Weszłam do pokoju Starego.
- Przepraszam. - Powiedziałam cicho do Stefana. Wręczyłam mu kluczyki, kask a w nim pamiętne torebeczki, które zakosiłam od Bola.
- Co to? - Stary zerknął na to, co mu podałam. Wyjął torebeczki.
- To łapówki dla moich informatorów. To na razie, na wszelki wypadek, niech zostanie u ciebie. - Odpowiedziałam cicho.
- Mówiłem ci, że to ćpun. Wykorzystuje każdą okazję, żeby zdobyć dragi. - Paweł musiał dorzucić swoje pięć groszy choć wydawało mi się, że też był zdenerwowany.
- Przestań Paweł. No przecież mówiłem ci, że do dzisiaj, regularnie, robię Adze testy. - Stary warknął na Pawła.
- Tak może i robisz ale ona specjalnie wzięła działki, które są niewykrywalne dla testów. - Jednak Paweł na tym zapleczu dobrze słyszał...
- Co ty tam wiesz. - Odpowiedział Stefan. - Dla testów policyjnych nawet ta wasza nowa Kura jest już wykrywalna. To tylko ściema dilerów. - Zwrócił się do mnie.
- Kwoka. - Szepnęłam. Pomyślałam - Aga weź się w garść. Nie zrobiłaś nic złego. Nie daj się.
- Powiem po raz ostatni - jestem czysta! Za to wiem o przynajmniej trzech chłopakach od nas, którzy regularnie biorą i o jednym, który zaczyna dilować. - Rzuciłam Pawłowi prosto w twarz. Czyżby nie wiedział co się dzieje pod jego nosem?
- Co ty pierdolisz? Którzy to? - Żachnął się Paweł. Chyba go zdenerwowałam.
- No przecież ci nie powiem. Załatwię to po swojemu. - Jeszcze nie wymyśliłam jak ale on nie musi o tym wiedzieć. Zresztą wiem o tym dopiero od kilku dni.
Paweł spojrzał na mnie krzywo - Dobra ja na dzisiaj mam dość. Idę do domu. Tu na komputerze masz raport do podpisania i do oddania. Cześć. - Wyszedł.
- Przepraszam Stefan. Jakoś tak mi się nawarstwiło tego wszystkiego... - Spojrzałam mu w oczy.
- Już wszystko dobrze? - Zaniepokojony Stefan dotknął mojego ramienia.
- Dam radę Stefan. Jak zawsze. Przeprowadziłam sama z sobą psychoterapię, umówię się jeszcze na wszelki wypadek z Zosią i będzie dobrze! - Musiałam go uspokoić. Martwił się o mnie jak zawsze. - Nic mi nie będzie! - Uśmiechnęłam się.
- Wkurwia mnie Paweł ale rozumiem go. - Powiedział Stefan z niepokojem.
- Wiem. Ja też mam do tego takie podejście. Dam sobie z nim radę - Wyjaśnimy to sobie i będzie super udana współpraca. Zobaczysz. - Starałam się go uspokoić.
- Dobra. Wierze w ciebie. Idź odpocząć. - Stefan wrócił do matkowania mojej osobie.
- Nie. Jeszcze raport. Potem mam jeszcze papierkową robotę do zrobienia i pójdę. Nigdzie mi się nie spieszy. - Naprawdę miałam taki plan na wieczór.
- Dobra. To cześć. - Powiedział Stary i poszedł.
Spojrzałam na raport napisany przez Pawła. Dupek. Napisał tak, jak było. Ja natomiast uważam, że należy kryć swojego partnera. Poprawiłam to, co było napisane i oddałam. Poszłam do siebie odwalić zaległą papierkową robotę. Po jakimś czasie telefon. Dyżurny.
- Mam zgłoszenie. - Usłyszałam w słuchawce.
- Ale to dlaczego telefonujesz do mnie? - Zapytałam. Przecież zgłoszenia to do mundurowych.
- Ale ktoś zgłaszał, że któryś od was rozrabia w knajpie. - To mi nowina.
- Jak to ktoś od nas? - Zapytałam. - Skąd wie, że to ktoś od nas?
- Od was, bo podał numer blachy klienta, którą mu zabrali. Teraz straszy ich gnatem, że rozwali wszystko, jak mu nie naleją. - No to mnie dyżurny tą wiadomością zaskoczył.
- Już jadę. Daj adres. - Powiedziałam do słuchawki. - Masz jakiś wóz wolny? - Zapytałam. Po potwierdzeniu pojechałam pod wskazany adres.
Kurcze czy ja muszę znać wszystkie knajpy, w których jest interwencja? "Rudy Lis" to była szemrana knajpa. Od zawsze. Znałam doskonale jej właściciela. Weszłam do środka.
- Dobry wieczór. Aga ... policja. Ktoś zgłaszał zdarzenie. - Załatwię to w trymiga i jadę do domu, pomyślałam.
- Wreszcie! - Usłyszałam na przywitanie. - Tam siedzi. - Spojrzałam we wskazanym kierunku.
Bar w knajpie był od lat w tym samym miejscu. Teraz w połowie był porozwalany, zauważyłam stołek barowy, który pewno został rzucony w jego kierunku i to nim zostało połowa trunków rozwalona. Mały Sajgon...
- Barman. - Usłyszałam pijacki bełkot. - Nalej mi. - Spojrzałam w kierunku, skąd dochodził głos.
Ja pierdolę!!! Paweł! Nawalony w trupa, z wyjętym gnatem, którego położył na stole, domaga się alkoholu, chociaż ewidentnie jest już zalany w trupa. Zimnego trupa. Mam niefarta do tego faceta... Jesu przecież ten pijus mnie rozwali... Ręce mi opadły. Co robić? Myśl Aga...
Blog o miłości namiętność seksie kochaniu przyciąganiu pożądaniu pragnieniu bliskości.
poniedziałek, 3 lipca 2017
S & D & RR. cd. 10.
Biały proszek............... Moje wyzwolenie........ Spokój.......................... Relaks.......................
A do kurwy nędzy pierdolić i biały proszek, i zielone paprochy, i różne takie inne dopalacze i substancje psychoaktywne. Przed życiem nie ucieknę. Jest po prostu czasem bardzo ciężkie, czasem mniej. I przed problemami też nie ucieknę. Jak to mówiła moja pani psycholog: " Aga musisz sobie położyć na szali co zyskujesz jak zaćpasz a co zyskujesz jak jesteś trzeźwa. Wybór należy tylko do ciebie". Tylko tak się zastanawiam dlaczego właśnie teraz? Napięcie jest i owszem: wróciłam do firmy po kilku latach ale w tym czasie, podczas nieobecności tutaj, też nie było lekko... Może to jest właśnie dlatego, że w pewien sposób zależy mi na Pawle? Dlaczego? Prawie połowę życia straciłam przez ostre ćpanie. Co straciłam przez narkotyki? Czas, zdrowie, kasę, najlepsze lata życia, które powinno być beztroskie... W trzeźwości zyskałam siebie. Poznałam siebie, swoją wartość, ufam sobie, lubię siebie, znam się... I tracę przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem! Teoretycznie podczas ćpania zawsze się trafi jakiś "przyjaciel", który zostaje nim do czasu, kiedy masz towar. Potem nić porozumienia się rwie. Nie takie stosunki międzyludzkie są mi potrzebne! Stosunki... Dobre stosunki też się traci ;-)
Podczas ćpania byłam dziewicą. Może ktoś nie uwierzy ale tak właśnie było. Jak już wspomniałam, nigdy nie musiałam "kupczyć własnym ciałem", żeby mieć kasę na dragi. Mam to szczęście, że moi tragicznie zmarli rodzice mieli dobrze prosperującą firmę i oddanych im ludzi, którzy do dnia dzisiejszego nią kierują i ja korzystam z tej kasy.
Dobry seks poznałam właściwie dopiero jak poznałam Prokuratora. Wcześniej były jakieś tam przygody. Ale dopiero z nim poznałam jego różne odmiany i konfiguracje. Ogniście było. Ale to przeszłość. Super, że nam to nie przeszkadza razem pracować. Potem było kilku facetów, ale nic poważnego. Dopiero jak poznałam Łukasza. Nasz związek był na tyle poważny, że po zakończeniu misji mieliśmy się pobrać. Właśnie dzisiaj miał być nasz ślub. Może dlatego tak mi ciężko... Wtedy, jak zobaczyłam, że ten pojazd, w którym jechał Łukasz z pozostałymi chłopakami wylatuje w powietrze na minie, której nie powinno tam być, bo teren dawno temu oczyściliśmy, to umarła cząstka mnie... Na moich oczach siła podmuchu rozerwała Łukasza na kilkanaście części. Nadal mam ten obraz pod powiekami. Nie potrafiłam płakać... Myślałam, że umarłam i już nigdy z nikim nic... Aż tu ta sytuacja z Pawłem w szatni. Nie rozumiem jej do dzisiaj. A z drugiej strony tak go pragnę... Nie seksu z facetem, tylko z tym konkretnym FACETEM. Jak o tym dłużej sobie myślę, to wydaje mi się, że z Łukaszem nie było mi tak dobrze jak z Pawłem! Łukasz pomimo tego, że był wojskowym, był bardzo delikatną osobą, nieśmiałą. Seks z nim rozpoczął się po dość długim okresie "chodzenia" z sobą. Po szaleństwach z Prokuratorem nawet mi to pasowało. Pamiętam pierwszy raz z Łukaszem. Banalnie-Walentynki. Kolacja, taniec. Muzyka zwolniła. Przytuliliśmy się do siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Pocałunki. Najpierw nieśmiałe. Potem co raz mocniejsze, z języczkiem. Zaczęliśmy się rozbierać. I całować nawzajem swoje ciała. Najprzyjemniejsze było, jak Łukasz całował moje piersi. Jak ssał sutki, które pod wpływem tej pieszczoty stawały się co raz większe, co raz twardsze. Bardzo, bardzo podniecająca była ta pieszczota.
- Chcesz tego? - Zapytałam Łukasza.
- Chcę. - Odpowiedział. - Chcę ciebie. - W jego głosie było słychać narastające podniecenie. Jeszcze nigdy nie słyszałam u niego takiego głosu.
Rozebraliśmy się w drodze do łóżka. Położyliśmy się. Wzajemnie się całowaliśmy, pieścili. Dotykaliśmy niektórych miejsc na naszym ciele po raz pierwszy. Łukasz wodził swoimi mocnymi dłońmi po moich pośladkach. Jego dotyk był relaksujący, ciepły, bardzo przyjemny. Dłoń zabłądziła między moje uda. Poczułam, jak delikatnie ale zdecydowanie się tam wkrada. Poczułam w pochwie jego palce. Nie wiem ile ich tam było ale w momencie zrobiłam się mokra. Jęknęłam. W podziękowaniu za pieszczotę Uszczypnęłam go lekko zębami w płatek ucha bo zauważyłam, że Łukasz bardzo to lubi. Odwdzięczył się przeniesieniem mokrego palca na łechtaczkę. Przeszyła mnie od razu fala rozkoszy. Byłam podniecona bardzo,bardzo. Organizm zareagował bardzo intensywnie. Fala rozkoszy rozlała się od palców stóp, do palców rąk. Gardłowe dźwięki.
- Jesu jak dobrze! - Szepnęłam Łukaszowi wprost do ucha.
Nasze usta znów się złączyły. Mój facet był tak czuły i delikatny. Niespiesznie rozchylił moje uda a ja z przyjemnością wpuściłam go pomiędzy nie. Poczułam jak jego męskość dotyka mojego wzgórka. Łukasz nie spieszył się, żeby wsadzić ale ja nie chciałam więcej czekać. Był bardzo twardy i rozpalony.
- Łukasz zapraszam do środka... - Zaprosiłam mojego faceta i jego penisa.
Ten jednak się nie spieszył. Pieścił, dotykał, miętosił moje piersi. Całował i ssał sutki. Ugniatał pośladki. Gładził moje uda. Ja próbowałam oddać mu rozkosz, też zrobić mu dobrze ale jak chwyciłam do ręki jego napalonego kutasa, Łukasz zareagował i się odsunął delikatnie.
- Nie rób tak kochana, bo za szybko skończę a tego bym nie chciał. - Delikatnie zwrócił mi uwagę.
- Jesu ale mnie tak się chce, żebyś mi go wreszcie wsadził do środka... Tak długo czekałam... - Wyszeptałam.
Lukasz uniósł się delikatnie na łokciu, przytrzymał mnie za pośladek i nagle to poczułam!!! Poczułam jak jego długi, gorący, gruby, napalony kutas wchodzi cały do mojej cipki, po same jaja! Cały! Powoli i do końca. Wygięłam się w łuk. Jak mi dobrze! Tęskniłam za tym. Było to stanowcze ale delikatne. Łukasz chyba postanowił kontynuować moje tortury, bo wyszedł z mojej napalonej, głodnej niego cipki.
- Ach! - Jęknęłam. -Wracaj.
- Poproś. - Rozkazał Łukasz i popatrzył mi prosto w oczy.
- Proszę, wróć! - Wyjęczałam, bo nagle Łukasz ponownie wtargnął do mojego wilgotnego wnętrza, tym razem bez ostrzeżenia, bez przytrzymywania mnie za pośladki, za to rozchylając moje uda jeszcze mocniej i mocniej na mnie nacierając. Zaczęliśmy się rytmicznie posuwać. Poruszać. Nasze ciała zaczęły się dopasowywać. Co raz szybciej i szybciej. Już nawet się nie całowaliśmy, tylko z ledwością oddychaliśmy w rozkoszy. Oddechy stały się urywane... Z trudem łapałam powietrze. Łukasz przyspieszył. Orgazm nadszedł tak niespodziewanie, że zaskoczył mnie samą. Krzyknęłam. Łukasz nie przestawał w swoich ruchach, tylko jeszcze przyspieszył. Odleciałam. Dosłownie. Rozkosz była tak wielka. Wtem Łukasz jęknął. Jeszcze dwa mocniejsze ruchy i sapnął z rozkoszy. Poczułam, jak fala spermy wypełnia całą moją cipkę. Nie mogłam się ruszyć. Łukasz też. Opadł na mnie i dyszał ciężko. Jego spełniony penis lekko wysunął się z mojej pochwy.
- Ale byłaś mokra. - Stwierdził z lekkim zdziwieniem Łukasz.
Zasnęliśmy.
I właściwie nasz seks zawsze wyglądał tak. Był dobry ale po jakimś czasie kochanie się w jednej pozycji, gdy wiedziałam już kiedy nastąpi nasze spełnienie, zaczęło się stawać nudną rutyną... Łukasz nie lubił zmian miejsc i pozycji. Nie miał także ochoty na częstsze niż dwa razy w miesiącu kochanie się. No cóż. Kochałam, akceptowałam to. Na misji było o to jeszcze trudniej, z wiadomych względów.
I teraz ta sytuacja z Pawłem... Odżyłam. Będę walczyć, o ile to możliwe, aby to się powtórzyło. Nie będę ćpać, bo wtedy z pieprzenia się z Pawłem nici. A tak mam nadzieję, że można coś jeszcze w tej kwestii zrobić. Mam wielką ochotę zrobić mu loda... Twardym trzeba być, nie miętkim!
Zaczęłam się zbierać. Spojrzałam na telefon. 27 nieodebranych połączeń od Starego. Musi się o mnie martwić. Wracam do firmy. Stanę z problemem prosto w oczy. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
- Stefan? - Zatelefonowałam do niego. - Już wracam. Nie martw się. Zaraz będę i wszystko wytłumaczę.
- Dobra. - Odpowiedział Stefan i chyba wyczułam w jego głosie ulgę.
A do kurwy nędzy pierdolić i biały proszek, i zielone paprochy, i różne takie inne dopalacze i substancje psychoaktywne. Przed życiem nie ucieknę. Jest po prostu czasem bardzo ciężkie, czasem mniej. I przed problemami też nie ucieknę. Jak to mówiła moja pani psycholog: " Aga musisz sobie położyć na szali co zyskujesz jak zaćpasz a co zyskujesz jak jesteś trzeźwa. Wybór należy tylko do ciebie". Tylko tak się zastanawiam dlaczego właśnie teraz? Napięcie jest i owszem: wróciłam do firmy po kilku latach ale w tym czasie, podczas nieobecności tutaj, też nie było lekko... Może to jest właśnie dlatego, że w pewien sposób zależy mi na Pawle? Dlaczego? Prawie połowę życia straciłam przez ostre ćpanie. Co straciłam przez narkotyki? Czas, zdrowie, kasę, najlepsze lata życia, które powinno być beztroskie... W trzeźwości zyskałam siebie. Poznałam siebie, swoją wartość, ufam sobie, lubię siebie, znam się... I tracę przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem! Teoretycznie podczas ćpania zawsze się trafi jakiś "przyjaciel", który zostaje nim do czasu, kiedy masz towar. Potem nić porozumienia się rwie. Nie takie stosunki międzyludzkie są mi potrzebne! Stosunki... Dobre stosunki też się traci ;-)
Podczas ćpania byłam dziewicą. Może ktoś nie uwierzy ale tak właśnie było. Jak już wspomniałam, nigdy nie musiałam "kupczyć własnym ciałem", żeby mieć kasę na dragi. Mam to szczęście, że moi tragicznie zmarli rodzice mieli dobrze prosperującą firmę i oddanych im ludzi, którzy do dnia dzisiejszego nią kierują i ja korzystam z tej kasy.
Dobry seks poznałam właściwie dopiero jak poznałam Prokuratora. Wcześniej były jakieś tam przygody. Ale dopiero z nim poznałam jego różne odmiany i konfiguracje. Ogniście było. Ale to przeszłość. Super, że nam to nie przeszkadza razem pracować. Potem było kilku facetów, ale nic poważnego. Dopiero jak poznałam Łukasza. Nasz związek był na tyle poważny, że po zakończeniu misji mieliśmy się pobrać. Właśnie dzisiaj miał być nasz ślub. Może dlatego tak mi ciężko... Wtedy, jak zobaczyłam, że ten pojazd, w którym jechał Łukasz z pozostałymi chłopakami wylatuje w powietrze na minie, której nie powinno tam być, bo teren dawno temu oczyściliśmy, to umarła cząstka mnie... Na moich oczach siła podmuchu rozerwała Łukasza na kilkanaście części. Nadal mam ten obraz pod powiekami. Nie potrafiłam płakać... Myślałam, że umarłam i już nigdy z nikim nic... Aż tu ta sytuacja z Pawłem w szatni. Nie rozumiem jej do dzisiaj. A z drugiej strony tak go pragnę... Nie seksu z facetem, tylko z tym konkretnym FACETEM. Jak o tym dłużej sobie myślę, to wydaje mi się, że z Łukaszem nie było mi tak dobrze jak z Pawłem! Łukasz pomimo tego, że był wojskowym, był bardzo delikatną osobą, nieśmiałą. Seks z nim rozpoczął się po dość długim okresie "chodzenia" z sobą. Po szaleństwach z Prokuratorem nawet mi to pasowało. Pamiętam pierwszy raz z Łukaszem. Banalnie-Walentynki. Kolacja, taniec. Muzyka zwolniła. Przytuliliśmy się do siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Pocałunki. Najpierw nieśmiałe. Potem co raz mocniejsze, z języczkiem. Zaczęliśmy się rozbierać. I całować nawzajem swoje ciała. Najprzyjemniejsze było, jak Łukasz całował moje piersi. Jak ssał sutki, które pod wpływem tej pieszczoty stawały się co raz większe, co raz twardsze. Bardzo, bardzo podniecająca była ta pieszczota.
- Chcesz tego? - Zapytałam Łukasza.
- Chcę. - Odpowiedział. - Chcę ciebie. - W jego głosie było słychać narastające podniecenie. Jeszcze nigdy nie słyszałam u niego takiego głosu.
Rozebraliśmy się w drodze do łóżka. Położyliśmy się. Wzajemnie się całowaliśmy, pieścili. Dotykaliśmy niektórych miejsc na naszym ciele po raz pierwszy. Łukasz wodził swoimi mocnymi dłońmi po moich pośladkach. Jego dotyk był relaksujący, ciepły, bardzo przyjemny. Dłoń zabłądziła między moje uda. Poczułam, jak delikatnie ale zdecydowanie się tam wkrada. Poczułam w pochwie jego palce. Nie wiem ile ich tam było ale w momencie zrobiłam się mokra. Jęknęłam. W podziękowaniu za pieszczotę Uszczypnęłam go lekko zębami w płatek ucha bo zauważyłam, że Łukasz bardzo to lubi. Odwdzięczył się przeniesieniem mokrego palca na łechtaczkę. Przeszyła mnie od razu fala rozkoszy. Byłam podniecona bardzo,bardzo. Organizm zareagował bardzo intensywnie. Fala rozkoszy rozlała się od palców stóp, do palców rąk. Gardłowe dźwięki.
- Jesu jak dobrze! - Szepnęłam Łukaszowi wprost do ucha.
Nasze usta znów się złączyły. Mój facet był tak czuły i delikatny. Niespiesznie rozchylił moje uda a ja z przyjemnością wpuściłam go pomiędzy nie. Poczułam jak jego męskość dotyka mojego wzgórka. Łukasz nie spieszył się, żeby wsadzić ale ja nie chciałam więcej czekać. Był bardzo twardy i rozpalony.
- Łukasz zapraszam do środka... - Zaprosiłam mojego faceta i jego penisa.
Ten jednak się nie spieszył. Pieścił, dotykał, miętosił moje piersi. Całował i ssał sutki. Ugniatał pośladki. Gładził moje uda. Ja próbowałam oddać mu rozkosz, też zrobić mu dobrze ale jak chwyciłam do ręki jego napalonego kutasa, Łukasz zareagował i się odsunął delikatnie.
- Nie rób tak kochana, bo za szybko skończę a tego bym nie chciał. - Delikatnie zwrócił mi uwagę.
- Jesu ale mnie tak się chce, żebyś mi go wreszcie wsadził do środka... Tak długo czekałam... - Wyszeptałam.
Lukasz uniósł się delikatnie na łokciu, przytrzymał mnie za pośladek i nagle to poczułam!!! Poczułam jak jego długi, gorący, gruby, napalony kutas wchodzi cały do mojej cipki, po same jaja! Cały! Powoli i do końca. Wygięłam się w łuk. Jak mi dobrze! Tęskniłam za tym. Było to stanowcze ale delikatne. Łukasz chyba postanowił kontynuować moje tortury, bo wyszedł z mojej napalonej, głodnej niego cipki.
- Ach! - Jęknęłam. -Wracaj.
- Poproś. - Rozkazał Łukasz i popatrzył mi prosto w oczy.
- Proszę, wróć! - Wyjęczałam, bo nagle Łukasz ponownie wtargnął do mojego wilgotnego wnętrza, tym razem bez ostrzeżenia, bez przytrzymywania mnie za pośladki, za to rozchylając moje uda jeszcze mocniej i mocniej na mnie nacierając. Zaczęliśmy się rytmicznie posuwać. Poruszać. Nasze ciała zaczęły się dopasowywać. Co raz szybciej i szybciej. Już nawet się nie całowaliśmy, tylko z ledwością oddychaliśmy w rozkoszy. Oddechy stały się urywane... Z trudem łapałam powietrze. Łukasz przyspieszył. Orgazm nadszedł tak niespodziewanie, że zaskoczył mnie samą. Krzyknęłam. Łukasz nie przestawał w swoich ruchach, tylko jeszcze przyspieszył. Odleciałam. Dosłownie. Rozkosz była tak wielka. Wtem Łukasz jęknął. Jeszcze dwa mocniejsze ruchy i sapnął z rozkoszy. Poczułam, jak fala spermy wypełnia całą moją cipkę. Nie mogłam się ruszyć. Łukasz też. Opadł na mnie i dyszał ciężko. Jego spełniony penis lekko wysunął się z mojej pochwy.
- Ale byłaś mokra. - Stwierdził z lekkim zdziwieniem Łukasz.
Zasnęliśmy.
I właściwie nasz seks zawsze wyglądał tak. Był dobry ale po jakimś czasie kochanie się w jednej pozycji, gdy wiedziałam już kiedy nastąpi nasze spełnienie, zaczęło się stawać nudną rutyną... Łukasz nie lubił zmian miejsc i pozycji. Nie miał także ochoty na częstsze niż dwa razy w miesiącu kochanie się. No cóż. Kochałam, akceptowałam to. Na misji było o to jeszcze trudniej, z wiadomych względów.
I teraz ta sytuacja z Pawłem... Odżyłam. Będę walczyć, o ile to możliwe, aby to się powtórzyło. Nie będę ćpać, bo wtedy z pieprzenia się z Pawłem nici. A tak mam nadzieję, że można coś jeszcze w tej kwestii zrobić. Mam wielką ochotę zrobić mu loda... Twardym trzeba być, nie miętkim!
Zaczęłam się zbierać. Spojrzałam na telefon. 27 nieodebranych połączeń od Starego. Musi się o mnie martwić. Wracam do firmy. Stanę z problemem prosto w oczy. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
- Stefan? - Zatelefonowałam do niego. - Już wracam. Nie martw się. Zaraz będę i wszystko wytłumaczę.
- Dobra. - Odpowiedział Stefan i chyba wyczułam w jego głosie ulgę.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
S & D & RR. cd. 9.
Weszliśmy do gabinetu starego. Paweł usiadł pod oknem, ja oparłam się o biurko. Stefan spojrzał na nas po kolei.
- No! To kto mi opowie o zatrzymaniu Bola? - Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego.
Naprawdę - wolałabym, żeby teraz Paweł popchnął mnie na ścianę, ściągnął swoje spodnie i wsadził mi napalonego kutasa wprost do mojej nagrzanej cipki, niż to spotkanie ze Starym...
- Poszedłem do tej jego nory, wyciągnąłem gnata i blachę. Chciałem go zatrzymać do wyjaśnienia ale on do mnie wymierzył ze swojego i strzelił. Trafił a potem mnie powalił, zakuł w kajdanki i ogłuszył. - W wielkim skrócie opowiedział sytuację Paweł.
- A ty!!! - Stary podszedł do mnie dwa kroki. - A ty co robiłaś w tym czasie...? - Ton głosu Starego mówił wiele o tym, że opanował go super potężny wkurw...
Naprawdę wolałabym tę sytuację obgadać najpierw z Pawłem. Ustalić wspólną wersję. Nie chciałam go wkopać, bo ewidentnie wina leżała po jego winie. Poszedł sam, nie czekając na mnie. Stary starał się minimalizować ryzyko, więc wysyłał nas po dwoje, żebyśmy się nawzajem osłaniali. Nie podnosiłam głowy, żeby żaden z nich nie zobaczył w moich oczach jak bardzo jestem wkurzona. Targały mną niesamowite i niezrozumiałe emocje. Z jednej strony wkurw na Pawła, z drugiej chciałam go chronić. Podskórnie czuję, że coś nas do siebie ciągnie a z drugiej strony non stop warczymy na siebie. Powoli zaczęły mnie dopadać dawno nieodczuwane drżenia. Tak było w czasach, jak ćpałam na potęgę. Narastające i opadające jeszcze szybciej fale. Coś jakby zdenerwowanie pomieszane z podnieceniem i głodem. Mój organizm zaczął się trząść - komórka po komórce. Jesu dlaczego teraz?! Przecież jestem czysta od tak dawna, że nie powinnam odczuwać narkotycznego głodu? Czyżby wywołały go emocje i to co się stało ostatnio? Kurde muszę coś wymyślić, żeby się temu nie poddać, bo to oznacza przegraną na całej linii. Tylko jak to zrobić, żeby Stefan niczego się nie domyślił?
Nie podnosiłam głowy. Stary stał tuż przy moim lewym uchu i do niego wrzeszczał. Odwróciłam głowę w prawo. Wzięłam głęboki oddech. Potem będę się tłumaczyć.
- Ja szukałam miejsca do zaparkowania samochodu. - Powiedziałam cicho.
- Przepraszam co robiłaś? Bo ja chyba nie usłyszałem!!! - Jeden wielki wkurw było słychać w głosie Stefana. - Parkowałaś samochód gdy twój partner sam szedł na zatrzymanie takiego bandyty jak Bolo, który już nie raz się chwalił, że odjebał psa? To po to ja was wysyłam w parach, żebyście odwalili taki numer? - Stary odwrócił się do mnie plecami i chwycił za głowę. Paweł jak na razie milczał. Rozcierał ramię, pewno środki przeciwbólowe przestawały działać.
- Tak. Szukałam miejsca do zaparkowania auta. - Powtórzyłam Staremu. Nie dodałam jedynie, ze nie z własnej woli. Mój poziom wściekłości musiał znaleźć swoje ujście. Jak nie, to zacznę tu wyć i krzyczeć ze złości. Muszę coś wymyślić. - Mogę na chwilę wyjść? Muszę siusiu. - Taki sprytny fortel wymyśliłam na tę chwilę. Kurde - najchętniej bym przywaliła temu dupkowi Pawłowi, że nas wplątał w te sytuację. Z drugiej strony byliśmy partnerami i powinniśmy się wspierać.
- Tak. Możesz wyjść. Ale tylko na chwilę. Jeszcze nie skończyliśmy.
Wyszłam. Za drzwiami oparłam się o ścianę i głęboko odetchnęłam, żeby się uspokoić. Nic to nie dało. Walnęłam pięścią w ścianę. Też nic. To nic nie da... Głód narastał...Rozedrganie.. Ruszyłam przed siebie. Nagle zauważyłam kluczyki służbowego motocykla. Szybka, bardzo, bardzo szybka jazda zawsze pomagała mi się zresetować, bo wtedy człowiek nie myśli o niczym, tylko o tym, żeby bezpiecznie przejechać obok innych użytkowników drogi. Jes!!!
- Stefan to nie tak. - Paweł nagle odzyskał głos. - To chyba raczej moja wina, nie Agi. Nie powinieneś się tak na nią wydzierać. To ja jej kazałem zaparkować wóz, a sam poszedłem. Nie znam jej, nie wiem ile potrafi. A jednocześnie nie chciałem, żeby jej się coś stało. My... - Wypalił jednym tchem mój partner.
- Jak to? - Przerwał mu Stefan. - Sam poszedłeś zatrzymać Bola? Specjalnie? Coś ty chciał tym pokazać jaki z ciebie kozak? - Teraz Stary wydarł się na Pawła. - Popierdoliło cię?! - Jak Paweł mi potem kiedyś o tym opowiadał to powiedział, że myślał wtedy, że mu Stary wpieprzy... - To dlatego Aga była taka dziwna podczas rozmowy. Nie chciała cię wkopać. Wychodzi z tego że ona...
- Że Aga uratowała mi dupę i życie. Dosłownie i w przenośni. - Przerwał mu Paweł. - Kurde jak mi z tym głupio.
Wtem rozległ się dźwięk służbowego motocykla. Stary dopadł do okna. Szarpnął połówkę, żeby wyjrzeć na podwórko.
- Aga! Aga! Stój! Wracaj! - Krzyczał Stefan ale ja go nie słyszałam. I nawet nie chciałam słyszeć. Podskórnie wiedziałam, że to najlepsze wyjście na tę chwilę.
Stefan odwrócił się od Pawła. - Ja jej się coś stanie, to ci nie daruję! Przysięgam! - Wysyczał do Pawła...
- Kurwa mać! - Paweł zbladł...
Po "jakimś" czasie (nie powiem - przekroczyłam wtedy strasznie dużo przepisów ustawy prawo o ruchu drogowym ;-) ) zatrzymałam się na Wzgórzu Złamanych Serc. Miałam z niego super widok na cały Lasek Zakochanych. Motocykl zaparkowałam niedaleko. Ściągnęłam kask. Usiadłam na trawie. Wyjęłam zza biustonosza torebkę z białym proszkiem. Pomachałam torebką, którą umieściłam pomiędzy palcem wskazującym a serdecznym. Potrząsnęłam. Uśmiechnęłam się. Jakie to łatwe. Dlaczego nie przyszło mi to do głowy wcześniej. To tego mi brakowało ewidentnie podczas rozmowy ze Starym. Stąd te drgawki. Wziąć trochę tego świństwa i wszystkie problemy znikną... Już nie raz to przerabiałam. Doskonale znam to działanie. Szybko i bezboleśnie znikają wszystkie złe rzeczy... Magia................................. No przecież nic mi nie będzie. Tak samo jak wtedy, podczas tego ryzykownego zatrzymania Ryżego Wieśka.......................... Biały proszek............... Moje wyzwolenie........ Spokój.......................... Relaks.......................
- No! To kto mi opowie o zatrzymaniu Bola? - Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego.
Naprawdę - wolałabym, żeby teraz Paweł popchnął mnie na ścianę, ściągnął swoje spodnie i wsadził mi napalonego kutasa wprost do mojej nagrzanej cipki, niż to spotkanie ze Starym...
- Poszedłem do tej jego nory, wyciągnąłem gnata i blachę. Chciałem go zatrzymać do wyjaśnienia ale on do mnie wymierzył ze swojego i strzelił. Trafił a potem mnie powalił, zakuł w kajdanki i ogłuszył. - W wielkim skrócie opowiedział sytuację Paweł.
- A ty!!! - Stary podszedł do mnie dwa kroki. - A ty co robiłaś w tym czasie...? - Ton głosu Starego mówił wiele o tym, że opanował go super potężny wkurw...
Naprawdę wolałabym tę sytuację obgadać najpierw z Pawłem. Ustalić wspólną wersję. Nie chciałam go wkopać, bo ewidentnie wina leżała po jego winie. Poszedł sam, nie czekając na mnie. Stary starał się minimalizować ryzyko, więc wysyłał nas po dwoje, żebyśmy się nawzajem osłaniali. Nie podnosiłam głowy, żeby żaden z nich nie zobaczył w moich oczach jak bardzo jestem wkurzona. Targały mną niesamowite i niezrozumiałe emocje. Z jednej strony wkurw na Pawła, z drugiej chciałam go chronić. Podskórnie czuję, że coś nas do siebie ciągnie a z drugiej strony non stop warczymy na siebie. Powoli zaczęły mnie dopadać dawno nieodczuwane drżenia. Tak było w czasach, jak ćpałam na potęgę. Narastające i opadające jeszcze szybciej fale. Coś jakby zdenerwowanie pomieszane z podnieceniem i głodem. Mój organizm zaczął się trząść - komórka po komórce. Jesu dlaczego teraz?! Przecież jestem czysta od tak dawna, że nie powinnam odczuwać narkotycznego głodu? Czyżby wywołały go emocje i to co się stało ostatnio? Kurde muszę coś wymyślić, żeby się temu nie poddać, bo to oznacza przegraną na całej linii. Tylko jak to zrobić, żeby Stefan niczego się nie domyślił?
Nie podnosiłam głowy. Stary stał tuż przy moim lewym uchu i do niego wrzeszczał. Odwróciłam głowę w prawo. Wzięłam głęboki oddech. Potem będę się tłumaczyć.
- Ja szukałam miejsca do zaparkowania samochodu. - Powiedziałam cicho.
- Przepraszam co robiłaś? Bo ja chyba nie usłyszałem!!! - Jeden wielki wkurw było słychać w głosie Stefana. - Parkowałaś samochód gdy twój partner sam szedł na zatrzymanie takiego bandyty jak Bolo, który już nie raz się chwalił, że odjebał psa? To po to ja was wysyłam w parach, żebyście odwalili taki numer? - Stary odwrócił się do mnie plecami i chwycił za głowę. Paweł jak na razie milczał. Rozcierał ramię, pewno środki przeciwbólowe przestawały działać.
- Tak. Szukałam miejsca do zaparkowania auta. - Powtórzyłam Staremu. Nie dodałam jedynie, ze nie z własnej woli. Mój poziom wściekłości musiał znaleźć swoje ujście. Jak nie, to zacznę tu wyć i krzyczeć ze złości. Muszę coś wymyślić. - Mogę na chwilę wyjść? Muszę siusiu. - Taki sprytny fortel wymyśliłam na tę chwilę. Kurde - najchętniej bym przywaliła temu dupkowi Pawłowi, że nas wplątał w te sytuację. Z drugiej strony byliśmy partnerami i powinniśmy się wspierać.
- Tak. Możesz wyjść. Ale tylko na chwilę. Jeszcze nie skończyliśmy.
Wyszłam. Za drzwiami oparłam się o ścianę i głęboko odetchnęłam, żeby się uspokoić. Nic to nie dało. Walnęłam pięścią w ścianę. Też nic. To nic nie da... Głód narastał...Rozedrganie.. Ruszyłam przed siebie. Nagle zauważyłam kluczyki służbowego motocykla. Szybka, bardzo, bardzo szybka jazda zawsze pomagała mi się zresetować, bo wtedy człowiek nie myśli o niczym, tylko o tym, żeby bezpiecznie przejechać obok innych użytkowników drogi. Jes!!!
- Stefan to nie tak. - Paweł nagle odzyskał głos. - To chyba raczej moja wina, nie Agi. Nie powinieneś się tak na nią wydzierać. To ja jej kazałem zaparkować wóz, a sam poszedłem. Nie znam jej, nie wiem ile potrafi. A jednocześnie nie chciałem, żeby jej się coś stało. My... - Wypalił jednym tchem mój partner.
- Jak to? - Przerwał mu Stefan. - Sam poszedłeś zatrzymać Bola? Specjalnie? Coś ty chciał tym pokazać jaki z ciebie kozak? - Teraz Stary wydarł się na Pawła. - Popierdoliło cię?! - Jak Paweł mi potem kiedyś o tym opowiadał to powiedział, że myślał wtedy, że mu Stary wpieprzy... - To dlatego Aga była taka dziwna podczas rozmowy. Nie chciała cię wkopać. Wychodzi z tego że ona...
- Że Aga uratowała mi dupę i życie. Dosłownie i w przenośni. - Przerwał mu Paweł. - Kurde jak mi z tym głupio.
Wtem rozległ się dźwięk służbowego motocykla. Stary dopadł do okna. Szarpnął połówkę, żeby wyjrzeć na podwórko.
- Aga! Aga! Stój! Wracaj! - Krzyczał Stefan ale ja go nie słyszałam. I nawet nie chciałam słyszeć. Podskórnie wiedziałam, że to najlepsze wyjście na tę chwilę.
Stefan odwrócił się od Pawła. - Ja jej się coś stanie, to ci nie daruję! Przysięgam! - Wysyczał do Pawła...
- Kurwa mać! - Paweł zbladł...
Po "jakimś" czasie (nie powiem - przekroczyłam wtedy strasznie dużo przepisów ustawy prawo o ruchu drogowym ;-) ) zatrzymałam się na Wzgórzu Złamanych Serc. Miałam z niego super widok na cały Lasek Zakochanych. Motocykl zaparkowałam niedaleko. Ściągnęłam kask. Usiadłam na trawie. Wyjęłam zza biustonosza torebkę z białym proszkiem. Pomachałam torebką, którą umieściłam pomiędzy palcem wskazującym a serdecznym. Potrząsnęłam. Uśmiechnęłam się. Jakie to łatwe. Dlaczego nie przyszło mi to do głowy wcześniej. To tego mi brakowało ewidentnie podczas rozmowy ze Starym. Stąd te drgawki. Wziąć trochę tego świństwa i wszystkie problemy znikną... Już nie raz to przerabiałam. Doskonale znam to działanie. Szybko i bezboleśnie znikają wszystkie złe rzeczy... Magia................................. No przecież nic mi nie będzie. Tak samo jak wtedy, podczas tego ryzykownego zatrzymania Ryżego Wieśka.......................... Biały proszek............... Moje wyzwolenie........ Spokój.......................... Relaks.......................
niedziela, 25 czerwca 2017
S & D & RR. cd. 8.
Chciałam się zabawić, przysięgam chciałam! Nie potrafię!!!
To tak, jakby Paweł miał wyłączność na uruchomienie mojej namiętności...
Pewnego dnia poszłam do klubu potańczyć, rozerwać się. Poderwać, jak zwykle, jakiegoś fajnego faceta, żeby odbyć z nim małe pieprzonko ;-) i co?! I dupa!!! Poderwać i owszem ale nie ma we mnie zaangażowania w seks. Owszem, mogę faceta przelecieć ale nie można to nazwać dobrym seksem. To jak zwykły, pospolity szybki numerek. Do dziś wspominam tamten seks z Pawłem! Jak sobie przypomnę, gdzie i jak doskonale poruszał swoimi palcami. Jak doskonały miałam z nim orgazm... Jego pocałunki na mojej skórze, brzuchu i to co było potem! I teraz, jak sobie to przypomnę, widząc Pawła jak tu leży u tego pieprzonego dilera nieżywy...
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls... Czy puls jest wyczuwalny! Dotknęłam jego szyi. Ręce mi się trzęsły jak jeszcze chyba nigdy w życiu...
Puls...
Jest!!! Jest!!! Kurde, pogotowie! Dzwonię.
Przyjechali po chwili i zabrali Pawła do szpitala. Tak jak i mundurowi, którzy zabrali Bola do fabryki. Pojechałam za nimi po chwili.
Wpadłam do pokoju przesłuchań, bo miałam do pogadania z Bolem jeszcze przed przesłuchaniem go przez Gniewomira, co było nieuniknione.
- Posłuchaj. - Pochyliłam się nad Bolem. - Jak chlapniesz, że nie weszliśmy z moim partnerem jednocześnie, to masz przesrane. Prokurator to mój BAAARDZO, bardzo dobry znajomy i tak go nastawię, że wyrok będziesz miał podwójny. - Trochę przegięłam ze straszeniem dilera ale cóż... Tak wyszło. - Z tego co wiem, to właśnie teraz operują mojego partnera. Jeżeli będzie również potrzebna transfuzja, to zostanie on w szpitalu powyżej dni siedmiu a wiesz co to oznacza! Nikt ci tego nie daruje! - Niestety nie wiedziałam jaki jest stan Pawła. Ale tego Bolo nie musiał wiedzieć.
- Dobra. Teraz wal się. - Bolo powiedział tylko te dwa słowa i wszedł prokurator.
- Gniewomir ... - Przedstawi się, jak to miał w zwyczaju prokurator i rozpoczął przesłuchanie. Ja wyszłam, żeby posłuchać co gada diler, do pokoju obok, za weneckie lustro.
- Paweł! - Za drzwiami w pokoju za weneckim lustrem, stał Paweł we własnej osobie. Jego się tam nie spodziewałam. Blady, ręka w opatrunku, przymocowana do tułowia, siniak pod okiem jeszcze się powiększył, zauważyłam jeszcze spuchnięte usta. Te usta, które teraz się otworzyły i coś do mnie gadają... Co?
- Aga zagrajmy w otwarte karty. - Powiedział Paweł.- Myślałaś, że jestem nieprzytomny tam na zapleczu, jak gadałaś z tym dilerem i kupowałaś dragi ale ja wszystko słyszałem. - Nie wierzyłam co słyszę, więc nawet nie zareagowałam na jego słowa. - Ja nie toleruję u siebie w wydziale ćpunów ale dam ci szansę nie będę ci robił koło dupy i smrodu w papierach. Pozwolę ci zwolnić się na własne żądanie, za porozumieniem stron. I nie obchodzi mnie jakie stosunki łączą cię ze starym. - Wyrecytował jednym tchem Paweł. Ja nadal nie wierzyłam własnym uszom. Co on sugeruje? Że ja kupowałam te dragi dla siebie?! Ja pitolę! Wa mać!!! No chyba mnie sczyści! Co on pieprzy!
- Co? Ja chyba źle słyszę! - Wydarłam się na Pawła. - Ja mam się zwolnić? Jeszcze czego! - Rzuciłam mu w twarz. Muszę z nim pogadać na osobności i wytłumaczyć całą sytuację bo mam wrażenie, ze on nie skojarzył, ze mu uratowałam dupsko i życie... Pierdolony służbista, wróg ćpunów, nawet tych czystych od lat...
Otworzyły się drzwi pokoju przesłuchać i Gniewomir wychylił głowę. - Słuchajcie ale ja tu przesłuchuję zatrzymanego czy możecie się kłócić ciszej albo gdzie indziej? - Rzucił z przekąsem.
Otworzyły się drugie drzwi. Stary.
- Zapraszam do mnie. Pogadamy sobie. - Powiedział a ja zauważyłam, że jest wkurwiony na maksa... Zresztą tak jak my...
- No to mamy przesrane. - Rzuciłam pod nosem do Pawła. - Naprawdę to sytuacja niefartowa, żeśmy nie mogli tego sobie wyjaśnić na osobności... Mój poziom rozdrażnienia i wkurwu zaczynał sięgać zenitu. Miałam tego po kokardki...
To tak, jakby Paweł miał wyłączność na uruchomienie mojej namiętności...
Pewnego dnia poszłam do klubu potańczyć, rozerwać się. Poderwać, jak zwykle, jakiegoś fajnego faceta, żeby odbyć z nim małe pieprzonko ;-) i co?! I dupa!!! Poderwać i owszem ale nie ma we mnie zaangażowania w seks. Owszem, mogę faceta przelecieć ale nie można to nazwać dobrym seksem. To jak zwykły, pospolity szybki numerek. Do dziś wspominam tamten seks z Pawłem! Jak sobie przypomnę, gdzie i jak doskonale poruszał swoimi palcami. Jak doskonały miałam z nim orgazm... Jego pocałunki na mojej skórze, brzuchu i to co było potem! I teraz, jak sobie to przypomnę, widząc Pawła jak tu leży u tego pieprzonego dilera nieżywy...
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls... Czy puls jest wyczuwalny! Dotknęłam jego szyi. Ręce mi się trzęsły jak jeszcze chyba nigdy w życiu...
Puls...
Jest!!! Jest!!! Kurde, pogotowie! Dzwonię.
Przyjechali po chwili i zabrali Pawła do szpitala. Tak jak i mundurowi, którzy zabrali Bola do fabryki. Pojechałam za nimi po chwili.
Wpadłam do pokoju przesłuchań, bo miałam do pogadania z Bolem jeszcze przed przesłuchaniem go przez Gniewomira, co było nieuniknione.
- Posłuchaj. - Pochyliłam się nad Bolem. - Jak chlapniesz, że nie weszliśmy z moim partnerem jednocześnie, to masz przesrane. Prokurator to mój BAAARDZO, bardzo dobry znajomy i tak go nastawię, że wyrok będziesz miał podwójny. - Trochę przegięłam ze straszeniem dilera ale cóż... Tak wyszło. - Z tego co wiem, to właśnie teraz operują mojego partnera. Jeżeli będzie również potrzebna transfuzja, to zostanie on w szpitalu powyżej dni siedmiu a wiesz co to oznacza! Nikt ci tego nie daruje! - Niestety nie wiedziałam jaki jest stan Pawła. Ale tego Bolo nie musiał wiedzieć.
- Dobra. Teraz wal się. - Bolo powiedział tylko te dwa słowa i wszedł prokurator.
- Gniewomir ... - Przedstawi się, jak to miał w zwyczaju prokurator i rozpoczął przesłuchanie. Ja wyszłam, żeby posłuchać co gada diler, do pokoju obok, za weneckie lustro.
- Paweł! - Za drzwiami w pokoju za weneckim lustrem, stał Paweł we własnej osobie. Jego się tam nie spodziewałam. Blady, ręka w opatrunku, przymocowana do tułowia, siniak pod okiem jeszcze się powiększył, zauważyłam jeszcze spuchnięte usta. Te usta, które teraz się otworzyły i coś do mnie gadają... Co?
- Aga zagrajmy w otwarte karty. - Powiedział Paweł.- Myślałaś, że jestem nieprzytomny tam na zapleczu, jak gadałaś z tym dilerem i kupowałaś dragi ale ja wszystko słyszałem. - Nie wierzyłam co słyszę, więc nawet nie zareagowałam na jego słowa. - Ja nie toleruję u siebie w wydziale ćpunów ale dam ci szansę nie będę ci robił koło dupy i smrodu w papierach. Pozwolę ci zwolnić się na własne żądanie, za porozumieniem stron. I nie obchodzi mnie jakie stosunki łączą cię ze starym. - Wyrecytował jednym tchem Paweł. Ja nadal nie wierzyłam własnym uszom. Co on sugeruje? Że ja kupowałam te dragi dla siebie?! Ja pitolę! Wa mać!!! No chyba mnie sczyści! Co on pieprzy!
- Co? Ja chyba źle słyszę! - Wydarłam się na Pawła. - Ja mam się zwolnić? Jeszcze czego! - Rzuciłam mu w twarz. Muszę z nim pogadać na osobności i wytłumaczyć całą sytuację bo mam wrażenie, ze on nie skojarzył, ze mu uratowałam dupsko i życie... Pierdolony służbista, wróg ćpunów, nawet tych czystych od lat...
Otworzyły się drzwi pokoju przesłuchać i Gniewomir wychylił głowę. - Słuchajcie ale ja tu przesłuchuję zatrzymanego czy możecie się kłócić ciszej albo gdzie indziej? - Rzucił z przekąsem.
Otworzyły się drugie drzwi. Stary.
- Zapraszam do mnie. Pogadamy sobie. - Powiedział a ja zauważyłam, że jest wkurwiony na maksa... Zresztą tak jak my...
- No to mamy przesrane. - Rzuciłam pod nosem do Pawła. - Naprawdę to sytuacja niefartowa, żeśmy nie mogli tego sobie wyjaśnić na osobności... Mój poziom rozdrażnienia i wkurwu zaczynał sięgać zenitu. Miałam tego po kokardki...
niedziela, 28 maja 2017
S & D & RR. cd. 7.
Zaczęliśmy się zbierać. Sebastian jeszcze nie skończył się zastanawiać.
- Kurde chłopaki ale jeszcze nigdy w życiu nikogo nie zastrzeliłem. Aga jak to jest? - No to mój kolega strzelił jak kulą w płot. Pytanie co najmniej nie na miejscu. Skrzywiłam się.
- Snajper nie zabija. Snajper likwiduje zagrożenie. Tak to jest nazywane, żeby nie zwariować. A i tak jesteśmy pod szczególnym obstrzałem psychologa. - Jak to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie był na wojnie, choć wykonuje podobny zawód.
Paweł się nie odzywał. Ponurym wzrokiem patrzył raz na jednego, raz na drugiego.
- Seba no co ty! - Adrian chyba jakoś chciał spróbować oczyścić przyciężką atmosferę. - Przecież to terroryści. Ich trzeba likwidować i z tego powodu to łatwe. Wróg, to wróg. - Powiedział co wiedział, pomyślałam.
Chwyciłam za klamkę, żeby opuścić pokój. Odwróciłam się jednak do chłopaków i powiedziałam. - Zabijanie innego człowieka nigdy nie jest łatwe. Terrorysta to terrorysta, to fakt. Tylko, że czasem ten terrorysta ma niewiele więcej, niż trzy lata i piękne, czarne oczy, między które musisz trafić. - Wyszłam...
Pojechaliśmy z Pawłem, w absolutnym milczeniu, na zatrzymanie jakiegoś dilera. O dziwnej porze, przecież było jeszcze dość wczesne rano, ale Stary przekazał, że teraz jest on osiągalny. Ok. Nie skupiałam się na drodze. Próbowałam w ogóle nie myśleć o niczym, zwłaszcza o temacie porannej rozmowy. Nie wspominać. Nagle Paweł zatrzymał samochód na środku drogi i mówi.
- Zaparkuj gdzieś, włącz koguty i czekaj na mnie, zaraz przyjdę. - Rzucił w moją stronę. Ocknęłam się. Drzwi kierowcy trzasnęły. Wysiadłam i wtedy do mnie dotarło gdzie jesteśmy. To tu handluje dragami Bolo. To jego jechaliśmy zatrzymać? No kurde no! Bolo jest niebezpieczny! Nieobliczalny! Jest zasada, ze na zatrzymanie idzie się we dwoje. Kurde Paweł no! Na dodatek miejsca parkingowe były zajęte, nawet igły nie wciśniesz. Dość długą chwilę zajęło mi manewrowanie samochodem. Zostawiłam go na bombach i ani przez myśl mi nie przeszło czekać na Pawła. Poszłam. Przecież jesteśmy teamem. Partnerami czy tego chce, czy nie! Nie odeszłam daleko od samochodu, gdy usłyszałam coś... Coś jakby strzał? No jasne, że strzał. Ktoś strzelał i to nie był pojedynczy dźwięk ale kilka różnych! Wa mać! Wróciłam do samochodu. Aga myśl! Co tu zrobić? Jeżeli strzelał Paweł, to za chwilę pewno wyjdzie. Może Bolo jest postrzelony. Ale jednak jak to Pawła Bolo postrzelił, to jak ja wejdę z bronią do środka, to wtedy Bolo wymierzy gnata w Pawła i będzie sytuacja patowa. Poddam się, żeby ratować partnera i z zatrzymania nici i jeszcze Bolo ucieknie i się schowa na amen. Wymyśliłam coś innego, pomyślałam, że pójdę va banqe i może się uda. Schowałam broń, odznakę do torebki, wczułam się w rolę (jak ja nie lubię do tego wracać), odczekałam chwilę, wzięłam głęboki oddech i poszłam.
- Cześć! - Rzuciłam we wnętrze wypożyczalni kaset video, bo taką przykrywkę wymyślił sobie swego czasu Bolo. Jego nie zauważyłam.
- Cześć! - Wyłonił się wychodząc z zaplecza. Nie chciałam się zbytnio rozglądać ale Pawła nie zauważyłam.
- Bolo! Kopę lat! Miałam nadzieję, ze jeszcze tu jesteś. - Uśmiechnęłam się najbardziej naiwnie jak umiałam.
- No sie ma! - Miałam wrażenie, ze on ma nerwy ze stali. Nawet mu tzw. powieka nie drgnęła. Podszedł do mnie, objął i poczułam, ze odruchowo obmacuje, szukając czegoś podejrzanego, np. gnata.
- Masz coś? - Rzuciłam od razu, żeby przejść do tematu, żeby aby się nie domyślił co ja tu robię. Trzymałam nerwy na wodzy, starałam się mieć głos spokojny, wręcz flegmatyczny.
- Czego ci potrzeba? - Bolo zajarzył temat. Idę w to, może się uda!
- Czegoś lajtowego, czego nie wykryje się na testach. - Zobaczymy przy okazji co nowego oferuje rynek.
- Bratek mam. - Jesu to jeszcze krąży po rynku, pomyślałam?
- No co ty! Bratek to dla szczyli, gimbazy. Coś mocniejszego ale nie do wykrycia. Ja muszę jeszcze dziś wrócić do roboty! - Ile je jeszcze będę udawać narkomana co?
- Kwokę ci mogę dać. Tylko to mam. - Powiedział Bolo. Byłam ciekawa czy mówi prawdę, czy mnie sprawdza.
- Kwokę można wykryć. - No przynajmniej tak było, z tego co pamiętam.
- Ale nie nową Kwokę. Udoskonalona. Żadnym testem nie wykryjesz po trzech godzinach od zażycia. Gwarantowane. No chyba, że wcześniej używałaś czystej koki, no to się nałoży. Ale jak nie, to spoko. - Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Ja też cały czas nasłuchiwałam czy gdzieś nie słychać aby odgłosu życia Pawła.
- Daj cokolwiek, bo już nie daję rady w tej robocie a ile można jechać na kawie. - Zamówiłam i co dalej?
- A na weekend czasem nie chcesz czegoś mocniejszego? - W Bolu obudziła się żyłka handlowca. Chwycił klienta na głodzie i idzie na całość.
- No nie wiem... - Zaczęłam się wahać. Żeby się nie domyślił po co tu jestem i żeby poudawać naiwną blondynkę. Blondynkę w ciągu.
- Masz wolne? Masz ciężką robotę? No to weekend dobry czas, żeby się zrelaksować. - Ciągnął sprzedaż. - Dam ci nowość. Odlot bez skutków ubocznych. - O mało co nie parsknęłam mu śmiechem w te parszywe oczka. Nie ma prochów bez skutków ubocznych. Stary tekst dilerów, żeby uzależnić swojego klienta.
- Kurde wyczułeś mnie. - Powiedziałam, żeby uśpić jego czujność. - Dawaj. Ale, żeby było dobre! Żadne kręcone śmieci. - No już wierzę, że będzie uczciwy! Pęknę ze śmiechu!
- No jasne, żadnych śmieci. Bierz i dobrze schowaj. - Podał mi dwa zawiniątka. - Tylko nie pomyl. - Bolo raczej mi uwierzył, że naprawdę potrzebuję dragów. To chyba tylko dlatego, że mnie znał, jako ostrą zawodniczkę i że starał się zachowywać, jakby naprawdę były mi one potrzebne. Rozbiegany wzrok, uciekający, drżenie rąk, które starałam się "nieporadnie" powstrzymywać, szybki oddech itp.
- Ile kasy ci wiszę? - Zapytałam. Sięgnęłam do torebki, że niby chcę wyciągnąć kasę.
- No jak dla ciebie... - Bolo taksował mnie wzrokiem. Ten facet naprawdę nie ma nerw. Co z Pawłem?! - Jak dla ciebie to 60 zyla i jeden szybki numerek. - To było coś w rodzaju komplementu. Bóg mi świadkiem - nawet w najcięższych czasach nie dawałam dupy za dragi! Tu cię mam! Zemsta jest słodka! Sięgnęłam do torebki.
- Kurwa no co ty! Popierdoliło cię suko?! - Pistolet wymierzony między oczy zawsze działał na przeciwnika.
- Tak! Wiesz przecież, ze ja zawsze byłam nieobliczalna. - Powiedziałam powoli, patrząc mu prosto w oczy i odbezpieczając broń. - Na ziemię! Kurwa już! - Podniosłam głos.
Bolo grzecznie się położył na środku wypożyczalni.
- Nogi szeroko, ręce na głowę. - Stałam cały czas w niego celując. Teraz mogłam się dokładniej rozglądnąć. Pawła na pewno nie było. Zaplecze!
- Grzecznie. Ręce. - Wiedział co robić. Skułam go. Pochyliłam się nad nim. Wyciągnęłam blachę. - Witam! Gdzie mój partner? Gadaj, bo cię zastrzelę podczas próby ucieczki. - Postraszyłam, bo napięcie i niepokój zaczęły u mnie wzrastać.
- Policyjna sucz, ja pierdolę. - Bolo pluł se w brodę, ze dał się podejść.
- Grzeczniej proszę. Gdzie? - Krzyknęłam i nadepnęłam go na nerki. Obcasem.
- Tam. - Warknął.
- Leżysz. Grzecznie! - Rzuciłam w jego kierunku.
Pobiegłam gdzie wskazał, czyli na zaplecze.
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls...
- Kurde chłopaki ale jeszcze nigdy w życiu nikogo nie zastrzeliłem. Aga jak to jest? - No to mój kolega strzelił jak kulą w płot. Pytanie co najmniej nie na miejscu. Skrzywiłam się.
- Snajper nie zabija. Snajper likwiduje zagrożenie. Tak to jest nazywane, żeby nie zwariować. A i tak jesteśmy pod szczególnym obstrzałem psychologa. - Jak to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie był na wojnie, choć wykonuje podobny zawód.
Paweł się nie odzywał. Ponurym wzrokiem patrzył raz na jednego, raz na drugiego.
- Seba no co ty! - Adrian chyba jakoś chciał spróbować oczyścić przyciężką atmosferę. - Przecież to terroryści. Ich trzeba likwidować i z tego powodu to łatwe. Wróg, to wróg. - Powiedział co wiedział, pomyślałam.
Chwyciłam za klamkę, żeby opuścić pokój. Odwróciłam się jednak do chłopaków i powiedziałam. - Zabijanie innego człowieka nigdy nie jest łatwe. Terrorysta to terrorysta, to fakt. Tylko, że czasem ten terrorysta ma niewiele więcej, niż trzy lata i piękne, czarne oczy, między które musisz trafić. - Wyszłam...
Pojechaliśmy z Pawłem, w absolutnym milczeniu, na zatrzymanie jakiegoś dilera. O dziwnej porze, przecież było jeszcze dość wczesne rano, ale Stary przekazał, że teraz jest on osiągalny. Ok. Nie skupiałam się na drodze. Próbowałam w ogóle nie myśleć o niczym, zwłaszcza o temacie porannej rozmowy. Nie wspominać. Nagle Paweł zatrzymał samochód na środku drogi i mówi.
- Zaparkuj gdzieś, włącz koguty i czekaj na mnie, zaraz przyjdę. - Rzucił w moją stronę. Ocknęłam się. Drzwi kierowcy trzasnęły. Wysiadłam i wtedy do mnie dotarło gdzie jesteśmy. To tu handluje dragami Bolo. To jego jechaliśmy zatrzymać? No kurde no! Bolo jest niebezpieczny! Nieobliczalny! Jest zasada, ze na zatrzymanie idzie się we dwoje. Kurde Paweł no! Na dodatek miejsca parkingowe były zajęte, nawet igły nie wciśniesz. Dość długą chwilę zajęło mi manewrowanie samochodem. Zostawiłam go na bombach i ani przez myśl mi nie przeszło czekać na Pawła. Poszłam. Przecież jesteśmy teamem. Partnerami czy tego chce, czy nie! Nie odeszłam daleko od samochodu, gdy usłyszałam coś... Coś jakby strzał? No jasne, że strzał. Ktoś strzelał i to nie był pojedynczy dźwięk ale kilka różnych! Wa mać! Wróciłam do samochodu. Aga myśl! Co tu zrobić? Jeżeli strzelał Paweł, to za chwilę pewno wyjdzie. Może Bolo jest postrzelony. Ale jednak jak to Pawła Bolo postrzelił, to jak ja wejdę z bronią do środka, to wtedy Bolo wymierzy gnata w Pawła i będzie sytuacja patowa. Poddam się, żeby ratować partnera i z zatrzymania nici i jeszcze Bolo ucieknie i się schowa na amen. Wymyśliłam coś innego, pomyślałam, że pójdę va banqe i może się uda. Schowałam broń, odznakę do torebki, wczułam się w rolę (jak ja nie lubię do tego wracać), odczekałam chwilę, wzięłam głęboki oddech i poszłam.
- Cześć! - Rzuciłam we wnętrze wypożyczalni kaset video, bo taką przykrywkę wymyślił sobie swego czasu Bolo. Jego nie zauważyłam.
- Cześć! - Wyłonił się wychodząc z zaplecza. Nie chciałam się zbytnio rozglądać ale Pawła nie zauważyłam.
- Bolo! Kopę lat! Miałam nadzieję, ze jeszcze tu jesteś. - Uśmiechnęłam się najbardziej naiwnie jak umiałam.
- No sie ma! - Miałam wrażenie, ze on ma nerwy ze stali. Nawet mu tzw. powieka nie drgnęła. Podszedł do mnie, objął i poczułam, ze odruchowo obmacuje, szukając czegoś podejrzanego, np. gnata.
- Masz coś? - Rzuciłam od razu, żeby przejść do tematu, żeby aby się nie domyślił co ja tu robię. Trzymałam nerwy na wodzy, starałam się mieć głos spokojny, wręcz flegmatyczny.
- Czego ci potrzeba? - Bolo zajarzył temat. Idę w to, może się uda!
- Czegoś lajtowego, czego nie wykryje się na testach. - Zobaczymy przy okazji co nowego oferuje rynek.
- Bratek mam. - Jesu to jeszcze krąży po rynku, pomyślałam?
- No co ty! Bratek to dla szczyli, gimbazy. Coś mocniejszego ale nie do wykrycia. Ja muszę jeszcze dziś wrócić do roboty! - Ile je jeszcze będę udawać narkomana co?
- Kwokę ci mogę dać. Tylko to mam. - Powiedział Bolo. Byłam ciekawa czy mówi prawdę, czy mnie sprawdza.
- Kwokę można wykryć. - No przynajmniej tak było, z tego co pamiętam.
- Ale nie nową Kwokę. Udoskonalona. Żadnym testem nie wykryjesz po trzech godzinach od zażycia. Gwarantowane. No chyba, że wcześniej używałaś czystej koki, no to się nałoży. Ale jak nie, to spoko. - Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Ja też cały czas nasłuchiwałam czy gdzieś nie słychać aby odgłosu życia Pawła.
- Daj cokolwiek, bo już nie daję rady w tej robocie a ile można jechać na kawie. - Zamówiłam i co dalej?
- A na weekend czasem nie chcesz czegoś mocniejszego? - W Bolu obudziła się żyłka handlowca. Chwycił klienta na głodzie i idzie na całość.
- No nie wiem... - Zaczęłam się wahać. Żeby się nie domyślił po co tu jestem i żeby poudawać naiwną blondynkę. Blondynkę w ciągu.
- Masz wolne? Masz ciężką robotę? No to weekend dobry czas, żeby się zrelaksować. - Ciągnął sprzedaż. - Dam ci nowość. Odlot bez skutków ubocznych. - O mało co nie parsknęłam mu śmiechem w te parszywe oczka. Nie ma prochów bez skutków ubocznych. Stary tekst dilerów, żeby uzależnić swojego klienta.
- Kurde wyczułeś mnie. - Powiedziałam, żeby uśpić jego czujność. - Dawaj. Ale, żeby było dobre! Żadne kręcone śmieci. - No już wierzę, że będzie uczciwy! Pęknę ze śmiechu!
- No jasne, żadnych śmieci. Bierz i dobrze schowaj. - Podał mi dwa zawiniątka. - Tylko nie pomyl. - Bolo raczej mi uwierzył, że naprawdę potrzebuję dragów. To chyba tylko dlatego, że mnie znał, jako ostrą zawodniczkę i że starał się zachowywać, jakby naprawdę były mi one potrzebne. Rozbiegany wzrok, uciekający, drżenie rąk, które starałam się "nieporadnie" powstrzymywać, szybki oddech itp.
- Ile kasy ci wiszę? - Zapytałam. Sięgnęłam do torebki, że niby chcę wyciągnąć kasę.
- No jak dla ciebie... - Bolo taksował mnie wzrokiem. Ten facet naprawdę nie ma nerw. Co z Pawłem?! - Jak dla ciebie to 60 zyla i jeden szybki numerek. - To było coś w rodzaju komplementu. Bóg mi świadkiem - nawet w najcięższych czasach nie dawałam dupy za dragi! Tu cię mam! Zemsta jest słodka! Sięgnęłam do torebki.
- Kurwa no co ty! Popierdoliło cię suko?! - Pistolet wymierzony między oczy zawsze działał na przeciwnika.
- Tak! Wiesz przecież, ze ja zawsze byłam nieobliczalna. - Powiedziałam powoli, patrząc mu prosto w oczy i odbezpieczając broń. - Na ziemię! Kurwa już! - Podniosłam głos.
Bolo grzecznie się położył na środku wypożyczalni.
- Nogi szeroko, ręce na głowę. - Stałam cały czas w niego celując. Teraz mogłam się dokładniej rozglądnąć. Pawła na pewno nie było. Zaplecze!
- Grzecznie. Ręce. - Wiedział co robić. Skułam go. Pochyliłam się nad nim. Wyciągnęłam blachę. - Witam! Gdzie mój partner? Gadaj, bo cię zastrzelę podczas próby ucieczki. - Postraszyłam, bo napięcie i niepokój zaczęły u mnie wzrastać.
- Policyjna sucz, ja pierdolę. - Bolo pluł se w brodę, ze dał się podejść.
- Grzeczniej proszę. Gdzie? - Krzyknęłam i nadepnęłam go na nerki. Obcasem.
- Tam. - Warknął.
- Leżysz. Grzecznie! - Rzuciłam w jego kierunku.
Pobiegłam gdzie wskazał, czyli na zaplecze.
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls...
środa, 24 maja 2017
S & D & RR. cd. 6.
Tak koszmarnego dnia to już od dawna nie miałam...
Poszłam do roboty niewyspana. Przez całą noc śnili mi się raz Łukasz, raz Paweł... Naprawdę mam niefarta do tego faceta. Powoli zaczynam żałować, że wróciłam do firmy. Może powinnam się przenieść ale szkoda mi tego miejsca, bo i pozostałe towarzystwo jest super, i mam niedaleko do domu. Z jednej strony mam uczucie, ze Paweł mnie nie cierpi ale za to z drugiej coś mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy jego do mnie też, oprócz tego jednego razu. Tamtego wieczoru, który nie powinien się stać. Mam nadzieję, ze nie zapłacę za tamten błąd. Choć muszę przyznać, że to mi uświadomiło jak bardzo brakuje mi seksu. Że powoli zaczynam wracać do życia, zaczynają się budzić we mnie instynkty. Że samotność zaczyna mi dokuczać...
Weszłam do pokoju w którym mieliśmy ekspres do kawy. Oczywiście, jak zwykle, nikt nie zrobił kawy, każdy czekał na pierwszego jelenia, któremu zechce się nastawić ja dla wszystkich. Jak zwykle to ja miałam to szczęście, że nie mogłam bez kawy żyć i to ja ja szykowałam dla wszystkich. Chłopaki już siedzieli. Cały poranek był jakiś taki niemrawy...
- Cześć chłopaki. - Powiedziałam półgębkiem.
- Cześć... - Niemrawo odpowiedzieli Paweł i Sebastian. Adika, mojego partnera, na razie nie było.
Nastawiłam cały ekspres kawy i niecierpliwością czekałam aż kawa się przesączy. Nalałam sobie do kubka. Piłam na stojąco, nie chciało mi się na razie siadać.
- Cześć wiara! - Adik wpadł spóźniony.
- Cześć... - Odpowiedział mu niemrawy trójgłos.
- Aga! Masz pozdrowienia! - Poweekendowy Adi miał jednak więcej energii niż pozostali.
- Dziękuję! - Odpowiedziałam. - Od kogo?
- A mamy wspólnych znajomych, się okazało. - Rozgadał się zwykle milczący i małomówny Adi. - Pozdrawia cię Wojtek... Wojtek... Szczęch? - Adi najwyraźniej zapomniał nazwiska. Ja natomiast skojarzyłam z tym tylko jedno nazwisko.
- Wojtek Szczęsny? Wrócił? Cały i zdrowy? - Ucieszyłabym się, gdyby to był on. Że udało mu się wrócić w całości. Fajny był gość i kolega z Wojtka.
- Tak! Szczęsny, jak ten znany! - Ucieszył się Adi. - Cały i zdrowy.
- To jak go znów zobaczysz, to też go pozdrów. - Ucieszyłam się.
- Chłopaki ale wiecie co? Ten Wojtek mi powiedział, że. - Adi odwrócił się do mnie. - Dlaczego nie powiedziałaś, ze byłaś w wojsku i wyjechałaś na misję pokojową? - Zapytał mnie Adi.
- No jakoś się nie zgadało. - Odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- W wojsku? - Nie dowierzał Sebastian. - Kim tam mogłaś być? Sanitariuszką? - Zażartował nasz prześmiewca Sebastian.
- Nie, chłopaki! - Zaprotestował Adi. - Aga była snajperem! - Te słowa Adika wywołały poruszenie. - Wojtek mówił, że Aga uratowała pół oddziału a jak dostała w brzuch i rozpłatało ją na pół, to najpierw się zszyła, potem oddała swoje opatrunki chłopakom a potem ich ratowała. - No to wypalił z grubej rury. Musiał ten Adi być na tym spotkaniu, ze tak powiem, z lekka nietrzeźwy, sooro tak zapamiętał tę opowieść. Na słowa o rozpłatanym brzuchu wreszcie głowę podniósł Paweł i spojrzał wymownie na mnie.
- No coś chyba ktoś przekoloryzował. - Zaśmiałam się. - To było trochę inaczej.
- Ale snajperem byłaś? - Dopytywał Sebastian.
- No tak. Takie było moje zadanie. Wtedy snajper miał ochraniać konwoje z pomocą pokojową i to właśnie robiłam. A wtedy co opowiadał Wojtek, to właśnie wracaliśmy w dwa wozy do bazy. No i pierwszy z nich najechał na minę.
- Naprawdę sama się zszyłaś? - Dopytywał Sebastian. - Naprawdę masz szramę na brzuchu co się sama zszyłaś czy to bujda? - Dociekał Seba.
- Ma. Widziałem. - Odezwał się Paweł. Chłopaki spojrzeli na niego. Raczej nie wiedzieli skąd on o niej wie.
- To nie było zszywanie. - Odpowiedziałam szybko, żeby odwrócić ich uwagę. Ich głowy latały jak na meczu tenisa. - Mieliśmy na wyposażeniu takie coś jak taker tapicerski. Takie zszywki, którymi się łapało brzegi ramy i zszywało. Była zasada, że najpierw się ratuje siebie, żeby potem móc ratować innych. Bo jak siebie nie uratujesz, to już nikt tych innych nie uratuje. I to właśnie zrobiłam. I tyle.
- Wojtek jeszcze mówił, że to wtedy zginął twój... - Jednak doszliśmy do momentu, który nadal bolał... Urwałam szybko tę opowieść Adika.
- Tak. Wtedy zginął Łukasz. I kropka. - Spojrzałam na niego mrożącym spojrzeniem, żeby zrozumiał, że nie ma kontynuować tego tematu. Na szczęście w tym właśnie momencie wszedł Stary.
- No! Tuście się ukryli! A ja was szukam po całym wydziale. Do roboty! Dzisiaj zamieniacie się parami. Adi i Seba idą razem a Aga idzie z Pawłem. No już! Do roboty! - Pogonił nas Stary.
Ale ten fatalny dzień się jeszcze nie skończył...
Poszłam do roboty niewyspana. Przez całą noc śnili mi się raz Łukasz, raz Paweł... Naprawdę mam niefarta do tego faceta. Powoli zaczynam żałować, że wróciłam do firmy. Może powinnam się przenieść ale szkoda mi tego miejsca, bo i pozostałe towarzystwo jest super, i mam niedaleko do domu. Z jednej strony mam uczucie, ze Paweł mnie nie cierpi ale za to z drugiej coś mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy jego do mnie też, oprócz tego jednego razu. Tamtego wieczoru, który nie powinien się stać. Mam nadzieję, ze nie zapłacę za tamten błąd. Choć muszę przyznać, że to mi uświadomiło jak bardzo brakuje mi seksu. Że powoli zaczynam wracać do życia, zaczynają się budzić we mnie instynkty. Że samotność zaczyna mi dokuczać...
Weszłam do pokoju w którym mieliśmy ekspres do kawy. Oczywiście, jak zwykle, nikt nie zrobił kawy, każdy czekał na pierwszego jelenia, któremu zechce się nastawić ja dla wszystkich. Jak zwykle to ja miałam to szczęście, że nie mogłam bez kawy żyć i to ja ja szykowałam dla wszystkich. Chłopaki już siedzieli. Cały poranek był jakiś taki niemrawy...
- Cześć chłopaki. - Powiedziałam półgębkiem.
- Cześć... - Niemrawo odpowiedzieli Paweł i Sebastian. Adika, mojego partnera, na razie nie było.
Nastawiłam cały ekspres kawy i niecierpliwością czekałam aż kawa się przesączy. Nalałam sobie do kubka. Piłam na stojąco, nie chciało mi się na razie siadać.
- Cześć wiara! - Adik wpadł spóźniony.
- Cześć... - Odpowiedział mu niemrawy trójgłos.
- Aga! Masz pozdrowienia! - Poweekendowy Adi miał jednak więcej energii niż pozostali.
- Dziękuję! - Odpowiedziałam. - Od kogo?
- A mamy wspólnych znajomych, się okazało. - Rozgadał się zwykle milczący i małomówny Adi. - Pozdrawia cię Wojtek... Wojtek... Szczęch? - Adi najwyraźniej zapomniał nazwiska. Ja natomiast skojarzyłam z tym tylko jedno nazwisko.
- Wojtek Szczęsny? Wrócił? Cały i zdrowy? - Ucieszyłabym się, gdyby to był on. Że udało mu się wrócić w całości. Fajny był gość i kolega z Wojtka.
- Tak! Szczęsny, jak ten znany! - Ucieszył się Adi. - Cały i zdrowy.
- To jak go znów zobaczysz, to też go pozdrów. - Ucieszyłam się.
- Chłopaki ale wiecie co? Ten Wojtek mi powiedział, że. - Adi odwrócił się do mnie. - Dlaczego nie powiedziałaś, ze byłaś w wojsku i wyjechałaś na misję pokojową? - Zapytał mnie Adi.
- No jakoś się nie zgadało. - Odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- W wojsku? - Nie dowierzał Sebastian. - Kim tam mogłaś być? Sanitariuszką? - Zażartował nasz prześmiewca Sebastian.
- Nie, chłopaki! - Zaprotestował Adi. - Aga była snajperem! - Te słowa Adika wywołały poruszenie. - Wojtek mówił, że Aga uratowała pół oddziału a jak dostała w brzuch i rozpłatało ją na pół, to najpierw się zszyła, potem oddała swoje opatrunki chłopakom a potem ich ratowała. - No to wypalił z grubej rury. Musiał ten Adi być na tym spotkaniu, ze tak powiem, z lekka nietrzeźwy, sooro tak zapamiętał tę opowieść. Na słowa o rozpłatanym brzuchu wreszcie głowę podniósł Paweł i spojrzał wymownie na mnie.
- No coś chyba ktoś przekoloryzował. - Zaśmiałam się. - To było trochę inaczej.
- Ale snajperem byłaś? - Dopytywał Sebastian.
- No tak. Takie było moje zadanie. Wtedy snajper miał ochraniać konwoje z pomocą pokojową i to właśnie robiłam. A wtedy co opowiadał Wojtek, to właśnie wracaliśmy w dwa wozy do bazy. No i pierwszy z nich najechał na minę.
- Naprawdę sama się zszyłaś? - Dopytywał Sebastian. - Naprawdę masz szramę na brzuchu co się sama zszyłaś czy to bujda? - Dociekał Seba.
- Ma. Widziałem. - Odezwał się Paweł. Chłopaki spojrzeli na niego. Raczej nie wiedzieli skąd on o niej wie.
- To nie było zszywanie. - Odpowiedziałam szybko, żeby odwrócić ich uwagę. Ich głowy latały jak na meczu tenisa. - Mieliśmy na wyposażeniu takie coś jak taker tapicerski. Takie zszywki, którymi się łapało brzegi ramy i zszywało. Była zasada, że najpierw się ratuje siebie, żeby potem móc ratować innych. Bo jak siebie nie uratujesz, to już nikt tych innych nie uratuje. I to właśnie zrobiłam. I tyle.
- Wojtek jeszcze mówił, że to wtedy zginął twój... - Jednak doszliśmy do momentu, który nadal bolał... Urwałam szybko tę opowieść Adika.
- Tak. Wtedy zginął Łukasz. I kropka. - Spojrzałam na niego mrożącym spojrzeniem, żeby zrozumiał, że nie ma kontynuować tego tematu. Na szczęście w tym właśnie momencie wszedł Stary.
- No! Tuście się ukryli! A ja was szukam po całym wydziale. Do roboty! Dzisiaj zamieniacie się parami. Adi i Seba idą razem a Aga idzie z Pawłem. No już! Do roboty! - Pogonił nas Stary.
Ale ten fatalny dzień się jeszcze nie skończył...
wtorek, 23 maja 2017
S & D & RR. cd. 5.
Ciepła woda lała się z deszczownicy na moją twarz. Ekstatyczne uczucie. Jakby ciepły deszcz, tyle że ucywilizowany. Powoli namydlałam swoje ciało czekoladowym żelem pod prysznic. Jesu jak on pachnie!
Bardziej niż usłyszałam, to wyczułam jak ktoś wchodzi do łazienki. Drzwi prysznica się otworzyły i zamknęły. Wiedziałam kto to. Poczułam na karku jego delikatny dotyk. Palce miał długie, mocne ale jednocześnie delikatne. Zaczął wodzić nimi wzdłuż mojego kręgosłupa. Powoli, delikatnie. Zabrał ode mnie gąbkę i kontynuował rozpoczęte przeze mnie namydlanie. Kolistymi ruchami Zaczął myć najpierw mój kark. Oddałam się pieszczocie jego delikatnego dotyku. Pochyliłam głowę na bok, żeby się wsłuchać w jego ledwo słyszalny oddech... Jego ruchy były powolne. Miałam wrażenie, że jestem w SPA i mojego nagiego ciała dotyka dobry masażysta. Dotyk przeniósł się na plecy. Nie potrafiłam się ruszyć. Było mi tak dobrze! Ciepło, zapach czekolady i ON... Poczułam mrowienie w dole brzucha. Podniecenie, zakochanie...Odłożył gąbkę. Sięgnął na półkę po mydło, namydlił ręce. Jego ręce powędrowały na mój brzuch. Ruchy miał powolne, stanowcze. Jego ręce powoli przesuwały się w górę. Mój oddech stał się urywany. Przysunął się do mnie. Oparłam się plecami o jego nagi tors. Głowę położyłam na jego ramieniu. Przymknęłam oczy. Ciepła woda powoli opływała moje krągłości. Spod przymkniętych powiek zauważyłam, że moje sutki sterczą... Podniecenie i przyjemność... Jego ręce dotarły do moich piersi. Objęły je od dołu i zaczęły myć. Piana spływała z nich poprzez brzuch, na moje podniecone łono. Jednocześnie chciałam, żeby ta chwila trwała, i żeby się skończyła spełnieniem w łóżku. Poczułam jego ręce na swoim brzuchu. Wywołało to ogromną falę podniecenia. Motyle w brzuchu, ciepło, fale podniecenia. Spłycenie oddechu. Masaż był delikatny ale stanowczy. Dłonie zataczały koła, co raz mniejsze. Posuwały się w dół, do środka. Po chwili jedna powędrowała do moich ust. Pochylił się nad moją szyją i poczułam pocałunki. Moje usta ssały jeden z jego palców. Między nogami poczułam mocną dłoń. Wsunęła się między moje uda. Weszła między wargi sromowe. Wzięłam głębszy oddech. Syknęłam z podniecenia. W pochwie poczułam place. Długie, mocne, sprawne. Pocierały ścianki pochwy, szukając punktu G. Równocześnie dłoń ocierała się o nadwrażliwą z podniecenia łechtaczkę. Mój oddech stał się szybki, co raz szybszy, urywany. Obróciłam głowę w jego kierunku, żeby pocałować mojego narzeczonego - Łukasza. Ten specyficzny dotyk rozpoznałabym na końcu świata! Jesu jak ja go kocham. Jak ja kocham jego dotyk. Jak kocham się z nim kochać. Jesteśmy tak doskonale do siebie dopasowani...
Otworzyłam oczy... Zobaczyłam Pawła. To był PAWEŁ!!!
Hyyyyyyyyyyy............
Obudził mnie mój własny krzyk. Byłam zlana potem. Dopiero po krótkiej chwili do mnie dotarło co się stało...
Śniłam o Łukaszu. Wyraźnie czułam na sobie jego dotyk. W sobie czułam jego dotyk. Jego specyficzny dotyk. Obudziłam się. I nagle do mnie dotarło, że Łukasza już nie ma! Już nigdy go nie zobaczę i już nigdy mnie nie dotknie. A ten, o którym śniłam, to był Paweł... Dlaczego ten facet tak mi zapadł w pamięć, głowę?
Jesu jak się pokręciło...
Bardziej niż usłyszałam, to wyczułam jak ktoś wchodzi do łazienki. Drzwi prysznica się otworzyły i zamknęły. Wiedziałam kto to. Poczułam na karku jego delikatny dotyk. Palce miał długie, mocne ale jednocześnie delikatne. Zaczął wodzić nimi wzdłuż mojego kręgosłupa. Powoli, delikatnie. Zabrał ode mnie gąbkę i kontynuował rozpoczęte przeze mnie namydlanie. Kolistymi ruchami Zaczął myć najpierw mój kark. Oddałam się pieszczocie jego delikatnego dotyku. Pochyliłam głowę na bok, żeby się wsłuchać w jego ledwo słyszalny oddech... Jego ruchy były powolne. Miałam wrażenie, że jestem w SPA i mojego nagiego ciała dotyka dobry masażysta. Dotyk przeniósł się na plecy. Nie potrafiłam się ruszyć. Było mi tak dobrze! Ciepło, zapach czekolady i ON... Poczułam mrowienie w dole brzucha. Podniecenie, zakochanie...Odłożył gąbkę. Sięgnął na półkę po mydło, namydlił ręce. Jego ręce powędrowały na mój brzuch. Ruchy miał powolne, stanowcze. Jego ręce powoli przesuwały się w górę. Mój oddech stał się urywany. Przysunął się do mnie. Oparłam się plecami o jego nagi tors. Głowę położyłam na jego ramieniu. Przymknęłam oczy. Ciepła woda powoli opływała moje krągłości. Spod przymkniętych powiek zauważyłam, że moje sutki sterczą... Podniecenie i przyjemność... Jego ręce dotarły do moich piersi. Objęły je od dołu i zaczęły myć. Piana spływała z nich poprzez brzuch, na moje podniecone łono. Jednocześnie chciałam, żeby ta chwila trwała, i żeby się skończyła spełnieniem w łóżku. Poczułam jego ręce na swoim brzuchu. Wywołało to ogromną falę podniecenia. Motyle w brzuchu, ciepło, fale podniecenia. Spłycenie oddechu. Masaż był delikatny ale stanowczy. Dłonie zataczały koła, co raz mniejsze. Posuwały się w dół, do środka. Po chwili jedna powędrowała do moich ust. Pochylił się nad moją szyją i poczułam pocałunki. Moje usta ssały jeden z jego palców. Między nogami poczułam mocną dłoń. Wsunęła się między moje uda. Weszła między wargi sromowe. Wzięłam głębszy oddech. Syknęłam z podniecenia. W pochwie poczułam place. Długie, mocne, sprawne. Pocierały ścianki pochwy, szukając punktu G. Równocześnie dłoń ocierała się o nadwrażliwą z podniecenia łechtaczkę. Mój oddech stał się szybki, co raz szybszy, urywany. Obróciłam głowę w jego kierunku, żeby pocałować mojego narzeczonego - Łukasza. Ten specyficzny dotyk rozpoznałabym na końcu świata! Jesu jak ja go kocham. Jak ja kocham jego dotyk. Jak kocham się z nim kochać. Jesteśmy tak doskonale do siebie dopasowani...
Otworzyłam oczy... Zobaczyłam Pawła. To był PAWEŁ!!!
Hyyyyyyyyyyy............
Obudził mnie mój własny krzyk. Byłam zlana potem. Dopiero po krótkiej chwili do mnie dotarło co się stało...
Śniłam o Łukaszu. Wyraźnie czułam na sobie jego dotyk. W sobie czułam jego dotyk. Jego specyficzny dotyk. Obudziłam się. I nagle do mnie dotarło, że Łukasza już nie ma! Już nigdy go nie zobaczę i już nigdy mnie nie dotknie. A ten, o którym śniłam, to był Paweł... Dlaczego ten facet tak mi zapadł w pamięć, głowę?
Jesu jak się pokręciło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)