- Hej! Wróciłam! Jesteś tam? - Zawołałam w górę schodów, ściągając po drodze buty, bo właśnie wróciłam z pracy.
- Jestem na górze. - Dobiegł mnie z salonu głos Pawła.
Weszłam na górę. Paweł siedział na kanapie i oglądał tv. Na stole był 8-pak piwa i zestaw chipsów.Usiadłam na nim okrakiem.
- Paweł......... A nie masz czasem ochoty na małe bzykanko... - Zapytałam przymilnym głosem, bo musiałam się rozładować po robocie. Nie trzeba było długo czekać. Paweł się uśmiechnął i rozpiął swoje spodnie.
- Zawsze mam ochotę. - Odpowiedział. - Wskakuj mała. - Odsunął moje majtki i pomógł mi się nadziać na swojego penisa. Zaczął się rusza a wtem... Dzwonek do drzwi.
- Kurde kto to? - Zapytałam.
- Mój kumpel Zbych. Umówiliśmy się na wspólne oglądanie Ligi Mistrzów. Masz do wyboru - albo wstajesz niezaspokojona, albo wykorzystujemy cię we dwóch. Bo Zbych mi nie daruje, jak tylko ja skorzystam. - Patrząc mi prosto w oczy rzucił wyzwanie Paweł. Musiałam szybko się namyślać, bo dzwonek do drzwi się powtórzył, bardziej natarczywie. Po chwili odezwał się fon Pawła.
- No i? - Zapytał Paweł podnosząc do ucha telefon.
- Ok. Dwóch. - Zgodziłam się, bo bardzo byłam głodna seksu. A seksu w trójkącie nie miałam już lata całe.
- Zbych wchodź na górę, drzwi są otwarte. - Powiedział do telefonu Paweł. Nawet nie przestał się we mnie ruszać.
Zbych wszedł na górę.
- O! Witam towarzystwo. A co się tu dzieje? - Zażartował Zbych. Nie mogę powiedzieć - przystojniak! Prawdziwy Wiking!
- Chodź, dołącz do nas. - Zachęcił go Paweł. - Aga się zgodziła, żebyś też skorzystał. - Tak jak myślicie, Zbycha nie trzeba było namawiać zbyt długo. Stanął za mną i zaczął mnie rozbierać od pasa w górę. Złapał za piersi i całował po szyi. Poczułam na plecach, jak rośnie jego podniecenie.... CDN...
Blog o miłości namiętność seksie kochaniu przyciąganiu pożądaniu pragnieniu bliskości.
wtorek, 2 kwietnia 2019
Współlokator. 2.
Szukałam pokoju do wynajęcia. Na razie nie stać mnie było na mieszkanie i samochód, więc wymyśliłam, że będę mieszkać tak blisko pracy, jak tylko się da i będę chodzić pieszo. Co jest i zdrowe i tanie a przede wszystkim - bardzo to lubię. Pozwoli to na zaoszczędzenie kasy na przyszłe życie, jak już nie będę musiała tak pędzić i spędzać całych dni w pracy. Fakt, na dzień dzisiejszy to lubię, ale zdaję sobie sprawę, że długo tak nie pociągnę. Tak naprawdę nie mam nic oprócz pracy i co raz większej sumy na koncie.
Pewnego razu, jak przeglądałam gazetę jadąc do pracy, znalazłam ogłoszenie o pokoju do wynajęcia właśnie w tej odległości od pracy, która mnie interesowała. Od razu po wyjściu z metra zatelefonowałam i zarezerwowałam termin oglądanie na wieczór tego samego dnia.
Pracę skończyłam około 18:25 i poszłam pieszo oglądać potencjalne moje nowe lokum. Sprawdziłam przy okazji jak długo idę i czy trasa jest fajna. Po niecałej pół godzinie byłam na miejscu. Nie jest źle - pomyślałam. Ciąg domów, w każdym z nich były po trzy, cztery mieszkania. Weszłam na schody, znalazłam odpowiedni przycisk domofonu i usłyszałam:
- Wejść! - No to nacisnęłam klamkę i weszłam. Moim oczom ukazał się wiatrołap. W nim troje drzwi, każde z numerem mieszkania. Ja miałam wejść przez środkowe. Numer 2. Wchodzę. Po wejściu moim oczom ukazał się przedpokój z lustrem, wieszakiem na ubrania, szafką na buty i schodami na górę pośrodku. Z góry tych schodów dochodził odgłos dudniącego telewizora. Rozebrałam się i weszłam na górę.
- Cześć! Aga. - Przedstawiłam się facetowi, z którym rozmawiałam przez telefon dziś rano. Przystojny, nie mogę powiedzieć. Ale szału nie było.
- Cześć! Paweł (tak poznałam bohatera naszej opowieści) jestem. Ale to już wiesz. - Roześmiał się. - No, tak się prezentuje nasze mieszkanko.
Po wejściu na górę po schodach ukazał mi się salon - tak nazwałam pokój. Na środku wielka kanapa, naprzeciw niej ogromny telewizor. Po obu jego stronach okna. Po lewej i prawej stronie wejście do pokojów.
- No jak widzisz, szału nie ma. Ale jak na centrum, to jest ok. Powierzchnia wystarczająca. - Powiedział Paweł. - Ten pokój - powiódł ręką dookoła - jest wspólny. Wspólne tv, imprezy. Po prawej jest moje lokum. Po lewej było by twoje, gdybyś się zdecydowała. Powierzchni chyba 18 metrów, coś koło tego.
Spodobało mi się mieszkanko. Niewielkie ale wystarczające. Cena kusiła. No i odległość od roboty. Mój pokój całkiem OK. Jak się stało u szczytów schodów, to po lewej mój pokój, a całkiem na lewo kuchnia. Po prawej pokój Pawła i całkiem na prawo łazienka. Taki kwadrat pośrodku i cztery prostokąty. Spróbować zawsze można.
- Biorę go! - Powiedziałam. - Od kiedy mogę się wprowadzać?
- A choćby od już. Zwolniło się wczoraj. Tylko w sobotę planuję imprezę - paru znajomych ma wpaść. Jak ci to nie przeszkadza, to zapraszam. - Uśmiechnął się Paweł.
- Impreza mi nie przeszkadza. Mogę jutro po pracy przywieźć swoje rzeczy. Nie ma ich dużo. - Ucieszyłam się, że wreszcie nie będę tracić kasy na dojazdy.
- To wpadaj. Dam ci klucze. Aha! Gotowanie i sprzątanie we własnym zakresie. Sprzątanie łazienki i pokoju też. No chyba, że razem coś zaplanujemy. Co do gości, to się dogadamy. - Pokrótce wyjaśnił zasady współlokatorstwa Paweł.
- Zgadzam się. Dzięki i do jutra - lecę się pakować! - Wyszłam.
Następnego dnia wtarabaniłam się do mojego nowego pokoju, który grzecznie był wyposażony w zamknięcie i zaczęłam się lokować. Pawła nie było. Na stole karteczka: "Po pracy idę na zakupy, bo w sobotę mamy imprezę. Wrócę późno. Paweł". Przeczytałam, poszłam do łazienki się wykąpać. Wychodziłam z niej owinięta w szlafrok, jak wrócił Paweł.
- Witam moją nową współlokatorkę. Kupiłem wino, żeby uczcić okazję, jak lubisz, oczywiście. - Uśmiechnął się. Trzeba przyznać, że uśmiech miał fajny. Ja zrobiłam szybkie kanapki, powyciągaliśmy jakieś sery na przegryzę i z winem usiedliśmy na kanapie a w tv włączyliśmy muzykę.
- A ty singielka, zajęta czy... - Zainteresowanie Pawła było zrozumiałe. Ja też chciałam się dowiedzieć z kim przyjdzie mi dzielić dach nad głową.
- Singielka. Nie mam czasu na związki, niestety. Może kiedyś... - Westchnęłam.
- No ja też jestem singlem. Od niedawna. Czasem zaczepię kogoś na imprezie, na internetach, pospotykam się kilka razy, czasem tylko na seks i to wszystko. Sparzyłem się kilkukrotnie i nie chce mi się na razie z nikim wiązać. - Wyrzucił z siebie Paweł. Proste postawienie sprawy. Ale też ja sobie niczego nie obiecywałam z zamieszkania pod jednym dachem.
- Nie myśl sobie, że zamieszkałam tutaj, żeby cię podrywać albo co. Faktem jest, że naprawdę nie mam czasu i siły na związki. Jak potrzebuję seksu, to podrywam kogoś na numerek i to wszystko. Po prostu mam stąd do pracy 20 minut pieszo i bardzo mi to pasuje. Żeby była jasność. - Wyjaśniliśmy sobie wszystko na samym początku i tak się zaczęło nasze sielankowe wspólne mieszkanie.
Niedziela rano. Siedzę sobie na kanapie, telewizor cicho mruczy, ja mam na czole zimny okład. Łeb mnie tak napierdalał po sobotniej imprezie, ze nie macie pojęcia. Trochę zaszalałam...
- Jesu nie trzaskaj tak tymi drzwiami! - Ofuknęłam Pawła. Rzeczywiście jak wychodził ze swojego pokoju to wydawało mi się, że jego drzwi są z żelaza - tak załomotały.
- Przepraszam. Przeciąg jest chyba i zatrzasnęły mi się. A co? Głowa boli? - Zachichotał Paweł.
- No. - Tylko tyle byłam zdolna z siebie wydusić.
- Wczoraj zdrowo przygrzałaś. Kojarzysz w ogóle co się działo. - Ależ było mu wesolutko, no!
- Coś tam pamiętam... Były drinki, prochy, marycha... Sama już nie wiem co. Ja chyba tylko piłam. - Jak przez mgłę pamiętałam wczorajszą imprezę.
- No fakt. Ty używałaś tylko alkoholu. No i mojego najlepszego przyjaciela. - Uśmiechnął się Paweł.
- Którego? Tego blondyna z brodą? Kurde, tego już nie kojarzę. Zalałam się w trupa. - No to był akurat fakt. Urżnęłam się pierwszy raz od nie wiadomo jak długiego czasu. Naprawdę długo nie piłam i takie tego skutki.
- Nie. Nie blondyna. Tego przyjaciela. - Paweł wskazał na swoje portki. Kurde! Czyżby chodziło mu o swojego penisa? Seks z Pawłem? Kurde.... na prawdę nie pamiętałam...
- Tak? O rany! Nie kojarzę... Serio? - Było mi trochę głupio...
- Szkoda, że nie pamiętasz. Było ekstra. Dobra jesteś w te klocki... - Zabrzmiało to jak prawda...
Pewnego razu, jak przeglądałam gazetę jadąc do pracy, znalazłam ogłoszenie o pokoju do wynajęcia właśnie w tej odległości od pracy, która mnie interesowała. Od razu po wyjściu z metra zatelefonowałam i zarezerwowałam termin oglądanie na wieczór tego samego dnia.
Pracę skończyłam około 18:25 i poszłam pieszo oglądać potencjalne moje nowe lokum. Sprawdziłam przy okazji jak długo idę i czy trasa jest fajna. Po niecałej pół godzinie byłam na miejscu. Nie jest źle - pomyślałam. Ciąg domów, w każdym z nich były po trzy, cztery mieszkania. Weszłam na schody, znalazłam odpowiedni przycisk domofonu i usłyszałam:
- Wejść! - No to nacisnęłam klamkę i weszłam. Moim oczom ukazał się wiatrołap. W nim troje drzwi, każde z numerem mieszkania. Ja miałam wejść przez środkowe. Numer 2. Wchodzę. Po wejściu moim oczom ukazał się przedpokój z lustrem, wieszakiem na ubrania, szafką na buty i schodami na górę pośrodku. Z góry tych schodów dochodził odgłos dudniącego telewizora. Rozebrałam się i weszłam na górę.
- Cześć! Aga. - Przedstawiłam się facetowi, z którym rozmawiałam przez telefon dziś rano. Przystojny, nie mogę powiedzieć. Ale szału nie było.
- Cześć! Paweł (tak poznałam bohatera naszej opowieści) jestem. Ale to już wiesz. - Roześmiał się. - No, tak się prezentuje nasze mieszkanko.
Po wejściu na górę po schodach ukazał mi się salon - tak nazwałam pokój. Na środku wielka kanapa, naprzeciw niej ogromny telewizor. Po obu jego stronach okna. Po lewej i prawej stronie wejście do pokojów.
- No jak widzisz, szału nie ma. Ale jak na centrum, to jest ok. Powierzchnia wystarczająca. - Powiedział Paweł. - Ten pokój - powiódł ręką dookoła - jest wspólny. Wspólne tv, imprezy. Po prawej jest moje lokum. Po lewej było by twoje, gdybyś się zdecydowała. Powierzchni chyba 18 metrów, coś koło tego.
Spodobało mi się mieszkanko. Niewielkie ale wystarczające. Cena kusiła. No i odległość od roboty. Mój pokój całkiem OK. Jak się stało u szczytów schodów, to po lewej mój pokój, a całkiem na lewo kuchnia. Po prawej pokój Pawła i całkiem na prawo łazienka. Taki kwadrat pośrodku i cztery prostokąty. Spróbować zawsze można.
- Biorę go! - Powiedziałam. - Od kiedy mogę się wprowadzać?
- A choćby od już. Zwolniło się wczoraj. Tylko w sobotę planuję imprezę - paru znajomych ma wpaść. Jak ci to nie przeszkadza, to zapraszam. - Uśmiechnął się Paweł.
- Impreza mi nie przeszkadza. Mogę jutro po pracy przywieźć swoje rzeczy. Nie ma ich dużo. - Ucieszyłam się, że wreszcie nie będę tracić kasy na dojazdy.
- To wpadaj. Dam ci klucze. Aha! Gotowanie i sprzątanie we własnym zakresie. Sprzątanie łazienki i pokoju też. No chyba, że razem coś zaplanujemy. Co do gości, to się dogadamy. - Pokrótce wyjaśnił zasady współlokatorstwa Paweł.
- Zgadzam się. Dzięki i do jutra - lecę się pakować! - Wyszłam.
Następnego dnia wtarabaniłam się do mojego nowego pokoju, który grzecznie był wyposażony w zamknięcie i zaczęłam się lokować. Pawła nie było. Na stole karteczka: "Po pracy idę na zakupy, bo w sobotę mamy imprezę. Wrócę późno. Paweł". Przeczytałam, poszłam do łazienki się wykąpać. Wychodziłam z niej owinięta w szlafrok, jak wrócił Paweł.
- Witam moją nową współlokatorkę. Kupiłem wino, żeby uczcić okazję, jak lubisz, oczywiście. - Uśmiechnął się. Trzeba przyznać, że uśmiech miał fajny. Ja zrobiłam szybkie kanapki, powyciągaliśmy jakieś sery na przegryzę i z winem usiedliśmy na kanapie a w tv włączyliśmy muzykę.
- A ty singielka, zajęta czy... - Zainteresowanie Pawła było zrozumiałe. Ja też chciałam się dowiedzieć z kim przyjdzie mi dzielić dach nad głową.
- Singielka. Nie mam czasu na związki, niestety. Może kiedyś... - Westchnęłam.
- No ja też jestem singlem. Od niedawna. Czasem zaczepię kogoś na imprezie, na internetach, pospotykam się kilka razy, czasem tylko na seks i to wszystko. Sparzyłem się kilkukrotnie i nie chce mi się na razie z nikim wiązać. - Wyrzucił z siebie Paweł. Proste postawienie sprawy. Ale też ja sobie niczego nie obiecywałam z zamieszkania pod jednym dachem.
- Nie myśl sobie, że zamieszkałam tutaj, żeby cię podrywać albo co. Faktem jest, że naprawdę nie mam czasu i siły na związki. Jak potrzebuję seksu, to podrywam kogoś na numerek i to wszystko. Po prostu mam stąd do pracy 20 minut pieszo i bardzo mi to pasuje. Żeby była jasność. - Wyjaśniliśmy sobie wszystko na samym początku i tak się zaczęło nasze sielankowe wspólne mieszkanie.
Niedziela rano. Siedzę sobie na kanapie, telewizor cicho mruczy, ja mam na czole zimny okład. Łeb mnie tak napierdalał po sobotniej imprezie, ze nie macie pojęcia. Trochę zaszalałam...
- Jesu nie trzaskaj tak tymi drzwiami! - Ofuknęłam Pawła. Rzeczywiście jak wychodził ze swojego pokoju to wydawało mi się, że jego drzwi są z żelaza - tak załomotały.
- Przepraszam. Przeciąg jest chyba i zatrzasnęły mi się. A co? Głowa boli? - Zachichotał Paweł.
- No. - Tylko tyle byłam zdolna z siebie wydusić.
- Wczoraj zdrowo przygrzałaś. Kojarzysz w ogóle co się działo. - Ależ było mu wesolutko, no!
- Coś tam pamiętam... Były drinki, prochy, marycha... Sama już nie wiem co. Ja chyba tylko piłam. - Jak przez mgłę pamiętałam wczorajszą imprezę.
- No fakt. Ty używałaś tylko alkoholu. No i mojego najlepszego przyjaciela. - Uśmiechnął się Paweł.
- Którego? Tego blondyna z brodą? Kurde, tego już nie kojarzę. Zalałam się w trupa. - No to był akurat fakt. Urżnęłam się pierwszy raz od nie wiadomo jak długiego czasu. Naprawdę długo nie piłam i takie tego skutki.
- Nie. Nie blondyna. Tego przyjaciela. - Paweł wskazał na swoje portki. Kurde! Czyżby chodziło mu o swojego penisa? Seks z Pawłem? Kurde.... na prawdę nie pamiętałam...
- Tak? O rany! Nie kojarzę... Serio? - Było mi trochę głupio...
- Szkoda, że nie pamiętasz. Było ekstra. Dobra jesteś w te klocki... - Zabrzmiało to jak prawda...
czwartek, 28 grudnia 2017
S & D & RR. cd. 19. ZAKOŃCZENIE.
Wyszłam spod prysznica owinięta w sam szlafrok. Ściągnęłam go przed wejściem do łóżka, bo chciałam się przytulić do gorącego, nagiego Pawła.
- Nie chciałaś zoperować plastycznie tej blizny?
- Nie. To pamiątka. Wspomnienie. Tak jak nie znikną ślady po dawnym ćpaniu. To część mojego życia.
- Tak tylko pytam. Nawet dzisiaj wygląda, że bolało.
- Wtedy tego nie czułam. Adrenalina. Wtedy najważniejsze było uratować jak najwięcej z naszych.
- Kurde. Jestem policjantem już tak długo ale tego co ty doświadczyłaś jeszcze nie poznałem.
- To się ciesz. To nic fajnego. Zostaje w tobie na zawsze.
Przytuliłam się do niego. Fajnie jest leżeć obok dobrego, gorącego, inteligentnego faceta. Czuć obok siebie to męskie, mocne ciało. Mieć się do kogo przytulić.
- Ilu ludzi zabiłaś?
- Wiesz, nie liczyłam. Nie ilość była istotna, tylko fakt, że wyeliminowało się kolejnego terrorystę. Że o jednego mniej.
- Aga... Stary mówił, że miałaś trudny powrót do kraju i trudne pół roku. Rozwiniesz temat?
- Rozwinę. Nie lubię niedopowiedzeń. Pytaj o co chcesz. Odpowiem na wszystkie pytania. Nie wszystkie moje wspomnienia są fajne ale ich nie cofnę. Jest to część mojego życia. Bardzo chcę, żebyś mi ufał.
- Gdybym ci nie ufał, to nie poszedłbym na tyły domu w tej akcji. Wiedziałem, że wiesz co robisz, choć bardzo się bałem o ciebie.
Pocałował mnie w czubek głowy. Jego pierś, na której miałam opartą głowę, uniosła się podczas westchnienia. Jego ramiona, którymi byłam otoczona, zacisnęły się jeszcze mocniej.
- Facet był nie do uratowania. Ważniejsza była dziewczynka. Należało wyeliminować zagrożenie. Do końca miałam nadzieję, ze nie będzie to potrzebne.
- Masz bardzo celną rękę. I pewną.
- No fakt. Pomimo długoletniego ćpania.
- Dlaczego zaczęłaś brać? Wiesz jaki to był dla mnie szok, jak zobaczyłem ślady na twoich rękach, ewidentnie od dragów. Taka fajna laska! Ja nienawidzę ćpunów, handlarzy. Dlatego poszedłem do tej roboty.
- A ja nie miałam nad sobą niczyjej pieczy. Nikt mnie przed tym nie ustrzegł a ponad to miałam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie zginęli moi rodzice. Dziś już wiem, że to nie była moja wina ale zanim to do mnie dotarło, to już byłam na równi pochyłej. W ostatniej chwili uratował mnie Stary. Dlatego jestem mu wierna jak pies i on może w każdej chwili wejść i "na wszelki wypadek" zrobić mi test. Moje życie naprawdę nie było łatwe ale fajnie jest żyć i tego się teraz trzymam. Kiedy zginęli moi rodzice, to ja byłam wtedy z nimi w samochodzie. Jak umierała babcia, to byłam w robocie. Łukasz zginął na moich oczach. Teraz trafiłam na trudnego szefa...
Poczułam, jak Paweł nabrał powietrza, żeby coś powiedzieć.
- Bardzo mi zależało, żeby dokonać swojej zemsty na tamtym dilerze. - Kontynuowałam. - Nawet kosztem własnego zdrowia. Miałam nadzieję, że Stary nadal mi ufa. W końcu to on znów wciągnął mnie do firmy. Niestety nie mogłam mu powiedzieć jaki mam plan. Potem trafiła nam się tamta akcja. Nie wiedziałam czy żyjesz ale bardzo chciałam cię uratować. Zasłużyć na twoje zaufanie, zwłaszcza po tym niecodziennym spotkaniu w szatni i tym, co nastąpiło potem. To jakieś niewytłumaczalne przyciąganie.
- Ja też je czuję. Niezwykłe, niespotykane, rzadkie. Nie mogłem się tobie oprzeć i dlatego tak mnie bolało, bo wydawało mi się, że oszukujesz i nadal bierzesz.
- Ja zapewniam, że jestem w sprawie dragów czysta jak łza. To trudne zwłaszcza jak zamknę oczy i widzę te wszystkie twarze...
- Zabitych? - Paweł przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Wyeliminowanych. Naprawdę tak jest łatwiej to tłumaczyć. Sam fakt strzelenia komuś między przysłowiowe oczy jest trudny. Zwłaszcza, jak się ma po drugiej stronie celownika trzyletnią piękną dziewczynkę, która cała jest bombą. Albo tak jak dziś, kiedy od twojej pewnej ręki zależy życie zakładnika. Musisz wyeliminować emocje. Albo jak widzisz, że ciało twojego narzeczonego jest rozerwane na kilkanaście kawałków. A ty musisz, choć chce ci się wyć, zaszyć swoja ranę, rozerwaną przez kawałek karoserii a potem ratować resztę załogi, żeby miał kto wrócić z tej misji. A potem organizujesz pogrzeb najważniejszego człowieka, z którym miałaś wspólnie iść przez życie po zakończeniu misji. I to wszystko trzeba przepracować na trzeźwo. Bo wiesz, że nic na ten ból nie pomoże - ani dragi, ani wóda. Jak nie masz tej siły w sobie, to nic ci nie pomoże. Każdego ranka musisz wstać i spojrzeć sobie w twarz w lustrze i zaakceptować to, co widzisz. Bo ja nie potrafię robić nic innego. W biurze bym umarła.
- Jesteś bohaterem. - Wyszeptał Paweł.
- Nie jestem żadnym bohaterem. Jestem normalnym człowiekiem, który ma specyficzną przeszłość i niełatwą robotę.
- Jak mogę ci pomóc? - Wyczułam w głosie Pawła, że się wzruszył.
- Bądź ze mną, ufaj mi, kochaj mnie i kochaj się ze mną. Tylko tyle.
- Faktycznie - niedużo. - Usłyszałam w głosie Pawła przymrużenie oka. - Jedno z tego mogę zrobić już teraz.
Chwycił mnie pod brodę. Poczułam na swoich ustach jego ciepłe wargi. Uniósł się na łokciu a mnie położył na plecy. Wszedł swoimi nogami między moje. Poczułam jego twarde przyrodzenie. Gorące, twarde i gotowe. W usta wtargnął niecierpliwy język. Jęknęłam. Lubię się z nim całować. Paweł złączył nasze dłonie. Zaczął całować moją szyję. Dołek obojczyka. Podrażniał językiem sutki aż sterczały jak małe żołnierzyki. Doszedł do blizny przecinającej mój brzuch na pół. Syknęłam.
- Ciiii mała... - Wyszeptał. Poczułam na brzuchu jego ciepły oddech. - Będę delikatny.
Obcałował całą bliznę. Każdy jej najmniejszy skrawek. Gdy doszedł do podbrzusza mój oddech był już bardzo krótki, bardzo urywany. Cały brzuch falował, czekając na rozkosz. Poczułam, że moja cipka zrobiła się już wilgotna, gorąca i chętna na przyjęcie jego kutasa. Zawinęłam nogi i próbowałam podciągnąć Pawła pupę tak, żeby wreszcie we mnie wszedł.
- Chcesz tego mała? - Usłyszałam w swoim uchu szept.
- Niczego bardziej nie pragnę... - Wyjęczałam...
Nawet nie muszę Wam opisywać ciągu dalszego. Nasze złączenie było absolutne. Porozumienie. Byliśmy na tę chwilę jednością. Niesamowite...
A co najważniejsze - bardzo dobrze nam się razem pracowało.
Koniec!
Zapraszam na kolejne opowieści. Mam nadzieję, że się spodobają. Proszę rozpowszechniać ;-)
- Nie chciałaś zoperować plastycznie tej blizny?
- Nie. To pamiątka. Wspomnienie. Tak jak nie znikną ślady po dawnym ćpaniu. To część mojego życia.
- Tak tylko pytam. Nawet dzisiaj wygląda, że bolało.
- Wtedy tego nie czułam. Adrenalina. Wtedy najważniejsze było uratować jak najwięcej z naszych.
- Kurde. Jestem policjantem już tak długo ale tego co ty doświadczyłaś jeszcze nie poznałem.
- To się ciesz. To nic fajnego. Zostaje w tobie na zawsze.
Przytuliłam się do niego. Fajnie jest leżeć obok dobrego, gorącego, inteligentnego faceta. Czuć obok siebie to męskie, mocne ciało. Mieć się do kogo przytulić.
- Ilu ludzi zabiłaś?
- Wiesz, nie liczyłam. Nie ilość była istotna, tylko fakt, że wyeliminowało się kolejnego terrorystę. Że o jednego mniej.
- Aga... Stary mówił, że miałaś trudny powrót do kraju i trudne pół roku. Rozwiniesz temat?
- Rozwinę. Nie lubię niedopowiedzeń. Pytaj o co chcesz. Odpowiem na wszystkie pytania. Nie wszystkie moje wspomnienia są fajne ale ich nie cofnę. Jest to część mojego życia. Bardzo chcę, żebyś mi ufał.
- Gdybym ci nie ufał, to nie poszedłbym na tyły domu w tej akcji. Wiedziałem, że wiesz co robisz, choć bardzo się bałem o ciebie.
Pocałował mnie w czubek głowy. Jego pierś, na której miałam opartą głowę, uniosła się podczas westchnienia. Jego ramiona, którymi byłam otoczona, zacisnęły się jeszcze mocniej.
- Facet był nie do uratowania. Ważniejsza była dziewczynka. Należało wyeliminować zagrożenie. Do końca miałam nadzieję, ze nie będzie to potrzebne.
- Masz bardzo celną rękę. I pewną.
- No fakt. Pomimo długoletniego ćpania.
- Dlaczego zaczęłaś brać? Wiesz jaki to był dla mnie szok, jak zobaczyłem ślady na twoich rękach, ewidentnie od dragów. Taka fajna laska! Ja nienawidzę ćpunów, handlarzy. Dlatego poszedłem do tej roboty.
- A ja nie miałam nad sobą niczyjej pieczy. Nikt mnie przed tym nie ustrzegł a ponad to miałam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie zginęli moi rodzice. Dziś już wiem, że to nie była moja wina ale zanim to do mnie dotarło, to już byłam na równi pochyłej. W ostatniej chwili uratował mnie Stary. Dlatego jestem mu wierna jak pies i on może w każdej chwili wejść i "na wszelki wypadek" zrobić mi test. Moje życie naprawdę nie było łatwe ale fajnie jest żyć i tego się teraz trzymam. Kiedy zginęli moi rodzice, to ja byłam wtedy z nimi w samochodzie. Jak umierała babcia, to byłam w robocie. Łukasz zginął na moich oczach. Teraz trafiłam na trudnego szefa...
Poczułam, jak Paweł nabrał powietrza, żeby coś powiedzieć.
- Bardzo mi zależało, żeby dokonać swojej zemsty na tamtym dilerze. - Kontynuowałam. - Nawet kosztem własnego zdrowia. Miałam nadzieję, że Stary nadal mi ufa. W końcu to on znów wciągnął mnie do firmy. Niestety nie mogłam mu powiedzieć jaki mam plan. Potem trafiła nam się tamta akcja. Nie wiedziałam czy żyjesz ale bardzo chciałam cię uratować. Zasłużyć na twoje zaufanie, zwłaszcza po tym niecodziennym spotkaniu w szatni i tym, co nastąpiło potem. To jakieś niewytłumaczalne przyciąganie.
- Ja też je czuję. Niezwykłe, niespotykane, rzadkie. Nie mogłem się tobie oprzeć i dlatego tak mnie bolało, bo wydawało mi się, że oszukujesz i nadal bierzesz.
- Ja zapewniam, że jestem w sprawie dragów czysta jak łza. To trudne zwłaszcza jak zamknę oczy i widzę te wszystkie twarze...
- Zabitych? - Paweł przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Wyeliminowanych. Naprawdę tak jest łatwiej to tłumaczyć. Sam fakt strzelenia komuś między przysłowiowe oczy jest trudny. Zwłaszcza, jak się ma po drugiej stronie celownika trzyletnią piękną dziewczynkę, która cała jest bombą. Albo tak jak dziś, kiedy od twojej pewnej ręki zależy życie zakładnika. Musisz wyeliminować emocje. Albo jak widzisz, że ciało twojego narzeczonego jest rozerwane na kilkanaście kawałków. A ty musisz, choć chce ci się wyć, zaszyć swoja ranę, rozerwaną przez kawałek karoserii a potem ratować resztę załogi, żeby miał kto wrócić z tej misji. A potem organizujesz pogrzeb najważniejszego człowieka, z którym miałaś wspólnie iść przez życie po zakończeniu misji. I to wszystko trzeba przepracować na trzeźwo. Bo wiesz, że nic na ten ból nie pomoże - ani dragi, ani wóda. Jak nie masz tej siły w sobie, to nic ci nie pomoże. Każdego ranka musisz wstać i spojrzeć sobie w twarz w lustrze i zaakceptować to, co widzisz. Bo ja nie potrafię robić nic innego. W biurze bym umarła.
- Jesteś bohaterem. - Wyszeptał Paweł.
- Nie jestem żadnym bohaterem. Jestem normalnym człowiekiem, który ma specyficzną przeszłość i niełatwą robotę.
- Jak mogę ci pomóc? - Wyczułam w głosie Pawła, że się wzruszył.
- Bądź ze mną, ufaj mi, kochaj mnie i kochaj się ze mną. Tylko tyle.
- Faktycznie - niedużo. - Usłyszałam w głosie Pawła przymrużenie oka. - Jedno z tego mogę zrobić już teraz.
Chwycił mnie pod brodę. Poczułam na swoich ustach jego ciepłe wargi. Uniósł się na łokciu a mnie położył na plecy. Wszedł swoimi nogami między moje. Poczułam jego twarde przyrodzenie. Gorące, twarde i gotowe. W usta wtargnął niecierpliwy język. Jęknęłam. Lubię się z nim całować. Paweł złączył nasze dłonie. Zaczął całować moją szyję. Dołek obojczyka. Podrażniał językiem sutki aż sterczały jak małe żołnierzyki. Doszedł do blizny przecinającej mój brzuch na pół. Syknęłam.
- Ciiii mała... - Wyszeptał. Poczułam na brzuchu jego ciepły oddech. - Będę delikatny.
Obcałował całą bliznę. Każdy jej najmniejszy skrawek. Gdy doszedł do podbrzusza mój oddech był już bardzo krótki, bardzo urywany. Cały brzuch falował, czekając na rozkosz. Poczułam, że moja cipka zrobiła się już wilgotna, gorąca i chętna na przyjęcie jego kutasa. Zawinęłam nogi i próbowałam podciągnąć Pawła pupę tak, żeby wreszcie we mnie wszedł.
- Chcesz tego mała? - Usłyszałam w swoim uchu szept.
- Niczego bardziej nie pragnę... - Wyjęczałam...
Nawet nie muszę Wam opisywać ciągu dalszego. Nasze złączenie było absolutne. Porozumienie. Byliśmy na tę chwilę jednością. Niesamowite...
A co najważniejsze - bardzo dobrze nam się razem pracowało.
Koniec!
Zapraszam na kolejne opowieści. Mam nadzieję, że się spodobają. Proszę rozpowszechniać ;-)
niedziela, 10 grudnia 2017
Współlokator. 1.
Odwiedziłam dom rodziny.
Nie z własnej woli.
Poprosiła mnie o to moja siostra, która miała nadzieję, że to w ten weekend będzie WIELKI DZIEŃ. Zanosiło się na niespodziankę. Przy okazji była to 25 rocznica ślubu naszych rodziców. Nie lubiłam tam wracać. Nie było mnie w rodzinnym domu już chyba trzy lata. Wymawiałam się pracą, zdrowiem... Jakoś mi się udawało. Aż do teraz, bo moja siostra pofatygowała się mnie odwiedzić, choć mieszka w sąsiednim mieście, i poprosić o to, żebym w tym dniu była razem ze wszystkimi. Naprawdę obawiałam się tych odwiedzin...
Ja jestem tym dzieckiem, przez które rodzice musieli się pożenić, bo byłam już w drodze. Oczywiście, że to nie moja wina ale tak najłatwiej usprawiedliwić siebie. Rodzice zawsze mieli mi to za złe. Co gorsze, to urodziłam się jak oni jeszcze nie mieli ślubu kościelnego, więc jestem dzieckiem nieślubnym w ich rozumieniu. Jak na złość, jak miałam pół roku, ojca zabrali do wojska (wtedy jeszcze było przymusowe), więc ślub kościelny się oddalił. Potem były nauki przedślubne, jakieś załatwianie brakujących bierzmowań i wreszcie nadszedł ten dzień. Po równo dziewięciu miesiącach pojawiła się na świecie ONA - Maria, moja młodsza siostra. Kocham swoja siostrę. To nie jest tak, że nie ale zawsze czułam się mniej kochana. Maria po prostu była ideałem: grzeczna, śliczna, ułożona, dobrze się uczyła, nie interesowała facetami. Ja sobie żyłam w tej rodzinie kochana ale bez przesady.
Żebyście dobrze zrozumieli - nie jestem jakimś brzydactwem. Jestem ładna, zgrabna, mam dobrą pracę, na zainteresowanie płci przeciwnej nie narzekam. Ale to ja byłam tą pierwszą, która uprawiała seks przedmałżeński, która nie wiedziała jak się dobrze zabezpieczać, przez co był strach czy nie jestem w ciąży, to ja jedyna używałam środków antykoncepcyjnych zakazanych przez kościół. O wagarach i używaniu alkoholu nie wspomnę. No cóż - nie jestem takim ideałem jakby chcieli moi rodzice.
Ale ja się lubię! I lubię swoje życie. Poza tym jednak ich kocham, kocham tez swoja młodszą siostrę i postanowiłam, że jestem gotowa na te odwiedziny zwłaszcza, że ona tak prosiła. To musi być rzeczywiście wielki dla niej dzień... Ciekawe...
Wysiadłam z taksówki. Ten dom nie zmienił się od piętnastu lat. No, może trawnik jest bardziej perfekcyjnie przycięty no i kwiaty bardziej dorodne... Dobra, niech każdy żyje tak jak chce... Byle by był szczęśliwy... Westchnęłam ciężko. To będą trudne trzy dni. Cały weekend...
W drzwiach stanęła mama. Perfekcyjna fryzura, perfekcyjny strój. Spódnica w ogóle nie była wymięta. Ona chyba nigdy nie siada. W każdym razie ja nie potrafię siedzieć i nie wygnieść całego stroju. Właśnie! Teraz też wyglądam jak z krowiego pyska, cała wymięta. Mama otworzyła ramiona szeroko. Na twarzy pojawił się uśmiech numer trzy...
- Witaj Agnieszko!
- Dzień dobry mamo.
- Och! Mogłabyś zainwestować w lepsze ubrania. Cała jesteś wymięta!
- Ja też się cieszę, że cię widzę, mamo!
- Wejdźmy. Ojciec czeka.
W domu panował półmrok. Drzewa okalające dom tak wyrosły, że zasłaniały cały widok i nie wpuszczały światła. A rodzice, pro - ekologiczni, nie zapalali świateł, gdy latarnie na ulicach jeszce się nie świeciły. W tym półmroku wydawało mi się, że ojciec zmarniał.
- Witaj tato.
- Dzień dobry. Ręce myłaś?
Urocza rodzinka. Na wejściu przypomnieli mi, dlaczego tak rzadko ich odwiedzam!
- Aga! Witaj wnusiu!
Babcia zawsze mnie kochała. To ona dawała mi najwięcej uczucia i czasu mi najwięcej poświęcała.
- Cześć babciu! Dobrze wyglądasz!
- To z miłości... Ale sza! Nikomu ani słowa!
Położyła palec na moje usta. To oczywiste, że nie zdradzę jej tajemnicy. Zwłaszcza rodzicom.
Rozejrzałam się. Nic się nie zmieniło. Meble jak ustawił projektant, tak stoją do dziś. Nawet nie ruszyły się na milimetr. Wszystko perfekcyjne, pod linijkę. Nawet zakładki na zasłonach były równiusieńkie. Dobrze, że mama mnie nie odwiedza... Od razu zaczęła by u mnie sprzątać, układać itd. itp. A jeszcze gdyby się dowiedziała, ze ja nie mieszkam sama... Oj!
- Agnieszko1 A gdzie twój....narzeczony?
- Brak mamo takowego na horyzoncie. Jakoś mi się nie....
- No tak. - Przerwała. - Jakbyś się szanowała, to znalazł by się jakiś porządny mężczyzna. Ale jak ktoś szaleje tak jak ty, to trudno się dziwić. - Kochana ta moja mamusia... Aż mi chrupnęło w szczęce, tak mocno ją zacisnęłam, żeby jej nie odpowiedzieć niegrzecznie. Bo postanowiłam być grzeczna i miła w ten weekend. Gdyby wiedziała...
- Tak mamo. Pewno masz rację, jak zwykle.
- Oczywiście, że mam.
- Mama ma rację. - Dodał tato. Babcia westchnęła. - Jesteś wnusiu szczęśliwa? - Objęła mnie w pół i przytuliła. - Tak, babciu. Jak na razie dobrze mi. Kiedyś się ustatkuję, jeszcze nie teraz.
- Pójdź na górę do siebie. Przebierz się. Niedługo przyjeżdża twoja siostra. Nie możesz tak wyglądać.
- Oczywiście mamo. Już idę.
No wkurwiają mnie. To oczywiste. Te ich skostnienie. Zasady. Jakby byli kukłami. To nie życie. Ale może są szczęśliwi. Wytrwam w swoim postanowieniu. Wytrwam. Będę miła. Małomówna. Grzeczna. I wkrótce wyjadę, i będę znów miała spokój na lata...
Mój panieński ( kurde ja nadal jestem panną hehehe) - licealny - pokój nic się nie zmienił. Narzuta na łóżko, zasłony, biurko. Lustro a za jego ramką te same obrazki. Dobrze, że nie ma na nim kredek... Jesu! Pewno będę musiała iść z nimi w niedzielę do kościoła, żeby mogli się pochwalić córkami przed sąsiadami. Dobrze, ze jest tu jeszcze babcia. Mam nadzieję, że nadal robi te swoje nalewki.
Z zamyślenia wyrwał mnie klakson samochodu. To pewnie taksówka, która przywiozła moją siostrę. - Agnieszko zejdź na dół. Twoja siostra przyjechała.
- Już schodzę!
Zeszłam na dół. Podeszłam do rodziców, którzy stali w drzwiach na powitanie gościa. Babcia została w salonie. Na dworze panował półmrok. Latarnie na ulicy były rozmieszczone dość rzadko a reflektory taksówki oświetlały niewielki skrawek jezdni. Kilka osób kręciło się przy bagażniku, wyciągając toboły. I toboły. I jeszcze więcej tobołów! Nieodrodna córka swej matki przyjechała...
- Witaj rodzinko!
Nawet w tym półmroku zauważyłam, że przytyła od czasu, jak się widziałyśmy ostatnio półtora miesiąca temu. Moja siostra zawsze lubiła jeść, choć czasem potrafiła trzymać figurę na wodzy. To był jedyny jej mankament...
Mama otworzyła ramiona i zeszła dwa schody.
- Witaj kochanie! Czekaliśmy tak długo na ciebie!
- Witajcie! Niespodzianka! Przyprowadziłam wam niespodziewanego gościa!
Faktycznie. Z tobołami zbliżał się do nas jakiś facet, sądząc po sylwetce.
- Mamo, tato, Agnieszko! Przedstawiam wam mojego bliskiego znajomego Jakuba.
- Miło poznać! - Rozległ się dwugłos rodziców. Lampka nad drzwiami wejściowymi (oszczędnościowa oczywiście) zaczęła oświetlać naszego gościa. Rodzice podali mu swoje dłonie na przywitanie. Ja też swoją wyciągnęłam, jako grzeczna córka, i zamarłam.
- Kuba! Miło mi... - Głos uwiązł mi w gardle. Kurwa mać! Ja pierdolę! To był Kuba, mój współlokator! Współlokator to mało powiedziane! To był facet, z którym mieszkaliśmy we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Razem gotowaliśmy, razem sprzątaliśmy, razem do kurwy nędzy uprawialiśmy seks (i to jaki i gdzie), jak nie było nikogo innego na horyzoncie! A nawet jak ktoś był, to uprawialiśmy go razem, w różnych konfiguracjach płciowych! Ja pierdolę! A teraz moja młodsza, święta siostra przedstawia mi tego niewyżytego ogiera jako swojego potencjalnego, tak wynikało z naszej rozmowy, narzeczonego! Ja nie mogę! Z trudem przełknęłam ślinę.
- Dobry wieczór... - Starałam się, żeby nie było po mnie widać, że się znamy. Już ja go dorwę, żeby pogadać! Jaja mu urwę. Czy ten perwers chce się zabawić z moją siostrą? Po moim trupie!
- Zapraszam na kolację! - Mama zaczęła wszystkich wpychać do domu. - Bo komary nalecą. Zamykamy. Do stołu, zapraszam! - Wydaje mi się, że nikt nie zauważył...
Nie z własnej woli.
Poprosiła mnie o to moja siostra, która miała nadzieję, że to w ten weekend będzie WIELKI DZIEŃ. Zanosiło się na niespodziankę. Przy okazji była to 25 rocznica ślubu naszych rodziców. Nie lubiłam tam wracać. Nie było mnie w rodzinnym domu już chyba trzy lata. Wymawiałam się pracą, zdrowiem... Jakoś mi się udawało. Aż do teraz, bo moja siostra pofatygowała się mnie odwiedzić, choć mieszka w sąsiednim mieście, i poprosić o to, żebym w tym dniu była razem ze wszystkimi. Naprawdę obawiałam się tych odwiedzin...
Ja jestem tym dzieckiem, przez które rodzice musieli się pożenić, bo byłam już w drodze. Oczywiście, że to nie moja wina ale tak najłatwiej usprawiedliwić siebie. Rodzice zawsze mieli mi to za złe. Co gorsze, to urodziłam się jak oni jeszcze nie mieli ślubu kościelnego, więc jestem dzieckiem nieślubnym w ich rozumieniu. Jak na złość, jak miałam pół roku, ojca zabrali do wojska (wtedy jeszcze było przymusowe), więc ślub kościelny się oddalił. Potem były nauki przedślubne, jakieś załatwianie brakujących bierzmowań i wreszcie nadszedł ten dzień. Po równo dziewięciu miesiącach pojawiła się na świecie ONA - Maria, moja młodsza siostra. Kocham swoja siostrę. To nie jest tak, że nie ale zawsze czułam się mniej kochana. Maria po prostu była ideałem: grzeczna, śliczna, ułożona, dobrze się uczyła, nie interesowała facetami. Ja sobie żyłam w tej rodzinie kochana ale bez przesady.
Żebyście dobrze zrozumieli - nie jestem jakimś brzydactwem. Jestem ładna, zgrabna, mam dobrą pracę, na zainteresowanie płci przeciwnej nie narzekam. Ale to ja byłam tą pierwszą, która uprawiała seks przedmałżeński, która nie wiedziała jak się dobrze zabezpieczać, przez co był strach czy nie jestem w ciąży, to ja jedyna używałam środków antykoncepcyjnych zakazanych przez kościół. O wagarach i używaniu alkoholu nie wspomnę. No cóż - nie jestem takim ideałem jakby chcieli moi rodzice.
Ale ja się lubię! I lubię swoje życie. Poza tym jednak ich kocham, kocham tez swoja młodszą siostrę i postanowiłam, że jestem gotowa na te odwiedziny zwłaszcza, że ona tak prosiła. To musi być rzeczywiście wielki dla niej dzień... Ciekawe...
Wysiadłam z taksówki. Ten dom nie zmienił się od piętnastu lat. No, może trawnik jest bardziej perfekcyjnie przycięty no i kwiaty bardziej dorodne... Dobra, niech każdy żyje tak jak chce... Byle by był szczęśliwy... Westchnęłam ciężko. To będą trudne trzy dni. Cały weekend...
W drzwiach stanęła mama. Perfekcyjna fryzura, perfekcyjny strój. Spódnica w ogóle nie była wymięta. Ona chyba nigdy nie siada. W każdym razie ja nie potrafię siedzieć i nie wygnieść całego stroju. Właśnie! Teraz też wyglądam jak z krowiego pyska, cała wymięta. Mama otworzyła ramiona szeroko. Na twarzy pojawił się uśmiech numer trzy...
- Witaj Agnieszko!
- Dzień dobry mamo.
- Och! Mogłabyś zainwestować w lepsze ubrania. Cała jesteś wymięta!
- Ja też się cieszę, że cię widzę, mamo!
- Wejdźmy. Ojciec czeka.
W domu panował półmrok. Drzewa okalające dom tak wyrosły, że zasłaniały cały widok i nie wpuszczały światła. A rodzice, pro - ekologiczni, nie zapalali świateł, gdy latarnie na ulicach jeszce się nie świeciły. W tym półmroku wydawało mi się, że ojciec zmarniał.
- Witaj tato.
- Dzień dobry. Ręce myłaś?
Urocza rodzinka. Na wejściu przypomnieli mi, dlaczego tak rzadko ich odwiedzam!
- Aga! Witaj wnusiu!
Babcia zawsze mnie kochała. To ona dawała mi najwięcej uczucia i czasu mi najwięcej poświęcała.
- Cześć babciu! Dobrze wyglądasz!
- To z miłości... Ale sza! Nikomu ani słowa!
Położyła palec na moje usta. To oczywiste, że nie zdradzę jej tajemnicy. Zwłaszcza rodzicom.
Rozejrzałam się. Nic się nie zmieniło. Meble jak ustawił projektant, tak stoją do dziś. Nawet nie ruszyły się na milimetr. Wszystko perfekcyjne, pod linijkę. Nawet zakładki na zasłonach były równiusieńkie. Dobrze, że mama mnie nie odwiedza... Od razu zaczęła by u mnie sprzątać, układać itd. itp. A jeszcze gdyby się dowiedziała, ze ja nie mieszkam sama... Oj!
- Agnieszko1 A gdzie twój....narzeczony?
- Brak mamo takowego na horyzoncie. Jakoś mi się nie....
- No tak. - Przerwała. - Jakbyś się szanowała, to znalazł by się jakiś porządny mężczyzna. Ale jak ktoś szaleje tak jak ty, to trudno się dziwić. - Kochana ta moja mamusia... Aż mi chrupnęło w szczęce, tak mocno ją zacisnęłam, żeby jej nie odpowiedzieć niegrzecznie. Bo postanowiłam być grzeczna i miła w ten weekend. Gdyby wiedziała...
- Tak mamo. Pewno masz rację, jak zwykle.
- Oczywiście, że mam.
- Mama ma rację. - Dodał tato. Babcia westchnęła. - Jesteś wnusiu szczęśliwa? - Objęła mnie w pół i przytuliła. - Tak, babciu. Jak na razie dobrze mi. Kiedyś się ustatkuję, jeszcze nie teraz.
- Pójdź na górę do siebie. Przebierz się. Niedługo przyjeżdża twoja siostra. Nie możesz tak wyglądać.
- Oczywiście mamo. Już idę.
No wkurwiają mnie. To oczywiste. Te ich skostnienie. Zasady. Jakby byli kukłami. To nie życie. Ale może są szczęśliwi. Wytrwam w swoim postanowieniu. Wytrwam. Będę miła. Małomówna. Grzeczna. I wkrótce wyjadę, i będę znów miała spokój na lata...
Mój panieński ( kurde ja nadal jestem panną hehehe) - licealny - pokój nic się nie zmienił. Narzuta na łóżko, zasłony, biurko. Lustro a za jego ramką te same obrazki. Dobrze, że nie ma na nim kredek... Jesu! Pewno będę musiała iść z nimi w niedzielę do kościoła, żeby mogli się pochwalić córkami przed sąsiadami. Dobrze, ze jest tu jeszcze babcia. Mam nadzieję, że nadal robi te swoje nalewki.
Z zamyślenia wyrwał mnie klakson samochodu. To pewnie taksówka, która przywiozła moją siostrę. - Agnieszko zejdź na dół. Twoja siostra przyjechała.
- Już schodzę!
Zeszłam na dół. Podeszłam do rodziców, którzy stali w drzwiach na powitanie gościa. Babcia została w salonie. Na dworze panował półmrok. Latarnie na ulicy były rozmieszczone dość rzadko a reflektory taksówki oświetlały niewielki skrawek jezdni. Kilka osób kręciło się przy bagażniku, wyciągając toboły. I toboły. I jeszcze więcej tobołów! Nieodrodna córka swej matki przyjechała...
- Witaj rodzinko!
Nawet w tym półmroku zauważyłam, że przytyła od czasu, jak się widziałyśmy ostatnio półtora miesiąca temu. Moja siostra zawsze lubiła jeść, choć czasem potrafiła trzymać figurę na wodzy. To był jedyny jej mankament...
Mama otworzyła ramiona i zeszła dwa schody.
- Witaj kochanie! Czekaliśmy tak długo na ciebie!
- Witajcie! Niespodzianka! Przyprowadziłam wam niespodziewanego gościa!
Faktycznie. Z tobołami zbliżał się do nas jakiś facet, sądząc po sylwetce.
- Mamo, tato, Agnieszko! Przedstawiam wam mojego bliskiego znajomego Jakuba.
- Miło poznać! - Rozległ się dwugłos rodziców. Lampka nad drzwiami wejściowymi (oszczędnościowa oczywiście) zaczęła oświetlać naszego gościa. Rodzice podali mu swoje dłonie na przywitanie. Ja też swoją wyciągnęłam, jako grzeczna córka, i zamarłam.
- Kuba! Miło mi... - Głos uwiązł mi w gardle. Kurwa mać! Ja pierdolę! To był Kuba, mój współlokator! Współlokator to mało powiedziane! To był facet, z którym mieszkaliśmy we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Razem gotowaliśmy, razem sprzątaliśmy, razem do kurwy nędzy uprawialiśmy seks (i to jaki i gdzie), jak nie było nikogo innego na horyzoncie! A nawet jak ktoś był, to uprawialiśmy go razem, w różnych konfiguracjach płciowych! Ja pierdolę! A teraz moja młodsza, święta siostra przedstawia mi tego niewyżytego ogiera jako swojego potencjalnego, tak wynikało z naszej rozmowy, narzeczonego! Ja nie mogę! Z trudem przełknęłam ślinę.
- Dobry wieczór... - Starałam się, żeby nie było po mnie widać, że się znamy. Już ja go dorwę, żeby pogadać! Jaja mu urwę. Czy ten perwers chce się zabawić z moją siostrą? Po moim trupie!
- Zapraszam na kolację! - Mama zaczęła wszystkich wpychać do domu. - Bo komary nalecą. Zamykamy. Do stołu, zapraszam! - Wydaje mi się, że nikt nie zauważył...
czwartek, 21 września 2017
S & D & RR. cd. 18.
Weszłam do domu i zamknęłam za nami drzwi. Oparłam się o nie. Zamknęłam oczy. Ciężki dzień...
Poczułam jak Paweł do mnie podchodzi. Jego ciepło, zapach. Taki kojący.Na ustach poczułam jego oddech. Delikatnie musnął moją dolną wargę. Jego obecność-taka kojąca, ciepła, mocna. Było mi tak dobrze. Spokojnie. Bezpiecznie... Pod bluzką poczułam jego dłonie. Silne. Ciepłe. Jego dotyk, dający tyle ciepła i przyjemności wędrował w górę. Pocałunki z pierwszych, delikatnych, zaczęły się robić co raz mocniejsze, głębsze aż do połączenia naszych języków. Oddechy stały się jednością. Paweł ściągnął moją bluzkę przez głowę. Pocałunki zeszły na szyję. Były mile wilgotne, powolne. Ręce powędrowały na zapięcie biustonosza. Zapięcie szybko uległo i moje piersi wyskoczyły-wolne wreszcie i swobodne, chętne jego dotyku. Paweł przycisnął mnie do drzwi wejściowych. Na podbrzuszu poczułam jak bardzo jest podniecony. Napierał na mnie biodrami tak mocno, że zaczęłam się robić wilgotna między nogami. Moje piersi poczuły ciepło jego rąk. Sutki stanęły, gotowe na pieszczotę. Paweł zareagował odpowiednio. Pocałunki przeniosły się właśnie w to miejsce. Zaczynałam jęczeć z rozkoszy. Potrafiłam ze zmęczenia ale też będąc zakleszczoną w jego uścisku, jedynie dotykać go. Jakoś udało mi się rozpiąć mu koszulę i spodnie. Właściwie tylko pasek i guzik. Jesu jak ja go pragnęłam. Pragnęłam zatopić się w nim, zapomnieć o całym świecie. Wreszcie się odprężyć.
- Pamiętasz co ci powiedziałem? - Zapytał pomiędzy całowaniem prawej a lewej piersi.
Pamiętałam. Ale chciałam to jeszcze raz usłyszeć. Potwierdzenie.
Ręce Pawła powędrowały na moją pupę. Przyciągnął mnie do siebie i spojrzał prosto w oczy.
- Kocham cię.
Przestałam oddychać. A przynajmniej tak mi się wydawało. Nie chciałam spłoszyć chwili.
- Kocham cię! Kurde! Kocham cię!!! - Uśmiechnął się całym sobą. O ile to możliwe. - I teraz będę się z tobą kochać a potem się z tobą ożenię i będę mieć dzieci! - Zatchnęło mnie na te słowa. Nie wiedziałam co i czy w ogóle coś odpowiedzieć. - Po kolei. Najpierw do sypialni zapraszam. No to poszłam...
Usiadłam na łóżku. Pomogłam Pawłowi uwolnić się ze spodni a on w tym czasie zdjął górę. Jesu jakiż on był pięknie zbudowany. Półbóg... Moje podniecenie poszybowało w górę. Paweł rozpiął moje spodnie i ściągnął je razem z majtkami. Przesunęłam się dalej na łóżko, żeby zrobić mu miejsce. Wszedł na łóżko i zatrzymał się nade mną. Nasze nogi się poplątały. Uniosłam się na łokciach. Paweł się pochylił, sięgając moich ust. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Ja robiłam się co raz bardziej mokra. Gotowa, żeby przyjąć go w środku. Sutki tak zachęcająco sterczały. Jak Paweł wziął je do swoich ciepłych ust i zaczął ssać, mnie zaczynały przeszywać znajome fale rozkoszy. Nie potrafiłam wytrzymać z podniecenia. Jak gimnazjalistka. Ja, twardy glina, były wojskowy snajper, miękłam jak roztopiona czekolada pod jego dotykiem... Paweł oderwał się od sterczącego sutka i pocałował mnie między obojczykami. Odchyliłam głowę na poduszkę. Przymknęłam oczy. Paweł oparł się na łokciach, zmuszając mnie tym samym do położenia się na plecach. Bezwstydnie rozłożyłam nogi, nie mogąc się doczekać, żeby mieć go już w środku. Paweł całował moją szyję, wystające obojczyki, miejsce między piersiami, tym razem je pomijając. Oddech miałam urywany. Pierś moja falowała. W rytm tych falowań Paweł przenosił swoje pocałunki co raz niżej. I niżej. Poczułam jak przeszywa mnie bardzo mocna fala rozkoszy i zorientowałam się, że pocałunki mojego partnera przeniosły się już na mój brzuch. Przemknęła mi przez głowę myśl, że to odlot fajniejszy niż podczas brania dragów... Uniosłam powieki. Zauważyłam, że penis Pawła osiągnął już chyba granice dojrzałości. Gruby, długi, ciepły, pulsujący. Och jak będzie dobrze mieć go wreszcie w cipce... Jak on mnie torturuje tą nieziemską rozkoszą! Tak mi dobrze, i tak mi źle... Paweł delikatnie ale stanowczo rozchylił moje uda. Poczułam nad prawym kolanem jego pocałunki. Posuwał się w górę. Tym razem szybciej. Na lewej nodze czułam delikatnie uciskający masaż. Poddawałam się temu całkowicie. Bez protestów. Bez woli. Zatopiona w rozkoszy. Pocałunki dochodziły prawie do pachwiny, gdy poczułam jak wchodzą we mnie jego dwa palce. Zdolny był skubaniec, bo od razu trafił w punkt G.. Moje ciało wygięło się w łuk z rozkoszy. Ach! Jęknęłam. Opadłam bez sił z powrotem na łóżko. Moja cipka zacisnęła się na jego palcach i pierwsza fala nadchodzącego orgazmu rozlała się po całym wnętrzu. Nie potrafiłam się ruszyć, nic powiedzieć, żeby przyspieszyć jego wejście we mnie. Poddawałam się. Odleciałam. Paweł chwycił moje pośladki. Podciągnął mnie do siebie i nagle to poczułam! Wreszcie! Wszedł we mnie cały, do końca, po same jaja, głęboko ale powoli. Wypełnił mnie całą. Tak! Tego mi było potrzeba! Wilgotne, chętne, gorące wnętrze zacisnęło się na twardym fiucie i nie chciało go już nigdy wypuścić. Paweł połączył nasze dłonie.
- Aga. Spójrz na mnie. - Wyszeptał.
Spojrzałam. W jego oczach zobaczyłam bezdenne pożądanie.
- Kocham cię. - Tylko tyle i aż tyle. Pocałował mnie. Delikatnie. A potem wyciągnął prawie całego fiuta z cipki. I wsadził ponownie, utrzymując kontakt wzrokowy. Ja nie wytrzymałam. Zacisnęłam powieki i wygięłam się w łuk. Opadłam a wtedy Paweł pchnął znów. I znów. Przestałam kontrolować siebie. Mój organizm działał jak mu podpowiadała intuicja. Nadchodząca rozkosz była nieunikniona. Powoli, falą wznoszącą wzbierała... Jakby tego było mało nasze oddechy się zrównały. Ruchy stały się jednością. Jakby jedno wyczuwało drugie.
- Aga. - Cichy szept. - Aga...
Otworzyłam oczy. I w tej chwili to poczułam. Gorące wnętrze wciągnęło gorącego fiuta i wyssało z niego wszystkie soki. Jęknęliśmy jednocześnie. Orgazm, którego doświadczyłam, był jednym z tych wszechogarniających. Rozlewający się aż po czubki palców. Zabierający słuch, węch, możliwość ruchu. Została tylko rozkosz....
- Aga. - Po chwili dotarł do mnie jego głos. - To było mega. Jak mi tego brakowało...
Pewnie wszyscy myślą, że po wszystkim zasnęliśmy. Nie - wtedy zaczęły się nocne rozmowy, wyjaśnienia. Z przerwami na kontynuowanie...
Poczułam jak Paweł do mnie podchodzi. Jego ciepło, zapach. Taki kojący.Na ustach poczułam jego oddech. Delikatnie musnął moją dolną wargę. Jego obecność-taka kojąca, ciepła, mocna. Było mi tak dobrze. Spokojnie. Bezpiecznie... Pod bluzką poczułam jego dłonie. Silne. Ciepłe. Jego dotyk, dający tyle ciepła i przyjemności wędrował w górę. Pocałunki z pierwszych, delikatnych, zaczęły się robić co raz mocniejsze, głębsze aż do połączenia naszych języków. Oddechy stały się jednością. Paweł ściągnął moją bluzkę przez głowę. Pocałunki zeszły na szyję. Były mile wilgotne, powolne. Ręce powędrowały na zapięcie biustonosza. Zapięcie szybko uległo i moje piersi wyskoczyły-wolne wreszcie i swobodne, chętne jego dotyku. Paweł przycisnął mnie do drzwi wejściowych. Na podbrzuszu poczułam jak bardzo jest podniecony. Napierał na mnie biodrami tak mocno, że zaczęłam się robić wilgotna między nogami. Moje piersi poczuły ciepło jego rąk. Sutki stanęły, gotowe na pieszczotę. Paweł zareagował odpowiednio. Pocałunki przeniosły się właśnie w to miejsce. Zaczynałam jęczeć z rozkoszy. Potrafiłam ze zmęczenia ale też będąc zakleszczoną w jego uścisku, jedynie dotykać go. Jakoś udało mi się rozpiąć mu koszulę i spodnie. Właściwie tylko pasek i guzik. Jesu jak ja go pragnęłam. Pragnęłam zatopić się w nim, zapomnieć o całym świecie. Wreszcie się odprężyć.
- Pamiętasz co ci powiedziałem? - Zapytał pomiędzy całowaniem prawej a lewej piersi.
Pamiętałam. Ale chciałam to jeszcze raz usłyszeć. Potwierdzenie.
Ręce Pawła powędrowały na moją pupę. Przyciągnął mnie do siebie i spojrzał prosto w oczy.
- Kocham cię.
Przestałam oddychać. A przynajmniej tak mi się wydawało. Nie chciałam spłoszyć chwili.
- Kocham cię! Kurde! Kocham cię!!! - Uśmiechnął się całym sobą. O ile to możliwe. - I teraz będę się z tobą kochać a potem się z tobą ożenię i będę mieć dzieci! - Zatchnęło mnie na te słowa. Nie wiedziałam co i czy w ogóle coś odpowiedzieć. - Po kolei. Najpierw do sypialni zapraszam. No to poszłam...
Usiadłam na łóżku. Pomogłam Pawłowi uwolnić się ze spodni a on w tym czasie zdjął górę. Jesu jakiż on był pięknie zbudowany. Półbóg... Moje podniecenie poszybowało w górę. Paweł rozpiął moje spodnie i ściągnął je razem z majtkami. Przesunęłam się dalej na łóżko, żeby zrobić mu miejsce. Wszedł na łóżko i zatrzymał się nade mną. Nasze nogi się poplątały. Uniosłam się na łokciach. Paweł się pochylił, sięgając moich ust. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Ja robiłam się co raz bardziej mokra. Gotowa, żeby przyjąć go w środku. Sutki tak zachęcająco sterczały. Jak Paweł wziął je do swoich ciepłych ust i zaczął ssać, mnie zaczynały przeszywać znajome fale rozkoszy. Nie potrafiłam wytrzymać z podniecenia. Jak gimnazjalistka. Ja, twardy glina, były wojskowy snajper, miękłam jak roztopiona czekolada pod jego dotykiem... Paweł oderwał się od sterczącego sutka i pocałował mnie między obojczykami. Odchyliłam głowę na poduszkę. Przymknęłam oczy. Paweł oparł się na łokciach, zmuszając mnie tym samym do położenia się na plecach. Bezwstydnie rozłożyłam nogi, nie mogąc się doczekać, żeby mieć go już w środku. Paweł całował moją szyję, wystające obojczyki, miejsce między piersiami, tym razem je pomijając. Oddech miałam urywany. Pierś moja falowała. W rytm tych falowań Paweł przenosił swoje pocałunki co raz niżej. I niżej. Poczułam jak przeszywa mnie bardzo mocna fala rozkoszy i zorientowałam się, że pocałunki mojego partnera przeniosły się już na mój brzuch. Przemknęła mi przez głowę myśl, że to odlot fajniejszy niż podczas brania dragów... Uniosłam powieki. Zauważyłam, że penis Pawła osiągnął już chyba granice dojrzałości. Gruby, długi, ciepły, pulsujący. Och jak będzie dobrze mieć go wreszcie w cipce... Jak on mnie torturuje tą nieziemską rozkoszą! Tak mi dobrze, i tak mi źle... Paweł delikatnie ale stanowczo rozchylił moje uda. Poczułam nad prawym kolanem jego pocałunki. Posuwał się w górę. Tym razem szybciej. Na lewej nodze czułam delikatnie uciskający masaż. Poddawałam się temu całkowicie. Bez protestów. Bez woli. Zatopiona w rozkoszy. Pocałunki dochodziły prawie do pachwiny, gdy poczułam jak wchodzą we mnie jego dwa palce. Zdolny był skubaniec, bo od razu trafił w punkt G.. Moje ciało wygięło się w łuk z rozkoszy. Ach! Jęknęłam. Opadłam bez sił z powrotem na łóżko. Moja cipka zacisnęła się na jego palcach i pierwsza fala nadchodzącego orgazmu rozlała się po całym wnętrzu. Nie potrafiłam się ruszyć, nic powiedzieć, żeby przyspieszyć jego wejście we mnie. Poddawałam się. Odleciałam. Paweł chwycił moje pośladki. Podciągnął mnie do siebie i nagle to poczułam! Wreszcie! Wszedł we mnie cały, do końca, po same jaja, głęboko ale powoli. Wypełnił mnie całą. Tak! Tego mi było potrzeba! Wilgotne, chętne, gorące wnętrze zacisnęło się na twardym fiucie i nie chciało go już nigdy wypuścić. Paweł połączył nasze dłonie.
- Aga. Spójrz na mnie. - Wyszeptał.
Spojrzałam. W jego oczach zobaczyłam bezdenne pożądanie.
- Kocham cię. - Tylko tyle i aż tyle. Pocałował mnie. Delikatnie. A potem wyciągnął prawie całego fiuta z cipki. I wsadził ponownie, utrzymując kontakt wzrokowy. Ja nie wytrzymałam. Zacisnęłam powieki i wygięłam się w łuk. Opadłam a wtedy Paweł pchnął znów. I znów. Przestałam kontrolować siebie. Mój organizm działał jak mu podpowiadała intuicja. Nadchodząca rozkosz była nieunikniona. Powoli, falą wznoszącą wzbierała... Jakby tego było mało nasze oddechy się zrównały. Ruchy stały się jednością. Jakby jedno wyczuwało drugie.
- Aga. - Cichy szept. - Aga...
Otworzyłam oczy. I w tej chwili to poczułam. Gorące wnętrze wciągnęło gorącego fiuta i wyssało z niego wszystkie soki. Jęknęliśmy jednocześnie. Orgazm, którego doświadczyłam, był jednym z tych wszechogarniających. Rozlewający się aż po czubki palców. Zabierający słuch, węch, możliwość ruchu. Została tylko rozkosz....
- Aga. - Po chwili dotarł do mnie jego głos. - To było mega. Jak mi tego brakowało...
Pewnie wszyscy myślą, że po wszystkim zasnęliśmy. Nie - wtedy zaczęły się nocne rozmowy, wyjaśnienia. Z przerwami na kontynuowanie...
czwartek, 24 sierpnia 2017
S & D & RR. cd. 17.
Zwinęliśmy z firmy kogo się dało i przyjechaliśmy na osiedle domków jednorodzinnych. W jednym z nich zabarykadował się ktoś z zakładnikiem. Mundurowych było całe mnóstwo. Nas też niemało. Byli wszyscy, którzy mogli. Czekaliśmy na czarnych. Kurde-ja nie lubię tak czekać, wolę działać.
- Co wiemy? - Zapytałam Starego. Wszyscy byliśmy w kucki, za samochodem Stefana.
- Wiemy tylko tyle, że porywacz to były wojskowy. Jako zakładnika ma swoją piętnastoletnią córkę. - Tyle się dowiedział Stary podczas jazdy na miejsce.
- O co mu chodzi? - Zapytał Gniewomir. Znam go dobrze- nie lubi takich typów.
- Tłumaczył chłopakom, którzy byli tu pierwsi, że odmówili mu dodatku do renty wojskowej. Wkurzył się i wziął jako zakładnika pierwszą lepszą osobę. - Widać było, że Stary jest wkurzony na maksa. - Kurde! Musimy coś wymyślić. Prokuratorze! Kiedy przyjadą czarni - wiadomo? - Stefan zwrócił się do Gniewomira.
- Niestety musimy na nich poczekać jeszcze z piętnaście minut. Cholera! - Wszystkim nam zależało, żeby dziewczynie nic złego się nie stało.
Z porywaczem cały czas gadał nasz negocjator. Moim zdaniem był niedoświadczony. Ale , jak na razie, dawał radę go zagadywać. My w tym czasie ubieraliśmy kamizelki kuloodporne.
- Może na razie, jak negocjator go zagaduje, podejdziemy od tyłu i spróbujemy go obezwładnić? - Powiedziałam w stronę Starego. Tylko tyle potrafiłam wymyślić na szybko.
- Myślisz? To może się udać. - Po krótkim namyśle wypowiedział się Stefan. - Facet ewidentnie ma pierdolca albo depresję. Raczej jest zdesperowany. Nie wierzę, żeby można mu było pomóc instytucjonalnie.
Aż zbyt dobrze rozumieliśmy co Stefan ma na myśli. Wszyscy tkwiliśmy w systemie po uszy i dobrze wiedzieliśmy, że jednostka nic nie znaczy. Że nawet taki akt desperacji w niczym nie pomoże, nic nie da. Faceta, jak uda się go obezwładnić, zamkną w psychiatryku najwyżej. A i tak nikt mu tego dodatku nie dołoży i tyle. Szkoda tylko tego dziecka, które pewno będzie miało po tej sytuacji traumę...
- Mamy jakiś kontakt z negocjatorem? - Zapytał Paweł. Widać było, że szefowanie ma w naturze. Od razu był gotowy do działania, w jego głowie rodził się plan.
- Mamy. Negocjator ma słuchawkę. Powiedzieć mu co zamierzamy? - Zapytał Pawła Gniewomir.
- Tak. Powiedz mu co planujemy. Myślę, że i tak nie będzie mieć odwagi zastrzelić swojego dziecka. Depresja depresją ale instynkt rodzicielski jest chyba mocniejszy? - Dywagował Paweł. Wszyscy mieliśmy taką nadzieję. Wszyscy oprócz mnie. Ja niestety już tyle się naoglądałam różnych sytuacji nieprawdopodobnych, że nie miałam złudzeń. Jak wtedy, na misji, o czym oględnie opowiedziałam chłopakom, kiedy rodzice przyprowadzili swoją córkę ubraną w pas szahida, żeby nas rozwalić, i którą musiałam zdjąć jednym celnym strzałem, żeby nie mogła bomby odpalić ani ona, ani jej rodzice. To było najtrudniejsze moje zadanie... Teraz zdawałam sobie sprawę, że porywacz będzie raczej celem do zdjęcia... Nie podzieliłam się jednak z chłopakami swoimi przemyśleniami... Biłam się z myślami co zrobić... Może można coś innego wymyślić...
- Idziemy wszyscy. - Paweł rzucił okiem dookoła, przez chwilę zatrzymał go na mnie. - Wszyscy się skradamy na tył domu i próbujemy po cichu wejść. Odciągamy porywacza od zakładnika i po sprawie. Nie ma czasu czekać na czarnych, bo facet robi się co raz bardzie nerwowy. Zauważyliście, że podniósł głos? - Podziwiałam Pawła za takie podejście do sprawy. Fakt, robiło się gorąco. - Prokurator powiedziałeś negocjatorowi, ze wchodzimy? - Zapytał Gniewka Paweł.
- Tak, powiedziałem. Skinął głową, ze rozumie. Odliczę do pięciu, on wie, że po tym idziecie na tyły. - Kurde jacy my byliśmy poważni. Sprawa nie wyglądała ciekawie. W każdej chwili mogło coś pęknąć.
Jakoś instynktownie czułam, że negocjator nie da rady... Pchało mnie wewnętrznie, żeby coś zrobić... Ale co?... Myśl Aga, myśl...
Zadziałał instynkt...
Paweł dał hasło, że za chwilę ruszamy. Gniewomir odliczał.
- Pięć! - Padło z ust Gniewka.
Ruszyliśmy. To znaczy chłopaki ruszyli. W kucki na tył domu. Ja wyszłam na środek placu przed domkiem. Kątem oka zobaczyłam, że Paweł zauważył mój manewr. Zawahał się ale poszedł w przód.
Ręce miałam podniesione do góry.
- Hej! Pogadajmy! Jak wojskowy z wojskowym! - Zakrzyknęłam w stronę okna. Tam od czasu do czasu było widać porywacza z zakładnikiem, kiedy rozmawiał z negocjatorem. Pojawił się jego cień.
- Jak to? Ktoś ty? - Zakrzyknął porywacz.
- Pół roku temu wróciłam z misji pokojowej. Witam bracie! - Zakrzyknęłam ja. Miałam nadzieję, że nasze porykiwania zagłuszą próbę wejścia chłopaków. - Pogadajmy!
- Gdzie byłaś, w jakiej jednostce. - Nie ufał mi. Nawet mu się nie dziwiłam. Powiedziałam dane, które mogły być zrozumiałe tylko dla wojskowego.
- Masz broń? - Zapytał.
- Nie, nie mam! - Zakrzyknęłam. I obróciłam się dookoła swojej osi, żeby zobaczył, że nie mam nic schowanego.
Udało się! Chyba mi uwierzył, bo zaczął ze mną rozmawiać, zbliżając się do okna. Gestem odprawiłam z placu negocjatora, który już zaczynał się trząść ze stresu. Po fakcie się dowiedziałam, że był to nowo przyjęty psycholog i to były jego pierwsze negocjacje. No! To ja dziękuję za taką inicjację!
- Jak masz na imię? - Zapytałam.
- Darek. - O dziwo odpowiedział.
- Darek! Kolego! Może puścisz zakładnika. Przecież twoja sprawa już jest nagłośniona. Nie może się skończyć negatywnie. - Jak ja potrafię kłamać jak z nut, jeżeli trzeba. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic to nie załatwi. Najwyżej załatwi siebie. Na cacy. Na amen. Jednak w tej chwili najważniejsze było dla mnie życie zakładnika.
- Nie! Dopóki nie przyjdzie ty jakiś urzędas z pismem dla mnie! - Darek nie dawał się przekonać.
- Darek a po co ci urzędas? Poproś o helikopter. Poleci nisko, żaden radar go nie wykryje. Nie będzie pościgu i obławy. Wywiezie cię w okolice jakiegoś dużego miasta. Wyląduje na łące a ty się wtopisz w tłum ludzi. Przejedziesz za granicę i będziesz sobie wygodnie żyć. Taką masz alternatywę. W tym przypadku twoja córka nie będzie cię mogła widywać legalnie ale będzie miała ojca żywego. W innym przypadku pójdziesz siedzieć a twoja córka będzie cię widywać całkiem legalnie. Jednak wtedy cofną ci całość pieniędzy z wojska i córka będzie bez grosza. Wybór należy do ciebie. - Chciałam wzbudzić w nim jakieś uczucia dla dziecka, żeby nie zrobił jej krzywdy. W oczach dziewczyny było widać strach. I łzy. Ojciec trzymał ją pod brodę lewą ręką, w prawej miał pistolet i cały czas trzymał go przy jej skroni. Żal mi jej było. Kutas a nie ojciec... Utknęliśmy w martwym punkcie. Wydawało mi się, że nasza rozmowa trwa i trwa i nie ma końca. Gdzie te chłopaki? Nagle...
- Okłamałaś mnie! - Zakrzyknął w moim kierunku porywacz. Chyba dosłyszał jakiś hałas zza swoich pleców bo na chwilę się obrócił w tył. Jak spojrzał na powrót na mnie, to jego wzrok miał moc zabijania. Teraz ja też usłyszałam chłopaków.
Zobaczyłam jak w moim kierunku porywacz wyciąga rękę z pistoletem. Usłyszałam strzał i zobaczyłam wylatującą kulę. Mogłam ocenić jak celnie leci i gdzie trafi. Nie było czasu na zbyt długie myślenie. Trwało to sekundy... Za paskiem, z tyłu, pod kamizelką, miałam schowanego gnata. W ćwierć sekundy oceniłam, że jak go wyciągnę i wezmę w dwie ręce, to kula trafi mnie pod lewą pachą. Unieruchomi mnie to na kilka tygodni. Jak wyceluję prawą ręką, to wprawdzie strzał będzie mniej precyzyjny ale oberwę w kamizelkę. Najprawdopodobniej... Przez głowę przeleciała mi myśl, że może Darek dawno nie strzelał... Nie chciałam zrobić krzywdy nikomu a zdawałam sobie sprawę, że teraz Darek wyceluje w dziewczynę...
Sięgnęłam po gnata. Odruchowo stanęłam w pozycji do strzału z jednej ręki. Wymierzyłam, ustabilizowałam ciało i przede wszystkim rękę, i nacisnęłam spust... Poczułam uderzenie jego kuli. Pomyliłam się. Spojrzałam gdzie mnie trafił. Uffff... Gdyby nie kamizelka, to miałabym roztrzaskane płuco. Najprawdopodobniej kula ominęła by serce... Gdybym uniosła rękę... Oj...
Podniosłam wzrok. Zobaczyłam w oknie Pawła! Patrzył prosto we mnie. Szeroko otwartymi oczami. Stał dokładnie za porywaczem. Spojrzałam na niego. Przełknęłam ślinę. Spojrzałam na niebo. Cichy, spokojny błękit. Jakby nic się nie stało. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech... Ktoś się do mnie zbliżył. Otworzyłam oczy. Paweł. Podszedł bliżej. Objął mnie lewą ręką w pół. Pocałował w czoło.
- Kocham cię! - Powiedział. - Ale kurwa nie ryzykuj tak nigdy więcej... - Wyszeptał. Zamknął mnie w kleszczowym uścisku.
Wypuściłam gnata z ręki...
- Co z zakładnikiem. - Wyszeptałam.
- Żyje. Porywacz dostał kulkę w prawe oko. Dokładnie. Nie zdążył nikogo skrzywdzić. - Odetchnął głęboko Paweł. Z domku wrócili chłopcy.
- Sytuacja opanowana. Wszystko ok! - Usłyszeliśmy. Za naszymi plecami rozległy się oklaski...
A po odwaleniu papierkowej roboty poszliśmy, Ja z Pawłem, do łóżka............................;-) Działo się ale o tym w następnym...
- Co wiemy? - Zapytałam Starego. Wszyscy byliśmy w kucki, za samochodem Stefana.
- Wiemy tylko tyle, że porywacz to były wojskowy. Jako zakładnika ma swoją piętnastoletnią córkę. - Tyle się dowiedział Stary podczas jazdy na miejsce.
- O co mu chodzi? - Zapytał Gniewomir. Znam go dobrze- nie lubi takich typów.
- Tłumaczył chłopakom, którzy byli tu pierwsi, że odmówili mu dodatku do renty wojskowej. Wkurzył się i wziął jako zakładnika pierwszą lepszą osobę. - Widać było, że Stary jest wkurzony na maksa. - Kurde! Musimy coś wymyślić. Prokuratorze! Kiedy przyjadą czarni - wiadomo? - Stefan zwrócił się do Gniewomira.
- Niestety musimy na nich poczekać jeszcze z piętnaście minut. Cholera! - Wszystkim nam zależało, żeby dziewczynie nic złego się nie stało.
Z porywaczem cały czas gadał nasz negocjator. Moim zdaniem był niedoświadczony. Ale , jak na razie, dawał radę go zagadywać. My w tym czasie ubieraliśmy kamizelki kuloodporne.
- Może na razie, jak negocjator go zagaduje, podejdziemy od tyłu i spróbujemy go obezwładnić? - Powiedziałam w stronę Starego. Tylko tyle potrafiłam wymyślić na szybko.
- Myślisz? To może się udać. - Po krótkim namyśle wypowiedział się Stefan. - Facet ewidentnie ma pierdolca albo depresję. Raczej jest zdesperowany. Nie wierzę, żeby można mu było pomóc instytucjonalnie.
Aż zbyt dobrze rozumieliśmy co Stefan ma na myśli. Wszyscy tkwiliśmy w systemie po uszy i dobrze wiedzieliśmy, że jednostka nic nie znaczy. Że nawet taki akt desperacji w niczym nie pomoże, nic nie da. Faceta, jak uda się go obezwładnić, zamkną w psychiatryku najwyżej. A i tak nikt mu tego dodatku nie dołoży i tyle. Szkoda tylko tego dziecka, które pewno będzie miało po tej sytuacji traumę...
- Mamy jakiś kontakt z negocjatorem? - Zapytał Paweł. Widać było, że szefowanie ma w naturze. Od razu był gotowy do działania, w jego głowie rodził się plan.
- Mamy. Negocjator ma słuchawkę. Powiedzieć mu co zamierzamy? - Zapytał Pawła Gniewomir.
- Tak. Powiedz mu co planujemy. Myślę, że i tak nie będzie mieć odwagi zastrzelić swojego dziecka. Depresja depresją ale instynkt rodzicielski jest chyba mocniejszy? - Dywagował Paweł. Wszyscy mieliśmy taką nadzieję. Wszyscy oprócz mnie. Ja niestety już tyle się naoglądałam różnych sytuacji nieprawdopodobnych, że nie miałam złudzeń. Jak wtedy, na misji, o czym oględnie opowiedziałam chłopakom, kiedy rodzice przyprowadzili swoją córkę ubraną w pas szahida, żeby nas rozwalić, i którą musiałam zdjąć jednym celnym strzałem, żeby nie mogła bomby odpalić ani ona, ani jej rodzice. To było najtrudniejsze moje zadanie... Teraz zdawałam sobie sprawę, że porywacz będzie raczej celem do zdjęcia... Nie podzieliłam się jednak z chłopakami swoimi przemyśleniami... Biłam się z myślami co zrobić... Może można coś innego wymyślić...
- Idziemy wszyscy. - Paweł rzucił okiem dookoła, przez chwilę zatrzymał go na mnie. - Wszyscy się skradamy na tył domu i próbujemy po cichu wejść. Odciągamy porywacza od zakładnika i po sprawie. Nie ma czasu czekać na czarnych, bo facet robi się co raz bardzie nerwowy. Zauważyliście, że podniósł głos? - Podziwiałam Pawła za takie podejście do sprawy. Fakt, robiło się gorąco. - Prokurator powiedziałeś negocjatorowi, ze wchodzimy? - Zapytał Gniewka Paweł.
- Tak, powiedziałem. Skinął głową, ze rozumie. Odliczę do pięciu, on wie, że po tym idziecie na tyły. - Kurde jacy my byliśmy poważni. Sprawa nie wyglądała ciekawie. W każdej chwili mogło coś pęknąć.
Jakoś instynktownie czułam, że negocjator nie da rady... Pchało mnie wewnętrznie, żeby coś zrobić... Ale co?... Myśl Aga, myśl...
Zadziałał instynkt...
Paweł dał hasło, że za chwilę ruszamy. Gniewomir odliczał.
- Pięć! - Padło z ust Gniewka.
Ruszyliśmy. To znaczy chłopaki ruszyli. W kucki na tył domu. Ja wyszłam na środek placu przed domkiem. Kątem oka zobaczyłam, że Paweł zauważył mój manewr. Zawahał się ale poszedł w przód.
Ręce miałam podniesione do góry.
- Hej! Pogadajmy! Jak wojskowy z wojskowym! - Zakrzyknęłam w stronę okna. Tam od czasu do czasu było widać porywacza z zakładnikiem, kiedy rozmawiał z negocjatorem. Pojawił się jego cień.
- Jak to? Ktoś ty? - Zakrzyknął porywacz.
- Pół roku temu wróciłam z misji pokojowej. Witam bracie! - Zakrzyknęłam ja. Miałam nadzieję, że nasze porykiwania zagłuszą próbę wejścia chłopaków. - Pogadajmy!
- Gdzie byłaś, w jakiej jednostce. - Nie ufał mi. Nawet mu się nie dziwiłam. Powiedziałam dane, które mogły być zrozumiałe tylko dla wojskowego.
- Masz broń? - Zapytał.
- Nie, nie mam! - Zakrzyknęłam. I obróciłam się dookoła swojej osi, żeby zobaczył, że nie mam nic schowanego.
Udało się! Chyba mi uwierzył, bo zaczął ze mną rozmawiać, zbliżając się do okna. Gestem odprawiłam z placu negocjatora, który już zaczynał się trząść ze stresu. Po fakcie się dowiedziałam, że był to nowo przyjęty psycholog i to były jego pierwsze negocjacje. No! To ja dziękuję za taką inicjację!
- Jak masz na imię? - Zapytałam.
- Darek. - O dziwo odpowiedział.
- Darek! Kolego! Może puścisz zakładnika. Przecież twoja sprawa już jest nagłośniona. Nie może się skończyć negatywnie. - Jak ja potrafię kłamać jak z nut, jeżeli trzeba. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic to nie załatwi. Najwyżej załatwi siebie. Na cacy. Na amen. Jednak w tej chwili najważniejsze było dla mnie życie zakładnika.
- Nie! Dopóki nie przyjdzie ty jakiś urzędas z pismem dla mnie! - Darek nie dawał się przekonać.
- Darek a po co ci urzędas? Poproś o helikopter. Poleci nisko, żaden radar go nie wykryje. Nie będzie pościgu i obławy. Wywiezie cię w okolice jakiegoś dużego miasta. Wyląduje na łące a ty się wtopisz w tłum ludzi. Przejedziesz za granicę i będziesz sobie wygodnie żyć. Taką masz alternatywę. W tym przypadku twoja córka nie będzie cię mogła widywać legalnie ale będzie miała ojca żywego. W innym przypadku pójdziesz siedzieć a twoja córka będzie cię widywać całkiem legalnie. Jednak wtedy cofną ci całość pieniędzy z wojska i córka będzie bez grosza. Wybór należy do ciebie. - Chciałam wzbudzić w nim jakieś uczucia dla dziecka, żeby nie zrobił jej krzywdy. W oczach dziewczyny było widać strach. I łzy. Ojciec trzymał ją pod brodę lewą ręką, w prawej miał pistolet i cały czas trzymał go przy jej skroni. Żal mi jej było. Kutas a nie ojciec... Utknęliśmy w martwym punkcie. Wydawało mi się, że nasza rozmowa trwa i trwa i nie ma końca. Gdzie te chłopaki? Nagle...
- Okłamałaś mnie! - Zakrzyknął w moim kierunku porywacz. Chyba dosłyszał jakiś hałas zza swoich pleców bo na chwilę się obrócił w tył. Jak spojrzał na powrót na mnie, to jego wzrok miał moc zabijania. Teraz ja też usłyszałam chłopaków.
Zobaczyłam jak w moim kierunku porywacz wyciąga rękę z pistoletem. Usłyszałam strzał i zobaczyłam wylatującą kulę. Mogłam ocenić jak celnie leci i gdzie trafi. Nie było czasu na zbyt długie myślenie. Trwało to sekundy... Za paskiem, z tyłu, pod kamizelką, miałam schowanego gnata. W ćwierć sekundy oceniłam, że jak go wyciągnę i wezmę w dwie ręce, to kula trafi mnie pod lewą pachą. Unieruchomi mnie to na kilka tygodni. Jak wyceluję prawą ręką, to wprawdzie strzał będzie mniej precyzyjny ale oberwę w kamizelkę. Najprawdopodobniej... Przez głowę przeleciała mi myśl, że może Darek dawno nie strzelał... Nie chciałam zrobić krzywdy nikomu a zdawałam sobie sprawę, że teraz Darek wyceluje w dziewczynę...
Sięgnęłam po gnata. Odruchowo stanęłam w pozycji do strzału z jednej ręki. Wymierzyłam, ustabilizowałam ciało i przede wszystkim rękę, i nacisnęłam spust... Poczułam uderzenie jego kuli. Pomyliłam się. Spojrzałam gdzie mnie trafił. Uffff... Gdyby nie kamizelka, to miałabym roztrzaskane płuco. Najprawdopodobniej kula ominęła by serce... Gdybym uniosła rękę... Oj...
Podniosłam wzrok. Zobaczyłam w oknie Pawła! Patrzył prosto we mnie. Szeroko otwartymi oczami. Stał dokładnie za porywaczem. Spojrzałam na niego. Przełknęłam ślinę. Spojrzałam na niebo. Cichy, spokojny błękit. Jakby nic się nie stało. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech... Ktoś się do mnie zbliżył. Otworzyłam oczy. Paweł. Podszedł bliżej. Objął mnie lewą ręką w pół. Pocałował w czoło.
- Kocham cię! - Powiedział. - Ale kurwa nie ryzykuj tak nigdy więcej... - Wyszeptał. Zamknął mnie w kleszczowym uścisku.
Wypuściłam gnata z ręki...
- Co z zakładnikiem. - Wyszeptałam.
- Żyje. Porywacz dostał kulkę w prawe oko. Dokładnie. Nie zdążył nikogo skrzywdzić. - Odetchnął głęboko Paweł. Z domku wrócili chłopcy.
- Sytuacja opanowana. Wszystko ok! - Usłyszeliśmy. Za naszymi plecami rozległy się oklaski...
A po odwaleniu papierkowej roboty poszliśmy, Ja z Pawłem, do łóżka............................;-) Działo się ale o tym w następnym...
piątek, 28 lipca 2017
S & D & RR. cd. 16.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam w poniedziałek rano do firmy. Dzień jak co dzień, jakby weekendu nie było... Zaskoczyła mnie dziwna cisza. Chłopcy, tzn. Stary, Gniewko i Paweł unikali mnie wzrokiem. Nikt się nie odezwał na moje przywitanie. Reszty naszego zespołu jeszcze nie było. A przed moim przyjściem wyglądało to tak (jak się potem dowiedziałam):
Stary jak zwykle był w firmie pierwszy. Siadł za biurkiem i czekał aż pozostali się zlezą... Wszedł Gniewko.
- Cześć!
- Cześć.
W poniedziałek rano, gdy weekend był cichy i spokojny, nikomu nie chciało się ruszać, gadać. Po chwili.
- A gdzie reszta? - Zapytał Gniewomir.
- A na właśnie nie wiem. Już powinni być. - Niemrawo odrzekł Stary.
- Jak spędziłeś weekend? - Zagadnął Starego Gniewko. Takie tam sobie niewinne pytanko.
- W domu z żoną. Wyjątkowo nie mieliśmy żadnych gości, nikt też do nas nie przyszedł. Dlatego poszedłem zrobić test do Agi. - Rzucił Stary.
- Kurde ileż ty jeszcze będziesz jej robił te testy co? - Zapytał Gniewomir.
- Wiem, że przeginam z tym. Ale przecież to był TEN dzień... - Odpowiedział tłumacząc się Stary.
- Ten, to znaczy dzień, w którym miało być wesele? O kurwa i co? - Zainteresował się prokurator.
- No i nic. Jak zwykle czysto. Test ujemny. Ale! - Tu Stary wrzucił znaczącą pauzę. - Wchodzę ci ja do kuchni, żeby to wyrzucić i kogo ja tam widzę? - Znacząca pauza...
- No kogo? - Zaciekawił się Gniewko.
- No i ja tam widzę Pa... - Przerwał Stary. - Paweł! - Stefan przywitał wchodzącego do pokoju mojego szefa.
- Cześć wszystkim! - Niemrawo powiedział wchodzący Paweł. Odpowiedziało mu wspólne cześć! obu panów. Zapadła niezręczna cisza...
- Co jest? - Paweł spojrzał na Starego, na Gniewka. Ten usilnie wpatrywał się w Pawła. Wzrok Pawła skierował się na Stefana.
- Powiedziałeś mu? - Właściwie stwierdził Paweł. Nie był pewny reakcji Gniewka, który przecież był ze mną w związku. Ale przecież to było lata świetlne temu... Już nic nas nie łączyło...
- Paweł! Czy ty przeleciałeś Agę, żeby ją zaliczyć? To był taki jednorazowy występ? - Poważnie zapytał Gniewomir.
- To nie był pierwszy raz. - Odpowiedział mu dwugłos Stefana i Pawła. Spojrzeli na siebie.
- To nie był pierwszy raz. - Cicho powtórzył Paweł.
- Bo, kurwa, jeżeli chciałeś tylko sprawdzić jaka ona jest w łóżku, to robisz błąd. Nie chciałbym być w twojej skórze jak Aga to odkryje, bo jej zemsta będzie okrutna! - Gniewomir wiedział co gada, bo kiedyś był jeden taki dupek na komendzie i się na czymś podobnym nieprzyjemnie przejechał...
- To nie tak. Myśmy już kiedyś byli ze sobą ale... - Zaczął tłumaczyć Paweł. - Po tym pierwszym razie ja już nie potrafię być z żadną kobietą intymnie.
- A co na to twoja narzeczona? - Zapytał Gniewko. Stary tylko siedział z głową spuszczoną w dół i słuchał.
- Moja dziewczyna. - Sprostował Paweł. - Eks-dziewczyna. Wypierdoliła mnie z domu jak jej powiedziałem, że w moim życiu jest inna. - Paweł spuścił głowę. - Próbowałem się kochać i z nią, i nawet poszedłem na dziwki ale nie potrafię... Nie stoi mi... A przy Adze kurwa no! Nie mogę go utrzymać w spodniach. A z drugiej strony głupio mi przed nią, bo w robocie zachowuję się jak głupek, jak początkujący mundurowy. A ona musi ratować moje głupie dupsko... - Widać było, że wypadki w firmie leżą na sercu Pawłowi.
- Kurwa! Paweł! Tyś się zakochał, ja pierdolę! - Ucieszył się Gniewko. Stary tylko kręcił głową z niedowierzaniem na to co słyszy, cały czerwony na twarzy.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam do pokoju. Stary siedział za biurkiem, Gniewko stał naprzeciw wejścia, Paweł pod ścianą po prawej. Tylko Gniewomir spojrzał na mnie i odpowiedział na moje przywitanie.
- Co jest, chłopaki? - Ja za to od samego rana byłam w dobrym nastroju bo postanowiłam, że nic i nikt mi go nie zepsuje. Cisza... Niezręczna cisza?...
- Stefan? - Zapytałam. Cisza...
- Gniewomir poproszę cię na chwilkę. - Powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyszliśmy.
- Co jest kurwa? O co kaman? - Ten, żeby coś powiedział, to trzeba było na niego działać z zaskoczenia.
- No kurde Aga co ja mam ci powiedzieć? - Prokurator a wił się na przesłuchaniu jak najgorszy zatrzymany.
- Powiedzieli ci tak? - Domyśliłam się, że niezręczna cisza dotyczy mojego seksu z Pawłem. - Już ja go sobie pożyczę...
- Aga daj spokój. - Próbował uspokoić moją wściekłość na Pawła. - To dobry facet, najlepszy z gliniarzy, których znałem, oprócz ciebie. - Prokurator też się domyślił, gdzie tkwi źródło mojej furii. - Wychodzi na to, że się w tobie zabujał. Ale sza! Ja ci tego nie powiedziałem. - Szczęka mi opadła. Jak to zabujał? Ja myślałam, że żałuje tego co zrobić, tego co się między nami wydarzyło a ten mi tu z takim tekstem. Szczęka mi opadła i nie potrafiłam wyjąkać słowa.
- Co? - Wyszeptałam.
- No kurde na to wychodzi. Nie potrafi bez ciebie żyć, myśli tylko o tobie, to jak to nazwać? - Prokurator aż się trząsł w środku rozbawiony.
- Wydaje mi się, że się mylisz. - Warknęłam na niego. - Że on żałuje tego co się stało. Już ja sobie z nim pogadam... - Wracała moja cała złość na Pawła. Drzwi do naszego pokoju się otworzyły. Ujrzeliśmy głowę Pawła. W oddali odezwał się telefon, chyba Starego.
- Możemy pogadać Aga? - Zapytał cicho Paweł.
- To myśmy już skończyli tak? - Dla odmiany Prokurator. Już chciał się zerwać z rozmowy.
- Tak. I tak. - Odpowiedziałam obu równocześnie. Chyba nie chcę z nim rozmawiać. Chyba nie chcę usłyszeć tego, czego się spodziewam. Prokurator jeszcze nie zdążył wyjść, Paweł nie zdążył wejść a pojawił się jeszcze Stary.
- Zbierajcie się! Jest akcja! Mundurowi nas potrzebują. Ktoś się zabarykadował z zakładnikiem. Trzeba iść z pomocą. Powiedziałem, że już się zbieramy. - Jak torpedy wyrzucił z siebie słowa Stefan.
Wybiegliśmy wszyscy. Z rozmowy z Pawłem nici...
Stary jak zwykle był w firmie pierwszy. Siadł za biurkiem i czekał aż pozostali się zlezą... Wszedł Gniewko.
- Cześć!
- Cześć.
W poniedziałek rano, gdy weekend był cichy i spokojny, nikomu nie chciało się ruszać, gadać. Po chwili.
- A gdzie reszta? - Zapytał Gniewomir.
- A na właśnie nie wiem. Już powinni być. - Niemrawo odrzekł Stary.
- Jak spędziłeś weekend? - Zagadnął Starego Gniewko. Takie tam sobie niewinne pytanko.
- W domu z żoną. Wyjątkowo nie mieliśmy żadnych gości, nikt też do nas nie przyszedł. Dlatego poszedłem zrobić test do Agi. - Rzucił Stary.
- Kurde ileż ty jeszcze będziesz jej robił te testy co? - Zapytał Gniewomir.
- Wiem, że przeginam z tym. Ale przecież to był TEN dzień... - Odpowiedział tłumacząc się Stary.
- Ten, to znaczy dzień, w którym miało być wesele? O kurwa i co? - Zainteresował się prokurator.
- No i nic. Jak zwykle czysto. Test ujemny. Ale! - Tu Stary wrzucił znaczącą pauzę. - Wchodzę ci ja do kuchni, żeby to wyrzucić i kogo ja tam widzę? - Znacząca pauza...
- No kogo? - Zaciekawił się Gniewko.
- No i ja tam widzę Pa... - Przerwał Stary. - Paweł! - Stefan przywitał wchodzącego do pokoju mojego szefa.
- Cześć wszystkim! - Niemrawo powiedział wchodzący Paweł. Odpowiedziało mu wspólne cześć! obu panów. Zapadła niezręczna cisza...
- Co jest? - Paweł spojrzał na Starego, na Gniewka. Ten usilnie wpatrywał się w Pawła. Wzrok Pawła skierował się na Stefana.
- Powiedziałeś mu? - Właściwie stwierdził Paweł. Nie był pewny reakcji Gniewka, który przecież był ze mną w związku. Ale przecież to było lata świetlne temu... Już nic nas nie łączyło...
- Paweł! Czy ty przeleciałeś Agę, żeby ją zaliczyć? To był taki jednorazowy występ? - Poważnie zapytał Gniewomir.
- To nie był pierwszy raz. - Odpowiedział mu dwugłos Stefana i Pawła. Spojrzeli na siebie.
- To nie był pierwszy raz. - Cicho powtórzył Paweł.
- Bo, kurwa, jeżeli chciałeś tylko sprawdzić jaka ona jest w łóżku, to robisz błąd. Nie chciałbym być w twojej skórze jak Aga to odkryje, bo jej zemsta będzie okrutna! - Gniewomir wiedział co gada, bo kiedyś był jeden taki dupek na komendzie i się na czymś podobnym nieprzyjemnie przejechał...
- To nie tak. Myśmy już kiedyś byli ze sobą ale... - Zaczął tłumaczyć Paweł. - Po tym pierwszym razie ja już nie potrafię być z żadną kobietą intymnie.
- A co na to twoja narzeczona? - Zapytał Gniewko. Stary tylko siedział z głową spuszczoną w dół i słuchał.
- Moja dziewczyna. - Sprostował Paweł. - Eks-dziewczyna. Wypierdoliła mnie z domu jak jej powiedziałem, że w moim życiu jest inna. - Paweł spuścił głowę. - Próbowałem się kochać i z nią, i nawet poszedłem na dziwki ale nie potrafię... Nie stoi mi... A przy Adze kurwa no! Nie mogę go utrzymać w spodniach. A z drugiej strony głupio mi przed nią, bo w robocie zachowuję się jak głupek, jak początkujący mundurowy. A ona musi ratować moje głupie dupsko... - Widać było, że wypadki w firmie leżą na sercu Pawłowi.
- Kurwa! Paweł! Tyś się zakochał, ja pierdolę! - Ucieszył się Gniewko. Stary tylko kręcił głową z niedowierzaniem na to co słyszy, cały czerwony na twarzy.
- Cześć chłopaki! Co jest? - Weszłam do pokoju. Stary siedział za biurkiem, Gniewko stał naprzeciw wejścia, Paweł pod ścianą po prawej. Tylko Gniewomir spojrzał na mnie i odpowiedział na moje przywitanie.
- Co jest, chłopaki? - Ja za to od samego rana byłam w dobrym nastroju bo postanowiłam, że nic i nikt mi go nie zepsuje. Cisza... Niezręczna cisza?...
- Stefan? - Zapytałam. Cisza...
- Gniewomir poproszę cię na chwilkę. - Powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyszliśmy.
- Co jest kurwa? O co kaman? - Ten, żeby coś powiedział, to trzeba było na niego działać z zaskoczenia.
- No kurde Aga co ja mam ci powiedzieć? - Prokurator a wił się na przesłuchaniu jak najgorszy zatrzymany.
- Powiedzieli ci tak? - Domyśliłam się, że niezręczna cisza dotyczy mojego seksu z Pawłem. - Już ja go sobie pożyczę...
- Aga daj spokój. - Próbował uspokoić moją wściekłość na Pawła. - To dobry facet, najlepszy z gliniarzy, których znałem, oprócz ciebie. - Prokurator też się domyślił, gdzie tkwi źródło mojej furii. - Wychodzi na to, że się w tobie zabujał. Ale sza! Ja ci tego nie powiedziałem. - Szczęka mi opadła. Jak to zabujał? Ja myślałam, że żałuje tego co zrobić, tego co się między nami wydarzyło a ten mi tu z takim tekstem. Szczęka mi opadła i nie potrafiłam wyjąkać słowa.
- Co? - Wyszeptałam.
- No kurde na to wychodzi. Nie potrafi bez ciebie żyć, myśli tylko o tobie, to jak to nazwać? - Prokurator aż się trząsł w środku rozbawiony.
- Wydaje mi się, że się mylisz. - Warknęłam na niego. - Że on żałuje tego co się stało. Już ja sobie z nim pogadam... - Wracała moja cała złość na Pawła. Drzwi do naszego pokoju się otworzyły. Ujrzeliśmy głowę Pawła. W oddali odezwał się telefon, chyba Starego.
- Możemy pogadać Aga? - Zapytał cicho Paweł.
- To myśmy już skończyli tak? - Dla odmiany Prokurator. Już chciał się zerwać z rozmowy.
- Tak. I tak. - Odpowiedziałam obu równocześnie. Chyba nie chcę z nim rozmawiać. Chyba nie chcę usłyszeć tego, czego się spodziewam. Prokurator jeszcze nie zdążył wyjść, Paweł nie zdążył wejść a pojawił się jeszcze Stary.
- Zbierajcie się! Jest akcja! Mundurowi nas potrzebują. Ktoś się zabarykadował z zakładnikiem. Trzeba iść z pomocą. Powiedziałem, że już się zbieramy. - Jak torpedy wyrzucił z siebie słowa Stefan.
Wybiegliśmy wszyscy. Z rozmowy z Pawłem nici...
Subskrybuj:
Posty (Atom)