niedziela, 16 października 2016

To był tylko sex.8.

Byłam tego dnia zrelaksowana. Firma zaczęła dobrze prosperować. Już stać mnie było na to, żeby zatrudnić pomoc, żeby trochę spauzować, wyluzować, mieć więcej czasu wolnego.

Już nie miałam takiego ciśnienia na seks.

To znaczy miałam. Ale inaczej. Już nie chciało mi się szybkich numerków ale seksu. Powolnego, z grą wstępną, pocałunkami i tym całym zachodem...

Ale nadal nie chce mi się wiązać z kimś na stałe. To opiekowanie się kimś, zabieganie, staranie się... Bzdety... Sprzątanie, gotowanie... Bleeeeeee...

Poszłam sobie się zabawić z dwoma przyjaciółkami do knajpy. Daję słowo - nie ja wybierałam lokal!!! Przysięgam. Kasia wybrała właśnie tę knajpę, w której tak nieszczęśliwi poznałam Westa. To znaczy nie wiem czy nieszczęśliwie ale... No właśnie - znów to ale! Bo ja tak właściwie nie potrafię przestać o nim myśleć. I to nie tylko w temacie seksu - nie rozumiem... A dobra! Przecież ja przyszłam się pobawić z dziewczynami! Idziemy po drinki do baru i w tany! Potańczę, może mi to wywietrzeje...

Po jakiejś godzinie picia i tańczenia poszłyśmy z dziewczynami do WC. Klasyka. Po zrobieniu czego trzeba okazało się, że ta wariatka Marysia zabrała ze sobą skuna. Ja pierdzielę - chciała się ujarać chyba pierwszy raz w życiu.
- Wariatko ty! Co robisz?! - Zapytałam.  - Jak nas ktoś złapie z tym, to nas wsadzą. - Wariatka, jak Boga kocham! Marysia, taka spokojna, porządna dziewczyna to kiedyś była... Hehehe. Każdy chce mieć swój pierwszy raz... Oficjalnie powiem, że wyrzuciłyśmy to świństwo do sedesu.

Wróciłyśmy na salę. W głowie mi szumiało od głośnej muzyki, alkoholu i chyba czegoś jeszcze ;-)
Tańczyłam jak w transie, muza sama mnie niosła. Poczułam, jak ktoś za mną staje i tańczy ze mną w rytm. Wysoki, mocny facet - tego byłam pewna. Położył swoje dłonie na moich biodrach i starał się dopasować mój rytm do swojego. Na karku poczułam ciepły oddech. Muśnięcie ust. Odchyliłam głowę, bo pieszczota była przyjemna. Chcę jeszcze. Rzadko któremu facetowi się chce to robić. Jego usta ciągle pieściły moją skórę za uchem, moją szyje... Przyciągnął mnie do siebie.
- Słodko smakujesz. - Usłyszałam głęboki, ciepły głos.
Odwrócił mnie. Moje oczy znalazły się na wysokości jego podbródka. Wysoki! W końcu ja miałam na nogach moje najwyższe szpilki. Spojrzałam w górę. Piękne brązowe oczy. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Wtuliłam się w niego i tańczyliśmy nadal. W pewnym momencie zsunął swoją rękę z mojego biodra i chwycił mnie pod brodę. Podniósł ją do góry i pocałował mnie. Delikatnie pieścił moje wargi. Pieszczota była tak przyjemna, że w końcu wpuściłam go do środka. Nasze języki się spotkały. Bardzo miłe doświadczenie. Delikatny, nie nachalny facet. Całowaliśmy się bez końca. Jak mi było błogo... Chwilo trwaj!
- Jesu  chciałabym, żeby ten wieczór się nie kończył. - Wyszeptałam.
- Wiem co zrobić, żeby tak było. chodź! - Odezwał się on.
Poszliśmy.
Nawet nie wiem gdzie byliśmy, jak wyglądało jego mieszkanie.
Wylądowaliśmy w łóżku. Ubrani. Facet podniósł moją bluzkę i pocałował mnie w brzuch. Przeszedł mnie miły prąd. Zamknęłam oczy. Rozpiął guzik moich spodni, zamek. Całował dół brzucha. W miły sposób wsysał moją skórę w usta, co potęgowało przyjemność pieszczoty. Przesuwał się w górę. Uniósł moją bluzkę nad piersi. Zaczął ich dotykać. Dotyk miał elektryzujący. Wysupłał piersi i jego pocałunki przeniosły się na nie. Delikatne dmuchnięcia spowodowały, że moje sutki stanęły, gotowe, żeby je ssać. Facet nie omieszkał tego zrobić. Już dawno nie było mi tak przyjemnie. Od dawna miałam tylko szybkie numerki. Dobre, fakt, ogniste ale bzykanko to jednak nie to co dobry seks...
Ściągnął moje spodnie i majtki. Klęknął pomiędzy moimi nogami i ściągnął swoją koszulkę. Kurde jaki on był pięknie zbudowany! Widać, że ćwiczy. Mięśnie jak młody bóg! Rozpiął spodnie. Penis aż wyskoczył z nich, szczęśliwy, że ma luz... Duży, napalony... Facet zsunął spodnie do kolan. Schylił się. Poczułam ciepłe pocałunki na swoich udach. Dotykał mnie swoimi mocnymi dłońmi. Rozchylał uda, przesuwając się z pocałunkami co raz wyżej i wyżej. Ja rozkoszowałam się pieszczotą. Tak rzadką... Uniósł moje biodra. Zanurzył swoje usta pośrodku moich ud. Poczułam na łechtaczce długie pociągnięcie językiem. Banalne ale przeszył mnie dreszcz nieziemskiej rozkoszy! Byłam już tak rozbudzona. Poczułam zapach mojej wilgoci z cipki. Poczułam w niej jego język. Jak zlizuje moje soki, jak ją penetruje. jego zarost drapał mnie po łechtaczce. Baaaaaaaaaardzo miłe uczucie. Oderwał się od mojego wzgórka. Popatrzył w moje oczy. Zbliżył się powoli i zaczął składać pocałunki na mojej lewej piersi. Pocałunki przesuwały się w górę, na szyję, do zagłębienia między szyją a obojczykiem, które jest tak wrażliwe. Nasze usta się spotkały ponownie. Jednocześnie pociągnął mnie za biodra, wciągając mnie na swoje nogi i wsadził mi penisa aż po nasadę. Jęknęłam! Ale jak! Poruszył się a wraz z jego rytmem podskakiwały moje piersi. Byłam już tak napalona jego pieszczotą, że nie trzeba mi było dużo i eksplodowałam gigantycznym orgazmem! Nie czekałam na niego. Nie byłam w stanie! Zresztą jemu też nie trzeba było dużo. Jęknął i osunął się na łóżko. Nawet nie zauważyłam kiedy założył gumkę. Ufff!
Sięgnął po coś pod łóżkiem. Poczułam słodki zapach. Odwrócił się do mnie, pocałował i wpuści mi ten słodki dym w usta.
- Lubię zajarać ale po. Gdybym zrobił to wcześniej, mój mały by nie stanął. - Szczerze wyznał.
Zaraz będę upalona i nie będę w stanie wrócić do domu, pomyślałam.
- Dzięki! Było super! - Pocałowałam go w usta i zebrałam się do wyjścia.
W drzwiach się jeszcze obejrzałam jak leży na łóżku i pali, boskie ciacho!
I szczerze muszę wyznać, że było mi nieziemsko! Takiej gry wstępnej to ja sobie życzę!

No i tak złamałam swoje postanowienie nie włażenia facetom do łóżka. Miały być klasyczne randki. Oj! coś ze mną nie tak. A może to wina tego skręta...

Wracając do telefonu od Jerzego Westa...

- Cześć! Czy moglibyśmy się spotkać ponownie? Mam kilka kwestii, które chciałbym z tobą wyjaśnić. Posprawdzałem w firmie papiery i rzeczywiście jest kilka takich nieścisłości, że.......
- Cześć! A nie możemy przez telefon. - Pomyślałam, że będzie mi łatwiej gdy już go nie zobaczę.
- Raczej nie, bo chciałbym, żebyś też przeglądnęła te projekty. Może wskażesz mi jeszcze jakieś błędy.
- Kurcze zarobiona jestem i nie wiem czy dam radę. - Usiłowałam się wywinąć od tego spotkania.
- Nie oszukuj! No przecież dziś niedziela. Rano przecież nikt nie pracuje. - Zaśmiał się prezesina...
- Dobra, w drodze wyjątku. Tam gdzie ostatnio za godzinę? - Niech ja to mam już za sobą.
- Dobra, za godzinę. Róża. - I się rozłączył.

"Pod Różą". Siedzi. Prezes. Jurek West. Przystojny. Boski. Jesu chyba mam obsesję!
- Witam! - Podeszłam do stolika i wyciągnęłam rękę na przywitanie.
- Cześć! - Jerzy West wstał i uścisnął moją dłoń. Och te jego dłonie, place...
- Tak właściwie, to szukałem tylko pretekstu, żeby się z tobą spotkać. Mam ze sobą papiery ale w sumie poradzę sobie z nimi sam. Chciałem wypić z tobą kawę i przewidywałem, że nie dasz się namówić bez dobrego pretekstu.
Miał rację. Raczej wolałabym się z nim nie widzieć.
- Dziękuję! Uwielbiam ich kawę. Chętnie wypiję. - Jednak mu tego nie powiedziałam. Wolałam skłamać,  żeby zachować twarz. Było mi głupio.
Przyniesiono kawę. Upiłam łyk. Kurcze - oni naprawdę mają najlepszą kawę w mieście.
- Mam do ciebie raczej prośbę. Zostałem zaproszony na imprezę. Moi znajomi nigdy nie widzieli mnie z dziewczyną. Myślą chyba, że jestem gejem.
Prychnęłam. Och, gdyby ci znajomi wiedzieli....
- Mnie też to śmieszy ale chciałem, żeby wreszcie plotki się skończyły a nie będę się tłumaczył, że nie jestem jeleniem.
To se zamów kobitę z agencji - pomyślałam.
- Wiem, że są różne agencje, gdzie można "wypożyczyć" towarzyszkę na imprezę. Ale to nie takie grono znajomych. Wolałbym, żeby u mojego boku była normalna kobieta, inteligentna. Ciebie znam, więc będzie mi łatwiej. Odwiozę cię po imprezie z powrotem do domu albo zamówię taksówkę. Jak będziesz chciała. Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiała.
No dobrze, żeś mi to wyjaśnił, koleś! Bo o mały włos poczuła bym się jak... Pomyślałam.
- Pozwolisz, że to przemyślę. Trochę mnie zaskoczyłeś.
- Dobrze, tylko że ta impreza jest w sobotę. Proszę, zastanów się i daj mi znać. Bardzo byś mi pomogła.
- Dobra, dam znać. Dziękuję za pyszną kawę.
Wstaliśmy. Uścisk dłoni. Jerzy musnął mój policzek ustami. Jesu ale bym się w nie wpiła z chęcią.
- Odprowadzić cię do samochodu? - Zapytał West.
- Nie, bo przyjechałam taksówką. Jestem po wczorajszej imprezie i nie chciałam ryzykować. - Odparłam. Niech wie, że oprócz niego mam również inne życie.
- Zastanowię się i dam znać. Na pewno! Pa! - Odwróciłam się na pięcie i odeszłam z wielką pustką, bólem, chęcią i swędzeniem w................ No wiecie gdzie... ;-)

Przede mną cały dzień zastanawiania się za i przeciw imprezą z Jerzym Westem... A łeb zaczął mnie napierd..............ć!

Hmmmmmmmmmmm - co tu zrobić... :-(

sobota, 24 września 2016

To był tylko sex.7.

Ostatnim czasem zaczęłam się zastanawiać dlaczego się tak zachowuję a nie inaczej.

Poluję na facetów dla, zazwyczaj jednorazowego, seksu.
Czy ja nie potrafię się zaangażować? Obawiam się czegoś? Ale czego...
Boję się zaangażowania?
Do tej pory, fakt, ie miałam czasu na stałe związki, całe to bycie ze sobą, zabieganie o siebie. Powroty do domu o w miarę stałej porze...

A może boję się odrzucenia?

A co jeśli kręci mnie tylko taki seks i przy innych zbliżeniach nie będę się w stanie podniecić?!.....

Kurde jest to możliwe a raczej nie jest to niemożliwe... Ja pierdolę... Nienormalna jestem i będę się musiała leczyć.

Tak siedzę sobie dzisiaj w domu po całym ciężkim tygodniu pracy, wreszcie z alkoholem w ręku. Dziś nie mam ochoty na faceta, choć to weekend... Starzeję się?

Czy ja zdobędę się kiedyś na odwagę i porozmawiam z sobą szczerze? Jak nie dziś przy wódce, to kiedy?

Podsumowując moje dotychczasowe życie seksualne...

Zaczęłam, jak na dzisiejsze standardy, dość późno. Za to od razu ostro. Mój pierwszy facet bardzo lubił się pieprzyć i to w dziwnych i oryginalnych miejscach. Kiedyś to poopisuję ale teraz suche fakty. Nauczyłam się przy nim, że seks się łączy z adrenaliną. Chyba byłam? jestem? od niej uzależniona. Współjednoczy mi się z orgazmem. Wprawdzie już nie uprawiam seksu, jak się to potocznie mówi, w miejscach totalnie ekstremalnych ale do dziś zdarza mi się kochać np. w samochodzie na parkingu w biały dzień, kiedy ktoś może nas zauważyć i zgłosić fakt, np. na policję.  O seksie w toalecie już nie wspomnę bo to chyba norma ;-) . Uwielbiam seks na świeżym powietrzu, choć ryzykuje się wtedy pogryzienie przez różne robale - wiem co mówię, mrówki są najłatwiejsze do wyleczenia... Wiem doskonale jak podniecić faceta w klubie. Jak pokierować mężczyzną, żeby zrobił to, co ja chcę to czego oczekuję. Żeby mnie zabrał do siebie, do toalety, do samochodu i zerżnął w taki sposób, na jaki właśnie mam ochotę. Jak jestem łaskawa, to nawet mogę mu obciągnąć albo zwalić konia. Ale zwykle potrzebuję załadowania do cipki. tak jak np. zrobił mi to Jerzy...Jurek West...

Tak...
Obudziło mnie ruchanie. Po prostu. Obudziłam się i poczułam, jak on się wierci, wierci swoim zdolnym kutasem w mojej cipce. Na początku chciało mi się z powrotem spać. Ale uderzenia jego bioder były tak mocne, że rozbudził mnie... Rozbudził na nowo moje pożądanie. Fale gorąca na nowo zaczęły ogarniać mnie od stóp do głów. Jerzy jednym ruchem, nawet nie wiem jak, nie wyciągając penisa z mojej cipki zmienił pozycję z łyżeczki, na pieska. Kurwa mać ale tak głęboko jeszcze żaden facet we mnie nie wszedł. Nie było w tym nic mistycznego. Czyste, fachowe posuwanie. Robił przyjemność sobie a przy okazji i mnie. Trzymał mnie bardzo mocno za biodra i bardzo mocno ładował mi kutasa do środka. Dobrze, że byłam tak wilgotna, zalana moimi i jego sokami. Kurde, nawet nie dotknął innej części mojego ciała, tylko trzymał mocno za biodra i posuwał, jęcząc przy tym miarowo... Nie potrafiłam wyrwać się z jego upojnego posuwania. Dotykał mnie penisem tak głęboko, że nie wiedziałam do tej pory, że tak można! JA! Która już tyle razy bzykałam się na pieska i która miałam już (tysiące ;)) wiele penisów we wzwodzie w środku... Mocne uderzenia bioder o moje biodra były podniecające do granic. Jego jaja obijały się o podnieconą łechtaczkę, na nowo ją pobudzając. Nie potrafiłam kontrolować sytuacji. A lubię to robić! Poddałam się. Jerzy kontrolował a właściwie sterował, całą sytuacją, całym posuwaniem. Orgazm przyszedł nagle. Poczułam nagle obezwładniającą rozkosz. Falę, która zalewała mnie całą. Straciłam słuch, węch, czucie. Najpiękniejsze odczucie w moim życiu! Poczułam, że się spuściłam z tego podniecenia jak jeszcze nigdy w życiu! Kurwa mac ale ten facet odkrywał dla mnie seks na nowo. Odkrywał mnie na nowo. Ja takiej siebie jeszcze nie znałam. Nie wiedziałam, że tak mogę, że tak potrafię, że to w ogóle możliwe... Seks z tym facetem może opętać... Usłyszałam samczy jęk i moją cipkę ale nie tylko, zalała jego sperma! Ja pitolę! Dobrze, że używam antykoncepcji, bo było by nieciekawie... On nawet nie zapytał czy się zabezpieczamy w jakikolwiek sposób...

Wiem, że przygodny seks jest ryzykiem. Ryzykiem trafienia na zboczeńca, na choroby przenoszone drogą płciową... Wiem ale nie potrafię się opamiętać.

Dlatego na jakiś czas byłam zadowolona, że zalazłam faceta takiego jak mąż dyrektor Małgorzaty, który był chętny zawsze kiedy mi się zachciało. Podejrzewałam, że on się też bzyka z innymi, bo w domu nie miał tyle seksu ile potrzebował, zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy się starali o dziecko i każdy jego plemnik był cenny (podejrzewam, że Małgorzata była zazdrosna nie o męża ale właśnie o jego stracona nasienie i siły witalne).

Tylko  z kobietą nigdy się nie bzykałam. I nie mam zamiaru, bo kobitki mnie nie podniecają. Tylko samcza siła...

Rozumiem. To dlatego nie mam odwagi się z nim spotykać. Że mu ulegnę. Że nie zdołam się opanować i wlezę mu do łóżka albo sama go tam zaciągnę. Że stracę niezależność. Że ktoś pomyśli, że lecę na jego kasę i pozycję.

Pociąga mnie. Przyciąga. Najchętniej nie wyłaziłabym z jego łóżka przez  miesiąc...

Boję się, że mnie nie zechce. Że pomyśli, ze jestem łatwa albo puszczalska. Że będzie chciał wykorzystać na ponowny seks i nic innego.

A ja już nie chcę. Chcę wreszcie mieć kogoś swojego. Że kiedy będę wracać do domu, to ktoś będzie na mnie czekał. Po to rozwijam swoją firmę i przyjmuję nowe osoby do pracy...

Jerzy West raczej nie jest tą osobą.... Raczej pozostaje poza kręgiem moich ewentualnych stałych związków........

Weź się w garść, popraw koronę i zasuwaj, księżniczko! Poszukaj swojego księcia wreszcie w normalny sposób, zaczynając od randek a nie od seksu... Ha! Będzie trudno... Ale dość użalania się nad sobą i wspomnień...

Kur............ków pięć! Zaś telefon!

"Jerzy West" wyświetliło się na wyświetlaczu (bo niby co innego mogło się zrobić na wyświetlaczu :-O). Odebrać, czy nie odebrać - oto jest pytanie...


poniedziałek, 5 września 2016

To był tylko sex.6.

No wiedziałam! Jak zawsze gdy mi zależy nie spóźnić się, to gdzieś po drodze znajdą się roboty drogowe, korki, objazdy i chodniki rozkopane. W ten właśnie sposób spóźniłam się na spotkanie w "Pod Różą"...

Siedział. Przy jednym ze stolików w kącie sali. Stolik był pusty - czyżby czekał z zamówieniem aż ja przyjdę? Dżentelmen, ja pitolę! Nawet to było miłe...

Zauważył mnie. Wstał. Podałam mu rękę. Kurcze! Jakież on ma  ciepłe i mocne dłonie. Dotyk bardzo przyjemny...

- Witam! - Odrzekł Prezes.
- No witam. - Odpowiedziałam.
- Czego się napijesz? Zawołam kelnera. - Zapytał.
- Poproszę espresso. - Muszę się napić kawy, bo jeszcze długie godziny przede mną, pomyślałam. No i dobrze, że nie mam czasu bo, kurczę ale muszę to przyznać, Prezes działał na mnie! Gdyby pstryknął palcami, poszłabym z nim do łóżka w jednej chwili... Nie wiem sama czy to aby tak powinno być...
Podano kawę. Skosztowałam łyczek. Przepyszna! Piliśmy swoje napoje w milczeniu.

Jego dłonie. Palce. Przypomniało mi się jak mnie dotykał podczas tamtego wieczoru. Gdzie się znajdowały jego dłonie. Palce.

Spałam. Jak nigdy. Obudziło mnie uwieranie w pupę. Poczułam coś w cipce. Palec. Palce, który się poruszał delikatnie ale stanowczo. Gładził ścianki mojej cipki jakby w poszukiwaniu czegoś. Znalazł! Punkt G... Magia... Jęknęłam. Jego twardy penis uwierał mnie w pupę. Prezes przeniósł moją wilgotność ze szparki na magiczny guziczek. Łechtaczka zareagowała na jego dotyk od razu. Stwardniała. Chętna do masowania. Zaczęły mnie przeszywać spazmy rozkoszy. Najpierw delikatne. Potem, w miarę jak Prezes zintensyfikował nacisk i rytm, mocniejsze. Poczułam, że jego kolano wsuwa się między moje nogi. Unosi tę na górze, jednocześnie ułatwiając mu dostęp do masowania. Prezes zaczął miętosić płatek mojego ucha. Jak ja to lubię! Pocałunki przeniosły się na kark. Druga ręka oplotła mnie w pasie i spoczęła na piersi. Sutek jak na zawołanie stanął. Jakiż on ma doskonały dotyk... Cały czas pocierał moją łechtaczkę dbając o to, żeby cały czas była wilgotna. Przez moje ciało przebiegały dreszcze. Na swoich ustach poczułam palce Prezesa. Zaczęłam ssać jeden, którego włożył mi do ust. Pocierał nim moje wargi. Jednocześnie przytrzymywał ręką moje ciało, którym wstrząsały co raz silniejsze spazmy rozkoszy. Jego noga cały czas przytrzymywała moją, dając mu w ten sposób dostęp do całej mojej cipki. Masował moją łechtaczkę co raz szybciej i mocniej. Ja drżałam pod tym dotykiem, nie potrafiłam się kontrolować. Prezes wiedział co robić. Był w tym dobry! Kurde, bardzo dobry! Całował mój kark, miętosił pierś. Palce przesuwały się z cipki na łechtaczkę i z powrotem. Krzyczałam. Prezes zataczał kółka dookoła łechtaczki, masował ją po czubku. Delikatnie i mocniej. Pocierał palcem wejście pochwy. Wzmacniał doznania masując palcem punkt G. Ja chyba zwariuję i eksploduję! Boże! Jak mi dobrze! Jeszcze chwila. Jeszcze! O tak! Właśnie tak! Mocniej!Szybciej! Aaaaaaaaaaaaaaa! Nie ma takiej osoby, która potrafiła by się kontrolować w tej sytuacji! Muszę to powiedzieć - ja pierdolę! Tak dobrze jeszcze nikt mi nie zrobił! Palcami! Samymi palcami! Jeszcze jeden spazm, jeszcze jeden krzyk! Odpłynęłam... Rozkosz...

- Jak kawa? Smakuje? - Zapytał on.
Kurde! Ależ miłe to wspomnienie... Zarumieniłam się na jego wspomnienie! Ja!
- Tak, dziękuję! Dobra! Pyszna. - Starałam się gadaniem wybrnąć z tego, żeby przypadkiem nie zauważył, że wspominam jak było nam miło... Muszę się wziąć w garść. Dość! Jeszcze nigdy żadnego seksu nie wspominałam. Nigdy nie wracałam do wspomnień, choćby nie wiem jak mi było rozkosznie. Aż tu nagle Prezes...
- Chciałeś porozmawiać. Słucham. - Niech ja to mam wreszcie za sobą.
Prezes był poważny. Wydawało mi się, ze waży słowa, że stara się je dobrać tak, żeby mnie nie urazić.
- Dotarły do mnie plotki, że odeszłaś z firmy z powodu Małgorzaty. Czy to była tylko sprawa osobista? - Prezes popatrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam spojrzenie.
- I tak, i nie. Po części była to sprawa osobisty ale po części zawodowa. Prywatnie ona mnie nie lubiła. A zawodowo próbowała zdyskredytować. Staż u was był dla mnie ważny ze względu na rozwój zawodowy i dalszą pracę i szkolenie się. Dlatego wytrzymałam te trzy miesiące. Ale gdybym się do was przyjęła do pracy, to po dwóch, góra trzech tygodniach bym odeszła. - To była sama prawda. Może prezes powinien się wreszcie dowiedzieć co się dzieje w jego firmie?
- Trudno mi tak z tobą o tym rozmawiać, bo przecież Małgorzata to twoja kuzynka.
- Ale ja sam poprosiłem o tę rozmowę. Opowiedz o waszej współpracy. - Zmartwił się? Czy tylko tak mi się wydawało?
- Nie ma wiele do opowiadania. Małgorzata mnie ale nie tylko mnie, dawała zadania. Naprawdę ja znam swoją pracę. Wiem co zrobić, żeby firma miała zysk. Małgorzata wybierała takie projekty, które jej samej się podobały, nie musiały być merytoryczne. Po prostu kogoś lubiła, ktoś napisał projekt trzcionką, która jej się podobała - do takich absurdów dochodziło. W moich projektach szukała dziury w całym, błędów. Pomimo tego, że nie potrafiła ich ocenić, co sama nie raz stwierdziłam. Zatwierdzała projekty, przez które nie tylko firma nie wychodziła na zero ale nawet traciła dużo kasy. Nie będę ci dokładnie tłumaczyć - zobacz projekt DOT-2, np.
- Dziękuję! Sprawdzę. Wolałem się tego dowiedzieć od kogoś, kto już z naszą firmą nie jest związany zawodowo. Ktoś inny mógł by się bać opowiadać. Wiesz - to moja kuzynka ale firma też jest moja i zależy mi, żeby przynosiła zysk a nie straty. Ja Małgorzatę zatrudniłem tylko ze względu na jej męża, mojego przyjaciela. - Powiedział i spojrzał mi w oczy. Jego piękne oczy były trochę wystraszone, jakby się bał, że ucieknę. Nie, mój Prezesie! Mnie już nic nie zdziwi i nie wystraszy... - Teraz wiem co najpierw sprawdzić, nie chciało mi się przeszukiwać wszystkich firmowych plików. - A prywatnie? - Jurek jednak zadał to pytanie.
- Prywatnie - w jakiś sposób dowiedziała się, że uprawiałam seks z jej mężem. Nie byłam jego kochanką. Nikt nikogo nie kochał, nikt nikogo nie darzył uczuciem. Ja jestem kobietą z potrzebami a jemu nie wystarczało to, co dostawał w domu. Zawsze do niej wracał. Ona była dla niego najważniejsza, ją kochał nad życie. Chciał mieć z nią dzieci. Ale miał trochę większe potrzeby seksualne niż ona i tyle. Staraliśmy się nikomu nie robić krzywdy. Ona się jakoś o tym dowiedziała i zaczęła zatruwać mi życie zawodowe. Dlatego nie przedłużyłam umowy po stażu. To tyle a`propos plotek na mój temat. Dobra. Zasiedziałam się. Muszę już lecieć. Czas mnie goni. - Zaczęłam się zbierać.
- Dziękuję, że się zdobyłaś na odwagę i porozmawiałaś ze mną. - Prezes wstał i uścisnął mi dłoń. Przeszedł mnie dreszcz. Jakbym chciała się znaleźć teraz w jego rękach, żeby mnie przytulił. -Weź się w garść! Kobieto! - Zbeształam samą siebie w myślach.
- Do zobaczenia Agnieszko! - Jerzy West powiedział to takim głosem, że natychmiast bym się z nim umówiła, gdyby nie moje zasady...
- Pa! Miłego dnia! - Uśmiechnęłam się na pożegnanie, odwróciłam na obcasie i wyszłam.

Pewnie już go nie zobaczę.

Pozostaną mi wspomnienia.

Za to jakie wspomnienia! Potrójnego orgazmu podczas tamtego wieczora...

Po tej doskonałej palcówce zasnęłam jak zabita! Orgazm gigant mnie wykończył...
Zaczęłam się budzić... Coś mnie obudziło... Oj... Coś, ktoś jest między moimi nogami... Ach! Znów coś pobudza moją cipkę............

CDN.


wtorek, 2 sierpnia 2016

To był tylko sex.5.

Dobrze całował, muszę to stwierdzić...

Nasze usta trwały w pocałunku od samych drzwi, do samej sypialni... Prezes całował jak marzenie.

Jak udało nam się nie przerywając całowania rozbierać się wzajemnie? Nasze ubrania wyznaczały szlak naszej namiętności. W samym łóżku pozbyliśmy się bielizny. Nawet nie pamiętam czy to my sami ją z siebie ściągaliśmy, czy z siebie nawzajem.

Całując się i rozbierając dotarliśmy do łóżka. Miałam ochotę na pozycję na jeźdźca, więc tak manewrowałam, żeby prezes się położył. Siadłam na nim okrakiem i nie pozwoliłam mu zmienić pozycji. Penetrowałam jego ciepłe, wilgotne usta swoim językiem. Prezes odwzajemnił się tym samym. Chwycił moją głowę w swoje ciepłe, wielkie ale delikatne dłonie i nie puszczał przez dłuższą chwilę. Moje włosy rozsypały się dookoła. Na poduszkę. Poczułam, jak jedna z jego rąk powędrowała na moją pupę. Prezes zanurzył palec w mojej cipce. Sprawdzał czy jest dostatecznie wilgotna. Cały czas czułam na sobie jego napalonego penisa. Wielki i gorący. Ciekawe czy jest równie dobry w posuwaniu, jak w całowaniu...
Oderwałam głowę od ust prezesa, żeby zaczerpnąć powietrza a on się pode mną poruszył. Poczułam, jak jego obie dłonie chwytają mnie za pupę, lekko ją unosząc. Mężczyzna poruszył się pode mną i nagle.....................

Uuuuuuuuuuuuuuuuu!

Jego wielki kutas wtargnął do mojego ciepłego, wilgotnego wnętrza. Moja cipka zawyła z rozkoszy! O tak! O tak!!! Tego było mi trzeba. Jęknęłam... Wyprostowałam się, żeby się lepiej na niego spasować. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam poruszać. Powoli, powoli... W przód i w tył. W górę i w dół...
Oparłam ręce na klacie prezesa, żeby zwiększyć tempo. On się podniósł i wziął do ust moją lewą pierś. Jak zaczął delikatnie ale stanowczo ssać mój sutek, poczułam dreszcz rozkoszy aż w mojej szparce. Westchnęłam. Było to silniejsze ode mnie. Prezes chwycił moją głowę, przyciągając do swoich ust i znów wsadził mi w nie zwinny jęzor. Tym razem obie penetracje były dogłębne - i ta w cipce, i ta w ustach. Tak dobrze i tak głęboko wsadzonych obu instrumentów nie miałam chyba jeszcze nigdy. Druga ręka prezesa podtrzymywała mnie za biodra, żebym zbyt wysoko się nie unosiła. Cipka kląskała - wilgotna była na maksa, tak mi było dobrze. Rozkoszne dźwięki! Puścił moją głowę. Wyprostowałam się, żeby uderzenia penisa były jeszcze głębsze. Oj, lubię to! Unosiłam się i opadałam rytmicznie a w ten rytm jego biodra uderzały w górę, co potęgowało doznania! Kurde trzeba przyznać, że ma facet kondycję!
Wpadliśmy we wspólny rytm. Ja w górę, on w dół. Ja w dół, on w górę i uderzenie! Wyciekające z cipki bardzo obfite soki dodawały tylko swoim dźwiękiem namiętności, dodatkowo rozpalały. Słychać było tylko to i nasze oddechy. Sapania. Jęki.
Poczułam na moim guziczku, mojej łechtaczce, długi palec prezesa. Kurwa w takim momencie! Przecież ja zaraz eksploduję!!! Jeszcze trzy, dwa, raz... Aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
Jęknęłam tak, jak jeszcze nigdy dotychczas... Moje unoszenia się zwolniły. Jeszcze prezes dobijał kutasem moją cipkę. Jeszcze jeden, jeszcze raz... Jęknął i on..
Przez moje ciało od góry w dół i od dołu w górę przelewała się gigantyczna fala rozkoszy. Nie potrafiłam złapać oddechu... Zwaliłam się obok prezesa i zaległam na plecach. Uwielbiam ten poziom rozkoszy, kiedy nie potrafię mówić, oddychać, poruszać ręką ani nogą... Z oczu pociekły mi dwie łzy. Działo się to tylko wtedy, kiedy moja rozkosz sięgała zenitu, sięgała swoich granic. Kurwa ale mi dobrze... Ja pitolę jak dawno mi tak nie było i od jak dawna było mi to potrzebne. Facet, który tak doskonale grzmoci. Potrafił się ze mną zgrać, przyznaję.
Rozumiem, że faceci, zabiegani, przychodzą do burdelu. Oni mają w swych codziennych zajęciach tylko małą lukę a właśnie mają ochotę na seks. Wchodzą, płacą i od razu mają chętną dziewuchę na bzykanko. Rozładują się i są szczęśliwi i spokojni. Myślałam kiedyś, że gdyby burdele z facetami były tak dostępne jak z paniami, to chyba bym była tam częstą klientką. Ale z drugiej strony jak lubię to sucze polowanie na faceta, na najlepszy obiekt seksualny na sali...
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam... Obudziło mnie uwieranie w pupę. Jednocześnie poczułam coś w cipce...

Kurde dlaczego ten telefon dzwoni właśnie wtedy, kiedy ja jadę przez najgorsze ze skrzyżowań, robię lewoskręt, niezbyt przepisowo a on leży gdzieś w torbie na siedzeniu pasażera i przypomina, że nie włączyłam głośnomówiącego... Cholera jego mać!!! Dzwoni i dzwoni! Skręciłam i wsadziłam rękę do torby. Przepastnego torbiszcza, w którym na "trzeźwo" trudno było cokolwiek znaleźć a co dopiero z jedną ręką na kierownicy. Dzwoni i dzwoni... Wyrwałam go z przepastnej paszczy.
- Słucham! - Warknęłam może niezbyt grzecznie.
- Witam! Tu ja! - Usłyszałam w odpowiedzi wesoły głos.
Ja pitolę... Prezes! Jurek! Jerzy West. Facet od obłędnego jednego, potrójnego numerku, telefonuje do mnie z głosem jakby nigdy nic...
- Tak słucham! Miło mi... - O mało co a powiedziałabym to z przekąsem.
- Kiedy się spotkamy? - Co proszę? Przez moją głowę przeleciało milion myśli...
- Co znaczy kiedy? - Odpowiedziałam. Nie planowałam spotkać się z nim ponownie, choć przyznaję, seks był nieziemski... Oprócz męża tej tam...nie spotykałam się z żadnym facetem na ponowny numerek. To nie było w moim zwyczaju. A poza tym skąd on ma mój numer fona?!
- No jak to? Obiecałaś mi rozmowę, nie pamiętasz? - Wesołość w jego głosie była wyraźna. Bawił się ze mną?
- Rozmowę? Nie przypominam sobie. - Stanęłam samochodem na poboczu.
- Miałaś mi wyjaśnić plotki na swój temat. - Spoważniał.
- No nie wiem... - Nie miałam ochoty na rozmowę na ten temat. I, szczerze mówiąc, obawiałam się, że jeżeli zobaczę go ponownie, usłyszę jego głos na żywo, przypomni mi się tamta noc, to znów nie zapanuję nad sobą i pójdę z nim do łóżka. Skomplikowałoby to całe moje życie. A ja jak zwykle byłam seksualnie niedorobiona...
- Obiecałaś, wiec nie masz wyjścia. Zresztą nie po to zdobyłem twój numer, żebyś się nie spotkała ze mną na małej kawie. - Kawa? Kawa chyba może być... Umówię się w jakimś takim czasie, kiedy będę go miała strasznie mało, to mnie nie skusi na niego... Na prezesa...
- Dobra, ok! Gdzie proponujesz i kiedy. - Odparłam, żeby mieć to już za sobą. Chyba boję się sama siebie...
- Proponuję jak najszybciej. Najlepiej już teraz. - Wypalił prezes...
Pomyślałam. Spojrzałam na zegarek. Za godzinę muszę się spotkać z klientem. Jeżeli teraz podjadę do centrum, to będziemy mieli pół godziny, nawet nie, na pogadanie. Centrum, w biały dzień, w środku tygodnia, człowieki zapracowane, mało czasu. Powinno byc ok.
- Dobra, za dziesięć minut w Hali Lustrzanej. Tam jest Kawiarnia Pod Różą. Pogadamy, niech ja to mam wreszcie za sobą. - Wypaliłam w telefon.
- Dobrze, za dziesięć minut. Znajdę. Ale myślałem, że się ucieszysz.- Posmutniał. Palant.
- Na razie. - Rozłączyłam się, nawet nie próbując go pocieszyć. Ta rozmowa może być trudniejsza, niż niektóre negocjacje z klientami. Ale niech ja to mam już za sobą.

O spotkaniu i o tym co się zdarzyło po nim w następnym...

wtorek, 26 lipca 2016

To był tylko sex.4.

Dotarły do mnie dźwięki ulicy. Obudziłam się. Zrelaksowana jak jeszcze nigdy...

Nie otwieraj oczu, mówiłam sama do siebie...

Jak błogo tak leżeć!

W pomieszczeniu było jasno. Oczy same się otworzyły ale widok nie był znajomy. Gdzie ja jestem?!

Sufit nie mój. Spojrzałam w lewo - to chyba nie hotel, zbyt tu ładnie...

Spojrzałam w prawo... Kurwa mać! Ja pierdolę! Prezes! Śpi jak małe dziecko, nawet nie chrapie...

Szybki reset i pamięć mi ruszyła. Wczoraj. Moja ochota na sex. Knajpa. Facet. Prezes mojej firmy. Kuzyn dyrektor Małgorzaty. Alkohol. Rozmowa. Jego mieszkanie. Sex...

No! To wspomnienie akurat było i owszem! Takiego seksu ja nie miałam już od dłuższego czasu! Od dawna nikt, żaden facet, tak dobrze mnie nie zaspokoił, tak mnie nie dotykał, nie odkrywał takich miejsc na moim ciele... Niech ja policzę - ile to było razy? Trzy? No to się nie dziwię, że spało mi się tak dobrze.

Kurwa! Niedobrze!
Złamałam pierwszą zasadę mojego postępowania z facetami. Po pierwsze nie zostawać u niego na noc. Po pierwsza pierwszość - nigdy nie bzykać się u niego!!! To zawsze komplikuje. Spadam stąd, zanim prezes się obudzi!

Wymknęłam się po cichu z łóżka. Znalazłam majtki ale gdzie reszta mojej bielizny? A pierdzielę! Znajdę resztę ubrań - wczoraj naprawdę było gorąco i ciuchy są porozrzucane po całym apartamencie. Wreszcie mogę się porozglądać po mieszkanku prezesa - nie powiem - urządzone gustownie i bez przeładowania.

Buty, jeszcze buty...

Może pod łóżkiem? Znalazłam jednego. Podniosłam głowę.

- Cześć mała! - Wypalił rozbudzony prezes. - Już uciekasz? Wróć do mnie. Mieliśmy pogadać. No chyba należy mi się nagroda za wczoraj? - Mrugnął do mnie oczkiem!

Zaczęłam wpadać w panikę. Nie jest dobrze. Jest niedobrze! Rozmowa oznacza więcej czasu wspólnie, razem. Czasu, którego ja nie mam. Potem dochodzi więcej i więcej, zaangażowanie, spotkania i całe te duprele. Ja nie mam ochoty na związki. Nie mam czasu. Mam tylko ochotę na seks od czasu do czasu z upolowanym facetem i to wszystko. Jak ja się mam z tego wymigać... Myśl Aga, myśl!
- Zadzwoń do mnie. - Nie dawałam mu mojego numeru, to pamiętałam doskonale! Nigdy nikomu nie daję swojego numeru. Dlatego mam spokój i nie ryzykuję, że któryś wymyśli sobie wielką miłość aż po grób po jednym numerku. - Pa! Muszę lecieć. - Znalazłam drugiego buta w korytarzu. Wyszłam z mieszkania. Zamknęłam drzwi. Wydawało mi się, że prezes był zdziwiony...

Dlaczego mnie to spotyka. Obłędny, nieziemski seks, o którym muszę Wam opowiedzieć i facet, który nie jest obcym, o którym się zapomina po jednym bzyknięciu...

Bo to, że nie będę mogła o nim zapomnieć, to oczywiste.......

Niefart jak diabli...

Aga! Weź się w garść. Do przodu! Nie ma czasu rozpamiętywać nawet najlepszego seksu! Jeszcze nie raz się trafi... Do domu! Masz kupę roboty!

Obiecuję, że następnym razem opiszę te obłędne trzy numerki...

czwartek, 7 lipca 2016

To był tylko sex.3.

Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Wspomnienia są fajną rzeczą...

Ale mnie potrzeba realu! Realnego seksu! Prawdziwego faceta nad sobą a nie wspomnień i fantazji!
Zatem...

Zatem poszłam polować. Prawie dosłownie, bo czułam się jak suka, która poszukuje swojego samca. Samca, który ma jej przynieść zadowolenie, satysfakcję, spełnienie i zaspokojenie... Mniam...

Usiadłam w knajpie przy barze. Stamtąd miałam najlepszy widok na wszystkich, poza tym było to moje ulubione miejsce. Zamówiłam drinka. Nie, nie był to mój pierwszy raz, jak polowałam na zaspokojenie seksualne ale raczej wolałam się rozluźnić alkoholem. Alkohol dawał również pretekst do nawiązania rozmowy. I tak było i tym razem...

Siedziałam tak już dobre pół godziny, gdy obok mnie zmaterializował się ON... Kurde, prawie ideał! Zadbany, dobrze ubrany. W wieku odpowiednim, co stwierdziłam po pobieżnym otaksowaniu.

- Poproszę czystą. - Powiedział obiekt do barmana. Konkretnie. Ja sączyłam już trzeci kieliszek wina.
- Cześć! Czy mogę zająć miejsce obok ciebie? - Padło pytanie skierowane do mnie.
- Proszę. - Odpowiedziałam. - Poproszę jeszcze raz to samo. - Zaczepiłam barmana.
- Ja płacę za tą panią. - Ha! Facet z gestem albo ma ochotę na więcej.
- Czy my się czasem nie znamy? - Padło pytanie.
Kurde - takiego faceta chyba bym skojarzyła? Nie pamiętam, żebym go znała!
- Nie sądzę. Nie, raczej nie.
- Ależ tak, tylko pracujemy w innych miejscach w firmie. Pracujesz w West.com?
- Pracowałam. - Aha! Ciekawe czy dotarły do niego plotki o romansie z mężem dyrektor Małgorzaty. Mam to w dupie. Jestem tu tylko po to, żeby znaleźć faceta do pieprzenia na jedną noc i tyle.
- No to dobrze mi się wydawało. Jestem Jurek. Brudzia? - Kurcze kto jeszcze proponuje kobiecie brudzia?! No dobra - może być.
- Brudzia. Aga jestem. - Przynajmniej będę wiedziała z kim się pieprzyłam. Bo do tego to prowadzi - mam nadzieję ;-)
Wszystko układało się po mojej myśli. Pogadaliśmy. Nasze dłonie zaczęły się dotykać. Ewidentnie facet mnie zarywał ale w delikatny sposób. Niby przypadkowo dotknęłam go stopą. Aż iskry przeskoczyły. Wyobrażałam sobie jak te piękne dłonie mnie rozbierają, jak biorą się za miętoszenie moich piersi. Jak daleko w moją cipkę wejdą te długie palce... Bardziej niż słuchałam, wpatrywałam się w mówiące usta. Ciepłe, wilgotne. Bardzo namiętne. Aż mi się zachciało wsadzić jęzor w te usta. Scalić się w pocałunku. Jesu jak mi się chce seksu! A ten gada i gada... Niby przypadkiem dotknęłam jego uda.
- Przepraszam ale niewygodnie mi na tym stołku. - Srata tata! Chciałam tylko sprawdzić czy facet nadaje się do długiego bzykania, czy mam się nastawić na szybki numerek.
- Niewygodnie? To może przeniesiemy się w inne miejsce? Na przykład do mnie? - Wreszcie padło to pytanie, na które czekałam od pół godziny.
- Czy ja wiem? Miałam dziś ochotę na wino. - Jesu gdyby on podejrzewał jaką ja mam na niego ochotę! Gdybym nie była wygodna, to poszłabym z nim do męskiej toalety i dała się posunąć już teraz, natychmiast. A potem bym mu obciągnęła całą spermę...
- Mam w domu bardzo dobre wino. Zapraszam na degustację - Uśmiechnął się do mnie najczarowniejszym uśmiechem.
- No dobra. Pozwolę się zaprosić. - No! Żeby się nie domyślił jak bardzo chcę, żeby mi wsadził kutasa po same jaja...
Wtem!
- Cześć prezesie! Kopę lat! - Jakiś gościu się wrypał między nas. Na mnie nie zwrócił uwagi, za to widać było, że z tym facetem się znają. Przywitali się. Zaczęli gadać a mnie w głowie oświeciła się lampka alarmowa! Prezesie? Jurek? Jerzy? Jerzy West? Jerzy West! Tak, to on! Prezes i właściciel West.com w jednej osobie. Ja pierdolę! Jeżeli to faktycznie on, to dyrektor Małgorzata jest jego kuzynką! Kurwa ma! Z seksu nici... Suka pozostanie dziś niezaspokojona, zła, głodna bzykania i wściekła do granic możliwości. Ja pierdolę! Jaki niefart!!!
Wyszłam z knajpy, odetchnęłam zimnym powietrzem, żeby otrzeźwieć i wyjęłam telefon, z zamiarem przywołania taksówki.
- Kurde! Udało mi się cię znaleźć! - Facet, którego w myślach już miałam pod sobą w pozycji na jeźdźca, wyleciał z knajpy i mnie szukał.
- Sorry ale niepotrzebnie. To był błąd. - Nawet na niego nie spojrzałam.
- Dlaczego? - Facet się zdziwił. - Co ja takiego powiedziałem?
- Raczej czego nie powiedziałeś. - Moja frustracja spowodowana brakiem seksu narastała. - Jesteś prezesem West.com, więc dokładnie wiesz kim jestem. - Najchętniej bym go zdzieliła w twarz...
- To znaczy? - Zdziwił się.
- Jesteś kuzynem dyrektor Małgorzaty i wiesz, dlaczego zrezygnowałam z pracy w waszej formie. - Wściekła byłam. Podniosłam głos.
- Tak, Aga. Dokładnie wiem kim jesteś. Dotarły do mnie te plotki. Ale spotkawszy cię dzisiaj skorzystałem z okazji, żeby u źródła sprawdzić prawdziwość plotki... - Jego piękne, zielone oczy patrzyły wprost w moje, oddech miał urywany... Szczerość?  Czy ja faktycznie mam mu wytłumaczyć, że potrzebowałam i potrzebuję tylko seksu? Że nie mam czasu ani siły, żeby wplątywać się w stałe związki? Że się tego boję?

Pojechaliśmy do niego. Jednak.
Na początku drogi miałam silne postanowienie, że tylko z nim pogadam, wyjaśnię i wychodzę.
Na końcu drogi okazało się, że prezes mieszka w kamienicy. Nie w jakimś wypasionym apartamentowcu, tylko w zwykłej kamienicy, która remont miała dopiero w planach...
Otworzył drzwi zwykłym kluczem, choć w firmie pełno było gadżetów typu szyfrowe zamki do drzwi. Wpuścił mnie przodem, zapalił dyskretne światło.
- Nie dam rady. - Szepnęłam.
- Czego nie dasz rady? - Zapytał cichym, głębokim głosem.
- Nie dam rady z tobą rozmawiać w tej chwili. Za bardzo mam na ciebie ochotę... Na seks z tobą. Nie mogę wytrzymać. Nic z tego nie będzie... - Przyznałam się.
Prezes podszedł do mnie tak blisko, że dotknęłam plecami drzwi. Nachylił się do mojego ucha. Poczułam jego oddech na swojej szyi. Ręce położył obok mojej głowy, przygniótł mnie swoim ciałem. Poczułam na swoim udzie wypukłość w jego spodniach. Nasze oddechy stały się urywane.
- No i dobrze, bo ja też mam na ciebie ochotę. - Wyszeptał wprost do mojego ucha. - Od bardzo dawna mam na ciebie ochotę. Pewno czujesz, jak mój kutas się do ciebie rwie...
Odwróciłam głowę w kierunku tego głosu.
Nasze oczy się spotkały.
Nasze usta się spotkały.
Nasze ręce...

Czy uciekłam, czy uległam - w następnym odcinku...

niedziela, 5 czerwca 2016

To był tylko sex.2.

Ten wieczór należał do mnie...

Do moich fantazji. Ale czy to są fantazje, czy normalka...

Leżał nagusieńki na środku łóżka i nie wiedział co go czeka. Wzięłam do sznur od zasłon i przywiązałam jego ręce do łóżka. Oczy zakryłam mu czarnym, jedwabnym szalem. Zakazałam się odzywać.
Podeszłam do łóżka. Jego kutas stał cały gotowy, napalony, pachnący testosteronem. Siadłam na facecie okrakiem i oparłam mój tyłeczek o twardy instrument. Bez zbędnych ceremonii wsadziłam swój język w jego usta. Jesu jak on genialnie całuje! Musiałam użyć całej swojej mocy, żeby się od niego oderwać. Facet oderwał głowę od poduszki i szukał moich ust, żeby kontynuować. O nie! Dzisiaj ja rządzę...
Przeszłam do tyłu. Znalazłam się między jego nogami. Na wprost wyprężonego instrumentu. Westchnęłam-piękny widok...
Dotknęłam ustami jego czubeczka. Samiec syknął.
Objęłam go wargami. Facet zaczął drżeć.
Wsadziłam go do ust. Usłyszałam jęk rozkoszy.
Jak ja to lubię. Sprawiać rozkosz jemu ale równocześnie i sobie. Mieć go w posiadaniu i władzy absolutnej.
Starałam się brać go jak najgłębiej. Jęki rozkoszy z ust faceta były co raz głośniejsze i głębsze.
Wypuściłam go z ust. Czas zająć się jądrami. Były wygolone. Czyściutkie i pachnące. Tak lubię! Rozchyliłam jego uda. Tak samo jak on to robił, gdy pieścił mnie ustami. Penis, twardy i gorący, opierał się o mój policzek gdy brałam jego kulki delikatnie w usta. Jeździłam po nich językiem, przetaczałam je w ustach. Skóra na nich była taka delikatna... Z ust faceta dochodziły jęki świadczące o tym, że jest mu dobrze, bardzo dobrze...
Wypuściłam klejnoty. Wróciłam do penisa. Czas skończyć co zaczęłam. Otoczyłam wargami czubek. Tą delikatną część jego ciała, która przynosi nam obojgu taką rozkosz... Wsadziłam język do tej małej, wilgotnej już dziurki. Jęk, znów jęk z jego ust. Wiem, że dobrze to robię. Jestem w tym mistrzynią! Wodziłam językiem pomiędzy delikatnym czubkiem a otaczającą go skórką.
Zaczęłam ssać i miętosić go swoimi ustami. Gdybyście mogli usłyszeć to dźwięki dobywające się z ust i gardła faceta! To one tak mnie nakręcały! Moja cipka była gorąca i wilgotna. Ale to nie był dzień jej spełnienia... Miałam okres, nie miałam ochoty na bzykanko, za to miałam wielką ochotę zrobić komuś loda...
Zacisnęłam usta na penisie i zsunęłam się w dół. Jak najgłębiej. Potrafię wziąć go całego nie krztusząc się. Poruszałam się rytmicznie w górę i w dół wiedząc, jak bardzo jest to podniecające dla faceta. Dla mnie zresztą też.
Przez moją głowę przeleciała myśl, czy gdyby teraz drugi facet brał mnie od tyłu wsadzając drugiego, napalonego kutasa do mojej napalonej cipki, czy była bym w stanie robić to tak dobrze... Musze kiedyś spróbować.
Ręką masowałam - jak to nazwać - drugą końcówkę penisa - jego nasadę. To magiczne miejsce - punkt G u faceta. Jęki rozkoszy, posykiwania, spazmy nabrały na sile. Ja poczułam, że soki z mojej pochwy za chwilę zaczną wypływać. Jak to dobrze, że mam pod sobą faceta, który się odwdzięczy za tak dobrego loda i to już wkrótce. Facet szarpał się, przywiązany sznurem. Wiem, że w tej chwili wolałby mnie oglądać nagą, dotykać. Ale dziś jest ten dzień, kiedy rządzę ja! Nikt nie będzie mnie rozpraszać.
Poczułam, że wytrysk jest już blisko, przez penisa przechodziły fale znaczące tylko tyle, ze za chwilę nadejdzie koniec stosunku. Gdyby to nie był mój wieczór, spuszczenie zakończyło by się na mojej twarzy, na mojej cipce, na mojej pupie, na moich cycuszkach albo w moich ustach.
Ale nie dziś... Ujęłam ręką nasadę kutasa i czekałam na ostatnią falę. Jest! Facet jest młody, więc i wytrysk potężny! Mocny, dość spory. Dużo tego dobrego... Pozwoliłam białej substancji spłynąć po sterczącym penisie. Facet zalał sam siebie. Biała masa spłynęła na jego owłosiony brzuch, popłynęła na jądra.
Odwiązałam jego lewą rękę.
Wyszłam...

Pa! Do następnego...