Chciałam się zabawić, przysięgam chciałam! Nie potrafię!!!
To tak, jakby Paweł miał wyłączność na uruchomienie mojej namiętności...
Pewnego dnia poszłam do klubu potańczyć, rozerwać się. Poderwać, jak zwykle, jakiegoś fajnego faceta, żeby odbyć z nim małe pieprzonko ;-) i co?! I dupa!!! Poderwać i owszem ale nie ma we mnie zaangażowania w seks. Owszem, mogę faceta przelecieć ale nie można to nazwać dobrym seksem. To jak zwykły, pospolity szybki numerek. Do dziś wspominam tamten seks z Pawłem! Jak sobie przypomnę, gdzie i jak doskonale poruszał swoimi palcami. Jak doskonały miałam z nim orgazm... Jego pocałunki na mojej skórze, brzuchu i to co było potem! I teraz, jak sobie to przypomnę, widząc Pawła jak tu leży u tego pieprzonego dilera nieżywy...
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls... Czy puls jest wyczuwalny! Dotknęłam jego szyi. Ręce mi się trzęsły jak jeszcze chyba nigdy w życiu...
Puls...
Jest!!! Jest!!! Kurde, pogotowie! Dzwonię.
Przyjechali po chwili i zabrali Pawła do szpitala. Tak jak i mundurowi, którzy zabrali Bola do fabryki. Pojechałam za nimi po chwili.
Wpadłam do pokoju przesłuchań, bo miałam do pogadania z Bolem jeszcze przed przesłuchaniem go przez Gniewomira, co było nieuniknione.
- Posłuchaj. - Pochyliłam się nad Bolem. - Jak chlapniesz, że nie weszliśmy z moim partnerem jednocześnie, to masz przesrane. Prokurator to mój BAAARDZO, bardzo dobry znajomy i tak go nastawię, że wyrok będziesz miał podwójny. - Trochę przegięłam ze straszeniem dilera ale cóż... Tak wyszło. - Z tego co wiem, to właśnie teraz operują mojego partnera. Jeżeli będzie również potrzebna transfuzja, to zostanie on w szpitalu powyżej dni siedmiu a wiesz co to oznacza! Nikt ci tego nie daruje! - Niestety nie wiedziałam jaki jest stan Pawła. Ale tego Bolo nie musiał wiedzieć.
- Dobra. Teraz wal się. - Bolo powiedział tylko te dwa słowa i wszedł prokurator.
- Gniewomir ... - Przedstawi się, jak to miał w zwyczaju prokurator i rozpoczął przesłuchanie. Ja wyszłam, żeby posłuchać co gada diler, do pokoju obok, za weneckie lustro.
- Paweł! - Za drzwiami w pokoju za weneckim lustrem, stał Paweł we własnej osobie. Jego się tam nie spodziewałam. Blady, ręka w opatrunku, przymocowana do tułowia, siniak pod okiem jeszcze się powiększył, zauważyłam jeszcze spuchnięte usta. Te usta, które teraz się otworzyły i coś do mnie gadają... Co?
- Aga zagrajmy w otwarte karty. - Powiedział Paweł.- Myślałaś, że jestem nieprzytomny tam na zapleczu, jak gadałaś z tym dilerem i kupowałaś dragi ale ja wszystko słyszałem. - Nie wierzyłam co słyszę, więc nawet nie zareagowałam na jego słowa. - Ja nie toleruję u siebie w wydziale ćpunów ale dam ci szansę nie będę ci robił koło dupy i smrodu w papierach. Pozwolę ci zwolnić się na własne żądanie, za porozumieniem stron. I nie obchodzi mnie jakie stosunki łączą cię ze starym. - Wyrecytował jednym tchem Paweł. Ja nadal nie wierzyłam własnym uszom. Co on sugeruje? Że ja kupowałam te dragi dla siebie?! Ja pitolę! Wa mać!!! No chyba mnie sczyści! Co on pieprzy!
- Co? Ja chyba źle słyszę! - Wydarłam się na Pawła. - Ja mam się zwolnić? Jeszcze czego! - Rzuciłam mu w twarz. Muszę z nim pogadać na osobności i wytłumaczyć całą sytuację bo mam wrażenie, ze on nie skojarzył, ze mu uratowałam dupsko i życie... Pierdolony służbista, wróg ćpunów, nawet tych czystych od lat...
Otworzyły się drzwi pokoju przesłuchać i Gniewomir wychylił głowę. - Słuchajcie ale ja tu przesłuchuję zatrzymanego czy możecie się kłócić ciszej albo gdzie indziej? - Rzucił z przekąsem.
Otworzyły się drugie drzwi. Stary.
- Zapraszam do mnie. Pogadamy sobie. - Powiedział a ja zauważyłam, że jest wkurwiony na maksa... Zresztą tak jak my...
- No to mamy przesrane. - Rzuciłam pod nosem do Pawła. - Naprawdę to sytuacja niefartowa, żeśmy nie mogli tego sobie wyjaśnić na osobności... Mój poziom rozdrażnienia i wkurwu zaczynał sięgać zenitu. Miałam tego po kokardki...
Blog o miłości namiętność seksie kochaniu przyciąganiu pożądaniu pragnieniu bliskości.
niedziela, 25 czerwca 2017
niedziela, 28 maja 2017
S & D & RR. cd. 7.
Zaczęliśmy się zbierać. Sebastian jeszcze nie skończył się zastanawiać.
- Kurde chłopaki ale jeszcze nigdy w życiu nikogo nie zastrzeliłem. Aga jak to jest? - No to mój kolega strzelił jak kulą w płot. Pytanie co najmniej nie na miejscu. Skrzywiłam się.
- Snajper nie zabija. Snajper likwiduje zagrożenie. Tak to jest nazywane, żeby nie zwariować. A i tak jesteśmy pod szczególnym obstrzałem psychologa. - Jak to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie był na wojnie, choć wykonuje podobny zawód.
Paweł się nie odzywał. Ponurym wzrokiem patrzył raz na jednego, raz na drugiego.
- Seba no co ty! - Adrian chyba jakoś chciał spróbować oczyścić przyciężką atmosferę. - Przecież to terroryści. Ich trzeba likwidować i z tego powodu to łatwe. Wróg, to wróg. - Powiedział co wiedział, pomyślałam.
Chwyciłam za klamkę, żeby opuścić pokój. Odwróciłam się jednak do chłopaków i powiedziałam. - Zabijanie innego człowieka nigdy nie jest łatwe. Terrorysta to terrorysta, to fakt. Tylko, że czasem ten terrorysta ma niewiele więcej, niż trzy lata i piękne, czarne oczy, między które musisz trafić. - Wyszłam...
Pojechaliśmy z Pawłem, w absolutnym milczeniu, na zatrzymanie jakiegoś dilera. O dziwnej porze, przecież było jeszcze dość wczesne rano, ale Stary przekazał, że teraz jest on osiągalny. Ok. Nie skupiałam się na drodze. Próbowałam w ogóle nie myśleć o niczym, zwłaszcza o temacie porannej rozmowy. Nie wspominać. Nagle Paweł zatrzymał samochód na środku drogi i mówi.
- Zaparkuj gdzieś, włącz koguty i czekaj na mnie, zaraz przyjdę. - Rzucił w moją stronę. Ocknęłam się. Drzwi kierowcy trzasnęły. Wysiadłam i wtedy do mnie dotarło gdzie jesteśmy. To tu handluje dragami Bolo. To jego jechaliśmy zatrzymać? No kurde no! Bolo jest niebezpieczny! Nieobliczalny! Jest zasada, ze na zatrzymanie idzie się we dwoje. Kurde Paweł no! Na dodatek miejsca parkingowe były zajęte, nawet igły nie wciśniesz. Dość długą chwilę zajęło mi manewrowanie samochodem. Zostawiłam go na bombach i ani przez myśl mi nie przeszło czekać na Pawła. Poszłam. Przecież jesteśmy teamem. Partnerami czy tego chce, czy nie! Nie odeszłam daleko od samochodu, gdy usłyszałam coś... Coś jakby strzał? No jasne, że strzał. Ktoś strzelał i to nie był pojedynczy dźwięk ale kilka różnych! Wa mać! Wróciłam do samochodu. Aga myśl! Co tu zrobić? Jeżeli strzelał Paweł, to za chwilę pewno wyjdzie. Może Bolo jest postrzelony. Ale jednak jak to Pawła Bolo postrzelił, to jak ja wejdę z bronią do środka, to wtedy Bolo wymierzy gnata w Pawła i będzie sytuacja patowa. Poddam się, żeby ratować partnera i z zatrzymania nici i jeszcze Bolo ucieknie i się schowa na amen. Wymyśliłam coś innego, pomyślałam, że pójdę va banqe i może się uda. Schowałam broń, odznakę do torebki, wczułam się w rolę (jak ja nie lubię do tego wracać), odczekałam chwilę, wzięłam głęboki oddech i poszłam.
- Cześć! - Rzuciłam we wnętrze wypożyczalni kaset video, bo taką przykrywkę wymyślił sobie swego czasu Bolo. Jego nie zauważyłam.
- Cześć! - Wyłonił się wychodząc z zaplecza. Nie chciałam się zbytnio rozglądać ale Pawła nie zauważyłam.
- Bolo! Kopę lat! Miałam nadzieję, ze jeszcze tu jesteś. - Uśmiechnęłam się najbardziej naiwnie jak umiałam.
- No sie ma! - Miałam wrażenie, ze on ma nerwy ze stali. Nawet mu tzw. powieka nie drgnęła. Podszedł do mnie, objął i poczułam, ze odruchowo obmacuje, szukając czegoś podejrzanego, np. gnata.
- Masz coś? - Rzuciłam od razu, żeby przejść do tematu, żeby aby się nie domyślił co ja tu robię. Trzymałam nerwy na wodzy, starałam się mieć głos spokojny, wręcz flegmatyczny.
- Czego ci potrzeba? - Bolo zajarzył temat. Idę w to, może się uda!
- Czegoś lajtowego, czego nie wykryje się na testach. - Zobaczymy przy okazji co nowego oferuje rynek.
- Bratek mam. - Jesu to jeszcze krąży po rynku, pomyślałam?
- No co ty! Bratek to dla szczyli, gimbazy. Coś mocniejszego ale nie do wykrycia. Ja muszę jeszcze dziś wrócić do roboty! - Ile je jeszcze będę udawać narkomana co?
- Kwokę ci mogę dać. Tylko to mam. - Powiedział Bolo. Byłam ciekawa czy mówi prawdę, czy mnie sprawdza.
- Kwokę można wykryć. - No przynajmniej tak było, z tego co pamiętam.
- Ale nie nową Kwokę. Udoskonalona. Żadnym testem nie wykryjesz po trzech godzinach od zażycia. Gwarantowane. No chyba, że wcześniej używałaś czystej koki, no to się nałoży. Ale jak nie, to spoko. - Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Ja też cały czas nasłuchiwałam czy gdzieś nie słychać aby odgłosu życia Pawła.
- Daj cokolwiek, bo już nie daję rady w tej robocie a ile można jechać na kawie. - Zamówiłam i co dalej?
- A na weekend czasem nie chcesz czegoś mocniejszego? - W Bolu obudziła się żyłka handlowca. Chwycił klienta na głodzie i idzie na całość.
- No nie wiem... - Zaczęłam się wahać. Żeby się nie domyślił po co tu jestem i żeby poudawać naiwną blondynkę. Blondynkę w ciągu.
- Masz wolne? Masz ciężką robotę? No to weekend dobry czas, żeby się zrelaksować. - Ciągnął sprzedaż. - Dam ci nowość. Odlot bez skutków ubocznych. - O mało co nie parsknęłam mu śmiechem w te parszywe oczka. Nie ma prochów bez skutków ubocznych. Stary tekst dilerów, żeby uzależnić swojego klienta.
- Kurde wyczułeś mnie. - Powiedziałam, żeby uśpić jego czujność. - Dawaj. Ale, żeby było dobre! Żadne kręcone śmieci. - No już wierzę, że będzie uczciwy! Pęknę ze śmiechu!
- No jasne, żadnych śmieci. Bierz i dobrze schowaj. - Podał mi dwa zawiniątka. - Tylko nie pomyl. - Bolo raczej mi uwierzył, że naprawdę potrzebuję dragów. To chyba tylko dlatego, że mnie znał, jako ostrą zawodniczkę i że starał się zachowywać, jakby naprawdę były mi one potrzebne. Rozbiegany wzrok, uciekający, drżenie rąk, które starałam się "nieporadnie" powstrzymywać, szybki oddech itp.
- Ile kasy ci wiszę? - Zapytałam. Sięgnęłam do torebki, że niby chcę wyciągnąć kasę.
- No jak dla ciebie... - Bolo taksował mnie wzrokiem. Ten facet naprawdę nie ma nerw. Co z Pawłem?! - Jak dla ciebie to 60 zyla i jeden szybki numerek. - To było coś w rodzaju komplementu. Bóg mi świadkiem - nawet w najcięższych czasach nie dawałam dupy za dragi! Tu cię mam! Zemsta jest słodka! Sięgnęłam do torebki.
- Kurwa no co ty! Popierdoliło cię suko?! - Pistolet wymierzony między oczy zawsze działał na przeciwnika.
- Tak! Wiesz przecież, ze ja zawsze byłam nieobliczalna. - Powiedziałam powoli, patrząc mu prosto w oczy i odbezpieczając broń. - Na ziemię! Kurwa już! - Podniosłam głos.
Bolo grzecznie się położył na środku wypożyczalni.
- Nogi szeroko, ręce na głowę. - Stałam cały czas w niego celując. Teraz mogłam się dokładniej rozglądnąć. Pawła na pewno nie było. Zaplecze!
- Grzecznie. Ręce. - Wiedział co robić. Skułam go. Pochyliłam się nad nim. Wyciągnęłam blachę. - Witam! Gdzie mój partner? Gadaj, bo cię zastrzelę podczas próby ucieczki. - Postraszyłam, bo napięcie i niepokój zaczęły u mnie wzrastać.
- Policyjna sucz, ja pierdolę. - Bolo pluł se w brodę, ze dał się podejść.
- Grzeczniej proszę. Gdzie? - Krzyknęłam i nadepnęłam go na nerki. Obcasem.
- Tam. - Warknął.
- Leżysz. Grzecznie! - Rzuciłam w jego kierunku.
Pobiegłam gdzie wskazał, czyli na zaplecze.
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls...
- Kurde chłopaki ale jeszcze nigdy w życiu nikogo nie zastrzeliłem. Aga jak to jest? - No to mój kolega strzelił jak kulą w płot. Pytanie co najmniej nie na miejscu. Skrzywiłam się.
- Snajper nie zabija. Snajper likwiduje zagrożenie. Tak to jest nazywane, żeby nie zwariować. A i tak jesteśmy pod szczególnym obstrzałem psychologa. - Jak to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie był na wojnie, choć wykonuje podobny zawód.
Paweł się nie odzywał. Ponurym wzrokiem patrzył raz na jednego, raz na drugiego.
- Seba no co ty! - Adrian chyba jakoś chciał spróbować oczyścić przyciężką atmosferę. - Przecież to terroryści. Ich trzeba likwidować i z tego powodu to łatwe. Wróg, to wróg. - Powiedział co wiedział, pomyślałam.
Chwyciłam za klamkę, żeby opuścić pokój. Odwróciłam się jednak do chłopaków i powiedziałam. - Zabijanie innego człowieka nigdy nie jest łatwe. Terrorysta to terrorysta, to fakt. Tylko, że czasem ten terrorysta ma niewiele więcej, niż trzy lata i piękne, czarne oczy, między które musisz trafić. - Wyszłam...
Pojechaliśmy z Pawłem, w absolutnym milczeniu, na zatrzymanie jakiegoś dilera. O dziwnej porze, przecież było jeszcze dość wczesne rano, ale Stary przekazał, że teraz jest on osiągalny. Ok. Nie skupiałam się na drodze. Próbowałam w ogóle nie myśleć o niczym, zwłaszcza o temacie porannej rozmowy. Nie wspominać. Nagle Paweł zatrzymał samochód na środku drogi i mówi.
- Zaparkuj gdzieś, włącz koguty i czekaj na mnie, zaraz przyjdę. - Rzucił w moją stronę. Ocknęłam się. Drzwi kierowcy trzasnęły. Wysiadłam i wtedy do mnie dotarło gdzie jesteśmy. To tu handluje dragami Bolo. To jego jechaliśmy zatrzymać? No kurde no! Bolo jest niebezpieczny! Nieobliczalny! Jest zasada, ze na zatrzymanie idzie się we dwoje. Kurde Paweł no! Na dodatek miejsca parkingowe były zajęte, nawet igły nie wciśniesz. Dość długą chwilę zajęło mi manewrowanie samochodem. Zostawiłam go na bombach i ani przez myśl mi nie przeszło czekać na Pawła. Poszłam. Przecież jesteśmy teamem. Partnerami czy tego chce, czy nie! Nie odeszłam daleko od samochodu, gdy usłyszałam coś... Coś jakby strzał? No jasne, że strzał. Ktoś strzelał i to nie był pojedynczy dźwięk ale kilka różnych! Wa mać! Wróciłam do samochodu. Aga myśl! Co tu zrobić? Jeżeli strzelał Paweł, to za chwilę pewno wyjdzie. Może Bolo jest postrzelony. Ale jednak jak to Pawła Bolo postrzelił, to jak ja wejdę z bronią do środka, to wtedy Bolo wymierzy gnata w Pawła i będzie sytuacja patowa. Poddam się, żeby ratować partnera i z zatrzymania nici i jeszcze Bolo ucieknie i się schowa na amen. Wymyśliłam coś innego, pomyślałam, że pójdę va banqe i może się uda. Schowałam broń, odznakę do torebki, wczułam się w rolę (jak ja nie lubię do tego wracać), odczekałam chwilę, wzięłam głęboki oddech i poszłam.
- Cześć! - Rzuciłam we wnętrze wypożyczalni kaset video, bo taką przykrywkę wymyślił sobie swego czasu Bolo. Jego nie zauważyłam.
- Cześć! - Wyłonił się wychodząc z zaplecza. Nie chciałam się zbytnio rozglądać ale Pawła nie zauważyłam.
- Bolo! Kopę lat! Miałam nadzieję, ze jeszcze tu jesteś. - Uśmiechnęłam się najbardziej naiwnie jak umiałam.
- No sie ma! - Miałam wrażenie, ze on ma nerwy ze stali. Nawet mu tzw. powieka nie drgnęła. Podszedł do mnie, objął i poczułam, ze odruchowo obmacuje, szukając czegoś podejrzanego, np. gnata.
- Masz coś? - Rzuciłam od razu, żeby przejść do tematu, żeby aby się nie domyślił co ja tu robię. Trzymałam nerwy na wodzy, starałam się mieć głos spokojny, wręcz flegmatyczny.
- Czego ci potrzeba? - Bolo zajarzył temat. Idę w to, może się uda!
- Czegoś lajtowego, czego nie wykryje się na testach. - Zobaczymy przy okazji co nowego oferuje rynek.
- Bratek mam. - Jesu to jeszcze krąży po rynku, pomyślałam?
- No co ty! Bratek to dla szczyli, gimbazy. Coś mocniejszego ale nie do wykrycia. Ja muszę jeszcze dziś wrócić do roboty! - Ile je jeszcze będę udawać narkomana co?
- Kwokę ci mogę dać. Tylko to mam. - Powiedział Bolo. Byłam ciekawa czy mówi prawdę, czy mnie sprawdza.
- Kwokę można wykryć. - No przynajmniej tak było, z tego co pamiętam.
- Ale nie nową Kwokę. Udoskonalona. Żadnym testem nie wykryjesz po trzech godzinach od zażycia. Gwarantowane. No chyba, że wcześniej używałaś czystej koki, no to się nałoży. Ale jak nie, to spoko. - Cały czas utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Ja też cały czas nasłuchiwałam czy gdzieś nie słychać aby odgłosu życia Pawła.
- Daj cokolwiek, bo już nie daję rady w tej robocie a ile można jechać na kawie. - Zamówiłam i co dalej?
- A na weekend czasem nie chcesz czegoś mocniejszego? - W Bolu obudziła się żyłka handlowca. Chwycił klienta na głodzie i idzie na całość.
- No nie wiem... - Zaczęłam się wahać. Żeby się nie domyślił po co tu jestem i żeby poudawać naiwną blondynkę. Blondynkę w ciągu.
- Masz wolne? Masz ciężką robotę? No to weekend dobry czas, żeby się zrelaksować. - Ciągnął sprzedaż. - Dam ci nowość. Odlot bez skutków ubocznych. - O mało co nie parsknęłam mu śmiechem w te parszywe oczka. Nie ma prochów bez skutków ubocznych. Stary tekst dilerów, żeby uzależnić swojego klienta.
- Kurde wyczułeś mnie. - Powiedziałam, żeby uśpić jego czujność. - Dawaj. Ale, żeby było dobre! Żadne kręcone śmieci. - No już wierzę, że będzie uczciwy! Pęknę ze śmiechu!
- No jasne, żadnych śmieci. Bierz i dobrze schowaj. - Podał mi dwa zawiniątka. - Tylko nie pomyl. - Bolo raczej mi uwierzył, że naprawdę potrzebuję dragów. To chyba tylko dlatego, że mnie znał, jako ostrą zawodniczkę i że starał się zachowywać, jakby naprawdę były mi one potrzebne. Rozbiegany wzrok, uciekający, drżenie rąk, które starałam się "nieporadnie" powstrzymywać, szybki oddech itp.
- Ile kasy ci wiszę? - Zapytałam. Sięgnęłam do torebki, że niby chcę wyciągnąć kasę.
- No jak dla ciebie... - Bolo taksował mnie wzrokiem. Ten facet naprawdę nie ma nerw. Co z Pawłem?! - Jak dla ciebie to 60 zyla i jeden szybki numerek. - To było coś w rodzaju komplementu. Bóg mi świadkiem - nawet w najcięższych czasach nie dawałam dupy za dragi! Tu cię mam! Zemsta jest słodka! Sięgnęłam do torebki.
- Kurwa no co ty! Popierdoliło cię suko?! - Pistolet wymierzony między oczy zawsze działał na przeciwnika.
- Tak! Wiesz przecież, ze ja zawsze byłam nieobliczalna. - Powiedziałam powoli, patrząc mu prosto w oczy i odbezpieczając broń. - Na ziemię! Kurwa już! - Podniosłam głos.
Bolo grzecznie się położył na środku wypożyczalni.
- Nogi szeroko, ręce na głowę. - Stałam cały czas w niego celując. Teraz mogłam się dokładniej rozglądnąć. Pawła na pewno nie było. Zaplecze!
- Grzecznie. Ręce. - Wiedział co robić. Skułam go. Pochyliłam się nad nim. Wyciągnęłam blachę. - Witam! Gdzie mój partner? Gadaj, bo cię zastrzelę podczas próby ucieczki. - Postraszyłam, bo napięcie i niepokój zaczęły u mnie wzrastać.
- Policyjna sucz, ja pierdolę. - Bolo pluł se w brodę, ze dał się podejść.
- Grzeczniej proszę. Gdzie? - Krzyknęłam i nadepnęłam go na nerki. Obcasem.
- Tam. - Warknął.
- Leżysz. Grzecznie! - Rzuciłam w jego kierunku.
Pobiegłam gdzie wskazał, czyli na zaplecze.
- Jesu Paweł! - Znalazłam go. Zakrwawiony leżał na zapleczu. Ręce skute. Pod okiem siniak. Dotknęłam jego szyi. Puls...
środa, 24 maja 2017
S & D & RR. cd. 6.
Tak koszmarnego dnia to już od dawna nie miałam...
Poszłam do roboty niewyspana. Przez całą noc śnili mi się raz Łukasz, raz Paweł... Naprawdę mam niefarta do tego faceta. Powoli zaczynam żałować, że wróciłam do firmy. Może powinnam się przenieść ale szkoda mi tego miejsca, bo i pozostałe towarzystwo jest super, i mam niedaleko do domu. Z jednej strony mam uczucie, ze Paweł mnie nie cierpi ale za to z drugiej coś mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy jego do mnie też, oprócz tego jednego razu. Tamtego wieczoru, który nie powinien się stać. Mam nadzieję, ze nie zapłacę za tamten błąd. Choć muszę przyznać, że to mi uświadomiło jak bardzo brakuje mi seksu. Że powoli zaczynam wracać do życia, zaczynają się budzić we mnie instynkty. Że samotność zaczyna mi dokuczać...
Weszłam do pokoju w którym mieliśmy ekspres do kawy. Oczywiście, jak zwykle, nikt nie zrobił kawy, każdy czekał na pierwszego jelenia, któremu zechce się nastawić ja dla wszystkich. Jak zwykle to ja miałam to szczęście, że nie mogłam bez kawy żyć i to ja ja szykowałam dla wszystkich. Chłopaki już siedzieli. Cały poranek był jakiś taki niemrawy...
- Cześć chłopaki. - Powiedziałam półgębkiem.
- Cześć... - Niemrawo odpowiedzieli Paweł i Sebastian. Adika, mojego partnera, na razie nie było.
Nastawiłam cały ekspres kawy i niecierpliwością czekałam aż kawa się przesączy. Nalałam sobie do kubka. Piłam na stojąco, nie chciało mi się na razie siadać.
- Cześć wiara! - Adik wpadł spóźniony.
- Cześć... - Odpowiedział mu niemrawy trójgłos.
- Aga! Masz pozdrowienia! - Poweekendowy Adi miał jednak więcej energii niż pozostali.
- Dziękuję! - Odpowiedziałam. - Od kogo?
- A mamy wspólnych znajomych, się okazało. - Rozgadał się zwykle milczący i małomówny Adi. - Pozdrawia cię Wojtek... Wojtek... Szczęch? - Adi najwyraźniej zapomniał nazwiska. Ja natomiast skojarzyłam z tym tylko jedno nazwisko.
- Wojtek Szczęsny? Wrócił? Cały i zdrowy? - Ucieszyłabym się, gdyby to był on. Że udało mu się wrócić w całości. Fajny był gość i kolega z Wojtka.
- Tak! Szczęsny, jak ten znany! - Ucieszył się Adi. - Cały i zdrowy.
- To jak go znów zobaczysz, to też go pozdrów. - Ucieszyłam się.
- Chłopaki ale wiecie co? Ten Wojtek mi powiedział, że. - Adi odwrócił się do mnie. - Dlaczego nie powiedziałaś, ze byłaś w wojsku i wyjechałaś na misję pokojową? - Zapytał mnie Adi.
- No jakoś się nie zgadało. - Odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- W wojsku? - Nie dowierzał Sebastian. - Kim tam mogłaś być? Sanitariuszką? - Zażartował nasz prześmiewca Sebastian.
- Nie, chłopaki! - Zaprotestował Adi. - Aga była snajperem! - Te słowa Adika wywołały poruszenie. - Wojtek mówił, że Aga uratowała pół oddziału a jak dostała w brzuch i rozpłatało ją na pół, to najpierw się zszyła, potem oddała swoje opatrunki chłopakom a potem ich ratowała. - No to wypalił z grubej rury. Musiał ten Adi być na tym spotkaniu, ze tak powiem, z lekka nietrzeźwy, sooro tak zapamiętał tę opowieść. Na słowa o rozpłatanym brzuchu wreszcie głowę podniósł Paweł i spojrzał wymownie na mnie.
- No coś chyba ktoś przekoloryzował. - Zaśmiałam się. - To było trochę inaczej.
- Ale snajperem byłaś? - Dopytywał Sebastian.
- No tak. Takie było moje zadanie. Wtedy snajper miał ochraniać konwoje z pomocą pokojową i to właśnie robiłam. A wtedy co opowiadał Wojtek, to właśnie wracaliśmy w dwa wozy do bazy. No i pierwszy z nich najechał na minę.
- Naprawdę sama się zszyłaś? - Dopytywał Sebastian. - Naprawdę masz szramę na brzuchu co się sama zszyłaś czy to bujda? - Dociekał Seba.
- Ma. Widziałem. - Odezwał się Paweł. Chłopaki spojrzeli na niego. Raczej nie wiedzieli skąd on o niej wie.
- To nie było zszywanie. - Odpowiedziałam szybko, żeby odwrócić ich uwagę. Ich głowy latały jak na meczu tenisa. - Mieliśmy na wyposażeniu takie coś jak taker tapicerski. Takie zszywki, którymi się łapało brzegi ramy i zszywało. Była zasada, że najpierw się ratuje siebie, żeby potem móc ratować innych. Bo jak siebie nie uratujesz, to już nikt tych innych nie uratuje. I to właśnie zrobiłam. I tyle.
- Wojtek jeszcze mówił, że to wtedy zginął twój... - Jednak doszliśmy do momentu, który nadal bolał... Urwałam szybko tę opowieść Adika.
- Tak. Wtedy zginął Łukasz. I kropka. - Spojrzałam na niego mrożącym spojrzeniem, żeby zrozumiał, że nie ma kontynuować tego tematu. Na szczęście w tym właśnie momencie wszedł Stary.
- No! Tuście się ukryli! A ja was szukam po całym wydziale. Do roboty! Dzisiaj zamieniacie się parami. Adi i Seba idą razem a Aga idzie z Pawłem. No już! Do roboty! - Pogonił nas Stary.
Ale ten fatalny dzień się jeszcze nie skończył...
Poszłam do roboty niewyspana. Przez całą noc śnili mi się raz Łukasz, raz Paweł... Naprawdę mam niefarta do tego faceta. Powoli zaczynam żałować, że wróciłam do firmy. Może powinnam się przenieść ale szkoda mi tego miejsca, bo i pozostałe towarzystwo jest super, i mam niedaleko do domu. Z jednej strony mam uczucie, ze Paweł mnie nie cierpi ale za to z drugiej coś mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy jego do mnie też, oprócz tego jednego razu. Tamtego wieczoru, który nie powinien się stać. Mam nadzieję, ze nie zapłacę za tamten błąd. Choć muszę przyznać, że to mi uświadomiło jak bardzo brakuje mi seksu. Że powoli zaczynam wracać do życia, zaczynają się budzić we mnie instynkty. Że samotność zaczyna mi dokuczać...
Weszłam do pokoju w którym mieliśmy ekspres do kawy. Oczywiście, jak zwykle, nikt nie zrobił kawy, każdy czekał na pierwszego jelenia, któremu zechce się nastawić ja dla wszystkich. Jak zwykle to ja miałam to szczęście, że nie mogłam bez kawy żyć i to ja ja szykowałam dla wszystkich. Chłopaki już siedzieli. Cały poranek był jakiś taki niemrawy...
- Cześć chłopaki. - Powiedziałam półgębkiem.
- Cześć... - Niemrawo odpowiedzieli Paweł i Sebastian. Adika, mojego partnera, na razie nie było.
Nastawiłam cały ekspres kawy i niecierpliwością czekałam aż kawa się przesączy. Nalałam sobie do kubka. Piłam na stojąco, nie chciało mi się na razie siadać.
- Cześć wiara! - Adik wpadł spóźniony.
- Cześć... - Odpowiedział mu niemrawy trójgłos.
- Aga! Masz pozdrowienia! - Poweekendowy Adi miał jednak więcej energii niż pozostali.
- Dziękuję! - Odpowiedziałam. - Od kogo?
- A mamy wspólnych znajomych, się okazało. - Rozgadał się zwykle milczący i małomówny Adi. - Pozdrawia cię Wojtek... Wojtek... Szczęch? - Adi najwyraźniej zapomniał nazwiska. Ja natomiast skojarzyłam z tym tylko jedno nazwisko.
- Wojtek Szczęsny? Wrócił? Cały i zdrowy? - Ucieszyłabym się, gdyby to był on. Że udało mu się wrócić w całości. Fajny był gość i kolega z Wojtka.
- Tak! Szczęsny, jak ten znany! - Ucieszył się Adi. - Cały i zdrowy.
- To jak go znów zobaczysz, to też go pozdrów. - Ucieszyłam się.
- Chłopaki ale wiecie co? Ten Wojtek mi powiedział, że. - Adi odwrócił się do mnie. - Dlaczego nie powiedziałaś, ze byłaś w wojsku i wyjechałaś na misję pokojową? - Zapytał mnie Adi.
- No jakoś się nie zgadało. - Odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- W wojsku? - Nie dowierzał Sebastian. - Kim tam mogłaś być? Sanitariuszką? - Zażartował nasz prześmiewca Sebastian.
- Nie, chłopaki! - Zaprotestował Adi. - Aga była snajperem! - Te słowa Adika wywołały poruszenie. - Wojtek mówił, że Aga uratowała pół oddziału a jak dostała w brzuch i rozpłatało ją na pół, to najpierw się zszyła, potem oddała swoje opatrunki chłopakom a potem ich ratowała. - No to wypalił z grubej rury. Musiał ten Adi być na tym spotkaniu, ze tak powiem, z lekka nietrzeźwy, sooro tak zapamiętał tę opowieść. Na słowa o rozpłatanym brzuchu wreszcie głowę podniósł Paweł i spojrzał wymownie na mnie.
- No coś chyba ktoś przekoloryzował. - Zaśmiałam się. - To było trochę inaczej.
- Ale snajperem byłaś? - Dopytywał Sebastian.
- No tak. Takie było moje zadanie. Wtedy snajper miał ochraniać konwoje z pomocą pokojową i to właśnie robiłam. A wtedy co opowiadał Wojtek, to właśnie wracaliśmy w dwa wozy do bazy. No i pierwszy z nich najechał na minę.
- Naprawdę sama się zszyłaś? - Dopytywał Sebastian. - Naprawdę masz szramę na brzuchu co się sama zszyłaś czy to bujda? - Dociekał Seba.
- Ma. Widziałem. - Odezwał się Paweł. Chłopaki spojrzeli na niego. Raczej nie wiedzieli skąd on o niej wie.
- To nie było zszywanie. - Odpowiedziałam szybko, żeby odwrócić ich uwagę. Ich głowy latały jak na meczu tenisa. - Mieliśmy na wyposażeniu takie coś jak taker tapicerski. Takie zszywki, którymi się łapało brzegi ramy i zszywało. Była zasada, że najpierw się ratuje siebie, żeby potem móc ratować innych. Bo jak siebie nie uratujesz, to już nikt tych innych nie uratuje. I to właśnie zrobiłam. I tyle.
- Wojtek jeszcze mówił, że to wtedy zginął twój... - Jednak doszliśmy do momentu, który nadal bolał... Urwałam szybko tę opowieść Adika.
- Tak. Wtedy zginął Łukasz. I kropka. - Spojrzałam na niego mrożącym spojrzeniem, żeby zrozumiał, że nie ma kontynuować tego tematu. Na szczęście w tym właśnie momencie wszedł Stary.
- No! Tuście się ukryli! A ja was szukam po całym wydziale. Do roboty! Dzisiaj zamieniacie się parami. Adi i Seba idą razem a Aga idzie z Pawłem. No już! Do roboty! - Pogonił nas Stary.
Ale ten fatalny dzień się jeszcze nie skończył...
wtorek, 23 maja 2017
S & D & RR. cd. 5.
Ciepła woda lała się z deszczownicy na moją twarz. Ekstatyczne uczucie. Jakby ciepły deszcz, tyle że ucywilizowany. Powoli namydlałam swoje ciało czekoladowym żelem pod prysznic. Jesu jak on pachnie!
Bardziej niż usłyszałam, to wyczułam jak ktoś wchodzi do łazienki. Drzwi prysznica się otworzyły i zamknęły. Wiedziałam kto to. Poczułam na karku jego delikatny dotyk. Palce miał długie, mocne ale jednocześnie delikatne. Zaczął wodzić nimi wzdłuż mojego kręgosłupa. Powoli, delikatnie. Zabrał ode mnie gąbkę i kontynuował rozpoczęte przeze mnie namydlanie. Kolistymi ruchami Zaczął myć najpierw mój kark. Oddałam się pieszczocie jego delikatnego dotyku. Pochyliłam głowę na bok, żeby się wsłuchać w jego ledwo słyszalny oddech... Jego ruchy były powolne. Miałam wrażenie, że jestem w SPA i mojego nagiego ciała dotyka dobry masażysta. Dotyk przeniósł się na plecy. Nie potrafiłam się ruszyć. Było mi tak dobrze! Ciepło, zapach czekolady i ON... Poczułam mrowienie w dole brzucha. Podniecenie, zakochanie...Odłożył gąbkę. Sięgnął na półkę po mydło, namydlił ręce. Jego ręce powędrowały na mój brzuch. Ruchy miał powolne, stanowcze. Jego ręce powoli przesuwały się w górę. Mój oddech stał się urywany. Przysunął się do mnie. Oparłam się plecami o jego nagi tors. Głowę położyłam na jego ramieniu. Przymknęłam oczy. Ciepła woda powoli opływała moje krągłości. Spod przymkniętych powiek zauważyłam, że moje sutki sterczą... Podniecenie i przyjemność... Jego ręce dotarły do moich piersi. Objęły je od dołu i zaczęły myć. Piana spływała z nich poprzez brzuch, na moje podniecone łono. Jednocześnie chciałam, żeby ta chwila trwała, i żeby się skończyła spełnieniem w łóżku. Poczułam jego ręce na swoim brzuchu. Wywołało to ogromną falę podniecenia. Motyle w brzuchu, ciepło, fale podniecenia. Spłycenie oddechu. Masaż był delikatny ale stanowczy. Dłonie zataczały koła, co raz mniejsze. Posuwały się w dół, do środka. Po chwili jedna powędrowała do moich ust. Pochylił się nad moją szyją i poczułam pocałunki. Moje usta ssały jeden z jego palców. Między nogami poczułam mocną dłoń. Wsunęła się między moje uda. Weszła między wargi sromowe. Wzięłam głębszy oddech. Syknęłam z podniecenia. W pochwie poczułam place. Długie, mocne, sprawne. Pocierały ścianki pochwy, szukając punktu G. Równocześnie dłoń ocierała się o nadwrażliwą z podniecenia łechtaczkę. Mój oddech stał się szybki, co raz szybszy, urywany. Obróciłam głowę w jego kierunku, żeby pocałować mojego narzeczonego - Łukasza. Ten specyficzny dotyk rozpoznałabym na końcu świata! Jesu jak ja go kocham. Jak ja kocham jego dotyk. Jak kocham się z nim kochać. Jesteśmy tak doskonale do siebie dopasowani...
Otworzyłam oczy... Zobaczyłam Pawła. To był PAWEŁ!!!
Hyyyyyyyyyyy............
Obudził mnie mój własny krzyk. Byłam zlana potem. Dopiero po krótkiej chwili do mnie dotarło co się stało...
Śniłam o Łukaszu. Wyraźnie czułam na sobie jego dotyk. W sobie czułam jego dotyk. Jego specyficzny dotyk. Obudziłam się. I nagle do mnie dotarło, że Łukasza już nie ma! Już nigdy go nie zobaczę i już nigdy mnie nie dotknie. A ten, o którym śniłam, to był Paweł... Dlaczego ten facet tak mi zapadł w pamięć, głowę?
Jesu jak się pokręciło...
Bardziej niż usłyszałam, to wyczułam jak ktoś wchodzi do łazienki. Drzwi prysznica się otworzyły i zamknęły. Wiedziałam kto to. Poczułam na karku jego delikatny dotyk. Palce miał długie, mocne ale jednocześnie delikatne. Zaczął wodzić nimi wzdłuż mojego kręgosłupa. Powoli, delikatnie. Zabrał ode mnie gąbkę i kontynuował rozpoczęte przeze mnie namydlanie. Kolistymi ruchami Zaczął myć najpierw mój kark. Oddałam się pieszczocie jego delikatnego dotyku. Pochyliłam głowę na bok, żeby się wsłuchać w jego ledwo słyszalny oddech... Jego ruchy były powolne. Miałam wrażenie, że jestem w SPA i mojego nagiego ciała dotyka dobry masażysta. Dotyk przeniósł się na plecy. Nie potrafiłam się ruszyć. Było mi tak dobrze! Ciepło, zapach czekolady i ON... Poczułam mrowienie w dole brzucha. Podniecenie, zakochanie...Odłożył gąbkę. Sięgnął na półkę po mydło, namydlił ręce. Jego ręce powędrowały na mój brzuch. Ruchy miał powolne, stanowcze. Jego ręce powoli przesuwały się w górę. Mój oddech stał się urywany. Przysunął się do mnie. Oparłam się plecami o jego nagi tors. Głowę położyłam na jego ramieniu. Przymknęłam oczy. Ciepła woda powoli opływała moje krągłości. Spod przymkniętych powiek zauważyłam, że moje sutki sterczą... Podniecenie i przyjemność... Jego ręce dotarły do moich piersi. Objęły je od dołu i zaczęły myć. Piana spływała z nich poprzez brzuch, na moje podniecone łono. Jednocześnie chciałam, żeby ta chwila trwała, i żeby się skończyła spełnieniem w łóżku. Poczułam jego ręce na swoim brzuchu. Wywołało to ogromną falę podniecenia. Motyle w brzuchu, ciepło, fale podniecenia. Spłycenie oddechu. Masaż był delikatny ale stanowczy. Dłonie zataczały koła, co raz mniejsze. Posuwały się w dół, do środka. Po chwili jedna powędrowała do moich ust. Pochylił się nad moją szyją i poczułam pocałunki. Moje usta ssały jeden z jego palców. Między nogami poczułam mocną dłoń. Wsunęła się między moje uda. Weszła między wargi sromowe. Wzięłam głębszy oddech. Syknęłam z podniecenia. W pochwie poczułam place. Długie, mocne, sprawne. Pocierały ścianki pochwy, szukając punktu G. Równocześnie dłoń ocierała się o nadwrażliwą z podniecenia łechtaczkę. Mój oddech stał się szybki, co raz szybszy, urywany. Obróciłam głowę w jego kierunku, żeby pocałować mojego narzeczonego - Łukasza. Ten specyficzny dotyk rozpoznałabym na końcu świata! Jesu jak ja go kocham. Jak ja kocham jego dotyk. Jak kocham się z nim kochać. Jesteśmy tak doskonale do siebie dopasowani...
Otworzyłam oczy... Zobaczyłam Pawła. To był PAWEŁ!!!
Hyyyyyyyyyyy............
Obudził mnie mój własny krzyk. Byłam zlana potem. Dopiero po krótkiej chwili do mnie dotarło co się stało...
Śniłam o Łukaszu. Wyraźnie czułam na sobie jego dotyk. W sobie czułam jego dotyk. Jego specyficzny dotyk. Obudziłam się. I nagle do mnie dotarło, że Łukasza już nie ma! Już nigdy go nie zobaczę i już nigdy mnie nie dotknie. A ten, o którym śniłam, to był Paweł... Dlaczego ten facet tak mi zapadł w pamięć, głowę?
Jesu jak się pokręciło...
wtorek, 2 maja 2017
S & D & RR. cd. 4.
- Rozkuj ją Paweł. - Głos Stefana był bardzo, bardzo stanowczy.
- Za boga chińskiego! Nie, Stary! Jest zatrzymana na gorącym uczynku a tego się nie wybacza w tej firmie dopóki ja tu jestem! - Paweł protestował.
- Kurde daj kluczyki do kajdanek. To nasz człowiek! - Irytacja Starego zaczęła sięgać zenitu.
Stary - chyba każdy go zna. Człowiek, któremu zawdzięczam, nie omieszkam się to przypomnieć, swoje życie. Człowiek, który mi ufa, że jestem czysta ale pomimo tego nadal mnie sprawdza. Człowiek, który pozwolił mi wykonać tę akcję ze złapaniem Ryżego Wieśka ale który nie wiedział jak jest niebezpieczna dla mnie i jak może się potoczyć. Uśpiłam jego czujność. Gdybym go w to wtajemniczyła, to pewno nigdy by na to nie pozwolił, chciałby to zrobić legalnie a wtedy z akcji nici...
Mój nowy szef, jak się okazało wkrótce - Paweł, rzucił w stronę Starego kluczyki tak, że prawie spadły z biurka. Stary mnie rozkuł i już wiedziałam, że z całą pewnością zauważył ślad po wkłuciu na mojej ręce.
Ja tymczasem zaczynałam trzeźwieć. Już nie miałam zwidów, że jestem na wakacjach na Krecie, tylko dotarło do mnie, że aresztowali mnie czarni razem z Ryżym Wiesiem. Fakt - nie wszystko poszło zgodnie z moim planem. Akcja miała wyglądać inaczej. Czarni się spóźnili, dlatego musiałam dalej grać przed Wieśkiem i pozwoliłam sobie dać w żyłę. I wtedy wpadli oni. Jak się okazało razem z nimi był mój nowy szef - Paweł. Człowiek, który był w 250% oddany swojej pracy. Człowiek, który nie znosił narkotyków i narkomanów. Zwalczał i dilerów, i ćpunów. Nie wiedział o całej akcji, bo prosiłam Starego, żeby nikogo nie wtajemniczał w szczegóły, bo wtedy Ryży Wiesiek się nam wywinie. I właśnie dlatego miałam u niego przerąbane. Teraz to już mi nigdy nie uwierzy, że ja od dziesięciu lat jestem czysta, że już nie biorę... Fak!!!A może Stary mu wytłumaczy... A może nasza współpraca się jednak ułoży... (tylko kto w to uwierzy)...
Stary mnie rozkuł. Rozmasowałam nadgarstki. Kurde byłam w kajdankach drugi raz w życiu. Boli. Nie podnosiłam głowy z obawy, że mnie zjedzie jak rudą sukę za nieudaną po części akcję. Poza tym oczy mnie szczypały, światło raziło. Wyczułam jednak, że jest jakieś napięcie.
- Aga! - Zawołał Stary.
Pokręciłam głową.
- Aga spójrz na mnie! - Stary nie dawał za wygraną. Chciał sprawdzić i wiedziałam że to, co zobaczy mu się nie spodoba. Kurwa jak z tego wybrnąć?!
- Agnieszka! - Stary podniósł głos. Zastosował też słowo - znak, na który musiałam zareagować. Taka była między nami umowa.
Spojrzałam na niego. I od razu spuściłam oczy - światło naprawdę mnie raziło.
Stary zaczął rzucać najgorszymi przekleństwami, nie do zacytowania. Paweł obserwował nas zza biurka.
- Wykorzystałaś sytuację Aga! Jak mogłaś. - Wysyczał do mnie wkur........ y Stefan.
Zerwałam się z krzesła. - To nie tak, Stefan! - Chwyciłam go za rękaw. Wyrwał się.
- Oszukałaś mnie... - Wzrok, jaki mi rzucił Stefan, mówił wiele. Był wściekły, zaskoczony, zawiedziony.
Odetchnęłam głęboko...
- To nie tak, Stefan. - Powiedziałam spokojnie. Stanowczo. - Daj sobie wytłumaczyć.
- Nie! - Nasze spojrzenia wrzały, latały między mani błyskawice wściekłości. - Czytałem skrócony opis akcji. Na ręce masz ślad. Co tu wyjaśniać. - Wypluł z siebie słowa z szybkością karabinu Stefan.
- To pozwól sobie chociaż opowiedzieć jak to wyglądało z mojej strony. - Musiałam ratować to coś, co nas ze sobą łączyło. Nasze porozumienie i zaufanie.
- No ciekawe co wymyślisz. - Z przekąsem wydukał Stefan.
- Szykując całą akcję rozpatrywałam wszystkie możliwe scenariusze. Jednym z nich był też taki, że czarni nie zdążą. I co wtedy. A zależało mi, żeby złapać Wieśka na dilerce, na gorącym uczynku. Żeby się już nie wywinął. No i właśnie ten scenariusz się ziścił, nie wiem czy doczytałeś, ale czarni się spóźnili. Prozaicznie korek w mieście ich zatrzymał. Wcześniej, w związku z planowaniem akcji skonsultowałam się z Asią. Nie chciałam żeby mi się coś stało. Wolałam wszystko przewidzieć. Asia dała mi antidotum - substancję która niweluje skutki zażywania narkotyków. Otumaniają ale tylko na chwilę. Co chyba jeszcze nadal widać, sądząc po twojej reakcji. - Jakoś tak podczas naszej rozmowy oboje pomijaliśmy Pawła. Jakby w ogóle go nie było w pokoju. On też się nie wtrącał, słuchał. - Psychicznie jestem już trzeźwa. Za boga chińskiego nie wzięłabym już dragów. Przecież wiesz. Ale tym razem musiałam zaryzykować, bo złapanie Ryżego Wieśka było ważniejsze. - Opowiedziałam w skrócie całą akcję.
- Ważniejsze od czego? Od własnego zdrowia i życia? - Zapytał Stary.
- Ważniejsze, bo teraz go wsadzę na długie lata i już nikomu nie sprzeda więcej towaru. Już nikogo nie zatruje KRAK-iem. - Wysyczałam, bo właśnie o to mi chodziło.
Stary chyba zrozumiał, bo pokiwał głową. Myślę, że między nami znowu będzie komitywa, ale że znowu będzie mnie sprawdzał (teraz wiecie dlaczego przyszedł tego wieczora kiedy to ja z Pawłem...ten teges... z odc. 3.).
Drzwi się uchyliły i pojawiła się w nich głowa jakiegoś młodego. - Szefie doprowadzono drugiego zatrzymanego.
- Dziękuję. - Odrzekł Paweł.
Stary podał mi rękę na zgodę. - Dzięki Stefan. - Wyszeptałam.
- Moja blacha. - Warknęłam w stronę Pawła. Wiedziałam, że to on ją zabrał, bo jak mnie czarni powalili a mundurowi poznali, że ja z firmy, to on ją zabrał i przeglądał. Byłam otumaniona dragami ale nie na tyle, żeby tego faktu nie skojarzyć.
Wyciągnęłam rękę w jego kierunku ale nawet na niego nie spojrzałam. Jakoś go nie polubiłam dlatego nic nie tłumaczy odc. 3.
- Masz, kurwa! - Paweł rzucił w moim kierunku moją odznaką.
Sięgnęłam po nią na biurko, założyłam na szyję i poszłam do drugiego pokoju przesłuchań. Wychodząc usłyszałam. - Wyjaśni mi to ktoś wreszcie, bo ja nic nie kumam do kurwy nędzy. - Rzucił Paweł. Potem się okazało, że wyjaśniali sobie to potem, bo teraz poszli za mną.
Weszłam do pokoju gdzie dostarczyli Ryżego Wieśka. Diler. Diler, u którego nie raz kupowałam dragi. Który najpierw z nami ćpał a potem się ocknął i doszedł do wniosku, że zrobi lepiej, gdy będzie na nas zarabiał, niż sam sobie marnował życie i zdrowie. Ja niestety wtedy nie byłam taka mądra...
- Witaj Wiesiu! - Odezwałam się i usiadłam po drugiej stronie.
- Kurwa wróciłaś do psiarni... - Wiesiek obrzucił mnie niezbyt przychylnym spojrzeniem.
- Tak, wróciłam. I wreszcie cię dopadłam! Teraz się nie wywiniesz! - Rzuciłam mu w twarz.
- Przecież to TY przyszłaś do mnie zaćpać. Jak się z tego wywiniesz? - Próbował mnie wybić Wiesiek.
- Już ty się o to nie martw. Ja sobie dam radę. Za to ty pójdziesz siedzieć na długie lata. Teraz bekniesz. - Tak się siłowaliśmy na słowa.
- Ja beknę? Ja? Gdyby nie ja, ćpunie, to być już dawno zdechła. To ja ci uratowałem życie. - Wypomniał Wiesiek. Fakt, miał rację.
- Właśnie dlatego już dwa razy pozwoliłam ci się wywinąć. Ale teraz przegiąłeś pałę. To przez ciebie Zośka umarła. - Wreszcie wyrzuciłam z siebie powód mojej zemsty na Wieśku. Tak, tym samym Wieśku, który wtedy podrzucił mnie na Izbę Przyjęć do szpitala, gdzie szczęśliwie znalazł mnie Stary (było o tym we wcześniejszej opowieści z mojego życia).
- Ha! Złoty strzał Zosi. Tak, to ja! - Wiesiek zdawał się pęcznieć z dumy! Drań!
- Mogłeś jej dać złoty strzał ale nie KRAK-a! Cokolwiek innego ale nie tę truciznę! Czytałam jej akta - od tego umarła. Po tylu latach mogłeś jej dać coś innego. Wiedziałeś, że po tym się umiera w cierpieniach. - Zosia - moja "siostra" od ćpania. Niejedną igłę zużyłyśmy razem. Dzieliłyśmy się każdą działką jak było krucho z kasą. Niejedną imprę i wieczór przegadałyśmy, nawet razem z Wiesiem. A teraz on ją zabił tym świństwem. Gdybym była w kraju, kupiłabym jej, jak kocham, najlepszy, najczystszy towar.
- Ćpun, to ćpun. Kasa, to kasa. I nic innego się nie liczy. Nie ma, kotuś, sentymentów w tej branży.- Jakby go to nie obeszło. Dobrze, że pójdzie siedzieć.
- Dobra. To tyle chciałam ci powiedzieć. Jesteśmy kwita! - Wstałam i wyszłam bez oglądania się. W pokoju za szybą był Stary, Paweł i Gniewomir. Cieszyłam się, że to on poprowadzi tę sprawę.
- Aga. To naprawdę wtedy był Wiesiek? - Zapytał Stefan. Nigdy mu nie powiedziałam kto mi wtedy pomógł.
- Tak, Stefan, to był on. - Z trudem przełknęłam ślinę.
Stary mnie przytulił. - Rozumiem Aga, dlaczego tak głęboko w to zabrnęłaś, dlaczego tak ci zależało. Dlaczego byłaś w stanie tak zaryzykować. - Ucałował mnie swoim zwyczajem w czoło.
- Gniewomir - teraz jest twój. Wyszłam.
- Kurde wyjaśni mi to ktoś wreszcie? - Paweł nadal był skołowany. - Ćpun zamyka dilera pomimo tego, że on uratował jej życie? O co kaman? - Dopytywał Paweł.
- Aga to nie ćpun. Już nie. - Odpowiedział tylko tyle Stefan.
- Ta! Już ja w to uwierzę! - Odparł Paweł. - Owinęła cię wokół palca!
- Stefan ma rację. Jakby Aga miała na nowo ćpać, to zrobiłaby to już pół roku temu. - Odparł Pawłowi Gniewomir i wszedł, żeby zaprotokołować przesłuchanie Wiesia.
Ale Paweł swoim policyjnym nosem nie uwierzył i zaczął szperać...
Dlatego tamta noc chyba nie ma sensu?!
- Za boga chińskiego! Nie, Stary! Jest zatrzymana na gorącym uczynku a tego się nie wybacza w tej firmie dopóki ja tu jestem! - Paweł protestował.
- Kurde daj kluczyki do kajdanek. To nasz człowiek! - Irytacja Starego zaczęła sięgać zenitu.
Stary - chyba każdy go zna. Człowiek, któremu zawdzięczam, nie omieszkam się to przypomnieć, swoje życie. Człowiek, który mi ufa, że jestem czysta ale pomimo tego nadal mnie sprawdza. Człowiek, który pozwolił mi wykonać tę akcję ze złapaniem Ryżego Wieśka ale który nie wiedział jak jest niebezpieczna dla mnie i jak może się potoczyć. Uśpiłam jego czujność. Gdybym go w to wtajemniczyła, to pewno nigdy by na to nie pozwolił, chciałby to zrobić legalnie a wtedy z akcji nici...
Mój nowy szef, jak się okazało wkrótce - Paweł, rzucił w stronę Starego kluczyki tak, że prawie spadły z biurka. Stary mnie rozkuł i już wiedziałam, że z całą pewnością zauważył ślad po wkłuciu na mojej ręce.
Ja tymczasem zaczynałam trzeźwieć. Już nie miałam zwidów, że jestem na wakacjach na Krecie, tylko dotarło do mnie, że aresztowali mnie czarni razem z Ryżym Wiesiem. Fakt - nie wszystko poszło zgodnie z moim planem. Akcja miała wyglądać inaczej. Czarni się spóźnili, dlatego musiałam dalej grać przed Wieśkiem i pozwoliłam sobie dać w żyłę. I wtedy wpadli oni. Jak się okazało razem z nimi był mój nowy szef - Paweł. Człowiek, który był w 250% oddany swojej pracy. Człowiek, który nie znosił narkotyków i narkomanów. Zwalczał i dilerów, i ćpunów. Nie wiedział o całej akcji, bo prosiłam Starego, żeby nikogo nie wtajemniczał w szczegóły, bo wtedy Ryży Wiesiek się nam wywinie. I właśnie dlatego miałam u niego przerąbane. Teraz to już mi nigdy nie uwierzy, że ja od dziesięciu lat jestem czysta, że już nie biorę... Fak!!!A może Stary mu wytłumaczy... A może nasza współpraca się jednak ułoży... (tylko kto w to uwierzy)...
Stary mnie rozkuł. Rozmasowałam nadgarstki. Kurde byłam w kajdankach drugi raz w życiu. Boli. Nie podnosiłam głowy z obawy, że mnie zjedzie jak rudą sukę za nieudaną po części akcję. Poza tym oczy mnie szczypały, światło raziło. Wyczułam jednak, że jest jakieś napięcie.
- Aga! - Zawołał Stary.
Pokręciłam głową.
- Aga spójrz na mnie! - Stary nie dawał za wygraną. Chciał sprawdzić i wiedziałam że to, co zobaczy mu się nie spodoba. Kurwa jak z tego wybrnąć?!
- Agnieszka! - Stary podniósł głos. Zastosował też słowo - znak, na który musiałam zareagować. Taka była między nami umowa.
Spojrzałam na niego. I od razu spuściłam oczy - światło naprawdę mnie raziło.
Stary zaczął rzucać najgorszymi przekleństwami, nie do zacytowania. Paweł obserwował nas zza biurka.
- Wykorzystałaś sytuację Aga! Jak mogłaś. - Wysyczał do mnie wkur........ y Stefan.
Zerwałam się z krzesła. - To nie tak, Stefan! - Chwyciłam go za rękaw. Wyrwał się.
- Oszukałaś mnie... - Wzrok, jaki mi rzucił Stefan, mówił wiele. Był wściekły, zaskoczony, zawiedziony.
Odetchnęłam głęboko...
- To nie tak, Stefan. - Powiedziałam spokojnie. Stanowczo. - Daj sobie wytłumaczyć.
- Nie! - Nasze spojrzenia wrzały, latały między mani błyskawice wściekłości. - Czytałem skrócony opis akcji. Na ręce masz ślad. Co tu wyjaśniać. - Wypluł z siebie słowa z szybkością karabinu Stefan.
- To pozwól sobie chociaż opowiedzieć jak to wyglądało z mojej strony. - Musiałam ratować to coś, co nas ze sobą łączyło. Nasze porozumienie i zaufanie.
- No ciekawe co wymyślisz. - Z przekąsem wydukał Stefan.
- Szykując całą akcję rozpatrywałam wszystkie możliwe scenariusze. Jednym z nich był też taki, że czarni nie zdążą. I co wtedy. A zależało mi, żeby złapać Wieśka na dilerce, na gorącym uczynku. Żeby się już nie wywinął. No i właśnie ten scenariusz się ziścił, nie wiem czy doczytałeś, ale czarni się spóźnili. Prozaicznie korek w mieście ich zatrzymał. Wcześniej, w związku z planowaniem akcji skonsultowałam się z Asią. Nie chciałam żeby mi się coś stało. Wolałam wszystko przewidzieć. Asia dała mi antidotum - substancję która niweluje skutki zażywania narkotyków. Otumaniają ale tylko na chwilę. Co chyba jeszcze nadal widać, sądząc po twojej reakcji. - Jakoś tak podczas naszej rozmowy oboje pomijaliśmy Pawła. Jakby w ogóle go nie było w pokoju. On też się nie wtrącał, słuchał. - Psychicznie jestem już trzeźwa. Za boga chińskiego nie wzięłabym już dragów. Przecież wiesz. Ale tym razem musiałam zaryzykować, bo złapanie Ryżego Wieśka było ważniejsze. - Opowiedziałam w skrócie całą akcję.
- Ważniejsze od czego? Od własnego zdrowia i życia? - Zapytał Stary.
- Ważniejsze, bo teraz go wsadzę na długie lata i już nikomu nie sprzeda więcej towaru. Już nikogo nie zatruje KRAK-iem. - Wysyczałam, bo właśnie o to mi chodziło.
Stary chyba zrozumiał, bo pokiwał głową. Myślę, że między nami znowu będzie komitywa, ale że znowu będzie mnie sprawdzał (teraz wiecie dlaczego przyszedł tego wieczora kiedy to ja z Pawłem...ten teges... z odc. 3.).
Drzwi się uchyliły i pojawiła się w nich głowa jakiegoś młodego. - Szefie doprowadzono drugiego zatrzymanego.
- Dziękuję. - Odrzekł Paweł.
Stary podał mi rękę na zgodę. - Dzięki Stefan. - Wyszeptałam.
- Moja blacha. - Warknęłam w stronę Pawła. Wiedziałam, że to on ją zabrał, bo jak mnie czarni powalili a mundurowi poznali, że ja z firmy, to on ją zabrał i przeglądał. Byłam otumaniona dragami ale nie na tyle, żeby tego faktu nie skojarzyć.
Wyciągnęłam rękę w jego kierunku ale nawet na niego nie spojrzałam. Jakoś go nie polubiłam dlatego nic nie tłumaczy odc. 3.
- Masz, kurwa! - Paweł rzucił w moim kierunku moją odznaką.
Sięgnęłam po nią na biurko, założyłam na szyję i poszłam do drugiego pokoju przesłuchań. Wychodząc usłyszałam. - Wyjaśni mi to ktoś wreszcie, bo ja nic nie kumam do kurwy nędzy. - Rzucił Paweł. Potem się okazało, że wyjaśniali sobie to potem, bo teraz poszli za mną.
Weszłam do pokoju gdzie dostarczyli Ryżego Wieśka. Diler. Diler, u którego nie raz kupowałam dragi. Który najpierw z nami ćpał a potem się ocknął i doszedł do wniosku, że zrobi lepiej, gdy będzie na nas zarabiał, niż sam sobie marnował życie i zdrowie. Ja niestety wtedy nie byłam taka mądra...
- Witaj Wiesiu! - Odezwałam się i usiadłam po drugiej stronie.
- Kurwa wróciłaś do psiarni... - Wiesiek obrzucił mnie niezbyt przychylnym spojrzeniem.
- Tak, wróciłam. I wreszcie cię dopadłam! Teraz się nie wywiniesz! - Rzuciłam mu w twarz.
- Przecież to TY przyszłaś do mnie zaćpać. Jak się z tego wywiniesz? - Próbował mnie wybić Wiesiek.
- Już ty się o to nie martw. Ja sobie dam radę. Za to ty pójdziesz siedzieć na długie lata. Teraz bekniesz. - Tak się siłowaliśmy na słowa.
- Ja beknę? Ja? Gdyby nie ja, ćpunie, to być już dawno zdechła. To ja ci uratowałem życie. - Wypomniał Wiesiek. Fakt, miał rację.
- Właśnie dlatego już dwa razy pozwoliłam ci się wywinąć. Ale teraz przegiąłeś pałę. To przez ciebie Zośka umarła. - Wreszcie wyrzuciłam z siebie powód mojej zemsty na Wieśku. Tak, tym samym Wieśku, który wtedy podrzucił mnie na Izbę Przyjęć do szpitala, gdzie szczęśliwie znalazł mnie Stary (było o tym we wcześniejszej opowieści z mojego życia).
- Ha! Złoty strzał Zosi. Tak, to ja! - Wiesiek zdawał się pęcznieć z dumy! Drań!
- Mogłeś jej dać złoty strzał ale nie KRAK-a! Cokolwiek innego ale nie tę truciznę! Czytałam jej akta - od tego umarła. Po tylu latach mogłeś jej dać coś innego. Wiedziałeś, że po tym się umiera w cierpieniach. - Zosia - moja "siostra" od ćpania. Niejedną igłę zużyłyśmy razem. Dzieliłyśmy się każdą działką jak było krucho z kasą. Niejedną imprę i wieczór przegadałyśmy, nawet razem z Wiesiem. A teraz on ją zabił tym świństwem. Gdybym była w kraju, kupiłabym jej, jak kocham, najlepszy, najczystszy towar.
- Ćpun, to ćpun. Kasa, to kasa. I nic innego się nie liczy. Nie ma, kotuś, sentymentów w tej branży.- Jakby go to nie obeszło. Dobrze, że pójdzie siedzieć.
- Dobra. To tyle chciałam ci powiedzieć. Jesteśmy kwita! - Wstałam i wyszłam bez oglądania się. W pokoju za szybą był Stary, Paweł i Gniewomir. Cieszyłam się, że to on poprowadzi tę sprawę.
- Aga. To naprawdę wtedy był Wiesiek? - Zapytał Stefan. Nigdy mu nie powiedziałam kto mi wtedy pomógł.
- Tak, Stefan, to był on. - Z trudem przełknęłam ślinę.
Stary mnie przytulił. - Rozumiem Aga, dlaczego tak głęboko w to zabrnęłaś, dlaczego tak ci zależało. Dlaczego byłaś w stanie tak zaryzykować. - Ucałował mnie swoim zwyczajem w czoło.
- Gniewomir - teraz jest twój. Wyszłam.
- Kurde wyjaśni mi to ktoś wreszcie? - Paweł nadal był skołowany. - Ćpun zamyka dilera pomimo tego, że on uratował jej życie? O co kaman? - Dopytywał Paweł.
- Aga to nie ćpun. Już nie. - Odpowiedział tylko tyle Stefan.
- Ta! Już ja w to uwierzę! - Odparł Paweł. - Owinęła cię wokół palca!
- Stefan ma rację. Jakby Aga miała na nowo ćpać, to zrobiłaby to już pół roku temu. - Odparł Pawłowi Gniewomir i wszedł, żeby zaprotokołować przesłuchanie Wiesia.
Ale Paweł swoim policyjnym nosem nie uwierzył i zaczął szperać...
Dlatego tamta noc chyba nie ma sensu?!
niedziela, 23 kwietnia 2017
S & D & RR. cd. 3.
Jak wiecie, już nie raz przytrafił mi się seks bez miłości. Szybki, jeden numerek. Ale z Pawłem to było co innego. Z Pawłem, moim kurde no szefem, który mnie nie cierpiał, to było klasyczne kochanie się...
Nawet nie wiem jak to możliwe...
Po wyjściu z pracy skręciliśmy w prawo i w prawo. Faktycznie, mieszkałam po sąsiedzku. Dlatego prosiłam Starego, żeby pomógł mi się dostać do roboty właśnie tutaj. Nie wiedziałam natomiast, że będę miała szefa, który nie będzie mnie znosić. Dlaczego?
Jednakże na tę chwilę trzymałam go za rękę i prowadziłam do swojego mieszkania. Myślałam, że się bzykniemy i będzie po wszystkim... Bardzo, bardzo chciało mi się seksu. Chyba nakręciło mnie jego podniecenie, które można było wyczuć a może to ja byłam wyposzczona na tyle, że wzięłam pierwszego chętnego? Chociaż nie... Coś zaiskrzyło podczas tego incydentu w szatni...
Weszliśmy do mieszkania. Nikt się na nikogo nie rzucił od razu po wejściu. Zdjęliśmy okrycia wierzchnie. Stanęłam i spojrzałam na Pawła. On tez spojrzał na mnie i wykonał pierwszy ruch. Podszedł do mnie, złapał w pasie, przyciągnął do siebie i odgarnął moje włosy z czoła. Delikatnie przeciągnął palcem po moich ustach. Odruchowo je oblizałam. Wzięłam głęboki oddech i się zaczęło...
Usta Pawła zbliżyły się do moich. Pocałował mnie. Milczeliśmy zupełnie chyba po to, żeby nie spłoszyć nastroju. Oddałam pocałunek. Splotły się nasze usta i języki. Oddechy stały się jednością. Nasze ręce błądziły wzajemnie po naszych ciałach szukając najlepszych miejsc. Powoli przechodziliśmy w stronę łóżka. Banalne ale jednak łóżko jest najwygodniejsze do kochania się. Nie odrywając ust od siebie weszliśmy na nie. Ja usiadłam, Paweł klęknął mając mnie między swoimi nogami. Pochylił się do przodu i wtedy ja zostałam zmuszona przez jego pocałunki do położenia się. Rozpiął moje spodnie. Ściągnął je o tyle, że odkrył mój wzgórek. Na moim podbrzuszu złożył ciepły, mokry pocałunek. Nie byłam w stanie zareagować odmową. Moje podniecenie rosło z minuty na minutę. Paweł wstał z kolan. Ściągnął swój sweter i rozpiął swoje dżinsy. Jednak jeszcze ich nie rozebrał. Ja leżałam bezwolnie, niecierpliwie czekając na ciąg dalszy. Wyraźnie inicjatywa w tym dniu należała do niego. Nachylił się nade mną i ściągnął moje spodnie aż do kostek. Teraz byłam w stanie pozbyć się ich do końca. Paweł powrócił do całowania mojego podbrzusza. Z każdym jego pocałunkiem przelewały się przeze mnie fale rozkoszy. Nadciągającej i nieuchronnej. Tak długo wyczekiwanej. Pocałunki zaczął Paweł składać na moim podbrzuszu i cały czas posuwał się z nimi w górę. Jednocześnie rozpinał te guziki mojej koszuli, które miałam czas zapiąć w pracy. Powoli zaczynałam być co raz bardziej naga. Moja skóra płonęła pożądaniem. Powoli zatracałam się w dawno nieodczuwanej rozkoszy. Był w tym dobry, ten mój szef, daję słowo... Poczułam w pewnej chwili na swoim łonie jego przyrodzenie. Twarde i gorące. Chętne. Rozłożyłam nogi. Tak. Bezwstydnie rozłożyłam nogi przed swoim szefem. Jeszcze nigdy nie byłam tak wyposzczona jak teraz. Mój oddech był urywany, szybki. Paweł spojrzał mi w oczy. Jego ręce połączyły się z moimi nad moją głową. Był wyższy ode mnie. Jego przyrodzenie nadal chętne czekało u wejścia do mojej cipki. Usta natomiast miętosiły moje usta. Potem kark, szyję. Prawa ręka Pawła powędrowała na moją pierś a usta objęły sutek drugiej i zaczęły ssać. Fala rozkoszy za falą! Jęczałam z podniecenia. Objęłam go nogami i próbowałam przyciągnąć jego biodra do siebie, żeby wreszcie we mnie wszedł. Chciałam go wreszcie poczuć w środku. Spojrzał na mnie ponowie. Jego oddech był równie urywany jak mój. Poczułam jak wkłada do mojej cipki swoje palce. Moje ciepłe, mokre wnętrze od razu się na nich zacisnęło, chętne na więcej. Zamknęłam oczy. Pomyślałam, że to tortury, to czekanie i że nie dam rady więcej czekać... Paweł wyciągnął palce z mojej cipki. Ociekały sokami. Powąchał je, skosztował i dał też mnie do skosztowania. Jesu jaka byłam gotowa! i wtedy poczułam ja we mnie wchodzi. Powoli ale do końca. Po same jaja. Długi, gorący, twardy. Moja cipka zadziałała jak automat. Biodra wysunęły się do przodu, żeby pochłonąć go całego. Całe moje chętne i głodne ciało dopasowywało swój rytm do pchnięć Pawła. Gra wstępna była na tyle długa, że nie trzeba było czekać a moja spełnienie było bliskie... Pchnięcia Pawła były mocne, zdecydowane. Czułam, ze jego mocny penis wypełnia całą moją cipkę. A ona pochłania go i wypuszcza, za każdym razem wsysając go głębiej do środka. i głębiej. Pchnięcia były co raz mocniejsze, szybsze. Nasze oddechy stały się jednością. Usta rozchylone co jakiś czas się spotykały na szybki pocałunek. szybkimi pocałunkami były także obdarowywane moje piersi, które podskakiwały w równy rytm posunięć Pawła. Nasze palce pozostawały splecione. Paweł trzymał mnie mocno a ja go nie wypuszczałam spomiędzy swoich ud. Chciałam szybciej, mocniej, głębiej. Niespodziewanie krzyknęłam. Równocześnie przeszyła mnie wszechogarniająca fala tak nieziemskiej rozkoszy. Swój początek miała w moim ciepłym, mokrym wnętrzu, w całości wypełnionym męskością Pawła a kończyła się na czubkach placów. Rozpływające się po całym ciele fale rozkoszy. Powracające. I jeszcze, i jeszcze.Tak! Ten stan lubię! Orgazm całościowy, ogarniający całe ciało. Oddech urywany. Paweł ledwo dyszący. Jego jęk orgazmu! Jesu jakie to było przyjemne dla moich uszu! Było mi tak dobrze, że nie potrafiłam ruszyć ręką i nogą. Moja cipka pulsowała jeszcze długo po tym jak jego penis z niej wyszedł. Choć potrwało to długo. Paweł się spuścił a jego męskość jeszcze długo utrzymywała napięcie i stan wzwodu. Długo nie wychodził z mojej cipki. Leżeliśmy spleceni, zanurzeni w sobie jeszcze parę chwil po wspólnym spełnieniu. Aż nasze oddechy zwolniły, wyrównały się. Wypuściłam go spomiędzy moich ud. Paweł osunął się na łóżko. Pocałował mnie we włosy, wtulił się we mnie, przykrył nas kołdrą i zasnęliśmy... Jak długoletni kochankowie...
To nie był seks, tylko seks. To było kochanie się. I dawanie sobie wspólnie przyjemności. Weszliśmy w to wspólnym rytmem. I we wspólnym rytmie skończyliśmy. Niezwykłe dopasowanie... Jak rzadko... I dlatego tak mi właściwie smutno, ponieważ było to jednorazowe. Dopiero teraz, gdy stoję pod prysznicem, to do mnie dotarło. Przecież on mnie nie cierpi, sama nie wiem dlaczego. Warczy jak do mnie mówi, stara się mnie nie zauważać, nie rozmawiać do mnie. Było to jednorazowe przeżycie, które nie wiadomo skąd się wzięło...
Zakręciłam kran, wyszłam spod prysznica. Najcięższa próba - spojrzeć sobie prosto w oczy w wypadku popełnienia jakiejś głupoty. tak jak wtedy, kiedy musiałam spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: tak, Aga, jesteś ćpunem i nic tego nie zmieni; musisz z tym piętnem żyć do końca. Powiedzenie sobie prawdy prosto w oczy: to co się zdarzyło było jednorazowe. I, jak rzadko, w moim oku ukazała się łza. A jego pewno już nie ma w moim mieszkaniu. I pewno żałuje...
Wyszłam. Paweł stał pośrodku pokoju. Jak wyrzut sumienia.
- Mogę też skorzystać z prysznica? - Zapytał. Nadal potrafił patrzeć mi prosto w oczy.
- Możesz. Oczywiście. Ręczniki są w szafce. - Odpowiedziałam. I poszłam do kuchni, żeby czymś zająć ręce i głowę.
Nastawienie czajnika, żeby zgrzać wodę na herbatę nie zajmuje jednak tak dużo czasu. Poszłam do pokoju, włączyłam telewizor, żeby pęd i natłok myśli jakoś zagłuszyć.
Drzwi łazienki się otworzyły. Jak boga kocham czegoś tak pięknego jeszcze chyba nie widziałam... Jak stałam, tak usiadłam i szczęka opadła mi chyba na kolana... Tak właściwie podczas tego całego kochania się z Pawłem nawet nie zauważyłam, jak doskonale jest zbudowany. umięśniony ale tak bardzo proporcjonalnie. Mocne mięśnie doskonale się rysowały. Kaloryfer a jakże! Wypisz wymaluj Dawid Michała Anioła stał przede mną! Zatchnęło mnie z zachwytu. Z trudem przełknęłam ślinę, bo zaschło mi w gardle. Doskonałość stała w drzwiach mojej łazienki, owinięta tylko w ręcznik...
- Aga, musimy pogadać. - Zacieśniając ręcznik na swoich biodrach odezwał się do mnie Paweł. Spojrzał. W tym spojrzeniu, przez milisekundy, wyczułam strach, zatroskanie, zakłopotanie, niesmak, niezdecydowanie -kurde sama jeszcze nie wiem co tam było!
- Tak, masz rację, musimy pogadać. - Odpowiedziałam. Choć wcale nie miałam na to ochoty.
- Cześć Aga! - Rozległ się głos Starego z przedpokoju. Nawet nie usłyszałam jak się drzwi otworzyły.
- Cześć! No co tam? - Zapytałam, choć wiedziałam po co przychodzi.
- Cześć Paweł... - Stary stanął jak wryty. No fakt - nikt by się tu Pawła nie spodziewał, zwłaszcza ubranego w tylko w ręcznik kąpielowy wokół bioder.
- Teścik. - Odpowiedział Stary półgębkiem.
- Już idę! - Odpowiedziałam podciągając koszulkę pod piersi, żeby zauważył, że niczego nie ukrywam, taki mieliśmy zwyczaj...
Paweł przeszedł do pokoju, pewno po swoje ciuchy.
- Co on tu robi? - Zapytał mnie Stary. - Przecież się nie lubicie.
- No nie lubimy. - Odpowiedziałam. Nie chciałam mu tego tłumaczyć, bo niby jak? - Robimy ten teścik? - Warknęłam na Starego i weszłam z nim do łazienki. Kątem oka zauważyłam, że Paweł stoi jak wryty i wpatrując się w nas usiłuje zrozumieć całą sytuację...
Czy zrozumiał i co dalej, to cdn...
Nawet nie wiem jak to możliwe...
Po wyjściu z pracy skręciliśmy w prawo i w prawo. Faktycznie, mieszkałam po sąsiedzku. Dlatego prosiłam Starego, żeby pomógł mi się dostać do roboty właśnie tutaj. Nie wiedziałam natomiast, że będę miała szefa, który nie będzie mnie znosić. Dlaczego?
Jednakże na tę chwilę trzymałam go za rękę i prowadziłam do swojego mieszkania. Myślałam, że się bzykniemy i będzie po wszystkim... Bardzo, bardzo chciało mi się seksu. Chyba nakręciło mnie jego podniecenie, które można było wyczuć a może to ja byłam wyposzczona na tyle, że wzięłam pierwszego chętnego? Chociaż nie... Coś zaiskrzyło podczas tego incydentu w szatni...
Weszliśmy do mieszkania. Nikt się na nikogo nie rzucił od razu po wejściu. Zdjęliśmy okrycia wierzchnie. Stanęłam i spojrzałam na Pawła. On tez spojrzał na mnie i wykonał pierwszy ruch. Podszedł do mnie, złapał w pasie, przyciągnął do siebie i odgarnął moje włosy z czoła. Delikatnie przeciągnął palcem po moich ustach. Odruchowo je oblizałam. Wzięłam głęboki oddech i się zaczęło...
Usta Pawła zbliżyły się do moich. Pocałował mnie. Milczeliśmy zupełnie chyba po to, żeby nie spłoszyć nastroju. Oddałam pocałunek. Splotły się nasze usta i języki. Oddechy stały się jednością. Nasze ręce błądziły wzajemnie po naszych ciałach szukając najlepszych miejsc. Powoli przechodziliśmy w stronę łóżka. Banalne ale jednak łóżko jest najwygodniejsze do kochania się. Nie odrywając ust od siebie weszliśmy na nie. Ja usiadłam, Paweł klęknął mając mnie między swoimi nogami. Pochylił się do przodu i wtedy ja zostałam zmuszona przez jego pocałunki do położenia się. Rozpiął moje spodnie. Ściągnął je o tyle, że odkrył mój wzgórek. Na moim podbrzuszu złożył ciepły, mokry pocałunek. Nie byłam w stanie zareagować odmową. Moje podniecenie rosło z minuty na minutę. Paweł wstał z kolan. Ściągnął swój sweter i rozpiął swoje dżinsy. Jednak jeszcze ich nie rozebrał. Ja leżałam bezwolnie, niecierpliwie czekając na ciąg dalszy. Wyraźnie inicjatywa w tym dniu należała do niego. Nachylił się nade mną i ściągnął moje spodnie aż do kostek. Teraz byłam w stanie pozbyć się ich do końca. Paweł powrócił do całowania mojego podbrzusza. Z każdym jego pocałunkiem przelewały się przeze mnie fale rozkoszy. Nadciągającej i nieuchronnej. Tak długo wyczekiwanej. Pocałunki zaczął Paweł składać na moim podbrzuszu i cały czas posuwał się z nimi w górę. Jednocześnie rozpinał te guziki mojej koszuli, które miałam czas zapiąć w pracy. Powoli zaczynałam być co raz bardziej naga. Moja skóra płonęła pożądaniem. Powoli zatracałam się w dawno nieodczuwanej rozkoszy. Był w tym dobry, ten mój szef, daję słowo... Poczułam w pewnej chwili na swoim łonie jego przyrodzenie. Twarde i gorące. Chętne. Rozłożyłam nogi. Tak. Bezwstydnie rozłożyłam nogi przed swoim szefem. Jeszcze nigdy nie byłam tak wyposzczona jak teraz. Mój oddech był urywany, szybki. Paweł spojrzał mi w oczy. Jego ręce połączyły się z moimi nad moją głową. Był wyższy ode mnie. Jego przyrodzenie nadal chętne czekało u wejścia do mojej cipki. Usta natomiast miętosiły moje usta. Potem kark, szyję. Prawa ręka Pawła powędrowała na moją pierś a usta objęły sutek drugiej i zaczęły ssać. Fala rozkoszy za falą! Jęczałam z podniecenia. Objęłam go nogami i próbowałam przyciągnąć jego biodra do siebie, żeby wreszcie we mnie wszedł. Chciałam go wreszcie poczuć w środku. Spojrzał na mnie ponowie. Jego oddech był równie urywany jak mój. Poczułam jak wkłada do mojej cipki swoje palce. Moje ciepłe, mokre wnętrze od razu się na nich zacisnęło, chętne na więcej. Zamknęłam oczy. Pomyślałam, że to tortury, to czekanie i że nie dam rady więcej czekać... Paweł wyciągnął palce z mojej cipki. Ociekały sokami. Powąchał je, skosztował i dał też mnie do skosztowania. Jesu jaka byłam gotowa! i wtedy poczułam ja we mnie wchodzi. Powoli ale do końca. Po same jaja. Długi, gorący, twardy. Moja cipka zadziałała jak automat. Biodra wysunęły się do przodu, żeby pochłonąć go całego. Całe moje chętne i głodne ciało dopasowywało swój rytm do pchnięć Pawła. Gra wstępna była na tyle długa, że nie trzeba było czekać a moja spełnienie było bliskie... Pchnięcia Pawła były mocne, zdecydowane. Czułam, ze jego mocny penis wypełnia całą moją cipkę. A ona pochłania go i wypuszcza, za każdym razem wsysając go głębiej do środka. i głębiej. Pchnięcia były co raz mocniejsze, szybsze. Nasze oddechy stały się jednością. Usta rozchylone co jakiś czas się spotykały na szybki pocałunek. szybkimi pocałunkami były także obdarowywane moje piersi, które podskakiwały w równy rytm posunięć Pawła. Nasze palce pozostawały splecione. Paweł trzymał mnie mocno a ja go nie wypuszczałam spomiędzy swoich ud. Chciałam szybciej, mocniej, głębiej. Niespodziewanie krzyknęłam. Równocześnie przeszyła mnie wszechogarniająca fala tak nieziemskiej rozkoszy. Swój początek miała w moim ciepłym, mokrym wnętrzu, w całości wypełnionym męskością Pawła a kończyła się na czubkach placów. Rozpływające się po całym ciele fale rozkoszy. Powracające. I jeszcze, i jeszcze.Tak! Ten stan lubię! Orgazm całościowy, ogarniający całe ciało. Oddech urywany. Paweł ledwo dyszący. Jego jęk orgazmu! Jesu jakie to było przyjemne dla moich uszu! Było mi tak dobrze, że nie potrafiłam ruszyć ręką i nogą. Moja cipka pulsowała jeszcze długo po tym jak jego penis z niej wyszedł. Choć potrwało to długo. Paweł się spuścił a jego męskość jeszcze długo utrzymywała napięcie i stan wzwodu. Długo nie wychodził z mojej cipki. Leżeliśmy spleceni, zanurzeni w sobie jeszcze parę chwil po wspólnym spełnieniu. Aż nasze oddechy zwolniły, wyrównały się. Wypuściłam go spomiędzy moich ud. Paweł osunął się na łóżko. Pocałował mnie we włosy, wtulił się we mnie, przykrył nas kołdrą i zasnęliśmy... Jak długoletni kochankowie...
To nie był seks, tylko seks. To było kochanie się. I dawanie sobie wspólnie przyjemności. Weszliśmy w to wspólnym rytmem. I we wspólnym rytmie skończyliśmy. Niezwykłe dopasowanie... Jak rzadko... I dlatego tak mi właściwie smutno, ponieważ było to jednorazowe. Dopiero teraz, gdy stoję pod prysznicem, to do mnie dotarło. Przecież on mnie nie cierpi, sama nie wiem dlaczego. Warczy jak do mnie mówi, stara się mnie nie zauważać, nie rozmawiać do mnie. Było to jednorazowe przeżycie, które nie wiadomo skąd się wzięło...
Zakręciłam kran, wyszłam spod prysznica. Najcięższa próba - spojrzeć sobie prosto w oczy w wypadku popełnienia jakiejś głupoty. tak jak wtedy, kiedy musiałam spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: tak, Aga, jesteś ćpunem i nic tego nie zmieni; musisz z tym piętnem żyć do końca. Powiedzenie sobie prawdy prosto w oczy: to co się zdarzyło było jednorazowe. I, jak rzadko, w moim oku ukazała się łza. A jego pewno już nie ma w moim mieszkaniu. I pewno żałuje...
Wyszłam. Paweł stał pośrodku pokoju. Jak wyrzut sumienia.
- Mogę też skorzystać z prysznica? - Zapytał. Nadal potrafił patrzeć mi prosto w oczy.
- Możesz. Oczywiście. Ręczniki są w szafce. - Odpowiedziałam. I poszłam do kuchni, żeby czymś zająć ręce i głowę.
Nastawienie czajnika, żeby zgrzać wodę na herbatę nie zajmuje jednak tak dużo czasu. Poszłam do pokoju, włączyłam telewizor, żeby pęd i natłok myśli jakoś zagłuszyć.
Drzwi łazienki się otworzyły. Jak boga kocham czegoś tak pięknego jeszcze chyba nie widziałam... Jak stałam, tak usiadłam i szczęka opadła mi chyba na kolana... Tak właściwie podczas tego całego kochania się z Pawłem nawet nie zauważyłam, jak doskonale jest zbudowany. umięśniony ale tak bardzo proporcjonalnie. Mocne mięśnie doskonale się rysowały. Kaloryfer a jakże! Wypisz wymaluj Dawid Michała Anioła stał przede mną! Zatchnęło mnie z zachwytu. Z trudem przełknęłam ślinę, bo zaschło mi w gardle. Doskonałość stała w drzwiach mojej łazienki, owinięta tylko w ręcznik...
- Aga, musimy pogadać. - Zacieśniając ręcznik na swoich biodrach odezwał się do mnie Paweł. Spojrzał. W tym spojrzeniu, przez milisekundy, wyczułam strach, zatroskanie, zakłopotanie, niesmak, niezdecydowanie -kurde sama jeszcze nie wiem co tam było!
- Tak, masz rację, musimy pogadać. - Odpowiedziałam. Choć wcale nie miałam na to ochoty.
- Cześć Aga! - Rozległ się głos Starego z przedpokoju. Nawet nie usłyszałam jak się drzwi otworzyły.
- Cześć! No co tam? - Zapytałam, choć wiedziałam po co przychodzi.
- Cześć Paweł... - Stary stanął jak wryty. No fakt - nikt by się tu Pawła nie spodziewał, zwłaszcza ubranego w tylko w ręcznik kąpielowy wokół bioder.
- Teścik. - Odpowiedział Stary półgębkiem.
- Już idę! - Odpowiedziałam podciągając koszulkę pod piersi, żeby zauważył, że niczego nie ukrywam, taki mieliśmy zwyczaj...
Paweł przeszedł do pokoju, pewno po swoje ciuchy.
- Co on tu robi? - Zapytał mnie Stary. - Przecież się nie lubicie.
- No nie lubimy. - Odpowiedziałam. Nie chciałam mu tego tłumaczyć, bo niby jak? - Robimy ten teścik? - Warknęłam na Starego i weszłam z nim do łazienki. Kątem oka zauważyłam, że Paweł stoi jak wryty i wpatrując się w nas usiłuje zrozumieć całą sytuację...
Czy zrozumiał i co dalej, to cdn...
czwartek, 20 kwietnia 2017
S & D & RR. cd. 2.
To był instynkt.
Chyba bardziej go wyczułam, niż usłyszałam. Moje działanie było instynktowne...
- Ja pierdolę! - Paweł zbladł.
Ocknęłam się. Zobaczyłam, że mam gnata wycelowanego prosto między jego oczy. Wzięłam głęboki oddech i odłożyłam broń.
Paweł. Mój super, super, super przystojny szef. A ja o mało co bym go rozwaliła!
Przebierałam się w szatni po dość ciężkim dniu. Oczywiście było już po godzinach. Od kiedy wróciłam do firmy mam chyba tyle samo wzlotów co upadków. Zaczęło się niefortunnie od zatrzymania Ryżego Wieśka, co o mały włos skończyło się dla mnie dramatycznie... Potem było i w górę, i w dół...
Przebierałam się. Zdążyłam wciągnąć spodnie i włożyć rękę w jeden rękaw koszuli, gdy wyczułam instynktownie, że ktoś się do mnie zbliża. Wyciągnięcie gnata i wycelowanie we wrogi łeb było chwilą, działaniem instynktownym, poza rozumem. Sekundą. Dopiero, gdy zobaczyłam w kogo celuję, otrzeźwiałam.
- Ja pierdolę! - Wyrwało się z ust Pawła, mojego szefa, który mnie nie znosił, to mało powiedziane.
- Kurwa skradasz się za plecami jak... Nie słyszałam, że ktoś tu wchodzi! - Warknęłam na niego. Naprawdę się wystraszyłam, że go rozwalę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie wiedziałem, że ktoś jeszcze jest. - Usprawiedliwiał się Paweł.
Mam wyjątkowego niefarta do tego faceta, pomyślałam. Chciałam dokończyć ubieranie. Ubrałam drugi rękaw koszuli, gdy nagle Paweł się do mnie zbliżył.
- Jesu! Skąd to masz?! - Paweł spojrzał na mój, jeszcze odkryty, brzuch. Nie zdążyłam zapiąć guzików koszuli. Poczułam dotknięcie. JEGO dotknięcie. Delikatne. Ciepłe. Dotykał całej mojej wielkiej blizny, która ciągnęła się skosem przez cały brzuch. Przypomniało mi się jak mi brakuje dotyku mężczyzny. Jakie to przyjemne uczucie. W dale brzucha poczułam mrowienie. Wzięłam głęboki oddech... Z moich ust wydobył się syk.
- Boli? - Zapytał Paweł i spojrzał prosto w moje oczy. Jaki on jest przystojny, ja pitolę! Ciemne, głębokie spojrzenie, Ciemne blond włosy, lekko falowane. Mocno zarysowana szczęka. Stanowczość i uczciwość w całej twarzy. Reszty mogę się tylko domyślać. W sweterku w serek, który miał ubrany, lekko rysowała się mocna, sprężysta sylwetka.
- Nie... - Jęknęłam słabym głosem. Zawsze wydawało mi się, że jestem twarda. Wystarczyło pół roku bez faceta i na jeden jego dotyk miękną mi kolana... I robi się ciepło i mokro... Czułam, że się rumienię...
- Na pewno? - Paweł podszedł bliżej. Poczułam na włosach jego oddech a na brodzie jego dłoń. Podniósł moją twarz do góry. Spojrzał głęboko w oczy.
- Nie, nie boli. Już nie. - Odpowiedziałam cicho.
Staliśmy tak blisko, że prawie czułam, jak bije mu serce. Moje waliło jak oszalałe. Zrobiło mi się sucho, więc oblizałam usta. Paweł przeniósł swoją dłoń z mojej brody, na kark. Wziął głęboki oddech, przyciągnął mnie do siebie i pocałował! Ale jak! Usta miał miękkie, delikatne, ciepłe, lekko wilgotne. Pocałunek był długi, namiętny, mocny. Drugą jego dłoń poczułam na plecach. Przyciągnął mnie całą do siebie. Jego palce wplotły się w moje włosy. Poczułam, że mięknę... Chciałam, żeby ta chwila trwała i trwała... Na moim podbrzuszu poczułam jego wypukłość. Podniecił się jak nic. Ja zresztą też. Oderwaliśmy się od siebie... Pozwoliło to na wzięcie kilku oddechów. Ale nasze przyciąganie wzajemne było silniejsze. Paweł przyparł mnie do szafki tak, że wyraźnie czułam jak jest wielki i mocny, jak mocno mu pulsuje męskość w spodniach! Przez głowę przeleciała mi jedna myśl-zaryzykuję! Tak bardzo potrzeba mi seksu z kulturalnym facetem, że to zrobię.
Oderwałam się od niego i sięgnęłam po kurtkę.
- Chodź! - Pociągnęłam go za sobą. - Mieszkam tu za rogiem.
Poszedł za mną w milczeniu...
Obudziłam się. Spojrzałam przez ramię.
- Kurwa! - Wyszeptałam.
Wstałam z łóżka i znalazłam koszulę i spodnie, żeby móc się w coś ubrać.
- Ja pitolę! Z szefem! Niemożliwe!
Weszłam do łazienki pod prysznic.
- Jesu jak ja mu teraz spojrzę w oczy! Kochałam się z własnym szefem, który na dodatek mnie nie cierpi, we własnym łóżku... Ja pitolę!- Odkręciłam kran. Pozwoliłam, żeby krople prysznica spłukały łzy wściekłości na samą siebie...
Mówiłam, że mam niefarta do tego faceta.
Ale gdy tak myłam swoje ciało, to przypominało mi się gdzie i jak mnie ON dotykał... Oj pamiętam! Trudno będzie zapomnieć ten wieczór...
Ale o tym kiedy indziej...
Chyba bardziej go wyczułam, niż usłyszałam. Moje działanie było instynktowne...
- Ja pierdolę! - Paweł zbladł.
Ocknęłam się. Zobaczyłam, że mam gnata wycelowanego prosto między jego oczy. Wzięłam głęboki oddech i odłożyłam broń.
Paweł. Mój super, super, super przystojny szef. A ja o mało co bym go rozwaliła!
Przebierałam się w szatni po dość ciężkim dniu. Oczywiście było już po godzinach. Od kiedy wróciłam do firmy mam chyba tyle samo wzlotów co upadków. Zaczęło się niefortunnie od zatrzymania Ryżego Wieśka, co o mały włos skończyło się dla mnie dramatycznie... Potem było i w górę, i w dół...
Przebierałam się. Zdążyłam wciągnąć spodnie i włożyć rękę w jeden rękaw koszuli, gdy wyczułam instynktownie, że ktoś się do mnie zbliża. Wyciągnięcie gnata i wycelowanie we wrogi łeb było chwilą, działaniem instynktownym, poza rozumem. Sekundą. Dopiero, gdy zobaczyłam w kogo celuję, otrzeźwiałam.
- Ja pierdolę! - Wyrwało się z ust Pawła, mojego szefa, który mnie nie znosił, to mało powiedziane.
- Kurwa skradasz się za plecami jak... Nie słyszałam, że ktoś tu wchodzi! - Warknęłam na niego. Naprawdę się wystraszyłam, że go rozwalę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie wiedziałem, że ktoś jeszcze jest. - Usprawiedliwiał się Paweł.
Mam wyjątkowego niefarta do tego faceta, pomyślałam. Chciałam dokończyć ubieranie. Ubrałam drugi rękaw koszuli, gdy nagle Paweł się do mnie zbliżył.
- Jesu! Skąd to masz?! - Paweł spojrzał na mój, jeszcze odkryty, brzuch. Nie zdążyłam zapiąć guzików koszuli. Poczułam dotknięcie. JEGO dotknięcie. Delikatne. Ciepłe. Dotykał całej mojej wielkiej blizny, która ciągnęła się skosem przez cały brzuch. Przypomniało mi się jak mi brakuje dotyku mężczyzny. Jakie to przyjemne uczucie. W dale brzucha poczułam mrowienie. Wzięłam głęboki oddech... Z moich ust wydobył się syk.
- Boli? - Zapytał Paweł i spojrzał prosto w moje oczy. Jaki on jest przystojny, ja pitolę! Ciemne, głębokie spojrzenie, Ciemne blond włosy, lekko falowane. Mocno zarysowana szczęka. Stanowczość i uczciwość w całej twarzy. Reszty mogę się tylko domyślać. W sweterku w serek, który miał ubrany, lekko rysowała się mocna, sprężysta sylwetka.
- Nie... - Jęknęłam słabym głosem. Zawsze wydawało mi się, że jestem twarda. Wystarczyło pół roku bez faceta i na jeden jego dotyk miękną mi kolana... I robi się ciepło i mokro... Czułam, że się rumienię...
- Na pewno? - Paweł podszedł bliżej. Poczułam na włosach jego oddech a na brodzie jego dłoń. Podniósł moją twarz do góry. Spojrzał głęboko w oczy.
- Nie, nie boli. Już nie. - Odpowiedziałam cicho.
Staliśmy tak blisko, że prawie czułam, jak bije mu serce. Moje waliło jak oszalałe. Zrobiło mi się sucho, więc oblizałam usta. Paweł przeniósł swoją dłoń z mojej brody, na kark. Wziął głęboki oddech, przyciągnął mnie do siebie i pocałował! Ale jak! Usta miał miękkie, delikatne, ciepłe, lekko wilgotne. Pocałunek był długi, namiętny, mocny. Drugą jego dłoń poczułam na plecach. Przyciągnął mnie całą do siebie. Jego palce wplotły się w moje włosy. Poczułam, że mięknę... Chciałam, żeby ta chwila trwała i trwała... Na moim podbrzuszu poczułam jego wypukłość. Podniecił się jak nic. Ja zresztą też. Oderwaliśmy się od siebie... Pozwoliło to na wzięcie kilku oddechów. Ale nasze przyciąganie wzajemne było silniejsze. Paweł przyparł mnie do szafki tak, że wyraźnie czułam jak jest wielki i mocny, jak mocno mu pulsuje męskość w spodniach! Przez głowę przeleciała mi jedna myśl-zaryzykuję! Tak bardzo potrzeba mi seksu z kulturalnym facetem, że to zrobię.
Oderwałam się od niego i sięgnęłam po kurtkę.
- Chodź! - Pociągnęłam go za sobą. - Mieszkam tu za rogiem.
Poszedł za mną w milczeniu...
Obudziłam się. Spojrzałam przez ramię.
- Kurwa! - Wyszeptałam.
Wstałam z łóżka i znalazłam koszulę i spodnie, żeby móc się w coś ubrać.
- Ja pitolę! Z szefem! Niemożliwe!
Weszłam do łazienki pod prysznic.
- Jesu jak ja mu teraz spojrzę w oczy! Kochałam się z własnym szefem, który na dodatek mnie nie cierpi, we własnym łóżku... Ja pitolę!- Odkręciłam kran. Pozwoliłam, żeby krople prysznica spłukały łzy wściekłości na samą siebie...
Mówiłam, że mam niefarta do tego faceta.
Ale gdy tak myłam swoje ciało, to przypominało mi się gdzie i jak mnie ON dotykał... Oj pamiętam! Trudno będzie zapomnieć ten wieczór...
Ale o tym kiedy indziej...
Subskrybuj:
Posty (Atom)