Weszłam do domu i zamknęłam za nami drzwi. Oparłam się o nie. Zamknęłam oczy. Ciężki dzień...
Poczułam jak Paweł do mnie podchodzi. Jego ciepło, zapach. Taki kojący.Na ustach poczułam jego oddech. Delikatnie musnął moją dolną wargę. Jego obecność-taka kojąca, ciepła, mocna. Było mi tak dobrze. Spokojnie. Bezpiecznie... Pod bluzką poczułam jego dłonie. Silne. Ciepłe. Jego dotyk, dający tyle ciepła i przyjemności wędrował w górę. Pocałunki z pierwszych, delikatnych, zaczęły się robić co raz mocniejsze, głębsze aż do połączenia naszych języków. Oddechy stały się jednością. Paweł ściągnął moją bluzkę przez głowę. Pocałunki zeszły na szyję. Były mile wilgotne, powolne. Ręce powędrowały na zapięcie biustonosza. Zapięcie szybko uległo i moje piersi wyskoczyły-wolne wreszcie i swobodne, chętne jego dotyku. Paweł przycisnął mnie do drzwi wejściowych. Na podbrzuszu poczułam jak bardzo jest podniecony. Napierał na mnie biodrami tak mocno, że zaczęłam się robić wilgotna między nogami. Moje piersi poczuły ciepło jego rąk. Sutki stanęły, gotowe na pieszczotę. Paweł zareagował odpowiednio. Pocałunki przeniosły się właśnie w to miejsce. Zaczynałam jęczeć z rozkoszy. Potrafiłam ze zmęczenia ale też będąc zakleszczoną w jego uścisku, jedynie dotykać go. Jakoś udało mi się rozpiąć mu koszulę i spodnie. Właściwie tylko pasek i guzik. Jesu jak ja go pragnęłam. Pragnęłam zatopić się w nim, zapomnieć o całym świecie. Wreszcie się odprężyć.
- Pamiętasz co ci powiedziałem? - Zapytał pomiędzy całowaniem prawej a lewej piersi.
Pamiętałam. Ale chciałam to jeszcze raz usłyszeć. Potwierdzenie.
Ręce Pawła powędrowały na moją pupę. Przyciągnął mnie do siebie i spojrzał prosto w oczy.
- Kocham cię.
Przestałam oddychać. A przynajmniej tak mi się wydawało. Nie chciałam spłoszyć chwili.
- Kocham cię! Kurde! Kocham cię!!! - Uśmiechnął się całym sobą. O ile to możliwe. - I teraz będę się z tobą kochać a potem się z tobą ożenię i będę mieć dzieci! - Zatchnęło mnie na te słowa. Nie wiedziałam co i czy w ogóle coś odpowiedzieć. - Po kolei. Najpierw do sypialni zapraszam. No to poszłam...
Usiadłam na łóżku. Pomogłam Pawłowi uwolnić się ze spodni a on w tym czasie zdjął górę. Jesu jakiż on był pięknie zbudowany. Półbóg... Moje podniecenie poszybowało w górę. Paweł rozpiął moje spodnie i ściągnął je razem z majtkami. Przesunęłam się dalej na łóżko, żeby zrobić mu miejsce. Wszedł na łóżko i zatrzymał się nade mną. Nasze nogi się poplątały. Uniosłam się na łokciach. Paweł się pochylił, sięgając moich ust. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Ja robiłam się co raz bardziej mokra. Gotowa, żeby przyjąć go w środku. Sutki tak zachęcająco sterczały. Jak Paweł wziął je do swoich ciepłych ust i zaczął ssać, mnie zaczynały przeszywać znajome fale rozkoszy. Nie potrafiłam wytrzymać z podniecenia. Jak gimnazjalistka. Ja, twardy glina, były wojskowy snajper, miękłam jak roztopiona czekolada pod jego dotykiem... Paweł oderwał się od sterczącego sutka i pocałował mnie między obojczykami. Odchyliłam głowę na poduszkę. Przymknęłam oczy. Paweł oparł się na łokciach, zmuszając mnie tym samym do położenia się na plecach. Bezwstydnie rozłożyłam nogi, nie mogąc się doczekać, żeby mieć go już w środku. Paweł całował moją szyję, wystające obojczyki, miejsce między piersiami, tym razem je pomijając. Oddech miałam urywany. Pierś moja falowała. W rytm tych falowań Paweł przenosił swoje pocałunki co raz niżej. I niżej. Poczułam jak przeszywa mnie bardzo mocna fala rozkoszy i zorientowałam się, że pocałunki mojego partnera przeniosły się już na mój brzuch. Przemknęła mi przez głowę myśl, że to odlot fajniejszy niż podczas brania dragów... Uniosłam powieki. Zauważyłam, że penis Pawła osiągnął już chyba granice dojrzałości. Gruby, długi, ciepły, pulsujący. Och jak będzie dobrze mieć go wreszcie w cipce... Jak on mnie torturuje tą nieziemską rozkoszą! Tak mi dobrze, i tak mi źle... Paweł delikatnie ale stanowczo rozchylił moje uda. Poczułam nad prawym kolanem jego pocałunki. Posuwał się w górę. Tym razem szybciej. Na lewej nodze czułam delikatnie uciskający masaż. Poddawałam się temu całkowicie. Bez protestów. Bez woli. Zatopiona w rozkoszy. Pocałunki dochodziły prawie do pachwiny, gdy poczułam jak wchodzą we mnie jego dwa palce. Zdolny był skubaniec, bo od razu trafił w punkt G.. Moje ciało wygięło się w łuk z rozkoszy. Ach! Jęknęłam. Opadłam bez sił z powrotem na łóżko. Moja cipka zacisnęła się na jego palcach i pierwsza fala nadchodzącego orgazmu rozlała się po całym wnętrzu. Nie potrafiłam się ruszyć, nic powiedzieć, żeby przyspieszyć jego wejście we mnie. Poddawałam się. Odleciałam. Paweł chwycił moje pośladki. Podciągnął mnie do siebie i nagle to poczułam! Wreszcie! Wszedł we mnie cały, do końca, po same jaja, głęboko ale powoli. Wypełnił mnie całą. Tak! Tego mi było potrzeba! Wilgotne, chętne, gorące wnętrze zacisnęło się na twardym fiucie i nie chciało go już nigdy wypuścić. Paweł połączył nasze dłonie.
- Aga. Spójrz na mnie. - Wyszeptał.
Spojrzałam. W jego oczach zobaczyłam bezdenne pożądanie.
- Kocham cię. - Tylko tyle i aż tyle. Pocałował mnie. Delikatnie. A potem wyciągnął prawie całego fiuta z cipki. I wsadził ponownie, utrzymując kontakt wzrokowy. Ja nie wytrzymałam. Zacisnęłam powieki i wygięłam się w łuk. Opadłam a wtedy Paweł pchnął znów. I znów. Przestałam kontrolować siebie. Mój organizm działał jak mu podpowiadała intuicja. Nadchodząca rozkosz była nieunikniona. Powoli, falą wznoszącą wzbierała... Jakby tego było mało nasze oddechy się zrównały. Ruchy stały się jednością. Jakby jedno wyczuwało drugie.
- Aga. - Cichy szept. - Aga...
Otworzyłam oczy. I w tej chwili to poczułam. Gorące wnętrze wciągnęło gorącego fiuta i wyssało z niego wszystkie soki. Jęknęliśmy jednocześnie. Orgazm, którego doświadczyłam, był jednym z tych wszechogarniających. Rozlewający się aż po czubki palców. Zabierający słuch, węch, możliwość ruchu. Została tylko rozkosz....
- Aga. - Po chwili dotarł do mnie jego głos. - To było mega. Jak mi tego brakowało...
Pewnie wszyscy myślą, że po wszystkim zasnęliśmy. Nie - wtedy zaczęły się nocne rozmowy, wyjaśnienia. Z przerwami na kontynuowanie...
Blog o miłości namiętność seksie kochaniu przyciąganiu pożądaniu pragnieniu bliskości.
czwartek, 21 września 2017
czwartek, 24 sierpnia 2017
S & D & RR. cd. 17.
Zwinęliśmy z firmy kogo się dało i przyjechaliśmy na osiedle domków jednorodzinnych. W jednym z nich zabarykadował się ktoś z zakładnikiem. Mundurowych było całe mnóstwo. Nas też niemało. Byli wszyscy, którzy mogli. Czekaliśmy na czarnych. Kurde-ja nie lubię tak czekać, wolę działać.
- Co wiemy? - Zapytałam Starego. Wszyscy byliśmy w kucki, za samochodem Stefana.
- Wiemy tylko tyle, że porywacz to były wojskowy. Jako zakładnika ma swoją piętnastoletnią córkę. - Tyle się dowiedział Stary podczas jazdy na miejsce.
- O co mu chodzi? - Zapytał Gniewomir. Znam go dobrze- nie lubi takich typów.
- Tłumaczył chłopakom, którzy byli tu pierwsi, że odmówili mu dodatku do renty wojskowej. Wkurzył się i wziął jako zakładnika pierwszą lepszą osobę. - Widać było, że Stary jest wkurzony na maksa. - Kurde! Musimy coś wymyślić. Prokuratorze! Kiedy przyjadą czarni - wiadomo? - Stefan zwrócił się do Gniewomira.
- Niestety musimy na nich poczekać jeszcze z piętnaście minut. Cholera! - Wszystkim nam zależało, żeby dziewczynie nic złego się nie stało.
Z porywaczem cały czas gadał nasz negocjator. Moim zdaniem był niedoświadczony. Ale , jak na razie, dawał radę go zagadywać. My w tym czasie ubieraliśmy kamizelki kuloodporne.
- Może na razie, jak negocjator go zagaduje, podejdziemy od tyłu i spróbujemy go obezwładnić? - Powiedziałam w stronę Starego. Tylko tyle potrafiłam wymyślić na szybko.
- Myślisz? To może się udać. - Po krótkim namyśle wypowiedział się Stefan. - Facet ewidentnie ma pierdolca albo depresję. Raczej jest zdesperowany. Nie wierzę, żeby można mu było pomóc instytucjonalnie.
Aż zbyt dobrze rozumieliśmy co Stefan ma na myśli. Wszyscy tkwiliśmy w systemie po uszy i dobrze wiedzieliśmy, że jednostka nic nie znaczy. Że nawet taki akt desperacji w niczym nie pomoże, nic nie da. Faceta, jak uda się go obezwładnić, zamkną w psychiatryku najwyżej. A i tak nikt mu tego dodatku nie dołoży i tyle. Szkoda tylko tego dziecka, które pewno będzie miało po tej sytuacji traumę...
- Mamy jakiś kontakt z negocjatorem? - Zapytał Paweł. Widać było, że szefowanie ma w naturze. Od razu był gotowy do działania, w jego głowie rodził się plan.
- Mamy. Negocjator ma słuchawkę. Powiedzieć mu co zamierzamy? - Zapytał Pawła Gniewomir.
- Tak. Powiedz mu co planujemy. Myślę, że i tak nie będzie mieć odwagi zastrzelić swojego dziecka. Depresja depresją ale instynkt rodzicielski jest chyba mocniejszy? - Dywagował Paweł. Wszyscy mieliśmy taką nadzieję. Wszyscy oprócz mnie. Ja niestety już tyle się naoglądałam różnych sytuacji nieprawdopodobnych, że nie miałam złudzeń. Jak wtedy, na misji, o czym oględnie opowiedziałam chłopakom, kiedy rodzice przyprowadzili swoją córkę ubraną w pas szahida, żeby nas rozwalić, i którą musiałam zdjąć jednym celnym strzałem, żeby nie mogła bomby odpalić ani ona, ani jej rodzice. To było najtrudniejsze moje zadanie... Teraz zdawałam sobie sprawę, że porywacz będzie raczej celem do zdjęcia... Nie podzieliłam się jednak z chłopakami swoimi przemyśleniami... Biłam się z myślami co zrobić... Może można coś innego wymyślić...
- Idziemy wszyscy. - Paweł rzucił okiem dookoła, przez chwilę zatrzymał go na mnie. - Wszyscy się skradamy na tył domu i próbujemy po cichu wejść. Odciągamy porywacza od zakładnika i po sprawie. Nie ma czasu czekać na czarnych, bo facet robi się co raz bardzie nerwowy. Zauważyliście, że podniósł głos? - Podziwiałam Pawła za takie podejście do sprawy. Fakt, robiło się gorąco. - Prokurator powiedziałeś negocjatorowi, ze wchodzimy? - Zapytał Gniewka Paweł.
- Tak, powiedziałem. Skinął głową, ze rozumie. Odliczę do pięciu, on wie, że po tym idziecie na tyły. - Kurde jacy my byliśmy poważni. Sprawa nie wyglądała ciekawie. W każdej chwili mogło coś pęknąć.
Jakoś instynktownie czułam, że negocjator nie da rady... Pchało mnie wewnętrznie, żeby coś zrobić... Ale co?... Myśl Aga, myśl...
Zadziałał instynkt...
Paweł dał hasło, że za chwilę ruszamy. Gniewomir odliczał.
- Pięć! - Padło z ust Gniewka.
Ruszyliśmy. To znaczy chłopaki ruszyli. W kucki na tył domu. Ja wyszłam na środek placu przed domkiem. Kątem oka zobaczyłam, że Paweł zauważył mój manewr. Zawahał się ale poszedł w przód.
Ręce miałam podniesione do góry.
- Hej! Pogadajmy! Jak wojskowy z wojskowym! - Zakrzyknęłam w stronę okna. Tam od czasu do czasu było widać porywacza z zakładnikiem, kiedy rozmawiał z negocjatorem. Pojawił się jego cień.
- Jak to? Ktoś ty? - Zakrzyknął porywacz.
- Pół roku temu wróciłam z misji pokojowej. Witam bracie! - Zakrzyknęłam ja. Miałam nadzieję, że nasze porykiwania zagłuszą próbę wejścia chłopaków. - Pogadajmy!
- Gdzie byłaś, w jakiej jednostce. - Nie ufał mi. Nawet mu się nie dziwiłam. Powiedziałam dane, które mogły być zrozumiałe tylko dla wojskowego.
- Masz broń? - Zapytał.
- Nie, nie mam! - Zakrzyknęłam. I obróciłam się dookoła swojej osi, żeby zobaczył, że nie mam nic schowanego.
Udało się! Chyba mi uwierzył, bo zaczął ze mną rozmawiać, zbliżając się do okna. Gestem odprawiłam z placu negocjatora, który już zaczynał się trząść ze stresu. Po fakcie się dowiedziałam, że był to nowo przyjęty psycholog i to były jego pierwsze negocjacje. No! To ja dziękuję za taką inicjację!
- Jak masz na imię? - Zapytałam.
- Darek. - O dziwo odpowiedział.
- Darek! Kolego! Może puścisz zakładnika. Przecież twoja sprawa już jest nagłośniona. Nie może się skończyć negatywnie. - Jak ja potrafię kłamać jak z nut, jeżeli trzeba. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic to nie załatwi. Najwyżej załatwi siebie. Na cacy. Na amen. Jednak w tej chwili najważniejsze było dla mnie życie zakładnika.
- Nie! Dopóki nie przyjdzie ty jakiś urzędas z pismem dla mnie! - Darek nie dawał się przekonać.
- Darek a po co ci urzędas? Poproś o helikopter. Poleci nisko, żaden radar go nie wykryje. Nie będzie pościgu i obławy. Wywiezie cię w okolice jakiegoś dużego miasta. Wyląduje na łące a ty się wtopisz w tłum ludzi. Przejedziesz za granicę i będziesz sobie wygodnie żyć. Taką masz alternatywę. W tym przypadku twoja córka nie będzie cię mogła widywać legalnie ale będzie miała ojca żywego. W innym przypadku pójdziesz siedzieć a twoja córka będzie cię widywać całkiem legalnie. Jednak wtedy cofną ci całość pieniędzy z wojska i córka będzie bez grosza. Wybór należy do ciebie. - Chciałam wzbudzić w nim jakieś uczucia dla dziecka, żeby nie zrobił jej krzywdy. W oczach dziewczyny było widać strach. I łzy. Ojciec trzymał ją pod brodę lewą ręką, w prawej miał pistolet i cały czas trzymał go przy jej skroni. Żal mi jej było. Kutas a nie ojciec... Utknęliśmy w martwym punkcie. Wydawało mi się, że nasza rozmowa trwa i trwa i nie ma końca. Gdzie te chłopaki? Nagle...
- Okłamałaś mnie! - Zakrzyknął w moim kierunku porywacz. Chyba dosłyszał jakiś hałas zza swoich pleców bo na chwilę się obrócił w tył. Jak spojrzał na powrót na mnie, to jego wzrok miał moc zabijania. Teraz ja też usłyszałam chłopaków.
Zobaczyłam jak w moim kierunku porywacz wyciąga rękę z pistoletem. Usłyszałam strzał i zobaczyłam wylatującą kulę. Mogłam ocenić jak celnie leci i gdzie trafi. Nie było czasu na zbyt długie myślenie. Trwało to sekundy... Za paskiem, z tyłu, pod kamizelką, miałam schowanego gnata. W ćwierć sekundy oceniłam, że jak go wyciągnę i wezmę w dwie ręce, to kula trafi mnie pod lewą pachą. Unieruchomi mnie to na kilka tygodni. Jak wyceluję prawą ręką, to wprawdzie strzał będzie mniej precyzyjny ale oberwę w kamizelkę. Najprawdopodobniej... Przez głowę przeleciała mi myśl, że może Darek dawno nie strzelał... Nie chciałam zrobić krzywdy nikomu a zdawałam sobie sprawę, że teraz Darek wyceluje w dziewczynę...
Sięgnęłam po gnata. Odruchowo stanęłam w pozycji do strzału z jednej ręki. Wymierzyłam, ustabilizowałam ciało i przede wszystkim rękę, i nacisnęłam spust... Poczułam uderzenie jego kuli. Pomyliłam się. Spojrzałam gdzie mnie trafił. Uffff... Gdyby nie kamizelka, to miałabym roztrzaskane płuco. Najprawdopodobniej kula ominęła by serce... Gdybym uniosła rękę... Oj...
Podniosłam wzrok. Zobaczyłam w oknie Pawła! Patrzył prosto we mnie. Szeroko otwartymi oczami. Stał dokładnie za porywaczem. Spojrzałam na niego. Przełknęłam ślinę. Spojrzałam na niebo. Cichy, spokojny błękit. Jakby nic się nie stało. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech... Ktoś się do mnie zbliżył. Otworzyłam oczy. Paweł. Podszedł bliżej. Objął mnie lewą ręką w pół. Pocałował w czoło.
- Kocham cię! - Powiedział. - Ale kurwa nie ryzykuj tak nigdy więcej... - Wyszeptał. Zamknął mnie w kleszczowym uścisku.
Wypuściłam gnata z ręki...
- Co z zakładnikiem. - Wyszeptałam.
- Żyje. Porywacz dostał kulkę w prawe oko. Dokładnie. Nie zdążył nikogo skrzywdzić. - Odetchnął głęboko Paweł. Z domku wrócili chłopcy.
- Sytuacja opanowana. Wszystko ok! - Usłyszeliśmy. Za naszymi plecami rozległy się oklaski...
A po odwaleniu papierkowej roboty poszliśmy, Ja z Pawłem, do łóżka............................;-) Działo się ale o tym w następnym...
- Co wiemy? - Zapytałam Starego. Wszyscy byliśmy w kucki, za samochodem Stefana.
- Wiemy tylko tyle, że porywacz to były wojskowy. Jako zakładnika ma swoją piętnastoletnią córkę. - Tyle się dowiedział Stary podczas jazdy na miejsce.
- O co mu chodzi? - Zapytał Gniewomir. Znam go dobrze- nie lubi takich typów.
- Tłumaczył chłopakom, którzy byli tu pierwsi, że odmówili mu dodatku do renty wojskowej. Wkurzył się i wziął jako zakładnika pierwszą lepszą osobę. - Widać było, że Stary jest wkurzony na maksa. - Kurde! Musimy coś wymyślić. Prokuratorze! Kiedy przyjadą czarni - wiadomo? - Stefan zwrócił się do Gniewomira.
- Niestety musimy na nich poczekać jeszcze z piętnaście minut. Cholera! - Wszystkim nam zależało, żeby dziewczynie nic złego się nie stało.
Z porywaczem cały czas gadał nasz negocjator. Moim zdaniem był niedoświadczony. Ale , jak na razie, dawał radę go zagadywać. My w tym czasie ubieraliśmy kamizelki kuloodporne.
- Może na razie, jak negocjator go zagaduje, podejdziemy od tyłu i spróbujemy go obezwładnić? - Powiedziałam w stronę Starego. Tylko tyle potrafiłam wymyślić na szybko.
- Myślisz? To może się udać. - Po krótkim namyśle wypowiedział się Stefan. - Facet ewidentnie ma pierdolca albo depresję. Raczej jest zdesperowany. Nie wierzę, żeby można mu było pomóc instytucjonalnie.
Aż zbyt dobrze rozumieliśmy co Stefan ma na myśli. Wszyscy tkwiliśmy w systemie po uszy i dobrze wiedzieliśmy, że jednostka nic nie znaczy. Że nawet taki akt desperacji w niczym nie pomoże, nic nie da. Faceta, jak uda się go obezwładnić, zamkną w psychiatryku najwyżej. A i tak nikt mu tego dodatku nie dołoży i tyle. Szkoda tylko tego dziecka, które pewno będzie miało po tej sytuacji traumę...
- Mamy jakiś kontakt z negocjatorem? - Zapytał Paweł. Widać było, że szefowanie ma w naturze. Od razu był gotowy do działania, w jego głowie rodził się plan.
- Mamy. Negocjator ma słuchawkę. Powiedzieć mu co zamierzamy? - Zapytał Pawła Gniewomir.
- Tak. Powiedz mu co planujemy. Myślę, że i tak nie będzie mieć odwagi zastrzelić swojego dziecka. Depresja depresją ale instynkt rodzicielski jest chyba mocniejszy? - Dywagował Paweł. Wszyscy mieliśmy taką nadzieję. Wszyscy oprócz mnie. Ja niestety już tyle się naoglądałam różnych sytuacji nieprawdopodobnych, że nie miałam złudzeń. Jak wtedy, na misji, o czym oględnie opowiedziałam chłopakom, kiedy rodzice przyprowadzili swoją córkę ubraną w pas szahida, żeby nas rozwalić, i którą musiałam zdjąć jednym celnym strzałem, żeby nie mogła bomby odpalić ani ona, ani jej rodzice. To było najtrudniejsze moje zadanie... Teraz zdawałam sobie sprawę, że porywacz będzie raczej celem do zdjęcia... Nie podzieliłam się jednak z chłopakami swoimi przemyśleniami... Biłam się z myślami co zrobić... Może można coś innego wymyślić...
- Idziemy wszyscy. - Paweł rzucił okiem dookoła, przez chwilę zatrzymał go na mnie. - Wszyscy się skradamy na tył domu i próbujemy po cichu wejść. Odciągamy porywacza od zakładnika i po sprawie. Nie ma czasu czekać na czarnych, bo facet robi się co raz bardzie nerwowy. Zauważyliście, że podniósł głos? - Podziwiałam Pawła za takie podejście do sprawy. Fakt, robiło się gorąco. - Prokurator powiedziałeś negocjatorowi, ze wchodzimy? - Zapytał Gniewka Paweł.
- Tak, powiedziałem. Skinął głową, ze rozumie. Odliczę do pięciu, on wie, że po tym idziecie na tyły. - Kurde jacy my byliśmy poważni. Sprawa nie wyglądała ciekawie. W każdej chwili mogło coś pęknąć.
Jakoś instynktownie czułam, że negocjator nie da rady... Pchało mnie wewnętrznie, żeby coś zrobić... Ale co?... Myśl Aga, myśl...
Zadziałał instynkt...
Paweł dał hasło, że za chwilę ruszamy. Gniewomir odliczał.
- Pięć! - Padło z ust Gniewka.
Ruszyliśmy. To znaczy chłopaki ruszyli. W kucki na tył domu. Ja wyszłam na środek placu przed domkiem. Kątem oka zobaczyłam, że Paweł zauważył mój manewr. Zawahał się ale poszedł w przód.
Ręce miałam podniesione do góry.
- Hej! Pogadajmy! Jak wojskowy z wojskowym! - Zakrzyknęłam w stronę okna. Tam od czasu do czasu było widać porywacza z zakładnikiem, kiedy rozmawiał z negocjatorem. Pojawił się jego cień.
- Jak to? Ktoś ty? - Zakrzyknął porywacz.
- Pół roku temu wróciłam z misji pokojowej. Witam bracie! - Zakrzyknęłam ja. Miałam nadzieję, że nasze porykiwania zagłuszą próbę wejścia chłopaków. - Pogadajmy!
- Gdzie byłaś, w jakiej jednostce. - Nie ufał mi. Nawet mu się nie dziwiłam. Powiedziałam dane, które mogły być zrozumiałe tylko dla wojskowego.
- Masz broń? - Zapytał.
- Nie, nie mam! - Zakrzyknęłam. I obróciłam się dookoła swojej osi, żeby zobaczył, że nie mam nic schowanego.
Udało się! Chyba mi uwierzył, bo zaczął ze mną rozmawiać, zbliżając się do okna. Gestem odprawiłam z placu negocjatora, który już zaczynał się trząść ze stresu. Po fakcie się dowiedziałam, że był to nowo przyjęty psycholog i to były jego pierwsze negocjacje. No! To ja dziękuję za taką inicjację!
- Jak masz na imię? - Zapytałam.
- Darek. - O dziwo odpowiedział.
- Darek! Kolego! Może puścisz zakładnika. Przecież twoja sprawa już jest nagłośniona. Nie może się skończyć negatywnie. - Jak ja potrafię kłamać jak z nut, jeżeli trzeba. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic to nie załatwi. Najwyżej załatwi siebie. Na cacy. Na amen. Jednak w tej chwili najważniejsze było dla mnie życie zakładnika.
- Nie! Dopóki nie przyjdzie ty jakiś urzędas z pismem dla mnie! - Darek nie dawał się przekonać.
- Darek a po co ci urzędas? Poproś o helikopter. Poleci nisko, żaden radar go nie wykryje. Nie będzie pościgu i obławy. Wywiezie cię w okolice jakiegoś dużego miasta. Wyląduje na łące a ty się wtopisz w tłum ludzi. Przejedziesz za granicę i będziesz sobie wygodnie żyć. Taką masz alternatywę. W tym przypadku twoja córka nie będzie cię mogła widywać legalnie ale będzie miała ojca żywego. W innym przypadku pójdziesz siedzieć a twoja córka będzie cię widywać całkiem legalnie. Jednak wtedy cofną ci całość pieniędzy z wojska i córka będzie bez grosza. Wybór należy do ciebie. - Chciałam wzbudzić w nim jakieś uczucia dla dziecka, żeby nie zrobił jej krzywdy. W oczach dziewczyny było widać strach. I łzy. Ojciec trzymał ją pod brodę lewą ręką, w prawej miał pistolet i cały czas trzymał go przy jej skroni. Żal mi jej było. Kutas a nie ojciec... Utknęliśmy w martwym punkcie. Wydawało mi się, że nasza rozmowa trwa i trwa i nie ma końca. Gdzie te chłopaki? Nagle...
- Okłamałaś mnie! - Zakrzyknął w moim kierunku porywacz. Chyba dosłyszał jakiś hałas zza swoich pleców bo na chwilę się obrócił w tył. Jak spojrzał na powrót na mnie, to jego wzrok miał moc zabijania. Teraz ja też usłyszałam chłopaków.
Zobaczyłam jak w moim kierunku porywacz wyciąga rękę z pistoletem. Usłyszałam strzał i zobaczyłam wylatującą kulę. Mogłam ocenić jak celnie leci i gdzie trafi. Nie było czasu na zbyt długie myślenie. Trwało to sekundy... Za paskiem, z tyłu, pod kamizelką, miałam schowanego gnata. W ćwierć sekundy oceniłam, że jak go wyciągnę i wezmę w dwie ręce, to kula trafi mnie pod lewą pachą. Unieruchomi mnie to na kilka tygodni. Jak wyceluję prawą ręką, to wprawdzie strzał będzie mniej precyzyjny ale oberwę w kamizelkę. Najprawdopodobniej... Przez głowę przeleciała mi myśl, że może Darek dawno nie strzelał... Nie chciałam zrobić krzywdy nikomu a zdawałam sobie sprawę, że teraz Darek wyceluje w dziewczynę...
Sięgnęłam po gnata. Odruchowo stanęłam w pozycji do strzału z jednej ręki. Wymierzyłam, ustabilizowałam ciało i przede wszystkim rękę, i nacisnęłam spust... Poczułam uderzenie jego kuli. Pomyliłam się. Spojrzałam gdzie mnie trafił. Uffff... Gdyby nie kamizelka, to miałabym roztrzaskane płuco. Najprawdopodobniej kula ominęła by serce... Gdybym uniosła rękę... Oj...
Podniosłam wzrok. Zobaczyłam w oknie Pawła! Patrzył prosto we mnie. Szeroko otwartymi oczami. Stał dokładnie za porywaczem. Spojrzałam na niego. Przełknęłam ślinę. Spojrzałam na niebo. Cichy, spokojny błękit. Jakby nic się nie stało. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech... Ktoś się do mnie zbliżył. Otworzyłam oczy. Paweł. Podszedł bliżej. Objął mnie lewą ręką w pół. Pocałował w czoło.
- Kocham cię! - Powiedział. - Ale kurwa nie ryzykuj tak nigdy więcej... - Wyszeptał. Zamknął mnie w kleszczowym uścisku.
Wypuściłam gnata z ręki...
- Co z zakładnikiem. - Wyszeptałam.
- Żyje. Porywacz dostał kulkę w prawe oko. Dokładnie. Nie zdążył nikogo skrzywdzić. - Odetchnął głęboko Paweł. Z domku wrócili chłopcy.
- Sytuacja opanowana. Wszystko ok! - Usłyszeliśmy. Za naszymi plecami rozległy się oklaski...
A po odwaleniu papierkowej roboty poszliśmy, Ja z Pawłem, do łóżka............................;-) Działo się ale o tym w następnym...
piątek, 28 lipca 2017
S & D & RR. cd. 16.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam w poniedziałek rano do firmy. Dzień jak co dzień, jakby weekendu nie było... Zaskoczyła mnie dziwna cisza. Chłopcy, tzn. Stary, Gniewko i Paweł unikali mnie wzrokiem. Nikt się nie odezwał na moje przywitanie. Reszty naszego zespołu jeszcze nie było. A przed moim przyjściem wyglądało to tak (jak się potem dowiedziałam):
Stary jak zwykle był w firmie pierwszy. Siadł za biurkiem i czekał aż pozostali się zlezą... Wszedł Gniewko.
- Cześć!
- Cześć.
W poniedziałek rano, gdy weekend był cichy i spokojny, nikomu nie chciało się ruszać, gadać. Po chwili.
- A gdzie reszta? - Zapytał Gniewomir.
- A na właśnie nie wiem. Już powinni być. - Niemrawo odrzekł Stary.
- Jak spędziłeś weekend? - Zagadnął Starego Gniewko. Takie tam sobie niewinne pytanko.
- W domu z żoną. Wyjątkowo nie mieliśmy żadnych gości, nikt też do nas nie przyszedł. Dlatego poszedłem zrobić test do Agi. - Rzucił Stary.
- Kurde ileż ty jeszcze będziesz jej robił te testy co? - Zapytał Gniewomir.
- Wiem, że przeginam z tym. Ale przecież to był TEN dzień... - Odpowiedział tłumacząc się Stary.
- Ten, to znaczy dzień, w którym miało być wesele? O kurwa i co? - Zainteresował się prokurator.
- No i nic. Jak zwykle czysto. Test ujemny. Ale! - Tu Stary wrzucił znaczącą pauzę. - Wchodzę ci ja do kuchni, żeby to wyrzucić i kogo ja tam widzę? - Znacząca pauza...
- No kogo? - Zaciekawił się Gniewko.
- No i ja tam widzę Pa... - Przerwał Stary. - Paweł! - Stefan przywitał wchodzącego do pokoju mojego szefa.
- Cześć wszystkim! - Niemrawo powiedział wchodzący Paweł. Odpowiedziało mu wspólne cześć! obu panów. Zapadła niezręczna cisza...
- Co jest? - Paweł spojrzał na Starego, na Gniewka. Ten usilnie wpatrywał się w Pawła. Wzrok Pawła skierował się na Stefana.
- Powiedziałeś mu? - Właściwie stwierdził Paweł. Nie był pewny reakcji Gniewka, który przecież był ze mną w związku. Ale przecież to było lata świetlne temu... Już nic nas nie łączyło...
- Paweł! Czy ty przeleciałeś Agę, żeby ją zaliczyć? To był taki jednorazowy występ? - Poważnie zapytał Gniewomir.
- To nie był pierwszy raz. - Odpowiedział mu dwugłos Stefana i Pawła. Spojrzeli na siebie.
- To nie był pierwszy raz. - Cicho powtórzył Paweł.
- Bo, kurwa, jeżeli chciałeś tylko sprawdzić jaka ona jest w łóżku, to robisz błąd. Nie chciałbym być w twojej skórze jak Aga to odkryje, bo jej zemsta będzie okrutna! - Gniewomir wiedział co gada, bo kiedyś był jeden taki dupek na komendzie i się na czymś podobnym nieprzyjemnie przejechał...
- To nie tak. Myśmy już kiedyś byli ze sobą ale... - Zaczął tłumaczyć Paweł. - Po tym pierwszym razie ja już nie potrafię być z żadną kobietą intymnie.
- A co na to twoja narzeczona? - Zapytał Gniewko. Stary tylko siedział z głową spuszczoną w dół i słuchał.
- Moja dziewczyna. - Sprostował Paweł. - Eks-dziewczyna. Wypierdoliła mnie z domu jak jej powiedziałem, że w moim życiu jest inna. - Paweł spuścił głowę. - Próbowałem się kochać i z nią, i nawet poszedłem na dziwki ale nie potrafię... Nie stoi mi... A przy Adze kurwa no! Nie mogę go utrzymać w spodniach. A z drugiej strony głupio mi przed nią, bo w robocie zachowuję się jak głupek, jak początkujący mundurowy. A ona musi ratować moje głupie dupsko... - Widać było, że wypadki w firmie leżą na sercu Pawłowi.
- Kurwa! Paweł! Tyś się zakochał, ja pierdolę! - Ucieszył się Gniewko. Stary tylko kręcił głową z niedowierzaniem na to co słyszy, cały czerwony na twarzy.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam do pokoju. Stary siedział za biurkiem, Gniewko stał naprzeciw wejścia, Paweł pod ścianą po prawej. Tylko Gniewomir spojrzał na mnie i odpowiedział na moje przywitanie.
- Co jest, chłopaki? - Ja za to od samego rana byłam w dobrym nastroju bo postanowiłam, że nic i nikt mi go nie zepsuje. Cisza... Niezręczna cisza?...
- Stefan? - Zapytałam. Cisza...
- Gniewomir poproszę cię na chwilkę. - Powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyszliśmy.
- Co jest kurwa? O co kaman? - Ten, żeby coś powiedział, to trzeba było na niego działać z zaskoczenia.
- No kurde Aga co ja mam ci powiedzieć? - Prokurator a wił się na przesłuchaniu jak najgorszy zatrzymany.
- Powiedzieli ci tak? - Domyśliłam się, że niezręczna cisza dotyczy mojego seksu z Pawłem. - Już ja go sobie pożyczę...
- Aga daj spokój. - Próbował uspokoić moją wściekłość na Pawła. - To dobry facet, najlepszy z gliniarzy, których znałem, oprócz ciebie. - Prokurator też się domyślił, gdzie tkwi źródło mojej furii. - Wychodzi na to, że się w tobie zabujał. Ale sza! Ja ci tego nie powiedziałem. - Szczęka mi opadła. Jak to zabujał? Ja myślałam, że żałuje tego co zrobić, tego co się między nami wydarzyło a ten mi tu z takim tekstem. Szczęka mi opadła i nie potrafiłam wyjąkać słowa.
- Co? - Wyszeptałam.
- No kurde na to wychodzi. Nie potrafi bez ciebie żyć, myśli tylko o tobie, to jak to nazwać? - Prokurator aż się trząsł w środku rozbawiony.
- Wydaje mi się, że się mylisz. - Warknęłam na niego. - Że on żałuje tego co się stało. Już ja sobie z nim pogadam... - Wracała moja cała złość na Pawła. Drzwi do naszego pokoju się otworzyły. Ujrzeliśmy głowę Pawła. W oddali odezwał się telefon, chyba Starego.
- Możemy pogadać Aga? - Zapytał cicho Paweł.
- To myśmy już skończyli tak? - Dla odmiany Prokurator. Już chciał się zerwać z rozmowy.
- Tak. I tak. - Odpowiedziałam obu równocześnie. Chyba nie chcę z nim rozmawiać. Chyba nie chcę usłyszeć tego, czego się spodziewam. Prokurator jeszcze nie zdążył wyjść, Paweł nie zdążył wejść a pojawił się jeszcze Stary.
- Zbierajcie się! Jest akcja! Mundurowi nas potrzebują. Ktoś się zabarykadował z zakładnikiem. Trzeba iść z pomocą. Powiedziałem, że już się zbieramy. - Jak torpedy wyrzucił z siebie słowa Stefan.
Wybiegliśmy wszyscy. Z rozmowy z Pawłem nici...
Stary jak zwykle był w firmie pierwszy. Siadł za biurkiem i czekał aż pozostali się zlezą... Wszedł Gniewko.
- Cześć!
- Cześć.
W poniedziałek rano, gdy weekend był cichy i spokojny, nikomu nie chciało się ruszać, gadać. Po chwili.
- A gdzie reszta? - Zapytał Gniewomir.
- A na właśnie nie wiem. Już powinni być. - Niemrawo odrzekł Stary.
- Jak spędziłeś weekend? - Zagadnął Starego Gniewko. Takie tam sobie niewinne pytanko.
- W domu z żoną. Wyjątkowo nie mieliśmy żadnych gości, nikt też do nas nie przyszedł. Dlatego poszedłem zrobić test do Agi. - Rzucił Stary.
- Kurde ileż ty jeszcze będziesz jej robił te testy co? - Zapytał Gniewomir.
- Wiem, że przeginam z tym. Ale przecież to był TEN dzień... - Odpowiedział tłumacząc się Stary.
- Ten, to znaczy dzień, w którym miało być wesele? O kurwa i co? - Zainteresował się prokurator.
- No i nic. Jak zwykle czysto. Test ujemny. Ale! - Tu Stary wrzucił znaczącą pauzę. - Wchodzę ci ja do kuchni, żeby to wyrzucić i kogo ja tam widzę? - Znacząca pauza...
- No kogo? - Zaciekawił się Gniewko.
- No i ja tam widzę Pa... - Przerwał Stary. - Paweł! - Stefan przywitał wchodzącego do pokoju mojego szefa.
- Cześć wszystkim! - Niemrawo powiedział wchodzący Paweł. Odpowiedziało mu wspólne cześć! obu panów. Zapadła niezręczna cisza...
- Co jest? - Paweł spojrzał na Starego, na Gniewka. Ten usilnie wpatrywał się w Pawła. Wzrok Pawła skierował się na Stefana.
- Powiedziałeś mu? - Właściwie stwierdził Paweł. Nie był pewny reakcji Gniewka, który przecież był ze mną w związku. Ale przecież to było lata świetlne temu... Już nic nas nie łączyło...
- Paweł! Czy ty przeleciałeś Agę, żeby ją zaliczyć? To był taki jednorazowy występ? - Poważnie zapytał Gniewomir.
- To nie był pierwszy raz. - Odpowiedział mu dwugłos Stefana i Pawła. Spojrzeli na siebie.
- To nie był pierwszy raz. - Cicho powtórzył Paweł.
- Bo, kurwa, jeżeli chciałeś tylko sprawdzić jaka ona jest w łóżku, to robisz błąd. Nie chciałbym być w twojej skórze jak Aga to odkryje, bo jej zemsta będzie okrutna! - Gniewomir wiedział co gada, bo kiedyś był jeden taki dupek na komendzie i się na czymś podobnym nieprzyjemnie przejechał...
- To nie tak. Myśmy już kiedyś byli ze sobą ale... - Zaczął tłumaczyć Paweł. - Po tym pierwszym razie ja już nie potrafię być z żadną kobietą intymnie.
- A co na to twoja narzeczona? - Zapytał Gniewko. Stary tylko siedział z głową spuszczoną w dół i słuchał.
- Moja dziewczyna. - Sprostował Paweł. - Eks-dziewczyna. Wypierdoliła mnie z domu jak jej powiedziałem, że w moim życiu jest inna. - Paweł spuścił głowę. - Próbowałem się kochać i z nią, i nawet poszedłem na dziwki ale nie potrafię... Nie stoi mi... A przy Adze kurwa no! Nie mogę go utrzymać w spodniach. A z drugiej strony głupio mi przed nią, bo w robocie zachowuję się jak głupek, jak początkujący mundurowy. A ona musi ratować moje głupie dupsko... - Widać było, że wypadki w firmie leżą na sercu Pawłowi.
- Kurwa! Paweł! Tyś się zakochał, ja pierdolę! - Ucieszył się Gniewko. Stary tylko kręcił głową z niedowierzaniem na to co słyszy, cały czerwony na twarzy.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam do pokoju. Stary siedział za biurkiem, Gniewko stał naprzeciw wejścia, Paweł pod ścianą po prawej. Tylko Gniewomir spojrzał na mnie i odpowiedział na moje przywitanie.
- Co jest, chłopaki? - Ja za to od samego rana byłam w dobrym nastroju bo postanowiłam, że nic i nikt mi go nie zepsuje. Cisza... Niezręczna cisza?...
- Stefan? - Zapytałam. Cisza...
- Gniewomir poproszę cię na chwilkę. - Powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyszliśmy.
- Co jest kurwa? O co kaman? - Ten, żeby coś powiedział, to trzeba było na niego działać z zaskoczenia.
- No kurde Aga co ja mam ci powiedzieć? - Prokurator a wił się na przesłuchaniu jak najgorszy zatrzymany.
- Powiedzieli ci tak? - Domyśliłam się, że niezręczna cisza dotyczy mojego seksu z Pawłem. - Już ja go sobie pożyczę...
- Aga daj spokój. - Próbował uspokoić moją wściekłość na Pawła. - To dobry facet, najlepszy z gliniarzy, których znałem, oprócz ciebie. - Prokurator też się domyślił, gdzie tkwi źródło mojej furii. - Wychodzi na to, że się w tobie zabujał. Ale sza! Ja ci tego nie powiedziałem. - Szczęka mi opadła. Jak to zabujał? Ja myślałam, że żałuje tego co zrobić, tego co się między nami wydarzyło a ten mi tu z takim tekstem. Szczęka mi opadła i nie potrafiłam wyjąkać słowa.
- Co? - Wyszeptałam.
- No kurde na to wychodzi. Nie potrafi bez ciebie żyć, myśli tylko o tobie, to jak to nazwać? - Prokurator aż się trząsł w środku rozbawiony.
- Wydaje mi się, że się mylisz. - Warknęłam na niego. - Że on żałuje tego co się stało. Już ja sobie z nim pogadam... - Wracała moja cała złość na Pawła. Drzwi do naszego pokoju się otworzyły. Ujrzeliśmy głowę Pawła. W oddali odezwał się telefon, chyba Starego.
- Możemy pogadać Aga? - Zapytał cicho Paweł.
- To myśmy już skończyli tak? - Dla odmiany Prokurator. Już chciał się zerwać z rozmowy.
- Tak. I tak. - Odpowiedziałam obu równocześnie. Chyba nie chcę z nim rozmawiać. Chyba nie chcę usłyszeć tego, czego się spodziewam. Prokurator jeszcze nie zdążył wyjść, Paweł nie zdążył wejść a pojawił się jeszcze Stary.
- Zbierajcie się! Jest akcja! Mundurowi nas potrzebują. Ktoś się zabarykadował z zakładnikiem. Trzeba iść z pomocą. Powiedziałem, że już się zbieramy. - Jak torpedy wyrzucił z siebie słowa Stefan.
Wybiegliśmy wszyscy. Z rozmowy z Pawłem nici...
S & D & RR. cd. 15.
- Już idę! - Krzyknęłam w stronę wejścia do mieszkania.
Zdążyłam ubrać spodnie i znaleźć bluzkę i wyszłam do przedpokoju do Starego. On już nie raz przychodził robić mi testy na obecność narkotyków i nie raz wtedy znajdował u mnie jakiegoś faceta, więc teraz się nauczył, żeby nie wchodzić do środka w pewnych sytuacjach.
- Kurde jest ktoś u ciebie? Musimy to jakoś załatwić. Może będziesz mi pisała sms, że jesteś z kimś... - Wymyślił Stefan z lekka zażenowany sytuacją.
- No coś ty. To nie zda egzaminu. Choć lepiej zróbmy ten test i będzie po sprawie. - Pomysł Starego nie był dobry. Żaden pomysł nie był by dobry...
- Co tak długo? - Niecierpliwił się Stary, czekając przed drzwiami łazienki na próbkę mojego moczu.
- No poczekaj. Tak zaraz PO, to ja nie mogę. Mam ci nasikać do pojemnika jego spermą? - Jesu z nim to czasem trzeba z buta gadać, taki jest niedomyślny. W końcu nasikałam i Stary dostał co chciał. - To ja teraz idę pod prysznic. Narki Stefan! - Powiedziałam i zamknęłam drzwi łazienki. Dla mnie te testy to formalność, wiem że jestem czysta... Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Kąpiel nie zajęła dużo czasu. Zakręciłam kran i usłyszałam... Nawet nie wiedziałam, że w mojej łazience tak dobrze słychać rozmowy prowadzone w kuchni...
- Dobra, czyste! - Krzyknął do mnie Stefan. - Wyrzucam. - Wiedziałam, że wchodzi teraz do kuchni i wyrzuca zużyty test do kosza na śmieci. - Paweł? - Nawet ja usłyszałam zaskoczenie, które się pojawiło w głosie Starego.
- Stefan w co ty mnie wpakowałeś? Dlaczego ja do kurwy nędzy nie wiem, że Aga to była dziewczyna prokuratora? Ta, o której w firmie krążą legendy? I dlaczego ty ją nadal sprawdzasz, kiedy twierdzisz, że ona jest już czysta? Że już nie bierze? - Usłyszałam ściszoną rozmowę z kuchni.
- Sprawdzam, bo się o nią boję. Aga miała trudne ostatnie pół roku, trudny powrót do kraju i do pracy. Kocham ją jak własne dziecko.I chyba będę ją sprawdzał do końca życia. A o tym to jakoś się nie zgadało... - Odpowiedział Stefan wyraźnie zaskoczony zarzutami Pawła. - To cześć! - Padło ze strony Stefana, który wyraźnie chciał już opuścić moje mieszkanie. Ubrana w tylko w ręcznik kąpielowy wyszłam spod prysznica. Weszłam do kuchni. Tam nadal, na samym środku, stał zaskoczony i zdziwiony Paweł. Wyglądał niesamowicie seksownie w samych spodniach, bez koszuli, jeszcze z lekka zaczerwieniony po niedawnym seksie...
- Kurwa a ten co tu tak wchodzi jak do siebie? - Zapytał mnie mój super, super szef...
- No taki mamy układ i chyba nic tego nie zmieni. - Westchnęłam. Naprawdę nie mam nic przeciwko testom Starego ale czasem naprawdę wypadają w niesprzyjających sytuacjach.
- Masz na coś ochotę? - Zapytałam Pawła. Po tym co się zdarzyło chciało mi się niemiłosiernie pić. Sięgnęłam po szklanki, żeby nalać nam obojgu wody. Paweł podszedł do mnie bliżej. Pewno chce wziąć szklankę.
- Mam. - Powiedział niskim głosem. - Znów mam ochotę na ciebie. Zobacz. - Wziął moją rękę i położył na swoim kroczu. - Znów mi stoi. A właściwie nie opadł. Tak mnie rajcujesz... - Kurde rzeczywiście. Kutas Pawła nadal był w gotowości. Poczułam przypływającą falę wilgoci w mojej cipce. Poprawna reakcja...
- Chodź. - Szepnęłam i pociągnęłam go za sobą do sypialni. Pchnęłam go na łóżko i uwolniłam rozpalonego kutasa ze spodni. Siadłam okrakiem na leżącym Pawle. Poczułam gorącego penisa na swojej pupie. Paweł przyciągnął moje usta do swoich. Jak ja go pragnęłam. Znowu... Paweł chwycił mnie za pośladki i rozszerzył wejście do mojej cipki. Nasadził mnie na swojego gorącego fiuta.
- Ach! - Jęknęłam, gdy znów mnie wypełnił swoją mocą. Wyprostowałam się. Rozpoczęłam unoszenie swojej pupy nad napalonym Pawłem. Wzajemne ocieranie. Znów. Znów poczułam jak ogarnia mnie nadchodząca rozkosz. Paweł zajął się moimi piersiami. Masował, pieścił je. Delikatnie ale stanowczo. Potem mocniej. Przyciągnął mnie do siebie. Penetracja jego kutasa zmieniła kąt natarcia na moją cipkę. Tak też było dobrze! Teraz Paweł mógł dołączyć ruch swoich bioder do mojego. Trzeba przyznać, że robił to rytmicznie, mocno i głęboko!
- Tak! Tak mi rób... - Wyszeptałam wprost w jego gorące usta.
Paweł przejął inicjatywę. Uniósł mnie lekko nad sobą i zaczął swoimi biodrami zataczać kółka, żeby penetrujący moją cipkę penis ocierał się o całe jej napalone wnętrze. Ja za to mogłam się rozkoszować jego ustami. Dobrze całuje ten mój szef! Ale pozycję wybrałam ja i to ja będę decydować jak się bzykamy! Odchyliłam się do tyłu. Ręce oparłam na nogach Pawła i kontynuowałam unoszenie się i opadanie na kutasie. Co raz szybciej. Rozszerzyłam swoje nogi, żeby jeszcze to pogłębić. O tak! Tak lubić. Wpadłam w swój rytm. Nie do zatrzymania. Prowadzący prosto do spełnienia, do orgazmu. Paweł to zauważył i dostosował się do mnie. Pomagał mi podtrzymując mnie za biodra. Na jego twarzy malował się nadchodzący finał. Nie byłam już w stanie powstrzymać nieuchronnie nadchodzącej rozkoszy. Moja cipka zacisnęła się na penisie po raz ostatni i poczułam wszechogarniającą rozkosz. Gardłowy krzyk spełnienia wydobył się z mojego wnętrza. Paweł poruszył się pode mną jeszcze parę razy i też jęknął. Jesu! Nawet jego jęki rozkoszy są rozkoszne... To znaczy bardzo, bardzo fajne. Od razu wiadomo, że było mu nieziemsko!
- Jesteś niesamowita! - Wyszeptał zmęczony ale zadowolony mój szef...
- Jesu ty też... - Odwzajemniłam się.
Padliśmy zmęczeni na łóżko, wtuliliśmy się w siebie na łyżeczkę i zasnęliśmy zmęczeni.
Obudził mnie chłód. Słońce wstawało. Pawła nie było. A może to był sen? Taki! seks snem?!?! Niemożliwe... Pić... Strasznie chce mi się pić... Wstałam. Na stoliku w pokoju zauważyłam kartkę.
"Wyjechałem do swojego ojca. Muszę wszystko przemyśleć. Przepraszam. Paweł"
Tylko tyle. Aż tyle? Hmmm...
Zdążyłam ubrać spodnie i znaleźć bluzkę i wyszłam do przedpokoju do Starego. On już nie raz przychodził robić mi testy na obecność narkotyków i nie raz wtedy znajdował u mnie jakiegoś faceta, więc teraz się nauczył, żeby nie wchodzić do środka w pewnych sytuacjach.
- Kurde jest ktoś u ciebie? Musimy to jakoś załatwić. Może będziesz mi pisała sms, że jesteś z kimś... - Wymyślił Stefan z lekka zażenowany sytuacją.
- No coś ty. To nie zda egzaminu. Choć lepiej zróbmy ten test i będzie po sprawie. - Pomysł Starego nie był dobry. Żaden pomysł nie był by dobry...
- Co tak długo? - Niecierpliwił się Stary, czekając przed drzwiami łazienki na próbkę mojego moczu.
- No poczekaj. Tak zaraz PO, to ja nie mogę. Mam ci nasikać do pojemnika jego spermą? - Jesu z nim to czasem trzeba z buta gadać, taki jest niedomyślny. W końcu nasikałam i Stary dostał co chciał. - To ja teraz idę pod prysznic. Narki Stefan! - Powiedziałam i zamknęłam drzwi łazienki. Dla mnie te testy to formalność, wiem że jestem czysta... Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Kąpiel nie zajęła dużo czasu. Zakręciłam kran i usłyszałam... Nawet nie wiedziałam, że w mojej łazience tak dobrze słychać rozmowy prowadzone w kuchni...
- Dobra, czyste! - Krzyknął do mnie Stefan. - Wyrzucam. - Wiedziałam, że wchodzi teraz do kuchni i wyrzuca zużyty test do kosza na śmieci. - Paweł? - Nawet ja usłyszałam zaskoczenie, które się pojawiło w głosie Starego.
- Stefan w co ty mnie wpakowałeś? Dlaczego ja do kurwy nędzy nie wiem, że Aga to była dziewczyna prokuratora? Ta, o której w firmie krążą legendy? I dlaczego ty ją nadal sprawdzasz, kiedy twierdzisz, że ona jest już czysta? Że już nie bierze? - Usłyszałam ściszoną rozmowę z kuchni.
- Sprawdzam, bo się o nią boję. Aga miała trudne ostatnie pół roku, trudny powrót do kraju i do pracy. Kocham ją jak własne dziecko.I chyba będę ją sprawdzał do końca życia. A o tym to jakoś się nie zgadało... - Odpowiedział Stefan wyraźnie zaskoczony zarzutami Pawła. - To cześć! - Padło ze strony Stefana, który wyraźnie chciał już opuścić moje mieszkanie. Ubrana w tylko w ręcznik kąpielowy wyszłam spod prysznica. Weszłam do kuchni. Tam nadal, na samym środku, stał zaskoczony i zdziwiony Paweł. Wyglądał niesamowicie seksownie w samych spodniach, bez koszuli, jeszcze z lekka zaczerwieniony po niedawnym seksie...
- Kurwa a ten co tu tak wchodzi jak do siebie? - Zapytał mnie mój super, super szef...
- No taki mamy układ i chyba nic tego nie zmieni. - Westchnęłam. Naprawdę nie mam nic przeciwko testom Starego ale czasem naprawdę wypadają w niesprzyjających sytuacjach.
- Masz na coś ochotę? - Zapytałam Pawła. Po tym co się zdarzyło chciało mi się niemiłosiernie pić. Sięgnęłam po szklanki, żeby nalać nam obojgu wody. Paweł podszedł do mnie bliżej. Pewno chce wziąć szklankę.
- Mam. - Powiedział niskim głosem. - Znów mam ochotę na ciebie. Zobacz. - Wziął moją rękę i położył na swoim kroczu. - Znów mi stoi. A właściwie nie opadł. Tak mnie rajcujesz... - Kurde rzeczywiście. Kutas Pawła nadal był w gotowości. Poczułam przypływającą falę wilgoci w mojej cipce. Poprawna reakcja...
- Chodź. - Szepnęłam i pociągnęłam go za sobą do sypialni. Pchnęłam go na łóżko i uwolniłam rozpalonego kutasa ze spodni. Siadłam okrakiem na leżącym Pawle. Poczułam gorącego penisa na swojej pupie. Paweł przyciągnął moje usta do swoich. Jak ja go pragnęłam. Znowu... Paweł chwycił mnie za pośladki i rozszerzył wejście do mojej cipki. Nasadził mnie na swojego gorącego fiuta.
- Ach! - Jęknęłam, gdy znów mnie wypełnił swoją mocą. Wyprostowałam się. Rozpoczęłam unoszenie swojej pupy nad napalonym Pawłem. Wzajemne ocieranie. Znów. Znów poczułam jak ogarnia mnie nadchodząca rozkosz. Paweł zajął się moimi piersiami. Masował, pieścił je. Delikatnie ale stanowczo. Potem mocniej. Przyciągnął mnie do siebie. Penetracja jego kutasa zmieniła kąt natarcia na moją cipkę. Tak też było dobrze! Teraz Paweł mógł dołączyć ruch swoich bioder do mojego. Trzeba przyznać, że robił to rytmicznie, mocno i głęboko!
- Tak! Tak mi rób... - Wyszeptałam wprost w jego gorące usta.
Paweł przejął inicjatywę. Uniósł mnie lekko nad sobą i zaczął swoimi biodrami zataczać kółka, żeby penetrujący moją cipkę penis ocierał się o całe jej napalone wnętrze. Ja za to mogłam się rozkoszować jego ustami. Dobrze całuje ten mój szef! Ale pozycję wybrałam ja i to ja będę decydować jak się bzykamy! Odchyliłam się do tyłu. Ręce oparłam na nogach Pawła i kontynuowałam unoszenie się i opadanie na kutasie. Co raz szybciej. Rozszerzyłam swoje nogi, żeby jeszcze to pogłębić. O tak! Tak lubić. Wpadłam w swój rytm. Nie do zatrzymania. Prowadzący prosto do spełnienia, do orgazmu. Paweł to zauważył i dostosował się do mnie. Pomagał mi podtrzymując mnie za biodra. Na jego twarzy malował się nadchodzący finał. Nie byłam już w stanie powstrzymać nieuchronnie nadchodzącej rozkoszy. Moja cipka zacisnęła się na penisie po raz ostatni i poczułam wszechogarniającą rozkosz. Gardłowy krzyk spełnienia wydobył się z mojego wnętrza. Paweł poruszył się pode mną jeszcze parę razy i też jęknął. Jesu! Nawet jego jęki rozkoszy są rozkoszne... To znaczy bardzo, bardzo fajne. Od razu wiadomo, że było mu nieziemsko!
- Jesteś niesamowita! - Wyszeptał zmęczony ale zadowolony mój szef...
- Jesu ty też... - Odwzajemniłam się.
Padliśmy zmęczeni na łóżko, wtuliliśmy się w siebie na łyżeczkę i zasnęliśmy zmęczeni.
Obudził mnie chłód. Słońce wstawało. Pawła nie było. A może to był sen? Taki! seks snem?!?! Niemożliwe... Pić... Strasznie chce mi się pić... Wstałam. Na stoliku w pokoju zauważyłam kartkę.
"Wyjechałem do swojego ojca. Muszę wszystko przemyśleć. Przepraszam. Paweł"
Tylko tyle. Aż tyle? Hmmm...
piątek, 21 lipca 2017
S & D & RR. cd. 14.
- To nie tak. Szukałem skarpetek, żeby wyjść do lekarza na zmianę
opatrunku... - Wytłumaczył się nawet dość sensownie, bo faktycznie miał
moje skarpetki na swoich wielkich stopach. Wyglądało to nawet
pociesznie.
Oparłam się o kuchenkę, założyłam ręce na piersi. - Częstuj się! - Ponowiłam zachętę. - Tylko pamiętaj, że żadna używka nie pomoże ci na problemy. Ona je stłumi ale potem wylezą zwielokrotnione. Wiem coś o tym. -
- Co ty mi insynuujesz? Że ja jestem alkoholikiem i piję bo muszę? Że mam z tym problem? Porównujesz ćpanie z piciem alkoholu? - Wypluł z siebie Paweł.
- A jaka jest różnica. Nie lubisz mnie, bo kiedyś ćpałam a ty pijesz jak masz kłopoty albo żeby się zrelaksować. Potrafisz bez tego? - Wkurwił mnie na maksa.
- Potrafię. - Powiedział cicho. - Znam lepsze sposoby. - Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Ale jak spojrzał... W jego oczach było coś... Wyzwanie...
Cisza, która zapadła między nami, zawisła w powietrzu.. Pojawiło się jakieś dziwne napięcie... Oczy Pawła, który wpatrywał się we mnie, płonęły jakimś dziwnym ogniem...
Wstał.
Podszedł do mnie.
Bardzo blisko.
Zbyt blisko, jak mi sie wtedy wydawało.
Cały czas jego oczy wpatrywały się w moje.
Oblizałam swoje wargi. Jakoś tak mi wyschło w ustach...
- Znam dużo lepszy sposób. - Wyszeptał. - Wiesz dlaczego Monika wyrzuciła mnie z domu? - Zapytał.
- Powiedziałeś jej, że ją zdradziłeś. - Powiedziałam cicho.
- Powiedziałem jej, że już nie mogę z nią być. Że w moim życiu pojawił się ktoś inny. Że... Od tamtego razu pragnę cię, Aga, jak jeszcze nigdy nikogo. Nie potrafię być z żadna kobietą. Nie mogę sobie z tym poradzić. Próbowałem ale nie mogę. Nie potrafię. - Wyszeptał. Westchnął. Odgarnął mi kosmyk włosów z czoła. Odruchowo przytuliłam się do jego ręki. Paweł objął jedną ręką moją głowę a drugą położył na plecach i przytulił mnie do siebie. Znów poczułam jego podniecenie. Moje ciało zareagowało podobnie. Poczułam jak zbliża swoje wargi do moich ust. Delikatny dotyk. Muśnięcie. Jego ciepłe usta na moich. Oddałam pocałunek. Od tej pory moje myślenie zostało wyłączone. Został tylko instynkt. Muskaliśmy swoje usta dość długi czas. Wreszcie nasze języki też się spotkały i rozpoczął się erotyczny taniec. Głęboki... Paweł nadal jedną podtrzymywał moją głowę, drugą przyciskał mnie do siebie. W pewnym momencie rozpiął moje spodnie i ściągnął je razem z majtkami z pupy. Podniósł mnie i posadził na blacie kuchennym. Byłam bezwolna. Poddawałam się temu nieuniknionemu...
Klęknął przede mną i ściągnął moje spodnie aż do kostek. Rozszerzył moje uda. Rękoma gładził ich wewnętrzną stronę. Równocześnie składał na nich gorące, wilgotne pocałunki. Kierował się od kolan w górę. Mój oddech był płytki, urywany. Ręce Pawła dotarły do złączenia ud. Gorącego, wilgotnego i chętnego... Wyposzczonego, nie licząc tamtego ten teges z moim szefem ;-)
Jego długie, delikatne palce powoli rozchyliły wejście do cipki. Przesunął mnie na brzeg blatu. Przeciągnął językiem po gorącym wnętrzu. Wsadził język do wilgotnego wnętrza. Jęknęłam z rozkoszy. Jego zdolny jęzor zahaczył o napęczniałą podnieceniem łechtaczkę. Jesu jakie rozkoszne tortury! Podniósł się z kolan. Chwycił moją bluzkę i pociągnął w górę. Przez chwilę zakrył nią moje oczy. Przeciągnął palcami po mojej bliźnie. Delikatnie... Ściągnął ostatnią sztukę mojej odzieży. Przyciągnął mnie do siebie. Nawet nie zauważyłam jak i kiedy ściągnął swoje ubrania... Stał tak w mojej kuchni cały nagusieńki... Znów i wreszcie...
Wszedł we mnie nagle i calutki, aż po same jaja. Znów jęknęłam. Jesu jak mi było tego trzeba! Teraz nasz kontakt sprowadzał się do tego, że posuwaliśmy się równym rytmem na kuchennym blacie. Urywane, płytkie oddechy... Równy rytm.
Nagle Paweł ze mnie wyszedł. Nawet nie zdążyłam się zdziwić i zaskoczyć, jak obrócił mnie dookoła osi, wsadził mi kolano między uda, rozszerzył je i wszedł we mnie ponownie, tym razem od tyłu... Kurde jakby wyczuł, że ja bardziej lubię rypanko od tyłu! Teraz jego ruchy stały się szybsze, mocniejsze. W odpowiedzi moja cipka zacisnęła się na jego penisie ciaśniej. Wzajemne ocieranie. Twardy kutas o wilgotne ścianki mojej pochwy. Oddechy zaczęły przechodzić w jęki. Powoli zaczynaliśmy oboje dochodzić do finału, do ekstazy... Paweł chwycił mnie jedną ręką przez brzuch, żeby mocniej mnie posuwać. Druga wędrowała wzdłuż kręgosłupa aż do mojego karku. Bardzo, bardzo było to podniecające. Jeszcze dwa pchnięcia i krzyk, który wyrwał się z mojego gardła, z samego wnętrza, wypełnił cała kuchnię. Rozkosz rozlała się po całym moim nagim, gorącym, spoconym ciele...
Poczułam jeszcze trzy mocniejsze pchnięcia i do mojego krzyku dołączył jęk Pawła. Poczułam jak całą cipkę wypełnia jego nasienie. Paweł pocałował mnie w kark. Podniósł z blatu, pomógł stanąć w pionie.
- Jesu ja pitolę jak mi było tego trzeba... - Wyszeptałam.
- Kurwa ale ja za tobą tęskniłem. Pragnąłem ciebie. Nie potrafiłem się powstrzymać. Przepraszam. - Wyszeptał Paweł do mojego ucha. Tak staliśmy nadzy przytuleni do siebie.
- Aga! - Usłyszałam od drzwi. - Jesteś tam?
- Kurwa! To Stary! - Powiedziałam do Pawła. Zobaczyłam w jego oczach niedowierzanie. Nieme pytanie. Zaczęliśmy na szybko szukać swoich ubrań. Że też on musiał się zjawić właśnie w takiej chwili...
Niefart...
Oparłam się o kuchenkę, założyłam ręce na piersi. - Częstuj się! - Ponowiłam zachętę. - Tylko pamiętaj, że żadna używka nie pomoże ci na problemy. Ona je stłumi ale potem wylezą zwielokrotnione. Wiem coś o tym. -
- Co ty mi insynuujesz? Że ja jestem alkoholikiem i piję bo muszę? Że mam z tym problem? Porównujesz ćpanie z piciem alkoholu? - Wypluł z siebie Paweł.
- A jaka jest różnica. Nie lubisz mnie, bo kiedyś ćpałam a ty pijesz jak masz kłopoty albo żeby się zrelaksować. Potrafisz bez tego? - Wkurwił mnie na maksa.
- Potrafię. - Powiedział cicho. - Znam lepsze sposoby. - Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Ale jak spojrzał... W jego oczach było coś... Wyzwanie...
Cisza, która zapadła między nami, zawisła w powietrzu.. Pojawiło się jakieś dziwne napięcie... Oczy Pawła, który wpatrywał się we mnie, płonęły jakimś dziwnym ogniem...
Wstał.
Podszedł do mnie.
Bardzo blisko.
Zbyt blisko, jak mi sie wtedy wydawało.
Cały czas jego oczy wpatrywały się w moje.
Oblizałam swoje wargi. Jakoś tak mi wyschło w ustach...
- Znam dużo lepszy sposób. - Wyszeptał. - Wiesz dlaczego Monika wyrzuciła mnie z domu? - Zapytał.
- Powiedziałeś jej, że ją zdradziłeś. - Powiedziałam cicho.
- Powiedziałem jej, że już nie mogę z nią być. Że w moim życiu pojawił się ktoś inny. Że... Od tamtego razu pragnę cię, Aga, jak jeszcze nigdy nikogo. Nie potrafię być z żadna kobietą. Nie mogę sobie z tym poradzić. Próbowałem ale nie mogę. Nie potrafię. - Wyszeptał. Westchnął. Odgarnął mi kosmyk włosów z czoła. Odruchowo przytuliłam się do jego ręki. Paweł objął jedną ręką moją głowę a drugą położył na plecach i przytulił mnie do siebie. Znów poczułam jego podniecenie. Moje ciało zareagowało podobnie. Poczułam jak zbliża swoje wargi do moich ust. Delikatny dotyk. Muśnięcie. Jego ciepłe usta na moich. Oddałam pocałunek. Od tej pory moje myślenie zostało wyłączone. Został tylko instynkt. Muskaliśmy swoje usta dość długi czas. Wreszcie nasze języki też się spotkały i rozpoczął się erotyczny taniec. Głęboki... Paweł nadal jedną podtrzymywał moją głowę, drugą przyciskał mnie do siebie. W pewnym momencie rozpiął moje spodnie i ściągnął je razem z majtkami z pupy. Podniósł mnie i posadził na blacie kuchennym. Byłam bezwolna. Poddawałam się temu nieuniknionemu...
Klęknął przede mną i ściągnął moje spodnie aż do kostek. Rozszerzył moje uda. Rękoma gładził ich wewnętrzną stronę. Równocześnie składał na nich gorące, wilgotne pocałunki. Kierował się od kolan w górę. Mój oddech był płytki, urywany. Ręce Pawła dotarły do złączenia ud. Gorącego, wilgotnego i chętnego... Wyposzczonego, nie licząc tamtego ten teges z moim szefem ;-)
Jego długie, delikatne palce powoli rozchyliły wejście do cipki. Przesunął mnie na brzeg blatu. Przeciągnął językiem po gorącym wnętrzu. Wsadził język do wilgotnego wnętrza. Jęknęłam z rozkoszy. Jego zdolny jęzor zahaczył o napęczniałą podnieceniem łechtaczkę. Jesu jakie rozkoszne tortury! Podniósł się z kolan. Chwycił moją bluzkę i pociągnął w górę. Przez chwilę zakrył nią moje oczy. Przeciągnął palcami po mojej bliźnie. Delikatnie... Ściągnął ostatnią sztukę mojej odzieży. Przyciągnął mnie do siebie. Nawet nie zauważyłam jak i kiedy ściągnął swoje ubrania... Stał tak w mojej kuchni cały nagusieńki... Znów i wreszcie...
Wszedł we mnie nagle i calutki, aż po same jaja. Znów jęknęłam. Jesu jak mi było tego trzeba! Teraz nasz kontakt sprowadzał się do tego, że posuwaliśmy się równym rytmem na kuchennym blacie. Urywane, płytkie oddechy... Równy rytm.
Nagle Paweł ze mnie wyszedł. Nawet nie zdążyłam się zdziwić i zaskoczyć, jak obrócił mnie dookoła osi, wsadził mi kolano między uda, rozszerzył je i wszedł we mnie ponownie, tym razem od tyłu... Kurde jakby wyczuł, że ja bardziej lubię rypanko od tyłu! Teraz jego ruchy stały się szybsze, mocniejsze. W odpowiedzi moja cipka zacisnęła się na jego penisie ciaśniej. Wzajemne ocieranie. Twardy kutas o wilgotne ścianki mojej pochwy. Oddechy zaczęły przechodzić w jęki. Powoli zaczynaliśmy oboje dochodzić do finału, do ekstazy... Paweł chwycił mnie jedną ręką przez brzuch, żeby mocniej mnie posuwać. Druga wędrowała wzdłuż kręgosłupa aż do mojego karku. Bardzo, bardzo było to podniecające. Jeszcze dwa pchnięcia i krzyk, który wyrwał się z mojego gardła, z samego wnętrza, wypełnił cała kuchnię. Rozkosz rozlała się po całym moim nagim, gorącym, spoconym ciele...
Poczułam jeszcze trzy mocniejsze pchnięcia i do mojego krzyku dołączył jęk Pawła. Poczułam jak całą cipkę wypełnia jego nasienie. Paweł pocałował mnie w kark. Podniósł z blatu, pomógł stanąć w pionie.
- Jesu ja pitolę jak mi było tego trzeba... - Wyszeptałam.
- Kurwa ale ja za tobą tęskniłem. Pragnąłem ciebie. Nie potrafiłem się powstrzymać. Przepraszam. - Wyszeptał Paweł do mojego ucha. Tak staliśmy nadzy przytuleni do siebie.
- Aga! - Usłyszałam od drzwi. - Jesteś tam?
- Kurwa! To Stary! - Powiedziałam do Pawła. Zobaczyłam w jego oczach niedowierzanie. Nieme pytanie. Zaczęliśmy na szybko szukać swoich ubrań. Że też on musiał się zjawić właśnie w takiej chwili...
Niefart...
piątek, 14 lipca 2017
S & D & RR. cd. 13.
Wróciłam do domu, żeby się przespać. Jesu jak ten Paweł chrapie!!! Zasnęłam prawie od razu jak położyłam głowę na poduszce. Śniłam o seksie z Pawłem ale w tym śnie on był drwalem, z wielką piłą łańcuchową hehehe...
Obudziłam się przed budzikiem, około 6:30. Paweł spał w najlepsze, rozwalony jakby był u siebie...
Wyszłam. Nie chciałam się z nim widzieć. Zostawiłam mu na stoliku zapasowe klucze. Przynajmniej zmusi mnie ta sytuacja, żeby dokończyć papierkową robotę w firmie.
- Cześć! - Rzucił Stary.
- Cześć! Co ty tu robisz? - Dzień wolny w ten tutaj? Zdziwiłam się.
- A tak wpadłem. Zaraz lecę tylko zapomniałem kluczy z domu. - Odpowiedział Stefan. - Co ty tak nieciekawie wyglądasz? - Zapytał, patrząc mi jednocześnie głęboko w oczy. Wiem, co znaczy to spojrzenie.
- Nic, spoko! - Uspokajałam go. - Miałam trudności z zaśnięciem. Wiesz - emocje... Intensywny jest ten mój powrót do pracy. Naprawdę nic mi nie ma. Nic nie brałam. - Dodałam, żeby wreszcie się odczepił.
- Dobra, no! Ale wiesz, ze masz dziś wolne. W końcu cały wydział mi się rozjechał. Nie mogę złapać Pawła wiesz coś? - Niewinne pytanie ale mi zaświtało - czy Stary coś podejrzewa?
- Nie a co? Może też wziął wolne? - Chciałam, żeby odpowiedź zabrzmiała lekko i spokojnie.
- Nie, nic, spoko. Jakie ty masz na dziś plany? - Zapytał.
- Ja mam w planie wreszcie dokończyć papierkową robotę a potem wychodzę na miasto podowiadywać się nowości. - Takie rzeczywiście miałam plany.
- Dobra, to może się jeszcze będziemy widzieć, ja też odwalę papierki. Wiesz...u mnie dziś wielkie sprzątanie... - Fakt, Stary nigdy nie lubił porządków w swoim domu, zawsze się wymigiwał od nich opowieściami jak to dużo ma pracy :-)
Wróciłam do firmy jakoś tak około 14:00. Weszłam od razu do Starego a tam Paweł... Obraz nędzy i rozpaczy...
- Cześć! - Wypadało powiedzieć.
- Cześć i co słychać? - Zapytał Stefan. Paweł tylko coś odburknął.
- Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy ale to opowiem w poniedziałek, jak już będą wszyscy. Nie chce mi się teraz o tym gadać a potem powtarzać. To nic pilnego. - A poza tym bardzo, bardzo mi się spieszyło. - Dobra. Teraz spadam do domu. Na dziś koniec. Pa! - Odwróciłam się na pięcie z zamiarem wyjścia.
- Czekaj! Chciałem pogadać. - To Paweł wreszcie się odezwał. No! Na to to akurat nie mam ochoty...
- Ale ja się spieszę naprawdę! To możemy pogadać w drodze do domu.
- Dobra. - Paweł wziął kurtkę, z trudem ją ubrał i wyszedł za mną.
- Głupio mi. - Powiedział już na schodach wyjściowych. - Gadałem wczoraj ze Starym i dzisiaj też i, kurde, on ma rację. Przejebałem sprawę a ty mi uratowałaś dupę. Kurwa naprawdę mi głupio.
- To oddaj mi moje trzy stówy to może ci przejdzie. - Fakt, miał chłop rację ale przecież jest moim partnerem i do mnie należało ratowanie tego jego głupiego, superowego tyłka.
- Jakie trzy stówy? - Zapytał Paweł. - Za co?
- Za to, że nie ma odnotowanego w raportach twojego wczorajszego numeru, który odstawiłeś. - Widać, że Paweł wczoraj stracił łeb i nic nie będzie pamiętać... Dochodziliśmy do drzwi wejściowych do domu. Odruchowo Paweł je otworzył. Wyjęłam klucz z kieszeni, bo do moich drzwi do mieszkania było już dosłownie dwa kroki.
- Nic nie pamiętam... - Zasępił się Paweł. Podniósł oczy. - Kurde, ja już kiedyś tu byłem. - No ja myślę, że pamięta nawet kiedy tu był. Oj ja do dziś pamiętam ten szalony, spontaniczny seks z moim szefem!!!
- No, nawet niedawno. - Odburknęłam.
- Nie, nie! To też ale ja tu byłem jako młody policjant, dawno temu, na interwencji, chyba... - Grzebał w pamięci Paweł. Kurde, mnie tez tak się wydawało. Wydawało mi się, że skądś kolesia znam. No tak - w moim obecnym mieszkaniu była przecież melina, była meta... Stare dzieje... Weszliśmy do środka.
- Rozbieraj się i siadaj. Ja muszę zrobić obiad dla pani Zosi, dziś moja kolej. Już jestem spóźniona. - Przebrałam się i zaczęłam szykowanie obiadu od nastawienia wody i obierania ziemniaków.
- Kto to jest pani Zosia? - Zapytał skonsternowany Paweł.
- Nasza była nauczycielka. Teraz cierpi na Alzheimera. A my w ten sposób się jej odwdzięczamy. - Szkoda mi było starszej pani ale byłą sympatyczna a nasze dyżury nie były uciążliwością.
- A wracając do wczoraj. Aha! A skąd u ciebie moja torba z moimi ciuchami. I gdzie są moje majtki i skarpety? - Paweł wrócił do przerwanego tematu.
- Upiłeś się wczoraj, narozrabiałeś a ja cię próbowałam odwieźć do domu. Zadzwoniłam na domofon, wyszła laska i rzuciła mi torbę pod nogi. Na odchodne powiedziała, że życzy mi wszystkiego najlepszego. - Skróciłam naprędce wczorajszy wieczór.
-Kurwa mać! - Zaklął szpetnie Paweł i wyciągnął telefon. - Monika! - Wrzasnął jak tylko uzyskał połączenie. - Co ty wyprawiasz do kurwy nędzy? Gdzie są moje majtki i skarpetki? - Zapytał. Jego głośnik w telefonie był tak nastawiony, że ja wszystko słyszałam. Laska odpowiedziała. - Majtki? Majtki ja ci kupiłam, więc zrobię z nimi co chcę. Są moją własnością tak jak i skarpetki. - Kurde ale laska pojechała tekstem. Ja pierdolę!
- Tak?! - Wkurzył się Paweł. - To powiedz mi kiedy mogę przyjść po telewizor. Bo telewizor ja kupiłem. - Oj! Nie chcielibyście słyszeć jakim tonem zadał to pytanie Paweł. - Telewizor? - Usłyszałam w odpowiedzi. - Telewizor wisi na MOJEJ ścianie, więc od tej chwili jest mój. - Nie telefonuj już więcej do mnie. - Paweł aż odsunął telefon od ucha, tak laska się darła.
- Fiu, fiu! - Zagwizdałam. - Coś ty jej powiedział, że ona taka wkurwiona? - Zapytałam, odrywajac wzrok od obierania ziemniaków.
Paweł nawet nie podniósł głowy, tylko spojrzał na mnie TAKIM wzrokiem, że po raz pierwszy spuściłam wzrok rozmawiając z kimś... O kurwa!
- Powiedziałem jej, że ją zdradziłem i że ........
Właśnie w tej chwili usłyszałam głośne PUK, PUK... To pewno pani Zosia. Usłyszalam. - Puk, puk! To ja Zofia!
- Już lecę pani Zosiu. - Poleciałam otworzyć swojej nauczycielce.
- Od kiedy zamykasz drzwi Agnieszko? - Zapytała wchodząc.
- To nie ja, pani Zosiu. Mam gościa, kolegę z pracy, a on nie wie, że tu się nie zamyka, więc odruchowo przekręcił klucz w zamku. - Tak rzeczywiście musiało być. My dla wygody, jak byliśmy w domu, nigdy nie zamykaliśmy drzwi. Taki u nas był zwyczaj. Dlatego tamtego pamiętnego wieczoru z Pawłem Stary tak łatwo wszedł.
- Gościa? Ja tak lubię gości! - Ucieszyła się pani Zosia. - Zofia jestem. - Ubiegła mnie w przedstawianiu osób. - Miło mi.
- Paweł. - Przedstawił się, wstając i szurając obcasami hihihi.
- Och jak to dobrze! - Westchnęła pani Zosia siadając obok Pawła. - Już się wystraszyłam, że to ten, co wtedy tu mieszkał z Agą. Ten co ma takie piękne starosłowiańskie imię... - Próbowała sobie przypomnieć Zosia.
- Gniewomir? - Podpowiedział dziwnym głosem Paweł.
- O już wiem! Gniewko! Gniewomir. Ha! Jeszcze mam dobrą pamięć! Przypomniałam sobie. - Ucieszyła się naiwnie pani Zosia. I chyba sama w to uwierzyła, że sobie przypomniała.
Byłam odwrócona w kierunku kuchenki, bo właśnie zaczęłam smażyć kotlety.
- Ja pierdolę! - Zaklął Paweł. Odwróciłam się w jego kierunku. Pani Zosia jakby nie słyszała przekleństwa. Coś zajmowało jej głowę. Przechodziła jakiś proces myślowy...
- Paweł! Przy pani Zosi?! - Zbeształam Pawła za te słowa.
- Kurwa ty byłaś w związku z naszym prokuratorem?! Ja pierdolę dlaczego ja nic o tym nie wiem! To ty jesteś ta tajemnicza, legendarna była prokuratora. - Wyszeptał w moim kierunku. Jego oczy ciskały we mnie gromy.
- Kurwa Paweł weź odpuść! Nie teraz. - Syknęłam w jego stronę. Mój partner wyglądał, jakby się w nim gotowało. Dlaczego? Podałam obiad na stół.
- Nie wygłupiaj się, tylko grzecznie zjedz. - Powiedziałam w jego kierunku spokojnym głosem. - Smacznego pani Zosiu. - Powiedziałam trochę głośniej, żeby wyrwać ją z zamyślenia.
Zaczęliśmy jeść. Niestety, pani Zosia nie skończyła opowieści o moich byłych...
- Agnieszko a to nie dziś miało być twoje wesele z Łukaszem? - Musiała se przypomnieć właśnie teraz...
Kawałek kotleta stanął mi w gardle. Musiałam odłożyć sztućce, bo ręce zaczęły mi latać.Nie chciałam się rozbeczeć. Napiłam się kilka łyków kompotu.
- Tak, pani Zosiu. To miało być dzisiaj. - Powiedziałam cicho. Pawłowi opadła szczęka.
Resztę obiadu zjedliśmy w milczeniu. Potem pani Zosia wyszła.
Cisza. Nikt nic nie mówił. Paweł siedział nadal przy stole a ja wzięłam się za sprzątanie. Powoli się uspokajałam... Naraz ciszę przerwał głos mojego partnera.
- Ja pierdolę ale dzień! Potrzeba mi czegoś mocniejszego ale przecież u ciebie nic nie ma! - Czy on ma do mnie pretensje? Wkurwił mnie. Wyjęłam mu wódkę z lodówki i dragi z szafki. Postawiłam jedno i rzuciłam drugie na stół przed niego.
- Co wolisz. - Warknęłam na niego. - Częstuj się! - Sarkazm w moim głosie sięgnął zenitu.
- Kurwa skąd to masz przecież... - Urwał swoją wypowiedź Paweł.
- Przecież co?! - Napięcie zaczynało sięgać sufitu...
- Co, co... No przecież... - Jąkał się mój partner.
- Przeszukiwałeś moje mieszkanie i nic nie znalazłeś?! Tak?! - Oparłam ręce na stole i spojrzałam prosto w te jego oczka. Paweł opuścił głowę.
Obudziłam się przed budzikiem, około 6:30. Paweł spał w najlepsze, rozwalony jakby był u siebie...
Wyszłam. Nie chciałam się z nim widzieć. Zostawiłam mu na stoliku zapasowe klucze. Przynajmniej zmusi mnie ta sytuacja, żeby dokończyć papierkową robotę w firmie.
- Cześć! - Rzucił Stary.
- Cześć! Co ty tu robisz? - Dzień wolny w ten tutaj? Zdziwiłam się.
- A tak wpadłem. Zaraz lecę tylko zapomniałem kluczy z domu. - Odpowiedział Stefan. - Co ty tak nieciekawie wyglądasz? - Zapytał, patrząc mi jednocześnie głęboko w oczy. Wiem, co znaczy to spojrzenie.
- Nic, spoko! - Uspokajałam go. - Miałam trudności z zaśnięciem. Wiesz - emocje... Intensywny jest ten mój powrót do pracy. Naprawdę nic mi nie ma. Nic nie brałam. - Dodałam, żeby wreszcie się odczepił.
- Dobra, no! Ale wiesz, ze masz dziś wolne. W końcu cały wydział mi się rozjechał. Nie mogę złapać Pawła wiesz coś? - Niewinne pytanie ale mi zaświtało - czy Stary coś podejrzewa?
- Nie a co? Może też wziął wolne? - Chciałam, żeby odpowiedź zabrzmiała lekko i spokojnie.
- Nie, nic, spoko. Jakie ty masz na dziś plany? - Zapytał.
- Ja mam w planie wreszcie dokończyć papierkową robotę a potem wychodzę na miasto podowiadywać się nowości. - Takie rzeczywiście miałam plany.
- Dobra, to może się jeszcze będziemy widzieć, ja też odwalę papierki. Wiesz...u mnie dziś wielkie sprzątanie... - Fakt, Stary nigdy nie lubił porządków w swoim domu, zawsze się wymigiwał od nich opowieściami jak to dużo ma pracy :-)
Wróciłam do firmy jakoś tak około 14:00. Weszłam od razu do Starego a tam Paweł... Obraz nędzy i rozpaczy...
- Cześć! - Wypadało powiedzieć.
- Cześć i co słychać? - Zapytał Stefan. Paweł tylko coś odburknął.
- Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy ale to opowiem w poniedziałek, jak już będą wszyscy. Nie chce mi się teraz o tym gadać a potem powtarzać. To nic pilnego. - A poza tym bardzo, bardzo mi się spieszyło. - Dobra. Teraz spadam do domu. Na dziś koniec. Pa! - Odwróciłam się na pięcie z zamiarem wyjścia.
- Czekaj! Chciałem pogadać. - To Paweł wreszcie się odezwał. No! Na to to akurat nie mam ochoty...
- Ale ja się spieszę naprawdę! To możemy pogadać w drodze do domu.
- Dobra. - Paweł wziął kurtkę, z trudem ją ubrał i wyszedł za mną.
- Głupio mi. - Powiedział już na schodach wyjściowych. - Gadałem wczoraj ze Starym i dzisiaj też i, kurde, on ma rację. Przejebałem sprawę a ty mi uratowałaś dupę. Kurwa naprawdę mi głupio.
- To oddaj mi moje trzy stówy to może ci przejdzie. - Fakt, miał chłop rację ale przecież jest moim partnerem i do mnie należało ratowanie tego jego głupiego, superowego tyłka.
- Jakie trzy stówy? - Zapytał Paweł. - Za co?
- Za to, że nie ma odnotowanego w raportach twojego wczorajszego numeru, który odstawiłeś. - Widać, że Paweł wczoraj stracił łeb i nic nie będzie pamiętać... Dochodziliśmy do drzwi wejściowych do domu. Odruchowo Paweł je otworzył. Wyjęłam klucz z kieszeni, bo do moich drzwi do mieszkania było już dosłownie dwa kroki.
- Nic nie pamiętam... - Zasępił się Paweł. Podniósł oczy. - Kurde, ja już kiedyś tu byłem. - No ja myślę, że pamięta nawet kiedy tu był. Oj ja do dziś pamiętam ten szalony, spontaniczny seks z moim szefem!!!
- No, nawet niedawno. - Odburknęłam.
- Nie, nie! To też ale ja tu byłem jako młody policjant, dawno temu, na interwencji, chyba... - Grzebał w pamięci Paweł. Kurde, mnie tez tak się wydawało. Wydawało mi się, że skądś kolesia znam. No tak - w moim obecnym mieszkaniu była przecież melina, była meta... Stare dzieje... Weszliśmy do środka.
- Rozbieraj się i siadaj. Ja muszę zrobić obiad dla pani Zosi, dziś moja kolej. Już jestem spóźniona. - Przebrałam się i zaczęłam szykowanie obiadu od nastawienia wody i obierania ziemniaków.
- Kto to jest pani Zosia? - Zapytał skonsternowany Paweł.
- Nasza była nauczycielka. Teraz cierpi na Alzheimera. A my w ten sposób się jej odwdzięczamy. - Szkoda mi było starszej pani ale byłą sympatyczna a nasze dyżury nie były uciążliwością.
- A wracając do wczoraj. Aha! A skąd u ciebie moja torba z moimi ciuchami. I gdzie są moje majtki i skarpety? - Paweł wrócił do przerwanego tematu.
- Upiłeś się wczoraj, narozrabiałeś a ja cię próbowałam odwieźć do domu. Zadzwoniłam na domofon, wyszła laska i rzuciła mi torbę pod nogi. Na odchodne powiedziała, że życzy mi wszystkiego najlepszego. - Skróciłam naprędce wczorajszy wieczór.
-Kurwa mać! - Zaklął szpetnie Paweł i wyciągnął telefon. - Monika! - Wrzasnął jak tylko uzyskał połączenie. - Co ty wyprawiasz do kurwy nędzy? Gdzie są moje majtki i skarpetki? - Zapytał. Jego głośnik w telefonie był tak nastawiony, że ja wszystko słyszałam. Laska odpowiedziała. - Majtki? Majtki ja ci kupiłam, więc zrobię z nimi co chcę. Są moją własnością tak jak i skarpetki. - Kurde ale laska pojechała tekstem. Ja pierdolę!
- Tak?! - Wkurzył się Paweł. - To powiedz mi kiedy mogę przyjść po telewizor. Bo telewizor ja kupiłem. - Oj! Nie chcielibyście słyszeć jakim tonem zadał to pytanie Paweł. - Telewizor? - Usłyszałam w odpowiedzi. - Telewizor wisi na MOJEJ ścianie, więc od tej chwili jest mój. - Nie telefonuj już więcej do mnie. - Paweł aż odsunął telefon od ucha, tak laska się darła.
- Fiu, fiu! - Zagwizdałam. - Coś ty jej powiedział, że ona taka wkurwiona? - Zapytałam, odrywajac wzrok od obierania ziemniaków.
Paweł nawet nie podniósł głowy, tylko spojrzał na mnie TAKIM wzrokiem, że po raz pierwszy spuściłam wzrok rozmawiając z kimś... O kurwa!
- Powiedziałem jej, że ją zdradziłem i że ........
Właśnie w tej chwili usłyszałam głośne PUK, PUK... To pewno pani Zosia. Usłyszalam. - Puk, puk! To ja Zofia!
- Już lecę pani Zosiu. - Poleciałam otworzyć swojej nauczycielce.
- Od kiedy zamykasz drzwi Agnieszko? - Zapytała wchodząc.
- To nie ja, pani Zosiu. Mam gościa, kolegę z pracy, a on nie wie, że tu się nie zamyka, więc odruchowo przekręcił klucz w zamku. - Tak rzeczywiście musiało być. My dla wygody, jak byliśmy w domu, nigdy nie zamykaliśmy drzwi. Taki u nas był zwyczaj. Dlatego tamtego pamiętnego wieczoru z Pawłem Stary tak łatwo wszedł.
- Gościa? Ja tak lubię gości! - Ucieszyła się pani Zosia. - Zofia jestem. - Ubiegła mnie w przedstawianiu osób. - Miło mi.
- Paweł. - Przedstawił się, wstając i szurając obcasami hihihi.
- Och jak to dobrze! - Westchnęła pani Zosia siadając obok Pawła. - Już się wystraszyłam, że to ten, co wtedy tu mieszkał z Agą. Ten co ma takie piękne starosłowiańskie imię... - Próbowała sobie przypomnieć Zosia.
- Gniewomir? - Podpowiedział dziwnym głosem Paweł.
- O już wiem! Gniewko! Gniewomir. Ha! Jeszcze mam dobrą pamięć! Przypomniałam sobie. - Ucieszyła się naiwnie pani Zosia. I chyba sama w to uwierzyła, że sobie przypomniała.
Byłam odwrócona w kierunku kuchenki, bo właśnie zaczęłam smażyć kotlety.
- Ja pierdolę! - Zaklął Paweł. Odwróciłam się w jego kierunku. Pani Zosia jakby nie słyszała przekleństwa. Coś zajmowało jej głowę. Przechodziła jakiś proces myślowy...
- Paweł! Przy pani Zosi?! - Zbeształam Pawła za te słowa.
- Kurwa ty byłaś w związku z naszym prokuratorem?! Ja pierdolę dlaczego ja nic o tym nie wiem! To ty jesteś ta tajemnicza, legendarna była prokuratora. - Wyszeptał w moim kierunku. Jego oczy ciskały we mnie gromy.
- Kurwa Paweł weź odpuść! Nie teraz. - Syknęłam w jego stronę. Mój partner wyglądał, jakby się w nim gotowało. Dlaczego? Podałam obiad na stół.
- Nie wygłupiaj się, tylko grzecznie zjedz. - Powiedziałam w jego kierunku spokojnym głosem. - Smacznego pani Zosiu. - Powiedziałam trochę głośniej, żeby wyrwać ją z zamyślenia.
Zaczęliśmy jeść. Niestety, pani Zosia nie skończyła opowieści o moich byłych...
- Agnieszko a to nie dziś miało być twoje wesele z Łukaszem? - Musiała se przypomnieć właśnie teraz...
Kawałek kotleta stanął mi w gardle. Musiałam odłożyć sztućce, bo ręce zaczęły mi latać.Nie chciałam się rozbeczeć. Napiłam się kilka łyków kompotu.
- Tak, pani Zosiu. To miało być dzisiaj. - Powiedziałam cicho. Pawłowi opadła szczęka.
Resztę obiadu zjedliśmy w milczeniu. Potem pani Zosia wyszła.
Cisza. Nikt nic nie mówił. Paweł siedział nadal przy stole a ja wzięłam się za sprzątanie. Powoli się uspokajałam... Naraz ciszę przerwał głos mojego partnera.
- Ja pierdolę ale dzień! Potrzeba mi czegoś mocniejszego ale przecież u ciebie nic nie ma! - Czy on ma do mnie pretensje? Wkurwił mnie. Wyjęłam mu wódkę z lodówki i dragi z szafki. Postawiłam jedno i rzuciłam drugie na stół przed niego.
- Co wolisz. - Warknęłam na niego. - Częstuj się! - Sarkazm w moim głosie sięgnął zenitu.
- Kurwa skąd to masz przecież... - Urwał swoją wypowiedź Paweł.
- Przecież co?! - Napięcie zaczynało sięgać sufitu...
- Co, co... No przecież... - Jąkał się mój partner.
- Przeszukiwałeś moje mieszkanie i nic nie znalazłeś?! Tak?! - Oparłam ręce na stole i spojrzałam prosto w te jego oczka. Paweł opuścił głowę.
niedziela, 9 lipca 2017
S & D & RR. cd. 12.
Kazałam barmanowi nalać dwa drinki. Nie chciał ale wymusiłam to na nim. To był mój jedyny pomysł w tej chwili, żeby rozwiązać tę sytuację.
Podeszłam do Pawła. Usiadłam na sąsiednim krześle i podałam mu jeden z kieliszków.
- Napij się ze mną. - Szturchnęłam go łokciem pod żebra.
Paweł popatrzył smętnie ale wychylił drinka. Ewidentnie ma dość, stwierdziłam naocznie.
- Zbieraj się szefie. - Szepnęłam mu do ucha. - Mamy akcję. Jakieś zatrzymanie. - Nic lepszego nie potrafiłam wymyślić na poczekaniu. Miałam tylko nadzieję, że to skusi Pawła, który był nad wyraz oddany swojej pracy, chciałam go zmobilizować do zabrania tyłka z tej knajpy.
- Jeszcze jeden i już idę. - Paweł jeszcze jakoś chyba kojarzył...
- Nalej mu ostatniego, takiego wzmocnionego i zaraz stąd spadamy. - Jeszcze raz namówiłam barmana, żeby nalał Pawłowi. Chciałam, żeby zasnął w samochodzie i nie odstawiał cyrków, jak go będę wiozła do domu.
Wstałam ze stołka. Podeszłam do właściciela knajpy. Zależało mi na tym, żeby odebrać od nich blachę Pawła i żeby wycofać zgłoszenie, żeby ni było śladu, ze któryś z naszych nawywijał.
- Dobra, załatwione. Już go biorę. Zadzwoń do dyżurnego i odwołaj zgłoszenie. - Powiedziałam stanowczym tonem.
- A kto mi za to zapłaci? - Oburzył się właściciel.
- Za co? - Zapytałam podnosząc głos.
- Za to wszystko. - Właściciel wskazał ręką na rozwalony bar. - To same najlepsze trunki. Po stówie za połówkę.
- Kurwa Maciek nie pierdol. - Powiedziałam do właściciela. - Od zawsze miałeś lewy alkohol. Te flaszki nie były więcej warte niż trzy stówy.
- No co ty! Aga! Ja już nie handluję lewym alkoholem. Wszystko legal. - Oburzył się właściciel - Maciek.
- No już ci wierzę. Mam trzy stówy. Bierz. - Spojrzałam mu przeciągle w oczy, żeby go złamać i jednocześnie nastraszyć. A w istocie miałam przy sobie tylko trzy stówy.
- Pięć! - Zaprotestował Maciek. Twardy gość, nigdy nie dawał za wygraną. Muszę pojechać z grubej rury...
- Kurwa Maciek! Bo ci tu wejdę z gospodarczymi i sprawdzimy legalność akcyzy na towarze na zapleczu. - Wypaliłam niewiele myśląc. Jak on tak, to ja tak. Byle wyszło na moje. - Domyślam się, że towar do dzisiaj masz lewy. - Zaczął mnie dupek wkurzać. Byłam już zmęczona tym dniem i chciałam wreszcie wyciągnąć się w swoim własnym, ciepłym, pachnącym łóżku...
- Dawaj te trzy. Zdzira policyjna. - Warknął właściciel. I wyciągnął łapę po kasę.
- Poczytam to sobie za komplement. Najpierw dzwoń. - Ta - ja dam kasę a on zgłoszenia nie odwoła - figa z makiem, nie zemną takie numery.
- Suka! - Wypluł z siebie Maciek ale wziął telefon i grzecznie zatelefonował.
Dałam mu kasę i jeszcze barman pomógł mi przetransportować padniętego Pawła do samochodu.
Usiadłam za kierownicą i ruszyłam przed siebie. Chwilę mi zajęło, żeby dojść do siebie i wtedy sobie uświadomiłam, że nie znam adresu zamieszkania Pawła. Zatrzymałam samochód na bombach i zatelefonowałam do Seby.
- Seba hej! - Mam nadzieję, że mi pomoże. - Muszę coś załatwić z Pawłem a nie znam jego adresu. Możesz mi powiedzieć gdzie on mieszka? - Chwila oczekiwania czy mój problem się rozwiąże.
- Tak. Ziemowita 116 mieszkanie 10B. - Usłyszałam w słuchawce.
- O! - Zdziwiłam się. - Dobry adres! - Fakt - adres był w bardzo dobrej, drogiej dzielnicy.
- No! Paweł ma bogatą laskę. To jej mieszkanie. - Odrzekł Sebastian.
- Dzięki! Pa! - Rozłączyłam się i ruszyłam z kopyta pod wskazany adres.
Podjechałam pod drzwi domu Pawła. Wyszłam z samochodu, podeszłam do domofonu i wybrałam 10B. Dryń, dryń...
- Tak! - Usłyszałam w głośniku.
- Dobry wieczór, policja. Proszę zejść po pana Pawła. - No co! Co miałam powiedzieć...
- Chwilka. - Usłyszałam w odpowiedzi.
Po niedługim czasie zaświeciło się na klatce schodowej światło i wyszła laska. Kurde - modelka! No to ma Paweł farta. Śliczna.
- Pan Paweł już tu nie mieszka. - Wypluła z siebie laska. Spojrzałam na nią zdziwiona. A ta rzuciła pod moje nogi torbę podróżną. - Żegnam. - I odwróciła się na pięcie. Wchodząc do środka obróciła się przez ramię i zapytała.
- Ty jesteś Aga? - Kurde skąd? Mam swoje imię wypisane na czole?
- Tak, ja jestem Aga. - Odpowiedziałam zaskoczona.
- To moje gratulacje i życzę wszystkiego najlepszego. - Weszła do sieni i trzasnęła drzwiami.
A ja zostałam na chodniku z rozdziawioną buzią i turystyczną torbą... Spojrzałam do środka - ciuchy. Oparłam się o samochód. Naprawdę już miałam po kokardki tego upiornego dnia. Właściwie to wczorajszego dnia. Spojrzałam do wnętrza auta. Paweł spał sobie w najlepsze, z twarzą opartą na szybie... Jesu jak on chrapie...
Wyjęłam ponownie telefon.
- Seba! - Powiedziałam po uzyskaniu połączenia. - Czy mógłbyś wziąć do siebie Pawła?
- A co się stało? - To, że pytanie padnie, było oczywiste.
- A nie chce mi się tłumaczyć. Możesz go wziąć. - Naprędce wymyśliłam, że to będzie najlepsze rozwiązanie.
- Niestety kochana. - Nie tego oczekiwałam od Seby w odpowiedzi. - Nie mogę, bo właśnie pakuję samochód i wiozę rodzinę nad morze.
Kurde niefart. Dlaczego dziś ( a właściwie już też jutro) wszystko idzie jak po grudzie...
- A Adi będzie mógł, jak myślisz? - Ostatnia deska ratunku.
- Niestety. Adi ma wolny weekend, bo ma w rodzinie jakieś wesele. Już powinien być na miejscu. - Fakt, zapomniałam ze mój dotychczasowy partner coś mi wspominał o tym.
- To przepraszam, że przeszkadzam. Dzięki! - Zakończyłam rozmowę.
Nie chciałam wieźć Pawła do Starego. Lepiej, żeby nikt z góry nie wiedział o jego dzisiejszym wyczynie. Musze go zawieźć do siebie... Wa mać!!!
Pojechałam pod własny dom. Dochodziła 1:30. Przetransportowałam Pawła do środka, walnęłam go na łóżko. Potem wniosłam torbę. Pojechałam odwieźć auto, bo może będzie komuś rano potrzebne. Zaglądnęłam jeszcze do dyżurnego.
- I co? To był fałszywy alarm co nie? Pojechałam na miejsce ale był spokój. - Kłamstwo i cygaństwo...
- Tak. Facet oddzwonił i wycofał zgłoszenie. Dziwne. - Zastanowił się dyzurny.
- Wiesz tyle jest fałszywych blach na rynku co można kupić. Pomylili się. Sprawdziłam i po kłopocie. Dzięki! Pa!
Wyszłam, żeby wreszcie pójść i odespać cały ten fatalny - wczorajszy - dzień...
Ciekawe co może się jeszcze wydarzyć dziwnego. Ja pierdolę no................
Podeszłam do Pawła. Usiadłam na sąsiednim krześle i podałam mu jeden z kieliszków.
- Napij się ze mną. - Szturchnęłam go łokciem pod żebra.
Paweł popatrzył smętnie ale wychylił drinka. Ewidentnie ma dość, stwierdziłam naocznie.
- Zbieraj się szefie. - Szepnęłam mu do ucha. - Mamy akcję. Jakieś zatrzymanie. - Nic lepszego nie potrafiłam wymyślić na poczekaniu. Miałam tylko nadzieję, że to skusi Pawła, który był nad wyraz oddany swojej pracy, chciałam go zmobilizować do zabrania tyłka z tej knajpy.
- Jeszcze jeden i już idę. - Paweł jeszcze jakoś chyba kojarzył...
- Nalej mu ostatniego, takiego wzmocnionego i zaraz stąd spadamy. - Jeszcze raz namówiłam barmana, żeby nalał Pawłowi. Chciałam, żeby zasnął w samochodzie i nie odstawiał cyrków, jak go będę wiozła do domu.
Wstałam ze stołka. Podeszłam do właściciela knajpy. Zależało mi na tym, żeby odebrać od nich blachę Pawła i żeby wycofać zgłoszenie, żeby ni było śladu, ze któryś z naszych nawywijał.
- Dobra, załatwione. Już go biorę. Zadzwoń do dyżurnego i odwołaj zgłoszenie. - Powiedziałam stanowczym tonem.
- A kto mi za to zapłaci? - Oburzył się właściciel.
- Za co? - Zapytałam podnosząc głos.
- Za to wszystko. - Właściciel wskazał ręką na rozwalony bar. - To same najlepsze trunki. Po stówie za połówkę.
- Kurwa Maciek nie pierdol. - Powiedziałam do właściciela. - Od zawsze miałeś lewy alkohol. Te flaszki nie były więcej warte niż trzy stówy.
- No co ty! Aga! Ja już nie handluję lewym alkoholem. Wszystko legal. - Oburzył się właściciel - Maciek.
- No już ci wierzę. Mam trzy stówy. Bierz. - Spojrzałam mu przeciągle w oczy, żeby go złamać i jednocześnie nastraszyć. A w istocie miałam przy sobie tylko trzy stówy.
- Pięć! - Zaprotestował Maciek. Twardy gość, nigdy nie dawał za wygraną. Muszę pojechać z grubej rury...
- Kurwa Maciek! Bo ci tu wejdę z gospodarczymi i sprawdzimy legalność akcyzy na towarze na zapleczu. - Wypaliłam niewiele myśląc. Jak on tak, to ja tak. Byle wyszło na moje. - Domyślam się, że towar do dzisiaj masz lewy. - Zaczął mnie dupek wkurzać. Byłam już zmęczona tym dniem i chciałam wreszcie wyciągnąć się w swoim własnym, ciepłym, pachnącym łóżku...
- Dawaj te trzy. Zdzira policyjna. - Warknął właściciel. I wyciągnął łapę po kasę.
- Poczytam to sobie za komplement. Najpierw dzwoń. - Ta - ja dam kasę a on zgłoszenia nie odwoła - figa z makiem, nie zemną takie numery.
- Suka! - Wypluł z siebie Maciek ale wziął telefon i grzecznie zatelefonował.
Dałam mu kasę i jeszcze barman pomógł mi przetransportować padniętego Pawła do samochodu.
Usiadłam za kierownicą i ruszyłam przed siebie. Chwilę mi zajęło, żeby dojść do siebie i wtedy sobie uświadomiłam, że nie znam adresu zamieszkania Pawła. Zatrzymałam samochód na bombach i zatelefonowałam do Seby.
- Seba hej! - Mam nadzieję, że mi pomoże. - Muszę coś załatwić z Pawłem a nie znam jego adresu. Możesz mi powiedzieć gdzie on mieszka? - Chwila oczekiwania czy mój problem się rozwiąże.
- Tak. Ziemowita 116 mieszkanie 10B. - Usłyszałam w słuchawce.
- O! - Zdziwiłam się. - Dobry adres! - Fakt - adres był w bardzo dobrej, drogiej dzielnicy.
- No! Paweł ma bogatą laskę. To jej mieszkanie. - Odrzekł Sebastian.
- Dzięki! Pa! - Rozłączyłam się i ruszyłam z kopyta pod wskazany adres.
Podjechałam pod drzwi domu Pawła. Wyszłam z samochodu, podeszłam do domofonu i wybrałam 10B. Dryń, dryń...
- Tak! - Usłyszałam w głośniku.
- Dobry wieczór, policja. Proszę zejść po pana Pawła. - No co! Co miałam powiedzieć...
- Chwilka. - Usłyszałam w odpowiedzi.
Po niedługim czasie zaświeciło się na klatce schodowej światło i wyszła laska. Kurde - modelka! No to ma Paweł farta. Śliczna.
- Pan Paweł już tu nie mieszka. - Wypluła z siebie laska. Spojrzałam na nią zdziwiona. A ta rzuciła pod moje nogi torbę podróżną. - Żegnam. - I odwróciła się na pięcie. Wchodząc do środka obróciła się przez ramię i zapytała.
- Ty jesteś Aga? - Kurde skąd? Mam swoje imię wypisane na czole?
- Tak, ja jestem Aga. - Odpowiedziałam zaskoczona.
- To moje gratulacje i życzę wszystkiego najlepszego. - Weszła do sieni i trzasnęła drzwiami.
A ja zostałam na chodniku z rozdziawioną buzią i turystyczną torbą... Spojrzałam do środka - ciuchy. Oparłam się o samochód. Naprawdę już miałam po kokardki tego upiornego dnia. Właściwie to wczorajszego dnia. Spojrzałam do wnętrza auta. Paweł spał sobie w najlepsze, z twarzą opartą na szybie... Jesu jak on chrapie...
Wyjęłam ponownie telefon.
- Seba! - Powiedziałam po uzyskaniu połączenia. - Czy mógłbyś wziąć do siebie Pawła?
- A co się stało? - To, że pytanie padnie, było oczywiste.
- A nie chce mi się tłumaczyć. Możesz go wziąć. - Naprędce wymyśliłam, że to będzie najlepsze rozwiązanie.
- Niestety kochana. - Nie tego oczekiwałam od Seby w odpowiedzi. - Nie mogę, bo właśnie pakuję samochód i wiozę rodzinę nad morze.
Kurde niefart. Dlaczego dziś ( a właściwie już też jutro) wszystko idzie jak po grudzie...
- A Adi będzie mógł, jak myślisz? - Ostatnia deska ratunku.
- Niestety. Adi ma wolny weekend, bo ma w rodzinie jakieś wesele. Już powinien być na miejscu. - Fakt, zapomniałam ze mój dotychczasowy partner coś mi wspominał o tym.
- To przepraszam, że przeszkadzam. Dzięki! - Zakończyłam rozmowę.
Nie chciałam wieźć Pawła do Starego. Lepiej, żeby nikt z góry nie wiedział o jego dzisiejszym wyczynie. Musze go zawieźć do siebie... Wa mać!!!
Pojechałam pod własny dom. Dochodziła 1:30. Przetransportowałam Pawła do środka, walnęłam go na łóżko. Potem wniosłam torbę. Pojechałam odwieźć auto, bo może będzie komuś rano potrzebne. Zaglądnęłam jeszcze do dyżurnego.
- I co? To był fałszywy alarm co nie? Pojechałam na miejsce ale był spokój. - Kłamstwo i cygaństwo...
- Tak. Facet oddzwonił i wycofał zgłoszenie. Dziwne. - Zastanowił się dyzurny.
- Wiesz tyle jest fałszywych blach na rynku co można kupić. Pomylili się. Sprawdziłam i po kłopocie. Dzięki! Pa!
Wyszłam, żeby wreszcie pójść i odespać cały ten fatalny - wczorajszy - dzień...
Ciekawe co może się jeszcze wydarzyć dziwnego. Ja pierdolę no................
Subskrybuj:
Posty (Atom)