśmiechnęłam się do leżącego nadal na łóżku Pawła.
         - Chodź tu piękna. - Wyciągnął do mnie rękę. Usiadłam na łóżku.
         - Powinnam chyba wrócić do swojego pokoju.
         - Zostań, proszę...
         - Dobra, zostanę. Posuń się.
         Zasnęliśmy jak dzieci prawie od razu. Lubiłam się kłaść do łóżka z Pawłem. Był taki ciepły. I piękny, umięśniony. Męski.
         Za oknem było jeszcze ciemno, gdy poczułam słodki pocałunek za swoim uchem. Jak miło było się tak budzić. Na swoim biodrze poczułam ciepłą dłoń Pawła. Zaczął masować moje podbrzusze. Jęknęłam cichutko. Całował mnie i dotykał. Przeniósł dotyk na pośladki. Ugniatał je i masował. Wsunął rękę pomiędzy moje uda. Jego niecierpliwe palce szukały mojej ciepłej dziurki. Aż znalazły. Potrafiłam tylko cichutko jęczeć. Z rozkoszy. Wiedziałam do czego to mogło nas zaprowadzić. I z niecierpliwością tego oczekiwałam. Paweł był naprawdę dobry w te klocki... Masował moje wnętrze. Pocierał i robił kółka. Czułam, że robię się tak mokra... Chciałam się odwrócić w jego kierunku, żeby go pocałować ale zablokował mnie swoim ciałem. Czyżby chciał mi zrobić palcówkę, pomyślałam? Paweł przeniósł swoją rękę znów do przodu. Wilgotnymi od soków z cipki palcami znalazł łechtaczkę. Wiedział jak ją pobudzić. Moim ciałem zaczęły szarpać niekontrolowane spazmy nadchodzącej rozkoszy. Poczułam, że kolano Pawła wchodzi między moje uda. Na pupie poczułam ciepłego twardego kutasa. Podciągnął mnie, żeby zmienić kąt ułożenia mojej pupy i do mokrego wnętrza wtargnął jego gorący instrument. Ręka Pawła nadal pieściła moją łechtaczkę, jednocześnie mnie przytrzymując, żeby mnie wygodnie posuwać. Penetracja była płytka, więc pocieranie mojej łechtaczki robiło dobrą robotę. Nie byłam w stanie się ruszyć. Seks z Pawłem był tak dobry, tak zniewalający... Pojękiwałam z cicha, zagryzając jednocześnie zęby na swoim przedramieniu, żeby nie być zbyt głośno. Świt się budził i ktoś mógł nas usłyszeć. Wczoraj mi to nie przeszkadzało ale dziś... Doszliśmy wspólnie. Razem. Jednocześnie. Ja o dwie sekundy wcześniej niż Paweł. Jęknął z rozkoszy w mój kark, przygryzając potem płatek mojego ucha. Znów moje wilgotne wnętrze wypełniła jego sperma. To mi przypomniało, że nadchodzi czas wymiany implantu, który mnie chronił przed niechcianą ciążą. Życie...
          Wzięliśmy prysznic. Potem było śniadanie i wybraliśmy się do miasta do fryzjera, kosmetyczki i po odbiór garnituru. W międzyczasie odwiedziliśmy Mateusza z żoną i spędziliśmy z nimi parę godzin.
          Wieczorem, odpicowani jak mrówki na wiadomo co, witaliśmy babcinych gości w drzwiach pałacu. Trzeba przyznać, że przyszła śmietanka Mei...

CDN...

sobota, 2 listopada 2019

Wojna damsko - męska. 10.

    - Co to jest, do kurwy nędzy!!! Co ty odwalasz?! Najpierw nie mówisz mi, że zmieniłaś bez mojej wiedzy dostęp do stref na chipa a teraz to?! Za kogo ty mnie masz! Ale dałem się wkręcić!!! Wydymałaś mnie na cacy! Kurwa!!!! Ja pierdolę!!!
   Wkurwił się na maksa i nie można mu się dziwić...
    - Nie krzycz Paweł. Nie krzycz. Proszę cię. - Jak ja mam mu o wytłumaczyć?
    - Dobra! Dobra. Ale nic z tego nie rozumiem. Jestem skołowany i wkurwiony. Wytłumaczysz mi tę sytuację? - Wysiadłam z auta. Musiałam zmierzyć się z tą sytuacją, choć nie będzie to łatwe. Musze mu to wytłumaczyć, żeby nie stracić jego zaufania. - Co to było? - Wskazał ręką na dom. - Ten... pałac! Co to jest? Twój dom rodzinny?
    - Tak. To mój dom rodzinny. Pochodzę z tej planety. Nie mówiłam ci w obawie, że byś się nie zgodził na ten lot. A mnie zależało, żeby im pomóc.
    - Zaryzykowałaś lot o tej porze roku tylko dlatego, żeby przylecieć do domu?
    - Nie. Lot nie był ryzykiem. Latałam tu tysiące godzin różnymi pojazdami i o różnych porach roku. Nigdy nie miałam wypadków, najwyżej małe otarcia. Poleciałabym gdziekolwiek, na jakąkolwiek planetę. Uwielbiam latać a nie robiłam tego bardzo długo.
    - Powiedzmy, że ci wierzę. - Nadal nie spojrzał w moją stronę. Wkurzył się...
    - Dostęp do stref powiększyłam, żeby kupić dla nas lepsze produkty. Nie chciałam, żebyś pomyślał, że chcę uciec. Zależy mi na twoim zaufaniu. - Próbowałam nawiązać z nim kontakt wzrokowy. - Jestem ci wdzięczna za to, co dla mnie zrobiłeś. Zaryzykowałeś kupę kasy i swój honor, żeby mnie wyciągnąć z koloni karnej. Doceniam to. Nie zniszczę twojej kariery tylko dlatego, żebym mogła zobaczyć swoich bliskich. Musisz mi uwierzyć!
    - Agila to twoje prawdziwe imię? - Odwrócił się do mnie. Pięści trzymał zaciśnięte. W oczach było widać ogień - smutek i złość.
    - Tak. Nazywam się Agila. Na Ziemi łatwiej używać ziemskiego odpowiednika - Aga, Agnieszka. Ale po urodzeniu babcia nazwała mnie Agila. Z akcentem na pierwsze a.
    - A ten... Ute? To kto dla ciebie?
Uśmiechnęłam się w duchu. Fakt, że z Ute przywitałam się bardzo wylewnie, rzucając się mu na szyję i całując. Czyżby Paweł był zazdrosny? Wszystko na to wskazuje. To wzburzenie...
    - Ute... Ute to mój brat. Rodzony. Starszy brat. - Zdziwienie u niedowierzanie zobaczyłam w oczach Pawła. - Na prawdę. Jest ordynatorem oddziału położnictwa, tego najlepszego w całym kosmosie i jednocześnie jest królem na tej planecie. To wszystko.
    - Jak to królem? Serio? Nie wiedziałam, że jeszcze gdzieś są królowie.
    - Tak. Nasz ojciec abdykował na jego rzecz. I wyjechał, nie wiadomo dokąd. Ale to tylko tytuł.
    - Miałaś rację. Gdybym wiedział to wszystko wcześniej to nie wiem czy byśmy wyjechali.
    - Ale już tu jesteśmy. I nie zmienimy faktu, że stąd pochodzę. Wrócę z tobą na Ziemię, jak obiecałam. Daję ci na to moje słowo!!! - Paweł zaczął się zbliżać. Jego bliskość była tak kojąca. Nie chciałam, żeby stracił do mnie zaufanie. Poczułam na swoich wargach dotyk jego ust. Ciepły oddech. Nasze usta się złączyły. Miło było się z nim całować. Uwielbiałam to. Ten jego chwyt mojej głowy, żebym mu nie uciekła. Taki mocny i delikatny jednocześnie. Ciepły. Jednak musieliśmy zaczekać z naszą namiętnością do wieczora. Teraz najważniejsze byo odstawić jego rodzinę do hotelu, żeby wypoczęli.

Cdn...