Jak wiecie, już nie raz przytrafił mi się seks bez miłości. Szybki, jeden numerek. Ale z Pawłem to było co innego. Z Pawłem, moim kurde no szefem, który mnie nie cierpiał, to było klasyczne kochanie się...
Nawet nie wiem jak to możliwe...
Po wyjściu z pracy skręciliśmy w prawo i w prawo. Faktycznie, mieszkałam po sąsiedzku. Dlatego prosiłam Starego, żeby pomógł mi się dostać do roboty właśnie tutaj. Nie wiedziałam natomiast, że będę miała szefa, który nie będzie mnie znosić. Dlaczego?
Jednakże na tę chwilę trzymałam go za rękę i prowadziłam do swojego mieszkania. Myślałam, że się bzykniemy i będzie po wszystkim... Bardzo, bardzo chciało mi się seksu. Chyba nakręciło mnie jego podniecenie, które można było wyczuć a może to ja byłam wyposzczona na tyle, że wzięłam pierwszego chętnego? Chociaż nie... Coś zaiskrzyło podczas tego incydentu w szatni...
Weszliśmy do mieszkania. Nikt się na nikogo nie rzucił od razu po wejściu. Zdjęliśmy okrycia wierzchnie. Stanęłam i spojrzałam na Pawła. On tez spojrzał na mnie i wykonał pierwszy ruch. Podszedł do mnie, złapał w pasie, przyciągnął do siebie i odgarnął moje włosy z czoła. Delikatnie przeciągnął palcem po moich ustach. Odruchowo je oblizałam. Wzięłam głęboki oddech i się zaczęło...
Usta Pawła zbliżyły się do moich. Pocałował mnie. Milczeliśmy zupełnie chyba po to, żeby nie spłoszyć nastroju. Oddałam pocałunek. Splotły się nasze usta i języki. Oddechy stały się jednością. Nasze ręce błądziły wzajemnie po naszych ciałach szukając najlepszych miejsc. Powoli przechodziliśmy w stronę łóżka. Banalne ale jednak łóżko jest najwygodniejsze do kochania się. Nie odrywając ust od siebie weszliśmy na nie. Ja usiadłam, Paweł klęknął mając mnie między swoimi nogami. Pochylił się do przodu i wtedy ja zostałam zmuszona przez jego pocałunki do położenia się. Rozpiął moje spodnie. Ściągnął je o tyle, że odkrył mój wzgórek. Na moim podbrzuszu złożył ciepły, mokry pocałunek. Nie byłam w stanie zareagować odmową. Moje podniecenie rosło z minuty na minutę. Paweł wstał z kolan. Ściągnął swój sweter i rozpiął swoje dżinsy. Jednak jeszcze ich nie rozebrał. Ja leżałam bezwolnie, niecierpliwie czekając na ciąg dalszy. Wyraźnie inicjatywa w tym dniu należała do niego. Nachylił się nade mną i ściągnął moje spodnie aż do kostek. Teraz byłam w stanie pozbyć się ich do końca. Paweł powrócił do całowania mojego podbrzusza. Z każdym jego pocałunkiem przelewały się przeze mnie fale rozkoszy. Nadciągającej i nieuchronnej. Tak długo wyczekiwanej. Pocałunki zaczął Paweł składać na moim podbrzuszu i cały czas posuwał się z nimi w górę. Jednocześnie rozpinał te guziki mojej koszuli, które miałam czas zapiąć w pracy. Powoli zaczynałam być co raz bardziej naga. Moja skóra płonęła pożądaniem. Powoli zatracałam się w dawno nieodczuwanej rozkoszy. Był w tym dobry, ten mój szef, daję słowo... Poczułam w pewnej chwili na swoim łonie jego przyrodzenie. Twarde i gorące. Chętne. Rozłożyłam nogi. Tak. Bezwstydnie rozłożyłam nogi przed swoim szefem. Jeszcze nigdy nie byłam tak wyposzczona jak teraz. Mój oddech był urywany, szybki. Paweł spojrzał mi w oczy. Jego ręce połączyły się z moimi nad moją głową. Był wyższy ode mnie. Jego przyrodzenie nadal chętne czekało u wejścia do mojej cipki. Usta natomiast miętosiły moje usta. Potem kark, szyję. Prawa ręka Pawła powędrowała na moją pierś a usta objęły sutek drugiej i zaczęły ssać. Fala rozkoszy za falą! Jęczałam z podniecenia. Objęłam go nogami i próbowałam przyciągnąć jego biodra do siebie, żeby wreszcie we mnie wszedł. Chciałam go wreszcie poczuć w środku. Spojrzał na mnie ponowie. Jego oddech był równie urywany jak mój. Poczułam jak wkłada do mojej cipki swoje palce. Moje ciepłe, mokre wnętrze od razu się na nich zacisnęło, chętne na więcej. Zamknęłam oczy. Pomyślałam, że to tortury, to czekanie i że nie dam rady więcej czekać... Paweł wyciągnął palce z mojej cipki. Ociekały sokami. Powąchał je, skosztował i dał też mnie do skosztowania. Jesu jaka byłam gotowa! i wtedy poczułam ja we mnie wchodzi. Powoli ale do końca. Po same jaja. Długi, gorący, twardy. Moja cipka zadziałała jak automat. Biodra wysunęły się do przodu, żeby pochłonąć go całego. Całe moje chętne i głodne ciało dopasowywało swój rytm do pchnięć Pawła. Gra wstępna była na tyle długa, że nie trzeba było czekać a moja spełnienie było bliskie... Pchnięcia Pawła były mocne, zdecydowane. Czułam, ze jego mocny penis wypełnia całą moją cipkę. A ona pochłania go i wypuszcza, za każdym razem wsysając go głębiej do środka. i głębiej. Pchnięcia były co raz mocniejsze, szybsze. Nasze oddechy stały się jednością. Usta rozchylone co jakiś czas się spotykały na szybki pocałunek. szybkimi pocałunkami były także obdarowywane moje piersi, które podskakiwały w równy rytm posunięć Pawła. Nasze palce pozostawały splecione. Paweł trzymał mnie mocno a ja go nie wypuszczałam spomiędzy swoich ud. Chciałam szybciej, mocniej, głębiej. Niespodziewanie krzyknęłam. Równocześnie przeszyła mnie wszechogarniająca fala tak nieziemskiej rozkoszy. Swój początek miała w moim ciepłym, mokrym wnętrzu, w całości wypełnionym męskością Pawła a kończyła się na czubkach placów. Rozpływające się po całym ciele fale rozkoszy. Powracające. I jeszcze, i jeszcze.Tak! Ten stan lubię! Orgazm całościowy, ogarniający całe ciało. Oddech urywany. Paweł ledwo dyszący. Jego jęk orgazmu! Jesu jakie to było przyjemne dla moich uszu! Było mi tak dobrze, że nie potrafiłam ruszyć ręką i nogą. Moja cipka pulsowała jeszcze długo po tym jak jego penis z niej wyszedł. Choć potrwało to długo. Paweł się spuścił a jego męskość jeszcze długo utrzymywała napięcie i stan wzwodu. Długo nie wychodził z mojej cipki. Leżeliśmy spleceni, zanurzeni w sobie jeszcze parę chwil po wspólnym spełnieniu. Aż nasze oddechy zwolniły, wyrównały się. Wypuściłam go spomiędzy moich ud. Paweł osunął się na łóżko. Pocałował mnie we włosy, wtulił się we mnie, przykrył nas kołdrą i zasnęliśmy... Jak długoletni kochankowie...
To nie był seks, tylko seks. To było kochanie się. I dawanie sobie wspólnie przyjemności. Weszliśmy w to wspólnym rytmem. I we wspólnym rytmie skończyliśmy. Niezwykłe dopasowanie... Jak rzadko... I dlatego tak mi właściwie smutno, ponieważ było to jednorazowe. Dopiero teraz, gdy stoję pod prysznicem, to do mnie dotarło. Przecież on mnie nie cierpi, sama nie wiem dlaczego. Warczy jak do mnie mówi, stara się mnie nie zauważać, nie rozmawiać do mnie. Było to jednorazowe przeżycie, które nie wiadomo skąd się wzięło...
Zakręciłam kran, wyszłam spod prysznica. Najcięższa próba - spojrzeć sobie prosto w oczy w wypadku popełnienia jakiejś głupoty. tak jak wtedy, kiedy musiałam spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: tak, Aga, jesteś ćpunem i nic tego nie zmieni; musisz z tym piętnem żyć do końca. Powiedzenie sobie prawdy prosto w oczy: to co się zdarzyło było jednorazowe. I, jak rzadko, w moim oku ukazała się łza. A jego pewno już nie ma w moim mieszkaniu. I pewno żałuje...
Wyszłam. Paweł stał pośrodku pokoju. Jak wyrzut sumienia.
- Mogę też skorzystać z prysznica? - Zapytał. Nadal potrafił patrzeć mi prosto w oczy.
- Możesz. Oczywiście. Ręczniki są w szafce. - Odpowiedziałam. I poszłam do kuchni, żeby czymś zająć ręce i głowę.
Nastawienie czajnika, żeby zgrzać wodę na herbatę nie zajmuje jednak tak dużo czasu. Poszłam do pokoju, włączyłam telewizor, żeby pęd i natłok myśli jakoś zagłuszyć.
Drzwi łazienki się otworzyły. Jak boga kocham czegoś tak pięknego jeszcze chyba nie widziałam... Jak stałam, tak usiadłam i szczęka opadła mi chyba na kolana... Tak właściwie podczas tego całego kochania się z Pawłem nawet nie zauważyłam, jak doskonale jest zbudowany. umięśniony ale tak bardzo proporcjonalnie. Mocne mięśnie doskonale się rysowały. Kaloryfer a jakże! Wypisz wymaluj Dawid Michała Anioła stał przede mną! Zatchnęło mnie z zachwytu. Z trudem przełknęłam ślinę, bo zaschło mi w gardle. Doskonałość stała w drzwiach mojej łazienki, owinięta tylko w ręcznik...
- Aga, musimy pogadać. - Zacieśniając ręcznik na swoich biodrach odezwał się do mnie Paweł. Spojrzał. W tym spojrzeniu, przez milisekundy, wyczułam strach, zatroskanie, zakłopotanie, niesmak, niezdecydowanie -kurde sama jeszcze nie wiem co tam było!
- Tak, masz rację, musimy pogadać. - Odpowiedziałam. Choć wcale nie miałam na to ochoty.
- Cześć Aga! - Rozległ się głos Starego z przedpokoju. Nawet nie usłyszałam jak się drzwi otworzyły.
- Cześć! No co tam? - Zapytałam, choć wiedziałam po co przychodzi.
- Cześć Paweł... - Stary stanął jak wryty. No fakt - nikt by się tu Pawła nie spodziewał, zwłaszcza ubranego w tylko w ręcznik kąpielowy wokół bioder.
- Teścik. - Odpowiedział Stary półgębkiem.
- Już idę! - Odpowiedziałam podciągając koszulkę pod piersi, żeby zauważył, że niczego nie ukrywam, taki mieliśmy zwyczaj...
Paweł przeszedł do pokoju, pewno po swoje ciuchy.
- Co on tu robi? - Zapytał mnie Stary. - Przecież się nie lubicie.
- No nie lubimy. - Odpowiedziałam. Nie chciałam mu tego tłumaczyć, bo niby jak? - Robimy ten teścik? - Warknęłam na Starego i weszłam z nim do łazienki. Kątem oka zauważyłam, że Paweł stoi jak wryty i wpatrując się w nas usiłuje zrozumieć całą sytuację...
Czy zrozumiał i co dalej, to cdn...
Blog o miłości namiętność seksie kochaniu przyciąganiu pożądaniu pragnieniu bliskości.
niedziela, 23 kwietnia 2017
czwartek, 20 kwietnia 2017
S & D & RR. cd. 2.
To był instynkt.
Chyba bardziej go wyczułam, niż usłyszałam. Moje działanie było instynktowne...
- Ja pierdolę! - Paweł zbladł.
Ocknęłam się. Zobaczyłam, że mam gnata wycelowanego prosto między jego oczy. Wzięłam głęboki oddech i odłożyłam broń.
Paweł. Mój super, super, super przystojny szef. A ja o mało co bym go rozwaliła!
Przebierałam się w szatni po dość ciężkim dniu. Oczywiście było już po godzinach. Od kiedy wróciłam do firmy mam chyba tyle samo wzlotów co upadków. Zaczęło się niefortunnie od zatrzymania Ryżego Wieśka, co o mały włos skończyło się dla mnie dramatycznie... Potem było i w górę, i w dół...
Przebierałam się. Zdążyłam wciągnąć spodnie i włożyć rękę w jeden rękaw koszuli, gdy wyczułam instynktownie, że ktoś się do mnie zbliża. Wyciągnięcie gnata i wycelowanie we wrogi łeb było chwilą, działaniem instynktownym, poza rozumem. Sekundą. Dopiero, gdy zobaczyłam w kogo celuję, otrzeźwiałam.
- Ja pierdolę! - Wyrwało się z ust Pawła, mojego szefa, który mnie nie znosił, to mało powiedziane.
- Kurwa skradasz się za plecami jak... Nie słyszałam, że ktoś tu wchodzi! - Warknęłam na niego. Naprawdę się wystraszyłam, że go rozwalę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie wiedziałem, że ktoś jeszcze jest. - Usprawiedliwiał się Paweł.
Mam wyjątkowego niefarta do tego faceta, pomyślałam. Chciałam dokończyć ubieranie. Ubrałam drugi rękaw koszuli, gdy nagle Paweł się do mnie zbliżył.
- Jesu! Skąd to masz?! - Paweł spojrzał na mój, jeszcze odkryty, brzuch. Nie zdążyłam zapiąć guzików koszuli. Poczułam dotknięcie. JEGO dotknięcie. Delikatne. Ciepłe. Dotykał całej mojej wielkiej blizny, która ciągnęła się skosem przez cały brzuch. Przypomniało mi się jak mi brakuje dotyku mężczyzny. Jakie to przyjemne uczucie. W dale brzucha poczułam mrowienie. Wzięłam głęboki oddech... Z moich ust wydobył się syk.
- Boli? - Zapytał Paweł i spojrzał prosto w moje oczy. Jaki on jest przystojny, ja pitolę! Ciemne, głębokie spojrzenie, Ciemne blond włosy, lekko falowane. Mocno zarysowana szczęka. Stanowczość i uczciwość w całej twarzy. Reszty mogę się tylko domyślać. W sweterku w serek, który miał ubrany, lekko rysowała się mocna, sprężysta sylwetka.
- Nie... - Jęknęłam słabym głosem. Zawsze wydawało mi się, że jestem twarda. Wystarczyło pół roku bez faceta i na jeden jego dotyk miękną mi kolana... I robi się ciepło i mokro... Czułam, że się rumienię...
- Na pewno? - Paweł podszedł bliżej. Poczułam na włosach jego oddech a na brodzie jego dłoń. Podniósł moją twarz do góry. Spojrzał głęboko w oczy.
- Nie, nie boli. Już nie. - Odpowiedziałam cicho.
Staliśmy tak blisko, że prawie czułam, jak bije mu serce. Moje waliło jak oszalałe. Zrobiło mi się sucho, więc oblizałam usta. Paweł przeniósł swoją dłoń z mojej brody, na kark. Wziął głęboki oddech, przyciągnął mnie do siebie i pocałował! Ale jak! Usta miał miękkie, delikatne, ciepłe, lekko wilgotne. Pocałunek był długi, namiętny, mocny. Drugą jego dłoń poczułam na plecach. Przyciągnął mnie całą do siebie. Jego palce wplotły się w moje włosy. Poczułam, że mięknę... Chciałam, żeby ta chwila trwała i trwała... Na moim podbrzuszu poczułam jego wypukłość. Podniecił się jak nic. Ja zresztą też. Oderwaliśmy się od siebie... Pozwoliło to na wzięcie kilku oddechów. Ale nasze przyciąganie wzajemne było silniejsze. Paweł przyparł mnie do szafki tak, że wyraźnie czułam jak jest wielki i mocny, jak mocno mu pulsuje męskość w spodniach! Przez głowę przeleciała mi jedna myśl-zaryzykuję! Tak bardzo potrzeba mi seksu z kulturalnym facetem, że to zrobię.
Oderwałam się od niego i sięgnęłam po kurtkę.
- Chodź! - Pociągnęłam go za sobą. - Mieszkam tu za rogiem.
Poszedł za mną w milczeniu...
Obudziłam się. Spojrzałam przez ramię.
- Kurwa! - Wyszeptałam.
Wstałam z łóżka i znalazłam koszulę i spodnie, żeby móc się w coś ubrać.
- Ja pitolę! Z szefem! Niemożliwe!
Weszłam do łazienki pod prysznic.
- Jesu jak ja mu teraz spojrzę w oczy! Kochałam się z własnym szefem, który na dodatek mnie nie cierpi, we własnym łóżku... Ja pitolę!- Odkręciłam kran. Pozwoliłam, żeby krople prysznica spłukały łzy wściekłości na samą siebie...
Mówiłam, że mam niefarta do tego faceta.
Ale gdy tak myłam swoje ciało, to przypominało mi się gdzie i jak mnie ON dotykał... Oj pamiętam! Trudno będzie zapomnieć ten wieczór...
Ale o tym kiedy indziej...
Chyba bardziej go wyczułam, niż usłyszałam. Moje działanie było instynktowne...
- Ja pierdolę! - Paweł zbladł.
Ocknęłam się. Zobaczyłam, że mam gnata wycelowanego prosto między jego oczy. Wzięłam głęboki oddech i odłożyłam broń.
Paweł. Mój super, super, super przystojny szef. A ja o mało co bym go rozwaliła!
Przebierałam się w szatni po dość ciężkim dniu. Oczywiście było już po godzinach. Od kiedy wróciłam do firmy mam chyba tyle samo wzlotów co upadków. Zaczęło się niefortunnie od zatrzymania Ryżego Wieśka, co o mały włos skończyło się dla mnie dramatycznie... Potem było i w górę, i w dół...
Przebierałam się. Zdążyłam wciągnąć spodnie i włożyć rękę w jeden rękaw koszuli, gdy wyczułam instynktownie, że ktoś się do mnie zbliża. Wyciągnięcie gnata i wycelowanie we wrogi łeb było chwilą, działaniem instynktownym, poza rozumem. Sekundą. Dopiero, gdy zobaczyłam w kogo celuję, otrzeźwiałam.
- Ja pierdolę! - Wyrwało się z ust Pawła, mojego szefa, który mnie nie znosił, to mało powiedziane.
- Kurwa skradasz się za plecami jak... Nie słyszałam, że ktoś tu wchodzi! - Warknęłam na niego. Naprawdę się wystraszyłam, że go rozwalę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie wiedziałem, że ktoś jeszcze jest. - Usprawiedliwiał się Paweł.
Mam wyjątkowego niefarta do tego faceta, pomyślałam. Chciałam dokończyć ubieranie. Ubrałam drugi rękaw koszuli, gdy nagle Paweł się do mnie zbliżył.
- Jesu! Skąd to masz?! - Paweł spojrzał na mój, jeszcze odkryty, brzuch. Nie zdążyłam zapiąć guzików koszuli. Poczułam dotknięcie. JEGO dotknięcie. Delikatne. Ciepłe. Dotykał całej mojej wielkiej blizny, która ciągnęła się skosem przez cały brzuch. Przypomniało mi się jak mi brakuje dotyku mężczyzny. Jakie to przyjemne uczucie. W dale brzucha poczułam mrowienie. Wzięłam głęboki oddech... Z moich ust wydobył się syk.
- Boli? - Zapytał Paweł i spojrzał prosto w moje oczy. Jaki on jest przystojny, ja pitolę! Ciemne, głębokie spojrzenie, Ciemne blond włosy, lekko falowane. Mocno zarysowana szczęka. Stanowczość i uczciwość w całej twarzy. Reszty mogę się tylko domyślać. W sweterku w serek, który miał ubrany, lekko rysowała się mocna, sprężysta sylwetka.
- Nie... - Jęknęłam słabym głosem. Zawsze wydawało mi się, że jestem twarda. Wystarczyło pół roku bez faceta i na jeden jego dotyk miękną mi kolana... I robi się ciepło i mokro... Czułam, że się rumienię...
- Na pewno? - Paweł podszedł bliżej. Poczułam na włosach jego oddech a na brodzie jego dłoń. Podniósł moją twarz do góry. Spojrzał głęboko w oczy.
- Nie, nie boli. Już nie. - Odpowiedziałam cicho.
Staliśmy tak blisko, że prawie czułam, jak bije mu serce. Moje waliło jak oszalałe. Zrobiło mi się sucho, więc oblizałam usta. Paweł przeniósł swoją dłoń z mojej brody, na kark. Wziął głęboki oddech, przyciągnął mnie do siebie i pocałował! Ale jak! Usta miał miękkie, delikatne, ciepłe, lekko wilgotne. Pocałunek był długi, namiętny, mocny. Drugą jego dłoń poczułam na plecach. Przyciągnął mnie całą do siebie. Jego palce wplotły się w moje włosy. Poczułam, że mięknę... Chciałam, żeby ta chwila trwała i trwała... Na moim podbrzuszu poczułam jego wypukłość. Podniecił się jak nic. Ja zresztą też. Oderwaliśmy się od siebie... Pozwoliło to na wzięcie kilku oddechów. Ale nasze przyciąganie wzajemne było silniejsze. Paweł przyparł mnie do szafki tak, że wyraźnie czułam jak jest wielki i mocny, jak mocno mu pulsuje męskość w spodniach! Przez głowę przeleciała mi jedna myśl-zaryzykuję! Tak bardzo potrzeba mi seksu z kulturalnym facetem, że to zrobię.
Oderwałam się od niego i sięgnęłam po kurtkę.
- Chodź! - Pociągnęłam go za sobą. - Mieszkam tu za rogiem.
Poszedł za mną w milczeniu...
Obudziłam się. Spojrzałam przez ramię.
- Kurwa! - Wyszeptałam.
Wstałam z łóżka i znalazłam koszulę i spodnie, żeby móc się w coś ubrać.
- Ja pitolę! Z szefem! Niemożliwe!
Weszłam do łazienki pod prysznic.
- Jesu jak ja mu teraz spojrzę w oczy! Kochałam się z własnym szefem, który na dodatek mnie nie cierpi, we własnym łóżku... Ja pitolę!- Odkręciłam kran. Pozwoliłam, żeby krople prysznica spłukały łzy wściekłości na samą siebie...
Mówiłam, że mam niefarta do tego faceta.
Ale gdy tak myłam swoje ciało, to przypominało mi się gdzie i jak mnie ON dotykał... Oj pamiętam! Trudno będzie zapomnieć ten wieczór...
Ale o tym kiedy indziej...
niedziela, 12 marca 2017
S & D & RR. cd. 1.
Ryży Wiesiek ścisnął gumką moje przedramię. Wsysnął do strzykawki narkotyk i szykował się, żeby mi go podać.
Kurde Stefan gdzie są twoi chłopcy. Mam przerąbane, jak wezmę działkę... Wiem, sama wzięłam na siebie to ryzyko. Gdyby Stary wiedział, jak chcę to rozegrać, nigdy by mi nie pozwolił... Co robić...
Poczułam ukłucie. Igła przecięła skórę. Wbiła się w żyłę. Zaraz Ryży Wiesiek wpuści mi to świństwo do środka i sama nie wiem co będzie... Mój koniec? Poczułam falę spokoju, rozkoszy... Jak mi dobrze...
POLICJA! Na podłogę! Ręce na głowę!
Kto tak krzyczy? To rzeczywiste czy mi się śni?
Ujrzałam pełno czarnych postaci. Ktoś we mnie celował. Ktoś drugi powalił mnie na podłogę, kopnął w nogi. Nie mogłam ruszyć rękoma...
- Szefie, to jeden z naszych. - Usłyszałam jak zza ściany. - Kilka czarnych postaci spojrzało w moją stronę? Chyba mam zwidy?
- Pierdolisz? Kto? Ona? - Usłyszałam czyjś warkot.
- Tak, ona! To laska Starego. Na pewno! Niedawno wróciła do firmy. - Czarny ktoś coś gadał. O kim?
Odlatuję......... Jestem na Krecie. Tak, na tej wyspie. Słoneczko świeci... Cieplutko... Miło ale jakoś twardo... Chyba to okres wakacyjny, bo słyszę dużo polskiej gadki... Podchodzi do mnie jakiś miły Grek. Gada po polsku!
- Trzeźwieje. Wyłaź! Idziemy! - Dlaczego on tak krzyczy! Na mnie krzyczy ale dlaczego? Przecież ja tylko leżę grzecznie i się opalam w słoneczku... Tylko leżak jakiś taki twardy... I kraty na plaży?! Kraty?! Skąd kraty?! Grek gdzieś mnie prowadzi. Plaża przekształciła się w korytarz. Drzwi...
- Siadaj! Jesteś zatrzymana za zażywanie narkotyków. - Ktoś w tej Grecji do mnie gada po polsku ale ja nie rozumiem czego ode mnie chce. Jakie zażywanie?! Chcę przetrzeć oczy, bo pieką mnie od tego greckiego słońca ale nie mogą nimi ruszyć...
- Rozkuj ją Paweł. - Znajoma twarz w tej Grecji. Nareszcie!
- Za boga chińskiego! Nie, Stary! Jest zatrzymana na gorącym uczynku a tego się nie wybacza w tej firmie dopóki ja tu jestem! - O co kaman???!!! Jesu jak mi łeb pęka!!! Zaraz mi z niego wyskoczy smok!!!
Kurde Stefan gdzie są twoi chłopcy. Mam przerąbane, jak wezmę działkę... Wiem, sama wzięłam na siebie to ryzyko. Gdyby Stary wiedział, jak chcę to rozegrać, nigdy by mi nie pozwolił... Co robić...
Poczułam ukłucie. Igła przecięła skórę. Wbiła się w żyłę. Zaraz Ryży Wiesiek wpuści mi to świństwo do środka i sama nie wiem co będzie... Mój koniec? Poczułam falę spokoju, rozkoszy... Jak mi dobrze...
POLICJA! Na podłogę! Ręce na głowę!
Kto tak krzyczy? To rzeczywiste czy mi się śni?
Ujrzałam pełno czarnych postaci. Ktoś we mnie celował. Ktoś drugi powalił mnie na podłogę, kopnął w nogi. Nie mogłam ruszyć rękoma...
- Szefie, to jeden z naszych. - Usłyszałam jak zza ściany. - Kilka czarnych postaci spojrzało w moją stronę? Chyba mam zwidy?
- Pierdolisz? Kto? Ona? - Usłyszałam czyjś warkot.
- Tak, ona! To laska Starego. Na pewno! Niedawno wróciła do firmy. - Czarny ktoś coś gadał. O kim?
Odlatuję......... Jestem na Krecie. Tak, na tej wyspie. Słoneczko świeci... Cieplutko... Miło ale jakoś twardo... Chyba to okres wakacyjny, bo słyszę dużo polskiej gadki... Podchodzi do mnie jakiś miły Grek. Gada po polsku!
- Trzeźwieje. Wyłaź! Idziemy! - Dlaczego on tak krzyczy! Na mnie krzyczy ale dlaczego? Przecież ja tylko leżę grzecznie i się opalam w słoneczku... Tylko leżak jakiś taki twardy... I kraty na plaży?! Kraty?! Skąd kraty?! Grek gdzieś mnie prowadzi. Plaża przekształciła się w korytarz. Drzwi...
- Siadaj! Jesteś zatrzymana za zażywanie narkotyków. - Ktoś w tej Grecji do mnie gada po polsku ale ja nie rozumiem czego ode mnie chce. Jakie zażywanie?! Chcę przetrzeć oczy, bo pieką mnie od tego greckiego słońca ale nie mogą nimi ruszyć...
- Rozkuj ją Paweł. - Znajoma twarz w tej Grecji. Nareszcie!
- Za boga chińskiego! Nie, Stary! Jest zatrzymana na gorącym uczynku a tego się nie wybacza w tej firmie dopóki ja tu jestem! - O co kaman???!!! Jesu jak mi łeb pęka!!! Zaraz mi z niego wyskoczy smok!!!
To był tylko sex.12.
Był przyjemny, ciepły, spokojny. Pewny. Jak ja mu chciałam uwierzyć w te słowa!...
Bałam się spojrzeć mu w oczy. Dlaczego? Sama nie wiem... Może dlatego, że bardzo mi na nim zależało? Zakochałam się? Eeeeee to chyba niemożliwe - tak wtedy myślałam...
Mocno mnie trzymał. Bardzo mocno. Nasze ciała były tak bardzo jednością, że poczułam... No wiecie co... ;-) Poczułam, jak Jerzy się podnieca, jak jego penis staje gotowy do działania. Jesu jak ja za nim tęsknię...
- Niecierpliwy i stęskniony. Jak ja... - Odezwał się Jerzy West. Westchnął ale w jego westchnięciu poczułam uśmiech. - Dobra, koniec niedomówień. Trzeba to wreszcie...
- Nie kończ. Wiem. To koniec z nami. - Z trudem połykałam łzy, żeby mówiąc to się nie rozpłakać.
- Aga ty wariacie. - Próbował się roześmiać Jurek. Puścił mnie i się odsunął.
Wzięłam głęboki oddech, sięgnęłam po kawę i się odwróciłam do niego. Pomyślałam - Aga musisz być dzielna! Cokolwiek się stanie. Rozstania zawsze są trudne, chociaż to nawet nie był związek... Przełknęłam ponownie cisnące się łzy...
Spojrzałam ale na wysokości moich oczy nie było Jerzego!
Co on robi - przeleciało mi przez myśl...
Klęczy... Dlaczego?! Zobaczyłam w jego wyciągniętej ręce pudełeczko. Czyżby to były...?!!!???
- Agnieszko! (Jesu jak mu trudno było jeszcze mówić...) Zaprosiłem się do moich rodziców, żeby tam poprosić cię o rękę i oficjalnie przedstawić swojej rodzinie jako swoją narzeczoną, jeżeli byś się zgodziła. - Zobaczyłam w jego oczach jakby obawę, miłość, zawstydzenie.
Zatkało mnie. Dosłownie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jesu nie spodziewałam się... Raczej myślałam, że się żegnamy z sobą... - Przez moją głowę przelatywało tryliony tysięcy myśli. Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo chcę czegoś stałego. Związku. Bycia razem na dobre i na złe. A jednocześnie tego właśnie się obawiam. Miłości. Dbania o drugą osobę. Liczenia się z jego zdaniem. Kompromisów. A z drugiej strony chcę miłości. Tych całych motylków w brzuchu...
TAK! Właśnie sobie uświadomiłam, że to właśnie cały czas czuję przy Jerzym... Motylki... Kocham go!? Od kiedy? Zależy mi na nim... Kurde noga...
- Jak mogłaś nie rozpoznać, ze mi na tobie zależy i że cię kocham?! - Jerzy się zaśmiał...
- Po prostu chyba jeszcze nigdy nie poznałam tego uczucia... - Wypaliłam ot tak, po prostu.
- Wyjdziesz za mnie Agnieszko? - Spoważniał Jerzy.
- Tak, bo cię kocham!
Była to pierwsza nasza wspólna noc, kiedy tylko spaliśmy, bardzo mocno przytuleni... ZERO SEXU! Mówię wam! Serio! Za to potem, jak już Jerzy się wyleczył, się działo!!! Ale to chyba opowieść na inny rozdział ;-) :-P
Po jakimś roku okazało się:
- Małgorzata rozstała się ze swoim mężem. Powodem tego było to, o czym się szeptało w kuluarach firmy - dziecko nie było Adama! Mówię wam co to był za szok dla całej rodziny! Ojcem okazał się młody, przystojny ochroniarz z firmy Jerzego Westa. Coś dużo miał nadgodzin ;-)
- Małgorzata i ojciec dziecka zwolnili się z firmy. Założyli własną, produkują i sprowadzają dziecięce zabawki. Małgorzata pierwszy raz wygląda na szczęśliwą. I zakochaną!
- Adam nie ma szczęścia do kobiet albo chce odreagować nieudane małżeństwo i rzuca się w tzw. wir nowych związków. Z coraz młodszymi partnerkami... Szkoda chłopaka ale może kiedyś dojrzeje...
- My z Jerzym jesteśmy nadal głęboko zakochani! Rozpoczęły się między nami rozmowy o powiększeniu rodziny... Jego rodzice są kochani...
Może kiedyś cd. nastąpi... ;-) Dziękuję, że byliście ze mną w tych chwilach!
Bałam się spojrzeć mu w oczy. Dlaczego? Sama nie wiem... Może dlatego, że bardzo mi na nim zależało? Zakochałam się? Eeeeee to chyba niemożliwe - tak wtedy myślałam...
Mocno mnie trzymał. Bardzo mocno. Nasze ciała były tak bardzo jednością, że poczułam... No wiecie co... ;-) Poczułam, jak Jerzy się podnieca, jak jego penis staje gotowy do działania. Jesu jak ja za nim tęsknię...
- Niecierpliwy i stęskniony. Jak ja... - Odezwał się Jerzy West. Westchnął ale w jego westchnięciu poczułam uśmiech. - Dobra, koniec niedomówień. Trzeba to wreszcie...
- Nie kończ. Wiem. To koniec z nami. - Z trudem połykałam łzy, żeby mówiąc to się nie rozpłakać.
- Aga ty wariacie. - Próbował się roześmiać Jurek. Puścił mnie i się odsunął.
Wzięłam głęboki oddech, sięgnęłam po kawę i się odwróciłam do niego. Pomyślałam - Aga musisz być dzielna! Cokolwiek się stanie. Rozstania zawsze są trudne, chociaż to nawet nie był związek... Przełknęłam ponownie cisnące się łzy...
Spojrzałam ale na wysokości moich oczy nie było Jerzego!
Co on robi - przeleciało mi przez myśl...
Klęczy... Dlaczego?! Zobaczyłam w jego wyciągniętej ręce pudełeczko. Czyżby to były...?!!!???
- Agnieszko! (Jesu jak mu trudno było jeszcze mówić...) Zaprosiłem się do moich rodziców, żeby tam poprosić cię o rękę i oficjalnie przedstawić swojej rodzinie jako swoją narzeczoną, jeżeli byś się zgodziła. - Zobaczyłam w jego oczach jakby obawę, miłość, zawstydzenie.
Zatkało mnie. Dosłownie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jesu nie spodziewałam się... Raczej myślałam, że się żegnamy z sobą... - Przez moją głowę przelatywało tryliony tysięcy myśli. Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo chcę czegoś stałego. Związku. Bycia razem na dobre i na złe. A jednocześnie tego właśnie się obawiam. Miłości. Dbania o drugą osobę. Liczenia się z jego zdaniem. Kompromisów. A z drugiej strony chcę miłości. Tych całych motylków w brzuchu...
TAK! Właśnie sobie uświadomiłam, że to właśnie cały czas czuję przy Jerzym... Motylki... Kocham go!? Od kiedy? Zależy mi na nim... Kurde noga...
- Jak mogłaś nie rozpoznać, ze mi na tobie zależy i że cię kocham?! - Jerzy się zaśmiał...
- Po prostu chyba jeszcze nigdy nie poznałam tego uczucia... - Wypaliłam ot tak, po prostu.
- Wyjdziesz za mnie Agnieszko? - Spoważniał Jerzy.
- Tak, bo cię kocham!
Była to pierwsza nasza wspólna noc, kiedy tylko spaliśmy, bardzo mocno przytuleni... ZERO SEXU! Mówię wam! Serio! Za to potem, jak już Jerzy się wyleczył, się działo!!! Ale to chyba opowieść na inny rozdział ;-) :-P
Po jakimś roku okazało się:
- Małgorzata rozstała się ze swoim mężem. Powodem tego było to, o czym się szeptało w kuluarach firmy - dziecko nie było Adama! Mówię wam co to był za szok dla całej rodziny! Ojcem okazał się młody, przystojny ochroniarz z firmy Jerzego Westa. Coś dużo miał nadgodzin ;-)
- Małgorzata i ojciec dziecka zwolnili się z firmy. Założyli własną, produkują i sprowadzają dziecięce zabawki. Małgorzata pierwszy raz wygląda na szczęśliwą. I zakochaną!
- Adam nie ma szczęścia do kobiet albo chce odreagować nieudane małżeństwo i rzuca się w tzw. wir nowych związków. Z coraz młodszymi partnerkami... Szkoda chłopaka ale może kiedyś dojrzeje...
- My z Jerzym jesteśmy nadal głęboko zakochani! Rozpoczęły się między nami rozmowy o powiększeniu rodziny... Jego rodzice są kochani...
Może kiedyś cd. nastąpi... ;-) Dziękuję, że byliście ze mną w tych chwilach!
niedziela, 20 listopada 2016
To był tylko sex.11.
Wreszcie przyszedł sms: "Mam trudnosci z mówieniem. Juz jade. Opowiem wszystko po przyjezdzie. Czekaj".
Powiedziałam mamie Jurka, ze on już jedzie, żeby się nie martwiła. Kobieta, żeby zająć czymś swoją zmartwioną głowę, cały czas sprzątała po imprezie. Nie dała sobie pomóc. Widać wyraźnie było, że się strasznie martwi o swojego męża. Ja próbowałam przez ten czas pomyśleć. Na razie jestem tutaj, bo obiecałam się zająć jego mamą. Ale to chyba nie był dobry pomysł. Powinnam sobie pójść...
Światła. Trzaśnięcie drzwi. Przyjechał Jerzy. Obie, z jego mamą, wyszłyśmy przed dom, żeby wszystkiego się dowiedzieć już, natychmiast. Mama Jerzego jakby niczego nie zauważyła. Mnie natomiast jego widok zamroził.Oczu, tych jego pięknych oczu, prawie nie było widać. Pod oczami sine podkowy. Z nosa wystawały dziwne tampony. Opatrunek. Warga rozcięta, na niej szwy. Wszystko opuchnięte, zakrwawione. Już wiem co znaczyło "mam trudnosci z mówieniem".
Mama Jerzego przytuliła się do niego i wprowadziła go do domu. Usiedli na kanapie w salonie.
- Gdzie ojciec? - Zapytała mama.
- Musiał zostać w szpitalu. - Tłumaczę niewyraźne słowa Jerzego na zrozumiały tekst. - Lekarze powiedzieli, że rana jest dość mocno zabrudzona węglem drzewnym, więc ojciec musi na wszelki wypadek zostać w szpitalu. Jest na oddziale, podają mu leki, antybiotyki i takie tam. - Powiedzenie tych paru zdań zajęło Jerzemu bardzo dużo czasu. A miny jakie przy tym robił, żeby było wyraźnie i żeby go nie bolało...
- W szpitalu? No przecież on nie wziął ze sobą nawet piżamki... - Martwiła się mama Jerzego.
- Mamo oni mu tam wszystko dali. Ty masz teraz wziąć tę tabletkę, to na uspokojenie, a jutro do niego możesz pojechać. - Jurek był bardzo łagodny dla mamy ale stanowczy. - Aga poda ci wodę i zażyjesz lekarstwo teraz.
- Dobrze, synku.
Podałam wodę a Jurek odprowadził mamę do sypialni, żeby odpoczęła. Wyszedł i zwrócił się do mnie.
- Aga jestem padnięty ale chciałbym z tobą porozmawiać. Poczekaj. Ja wezmę prysznic, przebiorę się i pogadamy. Poczekaj, proszę. - Spojrzał a raczej chciał spojrzeć mi głęboko w oczy. Wyglądał tak fatalnie...
- Uhmmm. - Pokiwałam głową.
Jerzy poszedł do łazienki a ja a jednej sekundzie podjęłam decyzję. Wracam do domu! Uciekam od wyjaśnień, od trudnych słów. Bo jeszcze wpadnie mi do głowy, żeby wziąć winę za ten wypadek na siebie... Zależy mi na nim, dzisiaj poznałam jakim jest prywatnie fajnym facetem ale po tym, jak tamten złamał mu nos, to chyba nie będzie chciał mnie znać. I słusznie. Przepadło. Wychodzę.
Wyszłam bez pożegnania, w łazience jeszcze szumiał prysznic. Wezwałam taksówkę. Pojechałam prosto do domu i po krótkiej wizycie w toalecie poszłam od razu do łóżka. Sama. Zasnęłam kamiennym snem w jednej sekundzie.
Coś mnie obudziło. Dzwonek do drzwi? Śniło mi się? Nie! Dźwięk się powtórzył. Poszłam i spojrzałam przez wizjer. No kto? No Jurek. Jerzy West stał za drzwiami. Otworzyłam. Wpuściłam go. Wszedł.
- Trochę czasu zajęło mi przekonanie ochroniarza, ze to ja i że muszę wejść do firmy a potem poszukanie twojego adresu z CV. Ale muszę to z tobą wyjaśnić, bo i tak nie zasnę a nie lubię niejasnych sytuacji. - Wypalił od razu po wejściu. Prawie jeszcze w drzwiach.
- Dobra. Miejmy to już za sobą. - Wiedziałam co powie. Że mnie nienawidzi za to co robiłam. Że nie chce mnie znać. Że ma do mnie żal, że przeze mnie złamano mu nos. Że nie chce mnie widzieć...
-Tylko zrobię kawę, bo muszę się obudzić. Dość sporo wypiłam i śpiąca jestem.Wejdź.
Jerzy rozbierał się w przedpokoju a ja poszłam zrobić tę cholerną kawę. Czekałam aż ekspres się zgrzeje. Jerzy wszedł do kuchni. Podszedł do mnie w kuchni i się przytulił! Drgnęłam zaskoczona.
- Au...- Usłyszałam cichy jęk.
- Przepraszam! - Powiedziałam. Niechcący uraziłam go w bolący nos, jak się do mnie przytulał.
- Aga już nigdy tak mnie nie opuszczaj. Wyszłaś bez pożegnania. Szukałem się po całym domu, ogrodzie. - Jerzy cały czas mnie mocno przytulał.
- Myślałam, że nie chcesz mnie już widzieć i wolałam się ulotnić z twojego życia. Poza tym zmęczyły mnie wypadki dzisiejszego dnia. Nie chciałam, żeby ktoś zwalał na mnie winy za te wypadki... - Odpowiedziałam cicho. Z trudem powstrzymywałam łzy.
- Aga kurwa co ty pieprzysz. - Zaklął Jerzy. - Jak to nie chciałbym cię widzieć. Mam złamany nos, bo się biłem o ciebie, bo mi na tobie zależy. Zakochałem się w tobie a ty ciągle mi uciekasz...
Dźwięk robiącej się kawy wyrwał mnie jak ze mgły. Jerzy nadal trzymał mnie mocno w swoich ramionach a ja nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Jurek no co ty. Mylisz pożądanie z miłością. - Powiedziałam to chyba po to, żeby się upewnić w jego intencjach.
- Aga ja jestem dużym chłopcem. Już nie myli mi się pożądanie do kobiety z uczuciem, że chcę z nią być do końca życia. A z tobą chcę... - Jego głos, pomimo złamanego nosa, nadal mnie rozpalał. Był przyjemny, ciepły, spokojny. Pewny. Jak ja mu chciałam uwierzyć w te słowa!...
Powiedziałam mamie Jurka, ze on już jedzie, żeby się nie martwiła. Kobieta, żeby zająć czymś swoją zmartwioną głowę, cały czas sprzątała po imprezie. Nie dała sobie pomóc. Widać wyraźnie było, że się strasznie martwi o swojego męża. Ja próbowałam przez ten czas pomyśleć. Na razie jestem tutaj, bo obiecałam się zająć jego mamą. Ale to chyba nie był dobry pomysł. Powinnam sobie pójść...
Światła. Trzaśnięcie drzwi. Przyjechał Jerzy. Obie, z jego mamą, wyszłyśmy przed dom, żeby wszystkiego się dowiedzieć już, natychmiast. Mama Jerzego jakby niczego nie zauważyła. Mnie natomiast jego widok zamroził.Oczu, tych jego pięknych oczu, prawie nie było widać. Pod oczami sine podkowy. Z nosa wystawały dziwne tampony. Opatrunek. Warga rozcięta, na niej szwy. Wszystko opuchnięte, zakrwawione. Już wiem co znaczyło "mam trudnosci z mówieniem".
Mama Jerzego przytuliła się do niego i wprowadziła go do domu. Usiedli na kanapie w salonie.
- Gdzie ojciec? - Zapytała mama.
- Musiał zostać w szpitalu. - Tłumaczę niewyraźne słowa Jerzego na zrozumiały tekst. - Lekarze powiedzieli, że rana jest dość mocno zabrudzona węglem drzewnym, więc ojciec musi na wszelki wypadek zostać w szpitalu. Jest na oddziale, podają mu leki, antybiotyki i takie tam. - Powiedzenie tych paru zdań zajęło Jerzemu bardzo dużo czasu. A miny jakie przy tym robił, żeby było wyraźnie i żeby go nie bolało...
- W szpitalu? No przecież on nie wziął ze sobą nawet piżamki... - Martwiła się mama Jerzego.
- Mamo oni mu tam wszystko dali. Ty masz teraz wziąć tę tabletkę, to na uspokojenie, a jutro do niego możesz pojechać. - Jurek był bardzo łagodny dla mamy ale stanowczy. - Aga poda ci wodę i zażyjesz lekarstwo teraz.
- Dobrze, synku.
Podałam wodę a Jurek odprowadził mamę do sypialni, żeby odpoczęła. Wyszedł i zwrócił się do mnie.
- Aga jestem padnięty ale chciałbym z tobą porozmawiać. Poczekaj. Ja wezmę prysznic, przebiorę się i pogadamy. Poczekaj, proszę. - Spojrzał a raczej chciał spojrzeć mi głęboko w oczy. Wyglądał tak fatalnie...
- Uhmmm. - Pokiwałam głową.
Jerzy poszedł do łazienki a ja a jednej sekundzie podjęłam decyzję. Wracam do domu! Uciekam od wyjaśnień, od trudnych słów. Bo jeszcze wpadnie mi do głowy, żeby wziąć winę za ten wypadek na siebie... Zależy mi na nim, dzisiaj poznałam jakim jest prywatnie fajnym facetem ale po tym, jak tamten złamał mu nos, to chyba nie będzie chciał mnie znać. I słusznie. Przepadło. Wychodzę.
Wyszłam bez pożegnania, w łazience jeszcze szumiał prysznic. Wezwałam taksówkę. Pojechałam prosto do domu i po krótkiej wizycie w toalecie poszłam od razu do łóżka. Sama. Zasnęłam kamiennym snem w jednej sekundzie.
Coś mnie obudziło. Dzwonek do drzwi? Śniło mi się? Nie! Dźwięk się powtórzył. Poszłam i spojrzałam przez wizjer. No kto? No Jurek. Jerzy West stał za drzwiami. Otworzyłam. Wpuściłam go. Wszedł.
- Trochę czasu zajęło mi przekonanie ochroniarza, ze to ja i że muszę wejść do firmy a potem poszukanie twojego adresu z CV. Ale muszę to z tobą wyjaśnić, bo i tak nie zasnę a nie lubię niejasnych sytuacji. - Wypalił od razu po wejściu. Prawie jeszcze w drzwiach.
- Dobra. Miejmy to już za sobą. - Wiedziałam co powie. Że mnie nienawidzi za to co robiłam. Że nie chce mnie znać. Że ma do mnie żal, że przeze mnie złamano mu nos. Że nie chce mnie widzieć...
-Tylko zrobię kawę, bo muszę się obudzić. Dość sporo wypiłam i śpiąca jestem.Wejdź.
Jerzy rozbierał się w przedpokoju a ja poszłam zrobić tę cholerną kawę. Czekałam aż ekspres się zgrzeje. Jerzy wszedł do kuchni. Podszedł do mnie w kuchni i się przytulił! Drgnęłam zaskoczona.
- Au...- Usłyszałam cichy jęk.
- Przepraszam! - Powiedziałam. Niechcący uraziłam go w bolący nos, jak się do mnie przytulał.
- Aga już nigdy tak mnie nie opuszczaj. Wyszłaś bez pożegnania. Szukałem się po całym domu, ogrodzie. - Jerzy cały czas mnie mocno przytulał.
- Myślałam, że nie chcesz mnie już widzieć i wolałam się ulotnić z twojego życia. Poza tym zmęczyły mnie wypadki dzisiejszego dnia. Nie chciałam, żeby ktoś zwalał na mnie winy za te wypadki... - Odpowiedziałam cicho. Z trudem powstrzymywałam łzy.
- Aga kurwa co ty pieprzysz. - Zaklął Jerzy. - Jak to nie chciałbym cię widzieć. Mam złamany nos, bo się biłem o ciebie, bo mi na tobie zależy. Zakochałem się w tobie a ty ciągle mi uciekasz...
Dźwięk robiącej się kawy wyrwał mnie jak ze mgły. Jerzy nadal trzymał mnie mocno w swoich ramionach a ja nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Jurek no co ty. Mylisz pożądanie z miłością. - Powiedziałam to chyba po to, żeby się upewnić w jego intencjach.
- Aga ja jestem dużym chłopcem. Już nie myli mi się pożądanie do kobiety z uczuciem, że chcę z nią być do końca życia. A z tobą chcę... - Jego głos, pomimo złamanego nosa, nadal mnie rozpalał. Był przyjemny, ciepły, spokojny. Pewny. Jak ja mu chciałam uwierzyć w te słowa!...
środa, 16 listopada 2016
To był tylko sex.10.
Oczywiście, że poszłam z nim na tę imprezę.
Umówiliśmy się na sobotę na 17:30. Jerzy West przyjechał po mnie. Jako, że impreza miała formę grilla, to też nasze stroje były eleganckie ale na luzie. Jurek ubrał dżinsy, koszulę i sweter w serek w kolorze,który tak pięknie podkreślał jego oczy... Ja ubrałam się w sukienkę ale do tego dobrałam wygodne buty. Nie był to strój wyzywający ani sexy. Chciałam być elegancka ale nie dawać żadnych fałszywych sygnałów, żadnego kuszenia itp itd.
Po jakiejś pół godzinie przyjechaliśmy na miejsce. Rozmowa w trakcie drogi była o niczym. W zasadzie o firmie Jerzego i o tym, co pokręciła Małgorzata i jak to naprawić, bo Jurek cały czas siedział w papierach i sprawdzał jej "doskonałe" posunięcia.
Zobaczyłam osiedle domków jednorodzinnych, dość "starych". Jako, że nie było tam zbyt wiele miejsca, żeby zaparkować, zostawiliśmy samochód trochę dalej i podeszliśmy do furtki. Jerzy przepuścił mnie przodem. Na przywitanie wyszła do nas jakaś starsza pani.
- Witaj synku! - Powiedziała na nasz widok.
Zamroziło mnie. Synku? Czyżby to była...
- Witaj mamcia! - Odrzekł w odpowiedzi Jerzy. - Poznaj moją przyjaciółkę - to Agnieszka.
- Witam córcia! - Starsza pani przywitała się ze mną nad wyraz serdecznie. Uściskała mnie i ucałowała w policzek! O co kaman?
- Dzień dobry, miło mi. - Próbowałam się uśmiechnąć. Spojrzałam spod boku na Jerzego - unikał mojego wzroku. Coś jest na rzeczy.
Weszliśmy do ogrodu. Piękny, choć nieduży. W jednym rogu faktycznie dymił grill. Pięknie pachniało kiełbaskami i mięskiem. Oj jaka byłam już głodna. Przyszłam tu z nastawieniem że będzie dobre jedzonko i nie zjadłam obiadu.
- Dzień dobry wszystkim! - Krzyknął Jerzy. - Dzień dobry! - Zawtórowałam mu. - Dzień dobry odpowiedział chór gości. Rozejrzałam się i stanęłam jak wryta! Małgorzata!!! No to już chyba jestem w domu - spotkanie było rodzinne a miała być impreza ze znajomymi. Ona jest jego kuzynką i stąd jej obecność. Ciekawe czy on też jest? Coś mi się robi tu za gęsto... Postaram się jej unikać.
Impreza trwała. Jedzonko było pyszne... Rozmawiałam, śmiałam się, piłam. Trochę tańczyłam nie tylko z Jerzym. Okazało się, że to jest któraś rocznica ślubu jego rodziców. Nawet było dość fajnie, choć czułam się wkręcona w rodzinne spotkanie, co nie do końca mi pasowało.
- Odbijany! - Usłyszałam. Odwróciłam się do mojego nowego partnera. On. Nadal przystojny, elegancki. Pachnący, lekko już wypity, dlatego chyba odważny. Miłe wspomnienie. Nic poza tym.
- Co słychać? - Zapytałam, chcąc być grzeczną.
- Spodziewamy się z Małgorzatą dziecka. - Adam wydawał się szczęśliwy. Fakt, starali się o to dziecko od dawna. Małgorzata była zła o nasze stosunki, że psuje mu się sperma i za mało jej zostaje, żeby ją zapłodnić. Takie tam brednie...
- Super! Gratuluję! - Uśmiechnęłam się do mojego towarzysza.
- Uważaj na niego. - Powiedział Adam.
- Na kogo? - Zapytałam.
- Na Jurka. - Odpowiedział Adam. - On podrywa, porzuca. Jeszcze nigdy nie był z laską na stałe dłużej niż trzy miesiące. - Usłyszałam. Ha! A kto mnie zapraszał na imprezę, ze niby znajomi uważają go za geja, bo nigdy go nie widzieli w towarzystwie kobiety? Jerzy oszukał mnie któryś raz z kolei. Muszę się z tego wymiksować. Kątem oka, tańcząc, zauważyłam wpatrzone we mnie te jego przepiękne oczy, rozchylone usta...
- Ale nas z Jerzy nic nie łączy. Po prostu zaprosił mnie na grilla jako towarzystwo. Zresztą i tak zaraz wychodzę. - Nie wiem dlaczego ale zaczęłam się tłumaczyć.
- Ja widzę jak on na ciebie patrzy. Cały czas kontroluje gdzie jesteś, z kim rozmawiasz, co robisz. Uważaj, bo cię rozkocha i porzuci i będziesz płakać. - Już sama nie wiem czy te słowa Adama były szczere, czy były pijackim bełkotem, czy jeszcze czym innym. A może miał trochę racji?
- Spoko! Jestem dorosłą dziewczynką i nie dam sobie zrobić krzywdy! - Zaśmiałam się i zakręciłam w tańcu.
- Ale żeby nie było - ostrzegam cię, bo cię lubię. - Taniec się zakończył.Adam pocałował moją dłoń i poszedł. Musiałam odetchnąć, więc poszłam usiąść na ławkę z kieliszkiem szampana.
- Odczep się wreszcie od mojego męża. - Usłyszałam.
Nawet nie musiałam patrzeć kto to mówi. Małgorzata.
- Przestań kobieto. Tylko rozmawialiśmy. Twój mąż jest w tobie zakochany po uszy. Zawsze był. Przyszedł się pochwalić, że spodziewacie się upragnionego dziecka. Gratuluję! - Starałam się nie podnosić głosu. Żeby nie drżał. Jak ta kobieta na mnie działa! Wkur...za mnie do granic już sama jej obecność!
- Ostrzegam! Nie zbliżaj się do niego na metr! - Zasyczała i odeszła.
Mam dość. Mam dość tej sytuacji, oszustw Jerzego, dzisiejszego dnia. Już nie mam siły na takie zawirowania.
- Hej moja piękna! - Jerzy się do mnie dosiadł. Nie miałam siły odpowiedzieć ani spojrzeć na niego.
- Hej... Zbieram się do domu Jerzy. - Powiedziałam. Tak trzeba. Wziąć to w swoje ręce.
- Hej! Nie rób mi tego. Przecież impreza jeszcze się nie kończy. - Jurek zaczął prosić.
- Zmęczona jestem całym tygodniem. - Nie chciałam mu opowiadać mu o prawdziwych powodach, bo pewnie zacząłby się tłumaczyć ze swojego kłamstwa.
- Spójrz na mnie. - Ciepło, spokojnie i prosząco powiedział Jerzy.
Nie odwróciłam głowy w jego kierunku. Pod moimi powiekami zaczęły się zbierać łzy. Rozpaczy, bezsilności, żalu.
- Obiecuję, że od tej chwili już zawsze będę z tobą szczery! - Jerzy powiedziawszy te słowa wstał, choć z lekka chwiejnym krokiem. Odszedł. Spojrzałam za nim gdzie idzie. Kurde! On idzie wprost do Adama. Ja pitolę! Żeby tylko nie było z tego grubszej afery!
Jak przebiegała rozmowa dowiedziałam się później.
- Coś ty jej powiedział? - Zapytał Jerzy Adama dość ostro.
- A co! Samą prawdę! Że się bawisz swoimi dziewczynami a potem je porzucasz! Ostrzegłem ją, bo to dobra dziewczyna.- Wybełkotał Adam. - Zresztą ja wcale nie wierzę, że to były na serio twoje dziewczyny. Chodzą plotki, że jesteś gejem! - Zaczepnie rzucił te słowa w twarz Jerzemu Adam. Obaj spojrzeli sobie w oczy.
- Tak?! Pies ogrodnika. Sam nie może, to i drugiemu nie da!- Zareagował Jerzy. - Już wiem kto rozsiewa po rodzinie te plotki. Lepiej uważaj, bo powiem ci jakie na twój temat chodzą ploty. - Warknął Jerzy.
- Tak? A jakie. - Obaj chłopcy ledwo trzymali się na nogach.
- A takie, że dzieciak nie jest twój. Że twoje żona poszła po rozum do głowy i puknęła się z jakimś gościem, który jest w stanie dać jej dzieciaka. - Jerzy wyrzucił te słowa z prędkością karabinu.
Pięść Adama wylądowała centralnie na nosie Jerzego. Ten zgiął się w pół z bólu. Adam ponownie zaatakował. Chwycił Jerzego i powalił na ziemię. Tarzając się próbowali się bić. Jak małe dzieci.
- Chłopcy przestańcie! - To mama Jerzego. Nie pomogło.
- Au! - Z oddali doszedł syk i jęk. To ojciec Jerzego, który biegnąc chyba, żeby ich rozdzielić, wpadł na gorącego grilla i oparzył rękę.
- Przestańcie! - Krzyknęłam. - Ojciec się oparzył, trzeba mu pomóc.
Opamiętali się. Wstali z ziemi. Adam cały brudny, Jerzy zakrwawiony - z nosa nadal leciała mu krew.
- Wszystko znów przez ciebie! - Usłyszałam w lewym uchu syk. Znów Małgorzata.
Poszliśmy do kuchni - ja, Jerzy i jego rodzice. Rękę ojca wsadziłam pod zimną wodę. Chyba jako jedyna nie straciłam głowy. Jurkowi dałam zimny ręcznik, żeby się powycierał i zrobił okład. Matka usiadła na stołku w kuchni i załamała ręce.
- Trzeba zadzwonić po taksówkę i na pogotowie. Taksówką szybciej go tam zawieziemy, bo ty Jurek nie możesz, piłeś. Pojedziesz z ojcem, przy okazji i ciebie obejrzą czy nos nie jest złamany. A na pogotowie zadzwonimy żeby wiedzieć, gdzie zawieźć ojca.
Wszyscy się poddali mojemu zarządzeniu. Jerzy z ojcem pojechali.
- Weź telefon i daj nam znać co i jak. - Powiedziałam jeszcze Jurkowi jak odjeżdżali.
Mama Jerzego i ja wróciłyśmy na imprezę i czekałyśmy na telefon. Przyjęcie trwało jeszcze z półtorej godziny i goście zaczęli się wykruszać, wyjeżdżając do domów. Oczywiście pierwsza, bez pożegnania, wyszła Małgorzata, zabierając swojego pijanego męża do taksówki.
- Zostań dziecko u nas na noc. Proszę. Będzie mi raźniej. - Powiedziała mama Jerzego.
Sama nie wiem czy to dobry pomysł... Jak się rozwinie ciąg dalszy?...
Umówiliśmy się na sobotę na 17:30. Jerzy West przyjechał po mnie. Jako, że impreza miała formę grilla, to też nasze stroje były eleganckie ale na luzie. Jurek ubrał dżinsy, koszulę i sweter w serek w kolorze,który tak pięknie podkreślał jego oczy... Ja ubrałam się w sukienkę ale do tego dobrałam wygodne buty. Nie był to strój wyzywający ani sexy. Chciałam być elegancka ale nie dawać żadnych fałszywych sygnałów, żadnego kuszenia itp itd.
Po jakiejś pół godzinie przyjechaliśmy na miejsce. Rozmowa w trakcie drogi była o niczym. W zasadzie o firmie Jerzego i o tym, co pokręciła Małgorzata i jak to naprawić, bo Jurek cały czas siedział w papierach i sprawdzał jej "doskonałe" posunięcia.
Zobaczyłam osiedle domków jednorodzinnych, dość "starych". Jako, że nie było tam zbyt wiele miejsca, żeby zaparkować, zostawiliśmy samochód trochę dalej i podeszliśmy do furtki. Jerzy przepuścił mnie przodem. Na przywitanie wyszła do nas jakaś starsza pani.
- Witaj synku! - Powiedziała na nasz widok.
Zamroziło mnie. Synku? Czyżby to była...
- Witaj mamcia! - Odrzekł w odpowiedzi Jerzy. - Poznaj moją przyjaciółkę - to Agnieszka.
- Witam córcia! - Starsza pani przywitała się ze mną nad wyraz serdecznie. Uściskała mnie i ucałowała w policzek! O co kaman?
- Dzień dobry, miło mi. - Próbowałam się uśmiechnąć. Spojrzałam spod boku na Jerzego - unikał mojego wzroku. Coś jest na rzeczy.
Weszliśmy do ogrodu. Piękny, choć nieduży. W jednym rogu faktycznie dymił grill. Pięknie pachniało kiełbaskami i mięskiem. Oj jaka byłam już głodna. Przyszłam tu z nastawieniem że będzie dobre jedzonko i nie zjadłam obiadu.
- Dzień dobry wszystkim! - Krzyknął Jerzy. - Dzień dobry! - Zawtórowałam mu. - Dzień dobry odpowiedział chór gości. Rozejrzałam się i stanęłam jak wryta! Małgorzata!!! No to już chyba jestem w domu - spotkanie było rodzinne a miała być impreza ze znajomymi. Ona jest jego kuzynką i stąd jej obecność. Ciekawe czy on też jest? Coś mi się robi tu za gęsto... Postaram się jej unikać.
Impreza trwała. Jedzonko było pyszne... Rozmawiałam, śmiałam się, piłam. Trochę tańczyłam nie tylko z Jerzym. Okazało się, że to jest któraś rocznica ślubu jego rodziców. Nawet było dość fajnie, choć czułam się wkręcona w rodzinne spotkanie, co nie do końca mi pasowało.
- Odbijany! - Usłyszałam. Odwróciłam się do mojego nowego partnera. On. Nadal przystojny, elegancki. Pachnący, lekko już wypity, dlatego chyba odważny. Miłe wspomnienie. Nic poza tym.
- Co słychać? - Zapytałam, chcąc być grzeczną.
- Spodziewamy się z Małgorzatą dziecka. - Adam wydawał się szczęśliwy. Fakt, starali się o to dziecko od dawna. Małgorzata była zła o nasze stosunki, że psuje mu się sperma i za mało jej zostaje, żeby ją zapłodnić. Takie tam brednie...
- Super! Gratuluję! - Uśmiechnęłam się do mojego towarzysza.
- Uważaj na niego. - Powiedział Adam.
- Na kogo? - Zapytałam.
- Na Jurka. - Odpowiedział Adam. - On podrywa, porzuca. Jeszcze nigdy nie był z laską na stałe dłużej niż trzy miesiące. - Usłyszałam. Ha! A kto mnie zapraszał na imprezę, ze niby znajomi uważają go za geja, bo nigdy go nie widzieli w towarzystwie kobiety? Jerzy oszukał mnie któryś raz z kolei. Muszę się z tego wymiksować. Kątem oka, tańcząc, zauważyłam wpatrzone we mnie te jego przepiękne oczy, rozchylone usta...
- Ale nas z Jerzy nic nie łączy. Po prostu zaprosił mnie na grilla jako towarzystwo. Zresztą i tak zaraz wychodzę. - Nie wiem dlaczego ale zaczęłam się tłumaczyć.
- Ja widzę jak on na ciebie patrzy. Cały czas kontroluje gdzie jesteś, z kim rozmawiasz, co robisz. Uważaj, bo cię rozkocha i porzuci i będziesz płakać. - Już sama nie wiem czy te słowa Adama były szczere, czy były pijackim bełkotem, czy jeszcze czym innym. A może miał trochę racji?
- Spoko! Jestem dorosłą dziewczynką i nie dam sobie zrobić krzywdy! - Zaśmiałam się i zakręciłam w tańcu.
- Ale żeby nie było - ostrzegam cię, bo cię lubię. - Taniec się zakończył.Adam pocałował moją dłoń i poszedł. Musiałam odetchnąć, więc poszłam usiąść na ławkę z kieliszkiem szampana.
- Odczep się wreszcie od mojego męża. - Usłyszałam.
Nawet nie musiałam patrzeć kto to mówi. Małgorzata.
- Przestań kobieto. Tylko rozmawialiśmy. Twój mąż jest w tobie zakochany po uszy. Zawsze był. Przyszedł się pochwalić, że spodziewacie się upragnionego dziecka. Gratuluję! - Starałam się nie podnosić głosu. Żeby nie drżał. Jak ta kobieta na mnie działa! Wkur...za mnie do granic już sama jej obecność!
- Ostrzegam! Nie zbliżaj się do niego na metr! - Zasyczała i odeszła.
Mam dość. Mam dość tej sytuacji, oszustw Jerzego, dzisiejszego dnia. Już nie mam siły na takie zawirowania.
- Hej moja piękna! - Jerzy się do mnie dosiadł. Nie miałam siły odpowiedzieć ani spojrzeć na niego.
- Hej... Zbieram się do domu Jerzy. - Powiedziałam. Tak trzeba. Wziąć to w swoje ręce.
- Hej! Nie rób mi tego. Przecież impreza jeszcze się nie kończy. - Jurek zaczął prosić.
- Zmęczona jestem całym tygodniem. - Nie chciałam mu opowiadać mu o prawdziwych powodach, bo pewnie zacząłby się tłumaczyć ze swojego kłamstwa.
- Spójrz na mnie. - Ciepło, spokojnie i prosząco powiedział Jerzy.
Nie odwróciłam głowy w jego kierunku. Pod moimi powiekami zaczęły się zbierać łzy. Rozpaczy, bezsilności, żalu.
- Obiecuję, że od tej chwili już zawsze będę z tobą szczery! - Jerzy powiedziawszy te słowa wstał, choć z lekka chwiejnym krokiem. Odszedł. Spojrzałam za nim gdzie idzie. Kurde! On idzie wprost do Adama. Ja pitolę! Żeby tylko nie było z tego grubszej afery!
Jak przebiegała rozmowa dowiedziałam się później.
- Coś ty jej powiedział? - Zapytał Jerzy Adama dość ostro.
- A co! Samą prawdę! Że się bawisz swoimi dziewczynami a potem je porzucasz! Ostrzegłem ją, bo to dobra dziewczyna.- Wybełkotał Adam. - Zresztą ja wcale nie wierzę, że to były na serio twoje dziewczyny. Chodzą plotki, że jesteś gejem! - Zaczepnie rzucił te słowa w twarz Jerzemu Adam. Obaj spojrzeli sobie w oczy.
- Tak?! Pies ogrodnika. Sam nie może, to i drugiemu nie da!- Zareagował Jerzy. - Już wiem kto rozsiewa po rodzinie te plotki. Lepiej uważaj, bo powiem ci jakie na twój temat chodzą ploty. - Warknął Jerzy.
- Tak? A jakie. - Obaj chłopcy ledwo trzymali się na nogach.
- A takie, że dzieciak nie jest twój. Że twoje żona poszła po rozum do głowy i puknęła się z jakimś gościem, który jest w stanie dać jej dzieciaka. - Jerzy wyrzucił te słowa z prędkością karabinu.
Pięść Adama wylądowała centralnie na nosie Jerzego. Ten zgiął się w pół z bólu. Adam ponownie zaatakował. Chwycił Jerzego i powalił na ziemię. Tarzając się próbowali się bić. Jak małe dzieci.
- Chłopcy przestańcie! - To mama Jerzego. Nie pomogło.
- Au! - Z oddali doszedł syk i jęk. To ojciec Jerzego, który biegnąc chyba, żeby ich rozdzielić, wpadł na gorącego grilla i oparzył rękę.
- Przestańcie! - Krzyknęłam. - Ojciec się oparzył, trzeba mu pomóc.
Opamiętali się. Wstali z ziemi. Adam cały brudny, Jerzy zakrwawiony - z nosa nadal leciała mu krew.
- Wszystko znów przez ciebie! - Usłyszałam w lewym uchu syk. Znów Małgorzata.
Poszliśmy do kuchni - ja, Jerzy i jego rodzice. Rękę ojca wsadziłam pod zimną wodę. Chyba jako jedyna nie straciłam głowy. Jurkowi dałam zimny ręcznik, żeby się powycierał i zrobił okład. Matka usiadła na stołku w kuchni i załamała ręce.
- Trzeba zadzwonić po taksówkę i na pogotowie. Taksówką szybciej go tam zawieziemy, bo ty Jurek nie możesz, piłeś. Pojedziesz z ojcem, przy okazji i ciebie obejrzą czy nos nie jest złamany. A na pogotowie zadzwonimy żeby wiedzieć, gdzie zawieźć ojca.
Wszyscy się poddali mojemu zarządzeniu. Jerzy z ojcem pojechali.
- Weź telefon i daj nam znać co i jak. - Powiedziałam jeszcze Jurkowi jak odjeżdżali.
Mama Jerzego i ja wróciłyśmy na imprezę i czekałyśmy na telefon. Przyjęcie trwało jeszcze z półtorej godziny i goście zaczęli się wykruszać, wyjeżdżając do domów. Oczywiście pierwsza, bez pożegnania, wyszła Małgorzata, zabierając swojego pijanego męża do taksówki.
- Zostań dziecko u nas na noc. Proszę. Będzie mi raźniej. - Powiedziała mama Jerzego.
Sama nie wiem czy to dobry pomysł... Jak się rozwinie ciąg dalszy?...
sobota, 22 października 2016
To był tylko sex.9.
Godzina 02:37...
SMS
"musz przyzn ze teskie za twoim cialem to siniejsz ode mnie. Obiecu byc grzeczNy!!! Imprez grill. Pojdz ze ma prosze... Ja napr/;ls;kdcjvn;a"
Spojrzałam na wyświetlacz, choć wiedziałam od kogo to - Jerzy West...
Co ja mam o tym myśleć... Jak tu zasnąć?!
02:51
SMS
"czy ja wyslalem do ciebie smsa"
02:53
SMS
"ku...wa jednak poszlo mam przesrane ja napr/jxioojx"
08:49
Po nieprzespanej nocy...
SMS
"Przepraszam za nocne sms-y! Mam nadzieję, że ich nie czytałaś... Jeżeli tak, to wybacz! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie... Upiłem się, nie kontrolowałem co robię. Uszanuję każdą Twoją decyzję... Jerzy."
Nie przespałam tej nocy pełnej godziny. Kurwa ja też tęsknię za nim. Za dotykiem jego rąk, palców, za językiem, penisem. Nie chciałam tego przyznać ale tak jest. Obawiam się jednak, że potraktuje mnie jak łatwą zdobycz, jak ... A to nie tak. Ja realizowałam swoje potrzeby podrywając facetów a nie - byłam łatwa... Czy on zaprasza mnie na imprezę, bo chce mnie zaciągnąć do łóżka, czy faktycznie chce ze mną być? A czego ja chcę? Seksu z nim na pewno. Ale na moich zasadach. Czy to aby normalne? Co ja mam mu odpowiedzieć?
SMS
"musz przyzn ze teskie za twoim cialem to siniejsz ode mnie. Obiecu byc grzeczNy!!! Imprez grill. Pojdz ze ma prosze... Ja napr/;ls;kdcjvn;a"
Spojrzałam na wyświetlacz, choć wiedziałam od kogo to - Jerzy West...
Co ja mam o tym myśleć... Jak tu zasnąć?!
02:51
SMS
"czy ja wyslalem do ciebie smsa"
02:53
SMS
"ku...wa jednak poszlo mam przesrane ja napr/jxioojx"
08:49
Po nieprzespanej nocy...
SMS
"Przepraszam za nocne sms-y! Mam nadzieję, że ich nie czytałaś... Jeżeli tak, to wybacz! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie... Upiłem się, nie kontrolowałem co robię. Uszanuję każdą Twoją decyzję... Jerzy."
Nie przespałam tej nocy pełnej godziny. Kurwa ja też tęsknię za nim. Za dotykiem jego rąk, palców, za językiem, penisem. Nie chciałam tego przyznać ale tak jest. Obawiam się jednak, że potraktuje mnie jak łatwą zdobycz, jak ... A to nie tak. Ja realizowałam swoje potrzeby podrywając facetów a nie - byłam łatwa... Czy on zaprasza mnie na imprezę, bo chce mnie zaciągnąć do łóżka, czy faktycznie chce ze mną być? A czego ja chcę? Seksu z nim na pewno. Ale na moich zasadach. Czy to aby normalne? Co ja mam mu odpowiedzieć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)